„Jestem małym ołówkiem w rękach Boga, który pisze swój list miłosny do świata”.
~Matka Teresa
Znalezienie listu z pozdrowieniami w poczcie lub niespodziewanie schowanego w najmniej oczekiwanym miejscu to czasami wszystko, czego potrzebujemy, gdy mamy wątpliwości lub pecha. Wyobraź sobie, że otrzymujesz ten list anonimowo, jakby jakaś magiczna siła gdzieś tam wiedziała, czego potrzebujesz usłyszeć i chciała, żebyś wiedział, że o tobie nie zapomniano.
Pierwszy list....
Jesienią 2010 roku, pogrążona w depresji i samotności, Hannah Brencher poczuła inspirację, by stać się tą magiczną siłą. Nie była to inspiracja czymś cudownym, co nagle odebrało jej samotność, ale inspiracja odczuwaniem samotności i cierpienia innych głęboko w swoim sercu.
Podczas porannego dojazdu do pracy Hannah zauważyła siedzącą naprzeciwko kobietę w średnim wieku, wpatrującą się w podłogę i niezasznurowane buty budowlane. Nie trzeba było wymieniać historii życia, żeby Hannah poczuła więź z tą kobietą. Łączyło je niewypowiedziane poczucie niepewności, strachu i smutku.
Zerkając na otwarty notatnik na swoich kolanach, Hannah zorientowała się, że pisze list do kobiety w budowlanych butach. Całkowicie pochłonięta, minęło dziesięć minut, zanim podniosła wzrok i zobaczyła, że kobieta zniknęła. Ale stało się coś pięknego…
Sztuka zapomnienia o sobie...
Na całe dziesięć minut Hannah zapomniała o własnym smutku. I zanim się zorientowała, przez kolejne tygodnie i miesiące, w tak przypadkowych miejscach jak toalety w siedzibie ONZ i pomiędzy stronami książek wydawnictwa Barnes & Noble, nieznajomi zostawiali pięknie napisane listy miłosne, które mogli odkrywać.
Jak opisała na swoim blogu :
Przyzwyczaiłem się do dreszczyku emocji związanego z pisaniem do nieznajomych i zostawianiem listów za sobą, jakby były moim osobistym szlakiem z okruchów chleba. Central Park. Grand Central Terminal. Mnóstwo knajpek, które twierdzą, że serwują najlepszą kawę na świecie. Dzięki tym listom nauczyłam się otwierać serce przed zupełnie obcymi ludźmi, jakby to był ten sam wyśmienity napar, który tryskał z mojego imbryka. Zostawiając listy. Dla jakiegoś Romea. Dla Julii. Dla Heloizy. Dla innej duszy, która potrzebowała słów tamtego dnia.
Nie było to panaceum na samotność Hannah… ale sztuka pisania listów miłosnych okazała się czymś cudownym, na czym mogła się skupić, wykraczając poza własny smutek.
400 listów miłosnych
Za pośrednictwem swojego bloga Hannah obiecała swojej wirtualnej społeczności list miłosny dla każdego, kto o niego poprosi. Spodziewając się około 20 próśb mailowych, była zachwycona, gdy następnego ranka przeczytała ich ponad 100!
„Chciałem zrobić akt miłosny tak ekstrawagancki, że nie będą mieli pojęcia, jak mi się odwdzięczyć. Nie chodziło o listy miłosne, ale o to, co symbolizowały. Miłość Litery symbolizują obecność i intencję, a przede wszystkim więź. Chciałam, żeby każdy, kto otrzyma list, zrozumiał, że nie muszę go znać, żeby go pokochać.
W ciągu następnego roku Hannah napisała 400 listów do nieznajomych. Poetycko opisała to doświadczenie na swoim blogu:
„Toast za samotność, odciski i listy miłosne. Nie wiedziałam, że samotność może być tak kojąca, dopóki nie skłoniła mnie do napisania 207 listów miłosnych. Dziękuję Ci, Samotności, za to, że nauczyłaś zagubioną dziewczynę, jak przekuć swój smutek w miłość”.
Nie było to łatwe. I Hannah nigdy nie zamierzała stać się sławna i pożądana. Z każdym otrzymanym zaproszeniem zastanawiała się, jak jej zrogowaciałe palce mogłyby napisać kolejny autentyczny list. Jej matka zasugerowała, żeby skserowała kilka starszych listów i wysłała je pocztą, ale Hannah pomyślała o tym, ile odwagi wymaga poproszenie obcej osoby o napisanie listu miłosnego. „Jak mogłabym nie poświęcić czasu na pokochanie tej osoby?” – pytała samą siebie.
„Mogę być jedynym przykładem tego, co obca osoba może zrobić dla innej obcej osoby w jej życiu i muszę zrobić to dobrze”.
Zbliżając się do 400. litery, Hannah powiedziała sobie, że zamknie rozdział na tym numerze. Pod numerem 397 reporter z Wall Street Journal zwrócił się do niej z prośbą o napisanie artykułu o wykorzystaniu mediów społecznościowych do promowania praktyki pisania odręcznego.
Wpływ na życie, jeden list miłosny na raz
Początkowo Hannah była zaniepokojona napływem próśb o listy, które z pewnością zainspirowałaby ta historia. Ale potem wpadła na ciekawy pomysł. Co by było, gdyby media społecznościowe mogły służyć nie tylko do szerzenia miłości poza siecią, ale także do inspirowania innych do wywierania wpływu w autentyczny, a zarazem nieskomplikowany sposób? Każdy mógłby wejść na stronę i poprosić o listy miłosne dla bliskiej mu osoby, a każdy mógłby dołączyć do społeczności online jako wolontariusz piszący listy. I wszystko byłoby bezpłatne.
„Chciałam, żeby ludzie czuli, że nawet jeśli nie mają pieniędzy na darowiznę na jakąś sprawę, nadal mogą dołączyć do wspaniałej inicjatywy, a ich praca może mieć wpływ na świat. Chciałam też pokazać ideę miłości bez zobowiązań: nie muszę nic o tobie wiedzieć ani niczego od ciebie potrzebować, żeby kochać cię tak bezgranicznie, że zrozumieją, że na świecie musi być dobro”.
Od tego momentu „aha!”, ruch „The World Needs More Love Letters” rozrósł się do rozmiarów ruchu, który każdego dnia gromadzi 100 osób i jest obecny we wszystkich 50 stanach. Listy miłosne znaleziono w miejscach tak odległych, jak Włochy i Chiny!
„Jedną z najpiękniejszych rzeczy jest to, że możesz nigdy nie zdać sobie sprawy z wpływu, jaki wywarłeś, po prostu musisz mu zaufać. Pewna kobieta napisała do mnie e-mail dwa miesiące po otrzymaniu listu. Czytała go każdej nocy przez dwa miesiące, a potem napisała nam, jak wiele dla niej znaczył. Piękne jest to, że list nie był nachalny, ale dodał coś, czego mogło brakować”.
Hannah otrzymuje e-maile od osób, na które te listy wpłynęły niemal codziennie. Żołnierz z Afganistanu cierpiący na zespół stresu pourazowego (PTSD) napisał niedawno do Hannah. Opisał, że siedział na podłodze i płakał, czytając te listy, o które poprosiła go siostra na stronie internetowej Hannah. Listy te przywróciły mu wiarę w ludzkość i dobroć.
Kultywowanie miłości własnej
Czy trzeba być w dobrym nastroju, żeby napisać takie przemyślane listy? Przecież list powinien wyrażać szczerą zachętę, nadzieję i wiarę.
Hannah wręcz przeciwnie. W ciągu dziesięciu miesięcy, podczas których napisała 400 listów do nieznajomych, nie było dnia, kiedy miała ochotę napisać list.
Oto, czym dzieliła się wówczas na swoim blogu:
„Miłość do siebie to dla mnie pojęcie bardziej zawiłe niż bałagan z lampkami choinkowymi, który od jakichś 300 dni skrywa się na moim strychu. Bardzo się z tym zmagałam. I za każdym razem, gdy w mojej skrzynce odbiorczej pojawia się kolejna prośba o list, w którym zarysowuję losy dziewczyny, która po prostu nie wie, jak docenić siebie, przypominam sobie: mogę nie być wystarczająco przygotowana, by napisać ten list miłosny. Czasem tak. A czasem sama go potrzebuję.
Krok pierwszy: zawsze do niej pisać. Żeby dać jej znać, że spieszę się, żeby dosięgnąć jej skrzynki pocztowej. Jej palców. Jej dłoni.
Krok drugi polega na tym, żeby się wycofać i znaleźć sposób, żeby powiedzieć miłość własnym ramionom.
Krok trzeci: spisz wszystko.
Tym, co wyrwało Hannah z łóżka, była świadomość, że ktoś czeka na list w skrzynce pocztowej. I za każdym razem, gdy siadała, żeby napisać list, doświadczała tej pięknej więzi z kimś i czymś poza nią, poza własnym, zawiłym cyklem myśli.
„Nie chodzi już o ciebie… chodzi o to, co możesz zrobić, aby dać komuś innemu lepszy dzień”.
Aby dowiedzieć się więcej o Hannah i organizacji The World Needs More Love Letters , posłuchaj jej wystąpienia TED i odwiedź stronę internetową organizacji!
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
8 PAST RESPONSES
Sensiz bir gün bile eksik hissediyorum.
Gözlerinle başlayan her sabah, gülüşünle biten her akşam… Hepsi seninle anlam kazandı.
Sen benim en derin sığınağım, en güzel sebebim oldun.
Kalbim seninle atıyor, ruhum seninle nefes alıyor.
Bu Sevgililer Günü’nde sadece şunu söylüyorum:
Seni deliler gibi seviyorum.
Ve her gün, her nefeste yeniden âşık oluyorum sana.
İyi ki varsın, iyi ki benimsin.
Sonsuza kadar senin...
Öpüyorum her yerinden
[Karın]
wow! you are inspirational truly . Could feel the love , keep on the good work :):)
Wonderful ! Can't wait to check out the website. Amazing and wonderful .
This is really something special. I especially like the idea that charity can be free. How kind we are to one another is the true measure of our nature and when we give of ourselves in this way we find it isn't charity at all but rather it is what we all deserve.
Hannah, I am so grateful to have met you and to have the chance to share your wonderful work. Your letters will continue to positively impact so many people. Thank you for sharing your depression, too. Much of my own work comes out of darkness. When we share love with others whether through a letter or connecting one to another with a story, a free hug or bubbles on subways; it lifts us all to light. Thank you for the Beautiful work you are doing. Thank you Daily Good for recognizing Hannah's amazing project. Hannah, you are making this world a more SUPER place; One letter at a time. LOVE and HUGS to you.
Beautiful. I just wrote a little love letter to my fiancée. :)