Back to Stories

Pracownicy Biurowi wychowują 5-dniowego Kociaka

Autorstwa Lori Stokes z Karoliny Północnej

Pewnego czwartkowego wieczoru poszłam na kolację z przyjaciółką i usłyszałam małego kotka miauczącego przy ścianie domu, gdy otworzyłam drzwi, aby wejść. Moja przyjaciółka nie miała zwierząt, ponieważ nie lubiła kotów; powiedziała, że ​​przyprawiały ją o „gęsią skórkę”. Gdy wchodziłam przez drzwi, powiedziałam jej „Słyszę kotka”. Odpowiedziała „Nie, to twoja wyobraźnia”.

Jako osoba lubiąca koty , wiedziałam lepiej. Wybiegłam na zewnątrz i znalazłam dziecko. Było całe przemoczone. Dom został wcześniej umyty myjką ciśnieniową, ale nikt nie wiedział, że w krzakach jest mały kotek ani że zmokł. Wyczyściłam go ręcznikami papierowymi na wypadek, gdyby miał na sobie mydło o nieprzyjemnym smaku, położyłam go z powrotem i wróciłam do środka, żeby mama mogła zabrać swoje dziecko. Po długim siedzeniu tam i obserwowaniu, jak płacze, odeszła i już nie wróciła.

Pobiegłam do Wal-Martu, kupiłam butelkę dla kociąt i mleko zastępcze dla kociąt i zabrałam dziecko do domu. Wstawałam w nocy, żeby go nakarmić i pomóc mu w potrzebie toaletowej, a on spał w mojej szufladzie. Tej nocy, pomyślałam, przemycę go do biura w pudełku po butach w piątkowy poranek. Planowałam zabrać jego mleko i trzymać go w biurku Administratorki, ponieważ jest ona miłośniczką zwierząt w 100 stopniu. Planowałam zabrać go do lokalnego schroniska dla zwierząt w porze lunchu.

Więc zabrałam go do pracy, ale gdy zbliżała się pora lunchu, administratorka zaczęła płakać. Powiedziała: „Nie możesz go zabrać do schroniska. Oni go po prostu zabiją”.

Powiedziałem: „Cóż, nie mogę go tu trzymać i mieć kłopotów. Musi być karmiony co dwie godziny”.

Zadzwoniła do Dyrektora ds. Zasobów Ludzkich, który przyszedł i zobaczył, co mamy. Powiedziałam jej, że idę do schroniska na lunch, a Dyrektor ds. Zasobów Ludzkich powiedział: „Jeśli nie mają mamy kotki w schronisku, która mogłaby go adoptować, przyprowadź go do mojego biura we wtorek rano. Możesz go tam zatrzymać i nakarmić”.

Zgadnij co? Nie mieli żadnych matek zastępczych w schronisku.

Dziecko może zostać…

Cóż za podróż. Każdej nocy przez kolejne cztery tygodnie karmiłam i kochałam to małe dziecko, które przybrało imię Baby Lucky. Każdej nocy pakowałam kieszenie zapinane na suwak w jego małym transporterze dla kotów jedzeniem, suchym mlekiem dla kotów, czystymi butelkami, chusteczkami nawilżanymi dla niemowląt, a ostatecznie dodaliśmy żwirek dla kotów do zapasów. Odwiedzałam go w przerwach i na lunchu, zwykle z kolegami z pracy na holu, a także za każdym razem, gdy dział kadr uważał, że potrzebuje mamy. Dział kadr odnotował większy ruch w ciągu czterech tygodni niż cały rok razem wzięty.

Lucky miał pięć dni, kiedy go dostałam i wszyscy byliśmy tak podekscytowani w biurze, kiedy jego małe oczka w końcu otworzyły się, aby zobaczyć ludzi, którzy kochali go przez cały ten czas. Ludzie przychodzili każdego dnia, aby zobaczyć Lucky'ego, a o godzinie 17:00 czekała na niego kolejka ludzi, aby go potrzymać. Byliśmy jak rodzice, wszyscy podekscytowani, kiedy po raz pierwszy sam skorzystał z kuwety. Musiał przynajmniej raz obsikać każdego tutaj. To był rytuał przejścia. Lucky uwielbiał jeździć do pracy i kładł się na plecach w moim ramieniu i ssał palec u nogi podczas jazdy. Mamy filmy, na których ssie palec u nogi tak, jak niemowlę ssie kciuk.

Lucky dorósł…

W końcu nadszedł dzień, kiedy był już dużym chłopcem i mógł zostać w domu. Ten pierwszy dzień, kiedy Lucky nie było w biurze, był smutnym dniem dla wielu. Jeden ze współpracowników powiedział: „Co? Dziś go nie ma. Mam paskudny dzień i chciałem go przytulić, żeby poczuć się lepiej”.

Dziś, sześć miesięcy później, Lucky jest dużym chłopcem, a w biurze wciąż za nim tęsknimy i często o nim myślimy. Minęło wiele dni od tego pierwszego dnia w biurze. I jest jeszcze jeden szczęśliwy zwrot akcji w tej historii. Przyjaciel, który nie lubił kotów, teraz kocha i opiekuje się dziką mamą Lucky'ego. Tak, moja przyjaciółka Joyce jest jedyną osobą, która może zbliżyć się do mamy Lucky'ego. Nazywa się Skiddy Kitty i ona również jest kochana, tak bardzo, że kiedy Joyce wyjechała na wakacje, upewniła się, że dobrze dbam o karmienie Skitty Kitty. Więcej zdjęć

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Lee Cox May 19, 2013

My wife and I have two cats. They are always good for a laugh or two and are great for keeping blood pressures in check. Nice story, Laura. Thanks.

User avatar
Cissy Zanoni Mar 13, 2012

This story is just like mine. My 1 year old ccat , marble. Marble was near are house, live by the forest. She looks just like lucky but green eyes. She get lots of love and soon it will be groom time!! 

User avatar
Lola Runnels Mar 12, 2012

What a beautiful story!! What a beautiful person you are for loving Baby Lucky. I too love animals,have more dogs than cats,however I love all of Gods creatures.The unconditional love they give us is priceless...God Bless.  LolaBR

User avatar
Noor a.f Mar 12, 2012

yes. we have to have a sense of humanity.
I give something to cats whenever I go a nearby restaurant and liver or meat ordered.
cats here have a behavior of people. they can now who is kind and who is cruel.
They can look at you as just beggars do, depending on how much hunger they have.

You can only know if you ever begged. I didn't beg but I have empathy.
 

User avatar
Anne Copeland Mar 12, 2012
I LOVE this story!  I likewise rescued three baby birds in a nest on a porch where I lived late one night when their mama did not come back.  I knew something was wrong because a bird would NEVER leave her babies like that in the night.  I took them inside, wrapped them in tissue, and fed them through the night with a mixture of water, egg and bread crumbs.  Took them to work at an office next day and I worked at an old hospital in the publicity dept.  Likewise hid them in a box in the drawer, and when fellow workers heard them, they put a B.I.C.U. (Bird Intensive Care Unit) sign on my door and helped me too.  A few nights later I called some old friends - the husband was from Yugoslavia and he knew a lot about wild birds, so they agreed to take the one fellow left. Two of the birds died from respiratory ailments while I still had them, but the third bird had a strong will to live and he did!  We named him peepers as he sang in bed with me when I would hold him in my hands and... [View Full Comment]