Back to Stories

Jak zwykły Facet znalazł Supermoc

Jak zwykły facet zyskał supermoc.

Artykuł Colina Beavana z wiosennego wydania magazynu YES! z 2011 r.


Tak wielu z nas ma dobre pomysły, jak pomóc światu. Ale chowamy je. Ja też. Mówiłem sobie, że gdyby pomysł był dobry, ktoś inny już by go wcielił w życie. Że nie jestem w stanie nic zmienić. Siedziałbym w swoich pomysłach, zajmował się swoim „życiem”, a potem czułbym złość na świat, bo problemy, na których mi zależało, nie zostały rozwiązane.

Bałam się, że nie będę pierwsza.

Potem postawiłam pierwszy niefortunny krok w stronę tego, co nazywam przypadkowym aktywizmem. W 2006 roku rozpoczęłam projekt, w ramach którego przez rok mieszkałam z moją małą rodziną na dziewiątym piętrze apartamentowca w centrum Nowego Jorku, w jak najbardziej ekologicznej atmosferze, aby zwrócić uwagę opinii publicznej na światowe kryzysy ekologiczne, gospodarcze i związane z jakością życia.

Nie miałem żadnego doświadczenia jako aktywista. A jednak nagle mój projekt nabrał rozpędu .

Moja książka i film, oba zatytułowane „No Impact Man” , zostały przetłumaczone na ponad 20 języków. Zgłosili się filantropi, którzy zaoferowali mi finansowanie na zatrudnienie konsultantów, aby uruchomić NoImpactProject.org. W naszym programie edukacyjnym No Impact Week wzięło udział już około 20 000 osób.

I jak się przez to wszystko czułem?

Jak jeleń w świetle reflektorów.

Jak mam się temu wszystkiemu przeciwstawić? Przecież ludzie widzą, jaki jestem samolubny i krótkowzroczny? Że czasami bywam okrutny dla rodziny? Ludzie tacy jak ja nie powinni robić takich rzeczy. Powinniśmy czekać na ludzi, którzy mają poukładane życie, i podążać za nimi.

Ale jeśli będziemy czekać na tych ludzi, to już po nas.

Jest wielu ludzi, którzy wiedzą o wiele więcej o aktywizmie i zaangażowaniu obywatelskim niż ja. Jestem całkiem zwyczajny. Szczerze mówiąc, nie zawsze mam ochotę komuś pomóc. Ale teraz nauczyłem się wiele o tym, jak być zwyczajną osobą, pełną wątpliwości, która mimo to podejmuje ryzyko, próbując coś zrobić dla świata. Może jesteś taki jak ja. I może to, co pomogło mi, pomoże również tobie.

Bądź na tyle głupi, żeby zrobić pierwszy krok

Moim pierwszym krokiem było po prostu zacząć żyć z jak najmniejszym wpływem na środowisko. Kilka osób powiedziało, że jestem „za głupi, żeby wiedzieć, że jedna osoba nie może nic zmienić”. Pomyślcie o tej historii (z przeprosinami za ckliwość):

Dwie żaby – jedna bardzo mądra i jedna bardzo głupia – zostają uwięzione w misce ze śmietaną. Brzegi są zbyt strome, by się wspiąć, a żaby nie mają oparcia, by skoczyć. Głupia zaczyna płynąć tak mocno i szybko, jak potrafi. Mądra spogląda w bok i mówi sobie: „On jest za głupi, żeby wiedzieć, że cały ten wysiłek nic nie da”.

Nadszedł czas, aby każdy obywatel, który ma dobry pomysł, wziął się do pracy, zaufał sobie i zaczął działać.

Rozważywszy beznadziejność sytuacji, sprytny postanawia, że najrozsądniej będzie się poddać. I – Blub! – tonie. Głupi próbuje dalej. Właśnie gdy nogi odmawiają mu posłuszeństwa, śmietanka zaczyna gęstnieć. Jego zmagania sprawiły, że śmietanka zamieniła się w masło. Ze zdumieniem stwierdza, że stoi na twardym gruncie. Wyskakuje. Głupio próbując wykonać pierwszy krok (pływanie), pojawił się drugi krok (wyskok), jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Pytanie nie brzmi, czy możesz coś zmienić. Pytanie brzmi, czy chcesz być tym, kto próbuje? Czy chcesz być jak mądra żaba, która polega na mózgu, który podpowiada jej, że nie ma rozwiązania, czy jak głupia żaba, której serce podpowiada, żeby i tak spróbowała?

Może martwisz się pustyniami żywnościowymi i dziećmi bez dostępu do dobrego jedzenia, może więzieniem lokalnej młodzieży, a może, tak jak ja, martwisz się brakiem działań w sprawie zmian klimatu. Cokolwiek to jest, weź swój transparent, zadzwoń do senatora lub zbierz znajomych. Nie martw się drugim krokiem. Po prostu bądź zbyt głupi, żeby wiedzieć, że pierwszy krok nie zadziała.

Wykorzystaj swoją osobistą historię, aby zainspirować ruch

Jednym z powodów, dla których jedna osoba może coś zmienić, jest to, że jej wysiłki szybko inspirują działania innych. Zainspiruj więc innych do zaangażowania się, dzieląc się swoją historią. Nie tylko historią, powiedzmy, głodnych dzieci z Globalnego Południa, którym próbujesz pomóc, ale także swoją własną historią.

Jedna godzina plastiku autorstwa Rock Farmer

W książce „No Impact Man” dzielę się historiami o tym, jak starałem się zachować świeżość jedzenia bez lodówki, jak zimą musiałem jeść głównie kapustę i jak prałem ręcznie. Ludzie nie zdali sobie nagle sprawy, że oni również powinni prać ubrania ręcznie. Zamiast tego dowiedzieli się nie tego, że powinni coś zmienić – co pokazują statystyki i liczby – ale że mogą coś zmienić – a osobiste historie mają moc, by to opowiedzieć.

Ludzie łączą się z polityką poprzez relacje osobiste.

Niezależnie od tego, jaką sprawę chcesz poruszyć, poszukaj poruszającej, osobistej historii o tym, jak się zaangażowałeś i jak zaangażowanie w jakiś sposób poprawiło twoje życie. Słyszałem, że mówi się, że nie powinniśmy opowiadać takich historii – że ludzie powinni automatycznie się tym przejmować. Rzecz w tym, że kiedy już się dowiedzą, to się przejmują. Problem w tym, że często czują się tym przytłoczeni. Dlatego nie chodzi o to, by wciskać im informacje, które wywołają w nich poczucie winy, że czegoś nie zrobili. Chodzi o to, by opowiedzieć im historię, która pokaże im, jak coś zrobić.

Wyjdź z Internetu i skup się na prawdziwym życiu

W latach 60. seria protestów na rzecz praw obywatelskich rozpoczęła się, gdy czterech studentów z czarnoskórej uczelni w Karolinie Północnej usiadło przy barze w Woolworth, przeznaczonym wyłącznie dla białych. Ostatecznie w protestach, które rozprzestrzeniły się po całym stanie, wzięło udział około 70 000 studentów. Jak zauważa Malcolm Gladwell w niedawnym artykule w „New Yorkerze”, akcja nie zaczęła się od dużej liczby obserwujących na Twitterze. Zaczęło się od wielu znajomych z krwi i kości (a nie z Facebooka).

Silne więzi społeczne i długotrwałe wzajemne zaufanie dały tej pierwszej czwórce uczniów odwagę, by stanąć w swojej obronie. Gladwell twierdzi, że silne więzi prawdziwej przyjaźni i wspólnoty – a nie słabe więzi świata wirtualnego – są niezbędne, abyśmy czuli się wystarczająco wspierani, by podejmować znaczące ryzyko w imię naszych wartości.

Prowadziłem bloga na stronie NoImpactMan.com , na który przychodziły tysiące ludzi, aby dyskutować o swoich poglądach i metodach życia w zgodzie z ekologią. To było dobre. W obliczu braku realnych społeczności o wspólnych wartościach ekologicznych, blog zapewnił wielu osobom pewien poziom wsparcia społecznego. Jednak silniejsze, bardziej zorientowane na działanie społeczności powstają w mojej pracy, gdy ludzie spotykają się na naszych Tygodniach Bez Wpływu.

Jedna z najbardziej udanych społeczności opartych na przyjaźni, jakie znam, 350.org, oddolna organizacja klimatyczna, rozpoczęła się od grupy studentów, którzy mieszkali razem na studiach, a potem w Bay Area. Z małego domowego ogniska rozwinęli się w międzynarodową organizację zrzeszającą setki tysięcy aktywistów klimatycznych. Wykorzystują internet do gromadzenia działań tysięcy grup opartych na przyjaźni. Ale chodzi o działania podejmowane przez małe społeczności przyjaciół lub sąsiadów, a nie o dzielenie się informacjami.

Więc korzystajcie z internetu, oczywiście. Ale używajcie go, żeby zmusić ludzi do działania w prawdziwym życiu. Co by było, gdyby te wszystkie godziny spędzone na pisaniu gniewnych komentarzy pod Huffington Post były zamiast tego spędzane raz w tygodniu w kawiarni? Prędzej czy później, zamiast prawdziwych, hm, kliknięć, mogłyby nastąpić prawdziwe działania. Sprawcie, żeby ludzie się zjednoczyli. Oni się potrzebują.

Zaufaj swojej wizji

    Colin Beavan during a visit with students at Rollins College. Photo by Judy Watson Tracy.

Masz więc pomysł, zrobiłeś pierwszy krok, zebrałeś ludzi o podobnych poglądach i teraz masz trochę energii i sukcesu. Świetna wiadomość! To właśnie wtedy pojawiają się krytycy i krytycy. To powód, żeby w ogóle nie zaczynać, prawda? Nikt nie zawraca sobie głowy krytyką, kiedy po prostu fantazjujesz o swoim świetnym pomyśle.
Nagle zostałem zaproszony do programu „Good Morning America” z Diane Sawyer. Jak to mówią: WTF? Byłem przerażony. Jestem pewien, że miałem przesadzone poczucie własnej wartości, ale bałem się, że mogę sprowadzić ludzi na złą drogę.

Nie miałem żadnego prawdziwego poparcia poza – powtórzę – własnym zaufaniem do moich intencji. Musiałem wystąpić w telewizji ogólnopolskiej, ufając sobie i swojej wizji.

Zdecydowanie najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich było to, że musiałem zaakceptować, że mogę się mylić i mimo wszystko to zrobić.

Niestety, w społecznościach aktywistów wybucha mnóstwo kłótni o najlepsze metody. Ludzie się nawzajem krytykują, jakby scenariusz był albo-albo, podczas gdy w rzeczywistości jest i-również. Potrzebujemy wielu ramion przy wielu drzwiach. Poznając tak wielu wspaniałych, zaangażowanych obywateli, nauczyłem się, że potrzeba wielu różnych strategii i stylów, aby wprowadzić zmiany, na które liczymy.

Zaufaj więc swojej wizji. Może się okazać, że największą ofiarą, jaką możesz ponieść dla świata, jest zmierzenie się z możliwością publicznego przyznania się do błędu. I mimo wszystko pójście naprzód.

Uważaj na siebie

Kiedy angażujesz się w tego typu pracę, presja narasta – często z wewnątrz, a nie z zewnątrz. Musimy dbać zarówno o to, co w środku, jak i na zewnątrz. Zacząłem od stwierdzenia, że wystarczy zrobić pierwszy krok, ale ten krok jest równie ważny. Jeśli nie potrafisz utrzymać siebie, nie utrzymasz swojej pracy.

No Impact Man, pod wieloma względami, zaczęło się jako przedłużenie mojej praktyki medytacyjnej. Wiele z potrzebnej mi pewności siebie pochodziło z przebłysków zrozumienia Prawdy – czymkolwiek ona do cholery jest. I ze służby. Ale podczas gdy znajdowałem czas na występy w telewizji, wywiady prasowe, wiece, przysługi i gościnne wystąpienia na blogach, traciłem go na medytację.

Potem pojawił się lęk. I depresja. Byłem wyczerpany. Rozładowywałem baterię bez ładowania. Dobra wiadomość jest taka, że wróciłem do regularnej praktyki. Czuję się lepiej. Oczywiście nie mówię, że koniecznie powinieneś medytować, po prostu musisz znaleźć to, co ci odpowiada, aby zadbać o swoje wnętrze.

O zewnętrzności: Kilka lat temu, po tylu wywiadach telewizyjnych i radiowych oraz wystąpieniach w międzynarodowej prasie (i, nawiasem mówiąc, po wielokrotnym stawianiu czoła oskarżycielom, którzy twierdzili, że próbuję się wzbogacić na problemach świata), spojrzałem na stan mojego konta bankowego i zobaczyłem, że zostało mi około 200 dolarów – około 3000 dolarów mniej niż mój miesięczny dochód. Pracowałem przez cały czas czuwania nad tym, w co wierzyłem i nie mogłem zadbać o siebie. Na szczęście dla mnie, nie musiałem wiele zmieniać (na przykład zacząłem prosić o zapłatę, gdy ktoś prosił mnie o wygłoszenie przemówienia), ale musiałem stawić czoła swojemu poczuciu winy i skonfrontować się z moim mnisim wizerunkiem. W naszej kulturze istnieje mem: Możesz być mnichem lub kupcem. Mnisi czynią dobro, a kupcy zarabiają. Jeśli zarabiasz pieniądze – jeśli znajdziesz sposób na zadbanie o swoją zewnętrzność – nie możesz być ascetycznym mnichem i tak naprawdę nie czynisz dobra.

Okładka książki „No Impact Man”
Otrzymaj książkę Colina za darmo, gdy zostaniesz oddanym przyjacielem YES!

Wyobraź sobie jednak, że stworzymy nowy mem. Co by było, gdybyśmy pokazali sobie nawzajem, jak wspaniale sobie radzimy, wcielając w życie nasze pomysły na zmiany społeczne? Co by było, gdybyśmy co jakiś czas chwalili się, że osiągnęliśmy lepsze wyniki niż bankierzy?

Ale nawet jeśli nie mamy ku temu okazji, powinniśmy przynajmniej stworzyć sobie dobre domy. Bez miłości do siebie, miłość do innych zwiędnie. Biorąc na siebie ciężar świata, nie zostawiamy miejsca na siłę innych. Innymi słowy, baw się dobrze!

Przecież nie warto ratować świata, jeśli nie ma czasu na żarty.

Poza tym, równie dobrze możemy się cieszyć, kiedy uświadomimy sobie, ile pracy jest do wykonania. Z dwiema wojnami w toku, topniejącymi czapami lodowymi i systemem gospodarczym chwiejącym się na krawędzi załamania, po prostu nie ma czasu czekać, aż jakiś guru lub przywódca da nam pozwolenie na realizację naszych dobrych pomysłów.

Kto to naprawi, jeśli nie my? Nie mogę się oprzeć myśli, że nadszedł czas, abyśmy odzyskali naszą kulturę. Czas, aby każdy obywatel z dobrym pomysłem wziął się do pracy, zaufał sobie, zaczął działać. Wcześniej czy później musisz pogodzić się z faktem, że nie potrzebujesz żadnego innego autorytetu poza swoimi dobrymi intencjami i kochającym sercem.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS