Back to Stories

Nić Mojego życia: Podążanie Za mądrością Serca

Odpuszczam i uczę się podążać za swoją wewnętrzną mądrością, a nie za planem.

To jest wspólna nić mojego życia.

Do 33. roku życia była to wyboista droga, pełna bolesnych i głębokich dziur.

Nie rozumiałam sensu wszystkiego, co się ze mną działo i czułam się zagubiona.

Walczyłam z całych sił o swoje prawo do istnienia na wiele sposobów.

I skończyło się wypaleniem.

Leżałem na dnie.

Z perspektywy czasu widzę, że najlepszy prezent ze wszystkich był w przerażającym opakowaniu.

Szansa na nowy początek.

Nie miałem innego wyjścia, jak tylko przejść przez ciemność.

I po raz pierwszy w życiu zadałem sobie pytania:

Kim jestem?

Dlaczego tu jestem?

Po raz pierwszy usłyszałem inny głos, pośród wszystkich krzyczących myśli mojej wytresowanej głowy.

Moje serce stało się słyszalne:

Nie oglądaj się za siebie

Skok.

Masz całkowitą swobodę, aby zacząć od nowa. Zawsze.

I tak, niechętnie, wszystko w ogrodzie mojego życia ruszyło do przodu.

Żegnam moją dobrze płatną pracę w marketingu korporacyjnym.

To nie stało się z dnia na dzień. Uznałem, że niezwykle trudno jest zrezygnować z bezpieczeństwa finansowego.

Choć to fałszywe poczucie bezpieczeństwa wcale mnie nie uszczęśliwiało.

Zdecydowanie zakończyłam związek, który już nie był udany.

I również rozstałam się z grupą przyjaciół, która nie była dla mnie odpowiednia.

Nowa ścieżka objawiła się w zdrowym odżywianiu, jodze, ChiRunningu i duchowości.

Po kilku latach pojawił się mój obecny partner, Jeroen, z którym teraz mogę się tym wszystkim dzielić. I zaczęliśmy wspólnie robić wiele treningów.

Nie oznaczało to jednak, że od tego momentu droga stała się całkowicie utwardzoną autostradą.

Razem niejednokrotnie stanęliśmy przed wyzwaniem odpuszczenia i podążania za głosem serca.

Po pierwsze, pomysł założenia ośrodka rekolekcyjnego po 4 latach ciężkiej pracy okazał się nie być naszą drogą.

W międzyczasie byłam trenerką witalności, nauczycielką jogi i prowadziłam zajęcia jogi i biegania.

A jednak moje serce chciało, żebym choć częściowo zrezygnowała z tego wszystkiego, koniec z cotygodniowymi zajęciami.

Z głębokim westchnieniem, oporem i krzyczącą głową, zrobiłem właśnie to.

Dalsze podążanie za głosem serca nie było już opcją.

Wiele osób nadal uważa to za odwagę.

Dla mnie to coś innego.

Podążanie za głosem serca obudziło we mnie płomień…

Razem z Jeroenem podróżowaliśmy po Europie dużym kamperem. Robiliśmy to przez około sześć miesięcy w roku, przez siedem lat.

Po raz kolejny odeszliśmy od utartych, uczęszczanych ścieżek.

Na tej drodze kamera zaczęła mi towarzyszyć, a „Alicja” we mnie zyskała „twarz”.

Alicja jest moją ulubioną, archetypową bohaterką.

Rozdarta między podążaniem za pragnieniami swojego serca a zewnętrznymi normami narzucanymi przez dominujące społeczeństwo, wybiera własną ścieżkę, często spotykając się z dezaprobatą otoczenia.

Lubię żyć jak Alicja!

Obiektyw aparatu to moja królicza nora. Daje mi przestrzeń, abym mogła wrócić do mojej dziecięcej fantazji. Mała dziewczynka, która mogłaby siedzieć godzinami nad brzegiem strumienia w pobliżu warzywnego ogrodu dziadka, zachwycając się wspaniałością każdego małego szczegółu. Następnie rozwija się świat pełen wolności, w którym dozwolone jest kolorowanie poza granicami „normy”.

Tak więc w tej chwili wychodzę poza wyuczone spostrzeżenia na temat piękna i brzydoty, dobra i zła. I tworzę marzycielskie, kolorowe obrazy, które tchną nowym światem prostoty, spokoju, ciszy i transcendencji.

Przez wiele godzin chcę wędrować pośród natury.

Najlepiej przez góry.

Tutaj czuję się jak w domu.

Nie potrafię tego wyjaśnić.

To pierwotne uczucie.

W tych latach poznałem także Kurs Cudów.

Zacząłem niechętnie.

W jednej chwili mnie to pochłonęło.

Pewnego razu wrzuciłem to gdzieś daleko do szafy, pod pretekstem, że to „bzdury”.

Trzy lata temu nastąpił punkt zwrotny.

Moje serce po raz kolejny kazało mi się nie poddawać i ćwiczyć każdego dnia.

Dzięki Kursowi Cudów doświadczyłem bardzo wyraźnie, że w każdym TERAZ mam tylko jeden wybór.

Wybór, którego nieustannie dokonujemy niepostrzeżenie w naszych myślach:

Czy wybieram strach i biegunowość, czy miłość i jedność?

Bez względu na okoliczności.

Wydaje nam się, że mamy tak wiele wyborów do podjęcia, że ​​często czujemy się przytłoczeni.

Tak jak to teraz widzę.

Na początek mamy tylko jeden: Strach przed Miłością.

A wszystkie pozostałe wybory są konsekwencją tego jednego.

W każdym najmniejszym szczególe Twojego życia.

„Okej!” – pomyślałem na myśl o podążeniu Kursem Cudów.

Cudowna ta ścieżka. Piękne, że robisz to dla siebie.

Nie będziesz jednak o tym rozmawiać i na pewno nic więcej z tym nie zrobisz.

Nawet te bariery, które chciały zapewnić mi bezpieczeństwo, powoli rozpadały się pod ciężarem mojego serca.

Nie mogłem się powstrzymać, żeby o tym nie mówić.

Nie mogłem pomóc innym spojrzeć na swoje myśli w ten sam sposób.

Stało się to samo z siebie.

Wszystko, czego doświadczasz w tym życiu, ma swoją funkcję.

Pomaga powrócić Ci do tego, kim naprawdę jesteś.

Wykraczając poza Twoją indywidualną osobowość, ku bezwarunkowej miłości.

Osobiście doświadczyłem, że w każdej ranie kryje się wielka mądrość.

Rok temu nasz kamper zepsuł się dokładnie w ostatnim dniu sześciomiesięcznej podróży.

Od razu wiedziałem, że to znak.

Nadchodził kolejny rozdział....

A ten rozdział pojawił się dwa miesiące później.

Podczas tych siedmiu lat podróży szukaliśmy miejsca do zamieszkania w górach.

Szukaliśmy w wielu miejscach w Europie, aż nam się znudziło szukanie.

I nagle pojawiło się świetne miejsce do wynajęcia we Włoszech.

Gdzie nigdy nie szukaliśmy...

Choć nie widziałem domu i jego otoczenia, czułem jasno, że to właśnie tam musimy się udać.

I tak wyszliśmy... nieświadomi, a jednak pewni siebie.

A miejsce i dom przerosły nasze najśmielsze oczekiwania.

Teraz jesteśmy tutaj i szukamy własnego domu.

Teraz jestem bardzo wdzięczny za to, że mogę pomagać innym na ich drodze do wyjścia poza głowę i skierowania się ku sercu.

Żebyśmy nie podążali za innymi, ale za własną pasją i sensem.

Jeśli to zrobimy, wszechświat będzie nas wspierał na każdym kroku.

Jeśli to zrobimy, damy z siebie wszystko nowemu światu, który pragnie powstać.

Nasz duży kamper został sprzedany kilka tygodni temu.

W zamian przyjechał mały van.

Bo chociaż teraz wydaje się, że żyjemy stabilnie.

Podróżująca krew chce płynąć dalej.

Dla mnie podróż zewnętrzna napędza podróż wewnętrzną i odwrotnie.

***

Jeśli potrzebujesz więcej inspiracji, dołącz do specjalnego kręgu i warsztatów pisarskich z Sandrą Lensink. Więcej szczegółów i informacje o RSVP znajdziesz tutaj.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Ron May 9, 2023
Delightful and introspective read.
User avatar
Nalini May 9, 2023
Great article
User avatar
Patrick May 9, 2023
One person’s story, and ours will surely be different, but I find many similarities to my own. At the “bottom” in a twelve year long clinical depression and dark nights of my soul, it was seek the light and come out the other side, or die.

The “rest of the story” is PnP On The Road—ministry of anam cara with my own Anamchara, Patti.
User avatar
Kristin Pedemonti May 9, 2023
Your Story arrived in perfect timing ♡ Resonate deeply with the notion of 'free to start over' < also want to acknowledge some have more privilege resources to take this leap.

I've taken this leap myself.
And now at 55, emerging from pandemic i had allowed fear, ageism to take over.
I'm throwing that off and leaping again into fully following my passion of healing Story work and Narrative Therapy Practices/ Kintsugi facilitation and performance Storytelling once again.
Reply 1 reply: Patrick
User avatar
Patrick May 9, 2023
Yup 👍🏽 AMEN indeed…