Osiedliliśmy się w Santa Fe po tej podróży do Jerozolimy. I to nasiono wewnętrznej podróży kiełkowało w Santa Fe, co ostatecznie doprowadziło do dwuipółletniego wyjazdu do Indii.
[To, co skierowało mnie na pielgrzymkową ścieżkę, to] naprawdę głęboka i osobista historia. Rozpoczęła się bardzo wcześnie i dotyczy uzdrowienia. Wierzę, że wybierasz swoich rodziców, miejsce urodzenia i swój rozwój. To jest to, z czym się mierzysz — to, co wybierasz. Urodziłam się w 1964 roku, a mój ojciec odszedł, gdy miałam dziewięć miesięcy. Chciał być z inną osobą, nie z moją matką. Wiem, że to dało mi początek [we mnie], abym była poszukiwaczką, poszukiwała domu, poszukiwała tego, skąd pochodzimy. Więc przychodzimy z domu, mamy pewne lekcje i wracamy do domu. To jest nasza podróż. Nigdy nie mogłam wyrazić swojej miłości do mojego ojca, ponieważ nie było tam ojca. Jako dziecko tęsknisz za swoim ojcem. Chcesz wyrazić swoją miłość.
Kiedy miałam 25 lat, chciałam zobaczyć mojego ojca. Byłam gotowa stanąć przed jego drzwiami i powiedzieć: „To ja. To twoja córka”. To również wiąże się z Renate. To ciekawe, ponieważ przeprowadziła się do Wuppertalu w Niemczech, a ja jej pomogłam. Wiedziałam, że mój ojciec mieszka blisko Wuppertalu i powiedziałam: „Wow. To jest ten moment, kiedy to zrobię”. Zobaczyłam siebie stojącą przed drzwiami i mówiącą: „To ja. Chcę z tobą porozmawiać. Dlaczego odeszłaś?” Chciałam go poznać.
A potem stałam przed drzwiami. Zadzwoniłam dzwonkiem pod wskazany adres i otworzyła mi młoda kobieta. Pomyślałam: „Okej. To może być moja przyrodnia siostra”. I powiedziałam: „Chcę porozmawiać z moim ojcem”. Okazało się, że to nie była ta sama Wolf. Ale ona powiedziała: „Może jeśli pójdziesz do ratusza, powiedzą ci, gdzie jest twój ojciec”. Była środa po południu. Wszystkie ratusze w Niemczech są zamknięte w środy po południu. Ale weszłam tylnymi drzwiami i zobaczyłam kobietę pracującą przy komputerze. Opowiedziałam jej swoją historię, a ona powiedziała: „Naprawdę nie mogę ci powiedzieć, dokąd przeprowadził się twój ojciec”. Ale była kobietą i miała serce, więc sprawdziła swój komputer i powiedziała mi: „Twój ojciec zmarł w 1988 roku”. To był 1992 rok, więc nie żył już od czterech lat. Byłam w szoku. Spodziewałam się, że żyje.
Miałam przeczucie, że chcę pojechać w niemieckie Alpy i spacerować, żeby wyleczyć się z tego szoku. Więc poszłam do biblioteki, żeby znaleźć ładną górską ścieżkę. Znalazłam książkę opowiadającą historię o Camino de Santiago i Meseta, duchowej ścieżce na wysokim płaskowyżu w Hiszpanii. Pomyślałam „duchowa ścieżka”, „wysoki płaskowyż”, „Meseta”. Nie wiedziałam, co to jest „duchowa ścieżka”, bo nie byłam osobą duchową. To nie był temat przewodni w naszej rodzinie. Wychowałam się jako katoliczka, ale to nie było tak naprawdę duchowe. Zrobiłam kopię tego opisu pielgrzymiej ścieżki i schowałam ją. Potem miałam sen. To było w 1997 roku, pięć lat później. Mówiłam ojcu: „Nigdy się mną nie opiekowałeś! Nigdy nic dla mnie nie zrobiłeś!” Byłam naprawdę zła, a on siedział tam i mówił: „Petra, nie martw się tym. Przygotowałem dla ciebie duży spadek”.
Pomyślałem: „Boże!” Pomyślałem, że może zostawił mi trochę pieniędzy. Pomyślałem: „Człowieku, muszę skontaktować się z moją przyrodnią siostrą!” Więc do niej zadzwoniłem. To był pierwszy prawdziwy kontakt z nią. Powiedziała: „Nie ma pieniędzy”. Potem chciałem pójść na cmentarz [gdzie pochowany jest jej ojciec]. Chciałem pójść w jakieś materialne miejsce i dowiedziałem się, gdzie jest jego grób. Miałem spotkanie biznesowe w Kolonii i pomyślałem: „To jest ten dzień”. Ale nie mogłem znaleźć nagrobka. Potem miałem kolejne spotkanie biznesowe w Kolonii i znowu pojechałem w to miejsce. Mój wewnętrzny głos powiedział: „Ta ścieżka prowadzi przez moją przyrodnią siostrę”. Więc skontaktowałem się z nią ponownie i zapytałem: „Co się stało z grobem?” Powiedziała: „Stało się coś naprawdę dziwnego”. Powiedziała mi, że jej matka, która była chora psychicznie, zdjęła nagrobek w środku nocy i go zniszczyła. Zrobiła nawet coś z prochami.
W 2000 roku byłem w grupie duchowo-ekologicznej w Szwajcarii. To był dwuletni program i mieliśmy jeden program w Kolonii. Powiedziałem: „Jestem teraz gotowy, aby wykonać rytuał, w którym był grób, i powiem: 'Ufam ci, Ojcze, że przygotujesz dla mnie dobry spadek, a ja go przyjmę'”. To był rytuał w październiku 2000 roku na świadectwo tych innych ludzi. A w grudniu 2000 roku dostałem wewnętrzny głos: „Teraz nadszedł czas. Idź ścieżką”. Tak więc minęło osiem lat od momentu, kiedy chciałem spotkać mojego ojca i dowiedziałem się, że nie żyje, a następnie otrzymałem informacje o Camino de Santiago. Minęło osiem lat, zanim byłem naprawdę gotowy, aby pójść ścieżką.
Więc dar mojego ojca to tak naprawdę moja pielgrzymka na Camino de Santiago. Dar mojego ojca to również spotkanie z Michaelem, zmiana mojego życia, wyjazd do Stanów Zjednoczonych i wyjazd do Indii. A teraz siedzę tutaj, Richard. Michael nie żyje. Teraz jestem w sytuacji, w której muszę znaleźć nowy sposób i cel życia i pracy. To kolejna pielgrzymka. Jaka jest odpowiedź na to otwarcie, śmierć Michaela? Jaki jest mój następny krok? Nadal szukam. Jeszcze nie znalazłem odpowiedzi. Ale myślę, że to, co otrzymałem spotykając się z wami wszystkimi, to słowo „służba”. Teraz wiem, że moim następnym krokiem jest to, że chcę służyć ludzkości.
Jest wiele rzek płynących, a jest jedna duża rzeka. Więc moje poszukiwania trwają.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
It is indeed a delightful conversation and may serve to inspire us in our way. My gentle advice though is not to follow others way, but to find your own. All of life is pilgrimage — Journey, your own is the best for you. Mine was not the Camino De Santiago, nor The Holy Land, but the Highlands, Western Isles, and far north in Ireland — pilgrimage and vision quest as an old Celtic Lakota. Now it is mostly “journeying” right here in our City of the Sacraments, with occasional travels in different places of Turtle Island (North America).