„Kiedy wiersz jest udostępniany publiczności, prawo interpretacji należy do czytelnika”, napisała młoda Sylvia Plath do swojej matki, rozmyślając nad swoim pierwszym wierszem . To, co jest prawdą w przypadku wiersza, jest prawdą w przypadku każdego dzieła sztuki: sztuka przemienia nas nie tym, co zawiera, ale tym, co w nas tworzy — konstelacją interpretacji, objawień i prawd emocjonalnych, które zostają oświetlone — co oczywiście jest powodem, dla którego pojawienie się terminu „treść” do opisywania twórczości online było jednym z najbardziej destrukcyjnych zjawisk we współczesnej kulturze. Wiersz — lub esej, lub obraz, lub piosenka — nie jest swoją „treścią”; przemienia nas właśnie przez to, czego nie da się pomieścić, przez to, co jest odbierane i interpretowane.
To właśnie bada Ursula K. Le Guin w znakomitym dziele zatytułowanym „Teasing Myself Out of Thought”, pierwotnie wygłoszonym jako wykład na spotkaniu Blue River Gathering w Oregonie, a później zaadaptowanym do eseju zamieszczonego w Words Are My Matter: Writings About Life and Books, 2000–2016, with a Journal of a Writer's Week ( biblioteka publiczna ) — niezwykle satysfakcjonującym tomie, który dał nam, według Le Guin , wskazówki dotyczące życia .
Ursula K. Le Guin autorstwa Benjamina Reeda
Zastanawiając się nad pytaniami, które gospodarze postawili podczas wystąpienia – „Gdzie pisarz może znaleźć siłę i nadzieję w tym świecie? Jakie jest powołanie pisarza w tym czasie i miejscu? Jakie dzieło zmieni świat? I jak możemy stworzyć społeczność z misją?” – Le Guin pisze:
Wstydzę się, bo na każde pytanie odpowiadam tak samo. Gdzie mam znaleźć siłę i nadzieję w tym świecie? W mojej pracy, w próbach dobrego pisania. Jakie jest powołanie pisarza, teraz lub kiedykolwiek? Pisać, starać się pisać dobrze. Jaka praca zrobi różnicę? Dobrze wykonana praca, uczciwa praca, dobrze napisane pisanie. I jak moglibyśmy stworzyć wspólnotę celu? Nie potrafię powiedzieć. Jeśli nasza wspólnota celu jako pisarzy nie leży w naszym wspólnym zainteresowaniu i zaangażowaniu w pisanie tak dobrze, jak potrafimy, to musi leżeć w czymś poza naszą pracą — celu lub zakończeniu, przesłaniu, efekcie, który może być najbardziej pożądany, ale który sprawia, że pisanie jest jedynie środkiem do celu, który leży poza pracą, nośnikiem przesłania. A nie tym jest dla mnie pisanie. Nie to czyni mnie pisarzem.
Le Guin zauważa, że od czasów szkolnych wpajano nam, że pisanie jest środkiem do osiągnięcia praktycznego celu – celu, jakim jest przekazanie wiadomości – czym w istocie jest wiele tekstów, od notatek służbowych, przez listy miłosne, po tweety. A jednak, jak twierdzi, dzieło sztuki – niezależnie od tego, czy jest napisane, czy nie – niesie ze sobą dar znaczenia wykraczający poza przekaz:
Dzieci pytają mnie: „Kiedy piszę opowiadanie, czy najpierw ustalam przesłanie, czy zaczynam od opowiadania i dopiero w nim umieszczam przesłanie?”
Nie, mówię, że nie. Nie piszę wiadomości. Piszę opowiadania i wiersze. To wszystko. To, co opowiadanie lub wiersz dla ciebie znaczy – jego „przesłanie” dla ciebie – może być zupełnie inne niż to, co znaczy dla mnie.
Dzieci często są rozczarowane, a nawet zszokowane. Myślę, że postrzegają mnie jako osobę nieodpowiedzialną. Wiem, że ich nauczyciele tak uważają.
Mogą mieć rację. Być może wszelkie pisanie, nawet literatura, nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem do celu innego niż ono samo. Nie mógłbym jednak pisać opowiadań ani poezji, gdybym uważał, że prawdziwa i centralna wartość mojej pracy tkwi w przesłaniu, jakie niesie, w dostarczaniu informacji, pocieszeniu, w oferowaniu mądrości, dawaniu nadziei. Choć te cele są rozległe i szlachetne, zdecydowanie ograniczyłyby one zakres dzieła; zakłóciłyby jego naturalny rozwój i odcięłyby je od tajemnicy, która jest najgłębszym źródłem witalności sztuki.
Wiersz lub opowiadanie, świadomie napisane, by poruszyć jakiś problem lub przynieść konkretny rezultat, niezależnie od tego, jak potężne czy dobroczynne by ono było, zrzeka się swojego pierwotnego obowiązku i przywileju – odpowiedzialności wobec samego siebie. Jego głównym zadaniem jest po prostu znalezienie słów, które nadadzą mu właściwy, prawdziwy kształt. Tym kształtem jest jego piękno i prawda.
To właśnie w luce między przekazem a znaczeniem sztuka jest współtworzona przez artystę i odbiorcę, przez pisarza i czytelnika. To właśnie miała na myśli Susan Sontag, gdy pół wieku temu proroczo ostrzegała przed tym , co możemy stracić, traktując materiał kulturowy jako „treść”. Le Guin ilustruje to pojęcie prostą, elegancką analogią:
Dobrze wykonany gliniany garnek – czy to terakotowy eksponat, czy grecka urna – to nic więcej i nic mniej niż gliniany garnek. Podobnie, moim zdaniem, dobrze wykonany utwór literacki to po prostu wiersze.
Pisząc swoje wiersze, mogę próbować wyrażać rzeczy, które uważam za prawdziwe i ważne. Właśnie to robię teraz, pisząc ten esej. Ale ekspresja to nie objawienie… Sztuka odsłania coś poza przesłaniem. Opowiadanie lub wiersz mogą mi ujawnić prawdy w trakcie pisania. Nie umieszczam ich tam. Odnajduję je w opowiadaniu w trakcie pracy.
A inni czytelnicy mogą znaleźć w tym inne prawdy, inne. Mogą swobodnie wykorzystywać dzieło w sposób, którego autor nigdy nie zamierzał.
Ilustracja autorstwa Alice i Martina Provensenów z klasycznej adaptacji Homera dla dzieci
Przyglądając się wielkim tragediom starożytnej Grecji, które po tysiącleciach wciąż zaspokajają pragnienie czytelników, by odnaleźć sens, i odsłaniają przed każdym pokoleniem inne warstwy prawdy moralnej, Le Guin zauważa, że „dzieła te powstały z tej tajemnicy, z głębokich wód, ze źródła sztuki”. Mając na uwadze koncepcję „negatywnej zdolności” Keatsa i mądrość Laozi (którego Tao Te Ching Le Guin rozwinęła w znakomitym tłumaczeniu ), pisze:
Wiersz o odpowiednim kształcie zawiera tysiąc prawd. Ale nie mówi żadnej z nich.
Zawsze mistrzyni niuansów, Le Guin starannie zaznacza, że nie propaguje idei „sztuki dla sztuki”, którą uważa za błędną, ponieważ sugeruje, że sztuka jest solipsistyczna i pozbawiona jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec odbiorców. Pisze:
Sztuka zmienia ludzkie umysły i serca. Artysta jest członkiem społeczności: ludzi, którzy mogą zobaczyć, usłyszeć, przeczytać jego dzieło. Moją pierwszą odpowiedzialnością jest moje rzemiosło, ale jeśli to, co piszę, może wpłynąć na innych ludzi, to oczywiście mam wobec nich również odpowiedzialność. Nawet jeśli nie mam jasnego pojęcia, jaki jest sens mojej historii i dopiero zaczynam go dostrzegać, pisząc – nie mogę udawać, że go nie ma.
To ukradkowe spojrzenie na prawdę, jak sugeruje Le Guin, jest o wiele skuteczniejsze niż dosadne nagabywanie w kaznodziejstwie. Oczywiście Emily Dickinson wiedziała o tym, gdy słynnie nawoływała czytelnika, by „mówił całą prawdę, ale z boku”, a astrofizyczka i powieściopisarka Janna Levin wiedziała o tym półtora wieku później, gdy pisała o prawdzie ukazanym pośrednio w swojej zachwycającej powieści o Alanie Turingu, Kurcie Gödlu i dziedzictwie Koła Wiedeńskiego: „Może prawda po prostu taka jest.
Można to zobaczyć, ale tylko kątem oka”. Le Guin zastanawia się nad moralnym powodem, dla którego pozwala czytelnikowi dostrzec prawdę kątem oka:
To, co moja czytelniczka wydobędzie z mojego garnka, to to, czego potrzebuje, a ona zna swoje potrzeby lepiej niż ja. Moja jedyna mądrość to umiejętność wyrobu garnków. Kimże jestem, żeby głosić kazania?
Bez względu na to, w jak pokornym duchu jest wygłaszane, kazanie zawsze pozostaje aktem agresji.
Tworząc elegancki kontrast między Wewnętrznym Kaznodzieją a Wewnętrznym Nauczycielem – kontrast będący bolesną koniecznością w naszym złotym wieku agresywnie głoszonej samozadowolenia – Le Guin dodaje:
„Wielka Droga jest bardzo prosta; po prostu zrezygnuj z opinii” – mówi taoista i wiem, że to prawda – ale we mnie jest kaznodzieja, który pragnie wypełnić mój piękny garnek moimi opiniami, moimi przekonaniami, Prawdami. A jeśli mój temat jest moralnie obciążony, jak na przykład relacja człowieka z naturą – cóż, ten Wewnętrzny Kaznodzieja aż pali się, żeby ludzi naprostować i powiedzieć im, jak myśleć i co robić, tak, Panie, amen!
Mam większe zaufanie do mojej Wewnętrznej Nauczycielki. Jest subtelna i pokorna, ponieważ liczy na to, że zostanie zrozumiana. Zawiera sprzeczne opinie, nie popadając w niestrawność. Potrafi pośredniczyć między aroganckim artystą, który mamrocze: „Nic mnie nie obchodzi, jeśli mnie nie rozumiesz”, a kaznodzieją, który krzyczy: „Posłuchaj!”. Nie głosi prawdy, lecz ją oferuje. Bierze grecką urnę i mówi: „Przyjrzyj się jej uważnie, zbadaj ją, bo nauka cię wynagrodzi; i mogę ci opowiedzieć o rzeczach, które inni ludzie znaleźli w tym garnku, o niektórych dobrodziejstwach, które ty również możesz w nim znaleźć”.
A jednak, jak zauważa Le Guin, nawet Wewnętrzna Nauczycielka nie powinna odpowiadać za znaczenie – „w końcu to ona nauczyła dzieci oczekiwać przesłania”. Uważa ona raczej, że ostateczna rola i odpowiedzialność artysty leży w:
Moim zadaniem jest utrzymanie znaczenia w pełni ucieleśnionego w samym dziele, a tym samym żywego i zdolnego do zmian. Myślę, że właśnie w ten sposób artystka może najlepiej przemawiać jako członkini wspólnoty moralnej: jasno, a jednocześnie pozostawiając wokół swoich słów obszar ciszy, pustą przestrzeń, w której w innych umysłach mogą formować się inne, dalsze prawdy i spostrzeżenia.



COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
The distinctions between artist, teacher and preacher were very helpful for my getting some words around my job as a "preacher". I have always approached my "sermon" preparation from the perspective of congregant--what would I like to receive or experience about this...I would often write/take notes in the pews during the week rather than imagining myself presenting from the front. Today I'm inspired to think of my preparation and even presentation as an artistic process offering an opening for personal meaning for those present. Thank you.