Back to Stories

Arlene Samen Jest pielęgniarką W Dziedzinie Medycyny Matczyno

wziąłeś tę lekcję i nauczyłeś ich obfitości. Czy dziewczyny nadal są w Tybecie?

Arlene: Wszystkie są w Tybecie. A te dwie, które ukończyły liceum, wkrótce złożą podanie o przyjęcie na uniwersytet. Jedna z dziewcząt może skończyć na uniwersytecie w Lhasie lub tuż za Lhasą. I nie jestem pewna, czy druga skończy w Chinach kontynentalnych. Kiedy złożą podanie i zaczną tam chodzić do szkoły, zobaczę, czy uda mi się namówić je na przyjazd do USA. Ale bardzo trudno im dostać wizę, żeby opuścić Tybet.

Ameeta: Czyli nie możesz ich zobaczyć, kiedy są w Tybecie?

Arlene: Jedyny sposób, w jaki mogę ich zobaczyć, to spotkać się z nimi w Chinach kontynentalnych, co już zrobiliśmy. Rozmawiamy ze sobą także przez Skype'a.

Siła płynąca ze świadomości, że wszyscy jesteśmy jednością

Audrey: W pewnym sensie nie boisz się tego, co może się wydarzyć, i nie odczuwasz niedoboru. Co daje ci tę ekspansywność, by poświęcić czas na takie zaangażowanie?


Arlene: To całkiem proste. Wiem na pewno, że wszyscy jesteśmy jednością, że Bóg kocha przeze mnie i że nie brakuje miłości. Ci, którzy żyją w niedostatku, to ja. Oni są nami wszystkimi. Są częścią nas. Dorastałam w biedzie, a mimo to moja matka zawsze wmawiała nam, że mamy wszystko. Mimo że nie mieliśmy nic. Myślałam, że mam wszystko. I miałam. Bo czego ostatecznie wszyscy potrzebujemy? Musimy być częścią społeczności i być kochani. Tego nie brakuje. Zawsze możemy do tego sięgnąć — zawsze!

Może nie mam pieniędzy, żeby dać je żebrakowi, ale często zatrzymuję się, patrzę mu w oczy, kwituję to i składam mu ślubowanie.

Audrey: Czy możesz opisać swoje dzieciństwo?

Arlene: Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu z trójką dzieci w jednym pokoju, co uwielbialiśmy, i wszystkie zwierzęta, które tam były, kardynały i rudziki. Myślałam, że wszystkie są częścią terenu, którym muszę się opiekować. Zanosiłam jedzenie zwierzętom i spotykałam się z każdym!

Pamiętam, że był tam pewien mężczyzna, który był sam i karmił wiewiórki, a wszystkie dzieci się go bały, oprócz mnie. Po prostu siadałam na ławce i uczyłam się, jak karmić wiewiórki. On, w mojej głowie, był opiekunem zwierząt. Więc po prostu wymyśliłam sobie to wszystko — że mieszkaliśmy w Pałacu Buckingham! I to wszystko było częścią posiadłości, wszystkie apartamenty, strumienie i drzewa. I było rozległe. Jeśli kiedykolwiek oglądałeś film Życie jest piękne , moja mama była taką osobą — w pewnym sensie wierzyła, że ​​jesteśmy w sztuce. Dostawaliśmy tekturowe pudełko i myśleliśmy, spójrz, ile rzeczy moglibyśmy z nim zrobić! Moglibyśmy zbudować dom! Moglibyśmy zrobić z niego pociąg! Nigdy nie czułam braku czegokolwiek.

Audrey: Co daje ci zdolność bycia nieustraszoną?

Arlene: Moja wiara. Moje połączenie z Bogiem, którym jestem w środku. Czy to moja natura Buddy, czy Bóg, czy ta Siła Życia.

Ameeta: Czy medytujesz?

Arlene : Jestem. Mogłabym medytować o wiele więcej niż to robię. To było zabawne, pewnego dnia przyjaciółka zapytała mnie, ile czasu poświęcam na ćwiczenia? A ja powiedziałam, że każdą chwilę mojego życia. Każdy oddech, który biorę.

Audrey: Jak duchowość wpływa na twoją pracę? Masz tak silne przekonanie. Jaka jest twoja praktyka duchowa?

Arlene: Cóż, zostałam wychowana jako chrześcijanka, a matka, która absolutnie w każdych okolicznościach, bez względu na wszystko, wierzyła, że ​​wszystko jest w Boskim Porządku. A kiedy byłam naprawdę młoda, studiowałam filozofię Wschodu i buddyzm. W tamtym czasie nie rozumiałam w pełni natury Buddy, ale wydawała się być częścią mnie. Nie pamiętam czasu, kiedy nie byłam połączona z wyższą mocą. Nawet jako dziecko. Właściwie pamiętam, jak miałam około 10 lat — miałam takie poczucie, że rozmawiam z Jezusem. Wiedząc, że nie boję się śmierci. Nigdy nie bałam się umierać. Po prostu zawsze czułam się chroniona. I jeszcze bardziej wiedząc, że kiedy jestem niespokojna lub przestraszona, to są chwile, kiedy czuję się oddzielona od mojej praktyki duchowej. Bóg, którym jestem, Budda, którym jestem. Kiedy o tym zapominam, wtedy tracę to, kim jestem. Bardzo ważne jest, aby pozostać z tym połączonym. Robię to poprzez akty służby. To mnie utrzymuje w kontakcie.

Audrey: Co masz na horyzoncie? Gdzie chcesz teraz skupić swój czas i energię?

Arlene: Będę nadal pracować z One Heart , ale obecnie uczę się również pracy z pacjentami z zespołem stresu pourazowego i opieką nad osobami na końcu życia. Jestem bardzo zmotywowana, aby kontynuować moją ścieżkę zmniejszania cierpienia na świecie. To właśnie tam mam wiele współczucia. Zwłaszcza dla naszych żołnierzy, którzy wracają z wojny. Byli świadkami tak wielu aktów przemocy i sami się dopuścili przemocy.

Audrey: Czy miałaś okazję pracować lub mieć styczność z którymś z tych żołnierzy?

Arlene: Jeszcze nie. Jestem na początku kursu i właśnie oglądamy wiele filmów z nauczania pracy z żołnierzami z PTSD.

Audrey: Jak się czujesz po powrocie do USA?

Arlene: Jestem niesamowicie wdzięczna, ale czasami bardzo smutna. W pewnym sensie muszę radzić sobie z uczuciami związanymi ze świadomością, że odeszłam — że zostawiłam za sobą ludzi, którzy cierpią. Na przykład po trzęsieniu ziemi w Nepalu wróciłam do domu, ale mój personel i wioski zostały bez niczego. Więc czasami zmagam się z tym, jak najlepiej poradzić sobie z własnymi emocjami i zdaję sobie sprawę, że to, co robię tutaj, będzie im bardziej służyć niż moja obecność tam. Jest mi ich żal, ale prześladuje mnie myśl o tym, kiedy mogę przyjść do miejsca, w którym czuję się bezpiecznie. I że mam wszystko. Dach nad głową, jedzenie i wszystko inne, i że zostawiam za sobą ludzi, którzy tego nie mają. Walczę z tym. Chcę, żeby wszyscy mieli wszystko.

Ameeta: Żyjesz z serca, żyjesz z miłości bez strachu i to jest to, co wszyscy staramy się osiągnąć. To inspirujące wiedzieć, że niektórzy ludzie naprawdę to potrafią; dajesz nam reszcie wzór.

Arlene : Sekretem tego wszystkiego — wiatrem pod moimi skrzydłami — są moi przyjaciele. To miłość i społeczność, które mnie podtrzymują. I podtrzymują mnie przez wszystkie próby i udręki z tak wielką miłością, że po prostu mnie to napełnia. Muszę powiedzieć, że to naprawdę społeczność i moja wiara. To mnie trzyma razem. To mnie karmi i odżywia.

Audrey: Chcielibyśmy wiedzieć, w jaki sposób nasz ekosystem może służyć i wspierać Ciebie oraz Twoje piękne intencje i pracę na świecie?

Arlene: Czuję całą waszą miłość i wsparcie. Wraca do mnie i po prostu wychodzi, aby nakarmić ten piękny Wszechświat. Teraz proszę, abyśmy objęli opieką wszystkich cierpiących w Turcji, w Syrii, we Francji i wszędzie, aby nasze modlitwy i nasza miłość dotarły do ​​nich wszystkich dzisiaj i każdego dnia.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Susan Sulprizio Sep 20, 2024
Arlene was a big sister to one of my best friends. And when I was having a hard time with other students being mean Arlene stood up for me. What a blessing to help others to live better. ♥