Back to Stories

Ratowanie Poparzonego Szczeniaka Zatacza pełne koło

Każdy, kto kiedykolwiek uratował zwierzę, powie ci, że to doświadczenie, które wstrząsa twoim DNA. Nie odrosną ci włosy na łysiejącej głowie ani nie przebiegniesz nagle mili w cztery minuty, ale jest puls pozytywnej energii, który kręci się w ludzkim ciele niczym trąba powietrzna. W niektórych przypadkach fragmenty tej emocjonalnej eksplozji są na tyle silne, że można je przypisać współczesnym cudom medycyny. A dla pewnej kobiety z Teksasu doświadczenie było na tyle głębokie, że pomogło jej obudzić się ze śpiączki.
Mam na imię Danielle…
„Nazywam się Danielle i minął już ponad rok, odkąd przydarzyło mi się coś strasznego. Teraz jestem gotowa podzielić się moją historią” – wyjaśnia list, który niedawno otrzymaliśmy od technika weterynarii Danielle Torgerson z Killeen w Teksasie. „Cztery lata temu ktoś przyprowadził szczeniaka do kliniki. Nie przydzielono mi tego pokoju, ale byłam w drugim pokoju, gdy poczułam, że coś ciągnie mnie na korytarz. To było dziwne, ale zajrzałam do drugiego pokoju i zobaczyłam szczeniaka na stole. Spojrzał na mnie z tak wielkim bólem i rozpaczą. Jakiś mężczyzna przyniósł go na „użądlenie”, ale od razu wiedziałam, że tak nie jest. Szczeniak był strasznie poparzony w głowę, jakby ktoś oblał go benzyną i podpalił. Był tam, aby go uśpić”.
Ale sumienie Danielle zaczęło zmagać się z niesprawiedliwością zgaszenia tego młodego życia, zanim poznało proste radości, które powinien znać każdy pies. Zastanawiała się, czy mógłby mieć własne łóżko. Czy byłyby spacery po parku w chłodnym wieczornym powietrzu? Czy to możliwe, że ten szczeniak mógłby budzić się każdego ranka obok osoby, której pierwszym słowem byłoby jego imię?
„Zapytałam weterynarza, czy można coś zrobić” – wspomina Danielle. „Powiedział, że leczenie można przeprowadzić, ale tylko za duże pieniądze”.
Rozpoczyna się akcja ratunkowa
I to było wszystko, co Danielle potrzebowała usłyszeć. Nie była bogata, ale była zdeterminowana i jeśli była szansa na wyzdrowienie, to już postanowiła z niej skorzystać. Więc Danielle poprosiła mężczyznę, który przyniósł szczeniaka, o podpisanie zgody na opiekę nad nim. Następnie skontaktowała się z dr Elaine Caplin w Austin, a szczeniak został przywieziony na konsultację chirurgiczną, aby zobaczyć, co można zrobić.
„Nie mógł jeść ani pić, bo część jego ust się rozpuściła” – wspomina Danielle.
Przeprowadzono zabieg chirurgiczny polegający na przeszczepie skóry w celu rekonstrukcji pyska i wkrótce stan szczeniaka znacznie się poprawił, a on sam zaczął funkcjonować.
Danielle nadała szczeniakowi imię D'Artagnan (który służył Ludwikowi XIV jako kapitan muszkieterów gwardii) lub w skrócie Mister D i przedstawiła go innym psom i kotom, które przywitały go z radością.
Mister D zaczął rosnąć w dużego psa i zyskał reputację dzięki swojej hojnej naturze. „Pozwala wszystkim kotom spać z nim i widzieliśmy, jak dzieli się jedzeniem z innymi psami. Wybiera kawałki jedzenia i daje im je”.
Jednak na ulicy Mister D jest czasami uważany za bestię.
„Wygląda jak wilkołak z przeszczepami skóry i ludzie są trochę przestraszeni” – wyjaśnia Danielle. „Ale on naprawdę jest moim kochającym aniołem i wiem, że uratowanie go pomogło mnie uratować”.
Widzisz, w zeszłym roku Danielle miała straszny wypadek motocyklowy, gdy próbowała uniknąć zderzenia z samochodem. W ciągu kilku sekund leżała na ziemi, krwawiąc, ze złamaną czaszką i czekając na helikopter Lifelight do centrum urazowego, gdzie lekarze nie stwierdzili żadnej funkcji mózgu.
Przez 12 dni Danielle leżała nieruchomo w swojej jasnoniebieskiej szpitalnej koszuli, podczas gdy jej matka, która przyleciała z Niemiec, kursowała między szpitalem a domem Danielle, aby opiekować się nie tylko umierającą córką, ale i zwierzętami, które były dla niej całym światem.
W nocy były mąż Danielle pomagał jej opiekować się zwierzętami, aby jej matka mogła spędzać z córką więcej czasu i spróbować trochę odpocząć, ale wszyscy obawiali się najgorszego.
Lecz w ciszy umysłu, z duszy Danielle wydobył się głośniejszy głos.
„Musiałam wrócić do Mister D i moich innych 'dzieci', ponieważ oni mnie potrzebowali, a ja potrzebowałam ich” – mówi Danielle o swoim poczuciu, że czuła rozpaczliwą potrzebę spotkania się ze swoimi zwierzętami, mimo braku dowodów medycznych na to, że przetwarzała te emocje w czasie śpiączki.
Musiałem się obudzić dla moich zwierząt

„Po 12 dniach zdarzył się cud” – mówi ze łzami w oczach Danielle. „Obudziłam się. Lekarze i pielęgniarki powiedzieli mi, że pierwszymi słowami, jakie wypowiedziałam, było „Mister D”.”
Przez kilka tygodni Danielle pozostawała na rehabilitacji, ucząc się chodzić i mówić na nowo. Wydawało się, że to dla niej tak boleśnie długie, że musiała być z dala od tych, których kochała, i to motywowało ją do cięższej pracy każdego dnia.
„Kiedy w końcu wróciłam do domu, Mister D był tak szczęśliwy” – powiedziała Danielle. „Cały czas mnie sprawdzał. Kiedy czuł, że cierpię, bardzo ostrożnie kładł łapę na mojej głowie i wzdychał. Naprawdę wiem, że gdyby nie Mister D, nie byłoby mnie tutaj. Stał się moim muszkieterem, moim obrońcą i dał mi bezpieczeństwo i ochronę, jakiej nigdy nie miałam od ludzi”.
Teraz, gdy Danielle jest już w pełni wyleczona, jej największą nadzieją jest to, że jej historia zainspiruje innych do ratowania zwierząt. Prosi ludzi, aby rozważyli ratowanie zwierząt, zamiast ich kupowania, i wyjaśnia, że ​​„więź między wami jest taka, której nigdy nie da się zerwać”.
Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Mr_B Oct 16, 2013

Hoping i don't offend: I am a 47 year old Hunter/Gatherer and we mostly view our elk hounds and huskies as 'tools'; to haul wood, pull sled, keep bears away, and hunt game. We treat them good enough and feed them well, but rarely develop deep emotional bonds to them. Doing so, would render them ineffective for certain tasks you see, and a hard living makes a long life for dog a real challenge. However, this telling moved my emotions deeply, and i am reminded to be so grateful and give thanks, to and for, our four legged friends for all they do for humanity. Thank you so kindly, for sharing this beautiful story.

User avatar
Arun Solochin Feb 8, 2013

Touched me. I promise to rescue more animals and take care of them.

User avatar
Kristin Pedemonti Feb 5, 2013

Beautiful story. All my pets (furred friends) have been rescues. From greyhounds to a 13 year old Weimeraner from a shelter; we thought Millie would live a peaceful 6 months, she lived to be nearly 17 which is like Forever for a large dog. She was truly too happy to pass on. Blessings to you for rescuing Each Other. HUG!

User avatar
Lisa Feb 5, 2013

The love and bond I have with my little Shih Tzu is like no other. I never thought I could learn so much about living and giving from an animal. He has taught me how to savor life; stop and smell the roses so to speak. And, watching how he connects with people has made me want to experience this freedom without fear.

User avatar
John D'Ambra Feb 4, 2013

Simple comment-BEAUTIFUL story. THEY are the beautiul ones NOT US...