Tworzę własną listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Nie tę
zwykła lista rzeczy, które chciałbym zrobić, zanim opuszczę ten świat, a nie raczej rozliczenie kropel dobroci, które napełniły moje wiadro po brzegi.
Niezależnie od tego, czy ten dar był pojedynczą kroplą z kroplomierza, czy też galonami hojności, wszystko to podniosło na duchu moją duszę, zmyło godziny bólu i pomogło mi przetrwać trudne chwile.
I tak postanowiłem świadomie starać się rozpoznawać te nie do końca przypadkowe akty. Niektóre były tak tymczasowe jak poranna rosa, ale równie chłodzące. Inne były jak kroplówki, nieustannie wstrzykujące pożywienie. Kilka było letnimi burzami: elektryzującymi, potężnymi i krótkimi. Niezależnie od tego, czy ich sprawcy wiedzieli o tym, czy nie, każda z nich miała znaczący wpływ. Ugasiły moją suszę w duchu i pozostawiły mnie zalaną wdzięcznością.
Pozycja nr 1: Czysty dom – ciepłe serce
Moja pierwsza historia dzieje się, gdy byłam młodą matką dwójki maluchów: Alberta, w wieku dwóch i pół roku i Nicholasa, który właśnie skończył rok. Nasza czteroosobowa rodzina mieszkała w stanie Waszyngton, około 1000 mil od większości naszej rodziny w Południowej Kalifornii. W ciągu 18 miesięcy od przeprowadzki tam, weszliśmy w urocze grono przyjaciół. Byliśmy na wczesnym etapie bliskiej, ścisłej relacji. Tylko czas pokaże, czy szwy się rozplączą, czy splotą na całe życie.
Albert poważnie zachorował na coś, co wyglądało na grypę. Szybko dowiedzieliśmy się, że jego szybki spadek był spowodowany cukrzycą typu 1 (T1D). Początkowo został przyjęty do szpitala na 10 dni. W ciągu 24 godzin od powrotu do domu ponownie zachorował na grypę żołądkową – bardzo niebezpieczna sytuacja dla każdego T1D, a co dopiero dla nowo zdiagnozowanego malucha. Wrócił do szpitala na prawie kolejny tydzień, aby go ustabilizować.
Podczas obu pobytów w szpitalu mój mąż Matt i ja na zmianę spaliśmy przy Albertu. Oboje spędzaliśmy tam dni, na zmianę, kto zostawał z nim w nocy, a kto wracał do domu, aby zająć się Nicholasem. Na szczęście jedna z naszych przyjaciółek zaproponowała, że zaopiekuje się Nicholasem, gdy będziemy w szpitalu. Jej najmłodsza córka była w tym samym wieku co on i byli jak dwie krople wody. Podczas gdy my poznawaliśmy niebezpieczeństwa związane z nadmiernym lub niedostatecznym dawkowaniem insuliny, nasz młodszy syn cieszył się przedłużoną zabawą.
Nie trzeba dodawać, że Matt i ja byliśmy wyczerpani. Brak snu i zmartwienia wysysały z nas spokój.
Strach wrzeszczał w naszych umysłach, gdy na nowo uczyliśmy się, jak opiekować się naszym pierworodnym dzieckiem. Nie wspominając o tym, że mieliśmy rocznego synka zdezorientowanego przedłużającą się nieobecnością rodziców. A dom – ach, ten dom! To była kolejna rzecz, która nie otrzymała czystej karty zdrowia. Patrzenie na ten hałas i zamieszanie tylko zwiększało mój niepokój. Czułam się zupełnie niekompetentna i zupełnie niezdolna do zrobienia czegokolwiek.
W przerwach między wizytami w szpitalu, inny członek naszej grupy wpadł, żeby przynieść nam kolację i zobaczyć, jak się czujemy. Ta konkretna przyjaciółka była tą skrupulatną w naszym kręgu. Znasz ten typ – osoba, której dom jest nieskazitelny – lśniący i lśniący. Żaden kurz nie ma prawa rozmnażać się w jej mieszkaniu. Można by pomyśleć, że zazdrość przerodzi się w nienawiść, ale tak się nigdy nie dzieje, ponieważ ona jest po prostu miła i czarująca.
Kiedy przybyła, siedziałem pośród stosów prania, które zajmowały każdy centymetr kwadratowy mojej sofy. Dodatkowe stosy ubrań pochłaniały moje stopy. Zawstydzony, odsunąłem te stosy na bok, żeby mogła usiąść obok mnie. Pogawędziliśmy. Zapytała, czy jest coś jeszcze, co mogłaby zrobić.
Resztki moich zdolności umysłowych bezgłośnie krzyczały: PROSZĘ – POMÓŻ MI POSPRZĄTAĆ MÓJ DOM!!!
Mimo to byłem przerażony wizją, jak ona patrzy na rozszerzające się czarne pierścienie wieńczące moje muszle klozetowe.
„Nie, ale dziękuję. Radzimy sobie dobrze” – skłamałem.
Nie dała tego po sobie poznać, ale też nie uwierzyła w ani jedno moje słowo.
Drugi pobyt w szpitalu ponownie zapoczątkował cykl opieki nad dziećmi. Pewnego ranka, gdy Matt przywiózł Nicholasa, nasza znajoma opiekunka poprosiła go o klucz do naszego domu.
„Na wypadek gdyby Nicholas potrzebował dodatkowych pieluch” – wyjaśniła.
Nie zdając sobie sprawy, że poczułbym się upokorzony, gdyby ktoś zobaczył, w jak nędznym chlewie żyjemy, oddał mi go bez wahania. W chwili, gdy odszedł, nasza grupa rozpoczęła swoją najnowszą eskapadę dobroci.
Do tego momentu w tym konkretnym procesie, tak naprawdę nie płakałam. Dla mnie to był luksus, na który nie mogłam sobie pozwolić. Szczerze mówiąc, bałam się, że jeśli zacznę, stracę jakąkolwiek zdolność do funkcjonowania. Więc powstrzymałam łzy i kontynuowałam.
Nadeszła moja kolej, by zostać w domu z Nicholasem. W chwili, gdy otworzyłam drzwi, wiedziałam, że coś jest nie tak. Zamiast zapachu brudu i pleśni, który zwykle unosił się na powitanie, powitał mnie delikatny zapach sosnowego soli. Rozczochrany stos ubrań był starannie posortowany i złożony. Brudne ubrania, które przepełniały każdy kosz na pranie w sypialni, były teraz świeże jak puch i ułożone obok. Wszystko lśniło – łącznie z toaletami! Dokładnie na środku mojego kuchennego stołu stał wazon wypełniony świeżo ściętymi kwiatami. Spojrzałam na tę kompozycję, osunęłam się na podłogę i zaszlochałam.
Ta chwila uwolnienia jest na zawsze wytatuowana w mojej pamięci. To punkt w czasie, którego się trzymam, gdy jestem przytłoczony; gdy sądzę, że jestem sam.
Nie czekając, aż zapytam, moi przyjaciele wyczuli, czego potrzebuję i zaczęli działać. Przejrzeli moją desperacką brawurę. Przebili się przez brud i szorstkość sytuacji. Sprzątając mój dom, zmyli część chaosu i wypolerowali moje zdrowie psychiczne.
Jestem na zawsze i na całą wieczność wdzięczny.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
Being of service to others has always seemed to be my true nature. However, later I have been feeling taken advantage of by those who I help. This article reminds me that I don't have to change but I can spread love and support in many other ways.
yes! yes! this is what life is all about; each of us serving the other as well as ourselves. I love love this new twist on the bucket list and am sharing your idea with as many as possible. Gifting is already a huge part of my life and it has made all the difference; I do it because it feels good not for anything in return, however I am constantly humbled by how people have reached out to me in my own times of need. Hugs and more hugs to you and i hope both of your sons are thriving as well as you and your spouse and your new lovely circle of friends! <3
Tears rolled down my cheeks as I completed reading the article