
Czasami pewne marzenia w życiu po prostu się nie spełniają, na przykład jeśli dorastając chciałeś tylko latać, ale los sprawił, że dostałeś złe oczy, wraz z zastrzykiem czerwono-zielonej ślepoty barwnej — suma tych niedociągnięć może zdyskwalifikować cię z zostania pilotem. Ugruntowany takimi niedociągnięciami, możesz zacząć współczuć bezgrzebieniom, pstremu klanowi ptaków, do którego należą emu, kiwi i kazuar, z których większość rodzi się bez stępki, na której można zawiesić swoje powietrzne ambicje. W przeciwieństwie do nich, możesz oblac test wzroku i nadal dostać pozwolenie na start; wymagane jest jedynie oświadczenie potwierdzające twoje udowodnione umiejętności prawidłowego sterowania samolotem. Ale to obejście byłoby nadal pewnego rodzaju umniejszeniem, ponieważ nie będziesz mógł latać komercyjnie ani w nocy, kiedy światła kokpitu sprzysięgają się z uciekinierami poniżej i gwiazdami powyżej, aby przeciążyć twoje wewnętrzne obwody. Być może jest to subtelny sposób, w jaki życie mówi, że niektóre marzenia nie są przeznaczone do spełnienia. Poza tym, nie chciałbyś skończyć jak tinamou, jedyny wyjątek od nielotnych bezgrzebieniowców, jedyny obdarzony wystarczająco dużym mostkiem, ale bez ogona, który mógłby służyć jako ster, tak że gdy biedny ptak zostanie przestraszony i zmuszony do lotu — a to nie jest czynność, do której ktokolwiek chciałby być przestraszony — może skierować swoje ciało wielkości kuropatwy w obiekty, czasami nieruchome, czasami śmiertelne — a to nie jest wynik, o którym ktokolwiek chciałby myśleć, będąc w powietrzu — i być może jest to kolejny sposób, w jaki życie mówi, że niektóre marzenia, nawet jeśli technicznie osiągalne, powinny pozostać niespełnione.
Jeśli znajdziesz się w sytuacji, w której roi się od marzeń bez silnych skłonności do jakiegokolwiek konkretnego kierunku, zabezpiecz się na chwilę. Umieść swoje jaja w wielu koszykach i zobacz, co z nich wyrośnie, tak jak płazy robią ze swoimi galaretowatymi perspektywami, żyjąc niejednoznacznie między światami. Możesz mieć szczęście. W górę może wskoczyć czerwonooka żaba drzewna i towarzysząca jej agencja poszukująca fotogenicznego talentu! W górę może wpełznąć smukła salamandra partnerka o najbardziej towarzyskiej naturze! Ale najprawdopodobniej nic nie wynurzy się z tych wód i nigdy nie wynurzy, ponieważ większość niespełnionych nadziei zostaje pochłonięta przez oportunistów czających się w trzcinach, zmieciona do złych celów złymi środkami lub pozostawiona do wyschnięcia na zapomnianych brzegach. Być może mądrzej byłoby porzucić strategię rozrzutu i biec z jedną, na suchy ląd, gdzie sprawy są nieco mniej ryzykowne. To właśnie robiły owodniowce w epoce postkarbońskiej, będąc na tyle sprytne, by inwestować w jaja, które były również koszami, tak by każde cenne marzenie mogło być noszone z pewnym pozorem bezpieczeństwa. To, czy skorupy były gumowate, stwardniałe czy zinternalizowane, zależało od ich gadziego, ptasiego lub ssaczego producenta (jest w tym pewne pole manewru, skoro zielone anakondy rodzą żywe dziesiątki miniaturowych klonów, a karmiące matki kolczatki składają skórzaste kule wielkości dziesięciocentówki), ale najważniejszym wnioskiem jest to, że każde jajko zawiera wszystkie składniki kompletnej konstytucji marzeń, jak domowa mieszanka suszonej zupy zrobiona z miłością, ale lepsza — bez potrzeby dodawania wody. Tak zapakowane potencjał owodniowca może być zrealizowany wszędzie — pod ruchomymi piaskami pustyni, wysoko na skałach i gniazdach, na żeliwnej patelni lśniącej od oleju (czasami rozmyślania o jajkach wywołują ochotę na omlet); gdziekolwiek ty, drogi czytelniku i kolego owodniowcu, uznasz za stosowne.
Podczas gdy nurkowanie na łeb na szyję w wielkim marzeniu może być chwalebnym przedsięwzięciem, może być również mądre, aby zachować pewną ostrożność, zanim zanurzysz się zbyt głęboko. Ponieważ bycie porwanym przez wielki sen może tak często przerodzić się w obsesję, a specjalizacja może prowadzić do zawężenia apertury i wykluczenia wielu rzeczy, które czynią życie rozkosznym. Weźmy jedzenie, ponieważ jesteśmy w kulinarnym pociągu myśli. Aby móc w jednej chwili wahać się od zepsutych mango do głów grzechotników w następnej; aby zniszczyć rząd pomidorków koktajlowych przed chrupaniem niespodziewanych kleszczy znalezionych podczas poobiedniej pielęgnacji — szeroka gama przysmaków gastronomicznych dostępnych dla oposów wirginijskich jest niezauważana przez wyznawców szkoły myrmekofagii, czyli wyłącznego spożywania mrówek i termitów. Studenci myrmekofagii są różnorodni i liczni, od mrówkojadów z Ameryki Południowej i łuskowców z Afryki po mrówkojady i wcześniejsze kolczatki z Australii — rzadko ssaki o różnej budowie i pręgach były tak zjednoczone w jednej sprawie. Jednak życie na mrówczym stypendium dzień w dzień może być monotonne — nawet okazjonalna mrówka ognista wypełniona kwasem mrówkowym z jej gorzkimi cytrusowymi nutami nie zrobi wiele, aby rozjaśnić smak tak dużej ilości miąższu, larw i brudu. (Chociaż sam akt włamywania się i wchodzenia do twierdz termitów może dodać trochę pikanterii i różnorodności). Kiedy ktoś zdecyduje się na zamianę zdefiniowanej linii szczęki na rurkowaty pysk i śluzowaty język, może być za późno, aby wycofać się z tej ścieżki skoncentrowanej na termitach. Południowy tamandua nigdy więcej nie będzie mógł przekąsić owoców camu-camu dojrzewających na nadrzecznych drzewach, na które się wspina, nie posiadając uzębienia, aby wziąć udział w tych kwaśnych przysmakach. Podobnie jak wilk ziemny nie może nigdy obgryzać żeber gnu ze swoimi kuzynami hienami cętkowanymi, ponieważ po latach diety wyłącznie owadowej nie ma metabolizmu pozwalającego mu na opanowanie czegokolwiek większego niż miętówka oddechowa. I chociaż są absolwenci w trakcie szkolenia, którzy zrywają z tradycją, jak niedźwiedź leniwiec, który przemyca do swojej diety owadów okazjonalny jackfruit posypany płatkami drzewa mowha i hojną porcją miodu (zasady są mniej jasne w przypadku żywności wytwarzanej z owadów); lub mrównik, który używa tajnych zębów policzkowych, by pożywić się tajnymi ogórkami, kopiąc w ziemi w poszukiwaniu tych wodnistych tykw i stając się w ten sposób jedynym zapylaczem dyniowatych, są to rzadkie wyjątki od jedynej reguły, która wiąże tę dyscyplinę dietetyczną. Nie ma nic złego w całkowitym poświęceniu się jakiemuś zajęciu lub pasji. Po prostu zdaj sobie sprawę, że monomania może wiązać się z kosztami alternatywnymi, o czym może zaświadczyć niejeden mrówkojad jedwabisty lub student podoktorancki po fakcie.

Czasami, aby zrealizować marzenie, trzeba mieć odwagę odejść od innego. Albo odejść, jak to było w przypadku Indohyusa we wczesnym eocenie, gdy subkontynent indyjski był zajęty rozbijaniem się o Azję i marszczeniem Himalajów. Zmęczony nękaniem przez orlich władców za próby uczciwego roślinożernego życia, proto-myszo-jeleń-koń uciekł do wody w poszukiwaniu schronienia i odkrył talent do tonięcia, dzięki gęstym kościom nóg przypominającym hipopotama. Podobnie jak początkujący przedsiębiorca wygłupiający się w garażu rodziców, Indohyus prawdopodobnie nie miał pojęcia, że eksperymentowanie z jego ulubionym zajęciem doprowadzi do jednej z największych historii sukcesu w historii ewolucji, odwracając kolejne pokolenia od śródlądowej harówki, aby stały się nieustraszonymi strategami błękitnego oceanu. Przejście od Indohyusa do prawdziwych wielorybów zajęło mniej niż dziesięć milionów lat, co w czasie geologicznym jest odpowiednikiem przerwy na przekąskę lub podobnym do błyskawicznego wzrostu giganta technologicznego, jeśli mierzyć je współczesnymi terminami. W miarę jak wczesny sukces rodził kolejne sukcesy, potomkowie Indohyusów spędzali mniej czasu na ukrywaniu się w lasach, a więcej na podjadaniu na płyciznach Tetydy lub na tym, co obecnie jest północnym Pakistanem. Gdy mapa drogowa była już jasna, przejście z lądu na morze nastąpiło hurtowo — nieważne, jakie są strategie owodniowe — żadnych zakładów zabezpieczających, żadnego tchórzostwa, chociaż przyznaję, że po drodze porzucono niektóre cnoty (podobnie jak pewien gigant technologiczny porzucił swoje założycielskie mantrę „nie być złym” kilka lat temu), gdy proto-wieloryby przeszły od pobożnego roślinożerstwa do mięsożernego rozpustnictwa w swoim zaangażowaniu w jedyną prawdziwą drogę. Przez eony linia ta wytworzyła jedną ikoniczną iterację za drugą, od Ambulocetusa , który celował w wypełnianiu niszy futrzastego krokodyla, przez potwornego Basilosaurus , który terroryzował morza swoim miażdżącym kości ugryzieniem, po łagodniejszych i milszych mistrzów przeszukujących oceany, których znamy i kochamy dzisiaj, takich jak Big Blue Baleen, członek Mysticetes, który, jeśli plotka okaże się prawdziwa, może umieścić Arystotelesa w jeszcze większym poważaniu, ponieważ nazwa mogła pochodzić od jego zwrotu „(ho) mūs to kētos”, tłumaczonego jako „(ten) wieloryb (nazywany) myszą”, co byłoby proroczym ukłonem w stronę skąpego Indohyusa , który tak dawno temu podjął ryzyko pogoni za nowymi możliwościami.

Być może sztuczka wyboru właściwego snu polega na rozważeniu za i przeciw: wiedzieć, kiedy zaryzykować, a kiedy zrezygnować, ponieważ kurczowe trzymanie się czegoś tak mglistego może przyćmić osąd i sprawić, że stracimy z oczu cel końcowy. Żółta ćma podskrzydłowa niszczy się płomieniem świecy nie z powodu wrodzonej miłości do ciepła, ale przez utożsamienie go ze światłem nieba, którym kieruje swoim życiem. Czego naprawdę szukamy, kiedy śnimy o lataniu? Jeśli jest to nieskrępowana wolność, to to najbardziej uniwersalne z pragnień może okazać się nieoczekiwaną pułapką, jak przekonały się wspomniane ptaki w tym eseju, przynajmniej na poziomie energetycznym. Śmianie się z grawitacji przez dłuższy czas jest męczącym zajęciem, nie tyle w twarz, co bardziej z nieustannym trzepotaniem, wymagającym nieustannego żucia robaków, ryb lub kawałków masła, z których ten ostatni może być platońską doskonałością pod względem gęstości kalorycznej, ale trudną do zdobycia na wolności. Więc po co latać o własnych siłach, skoro można latać klasą ekonomiczną z dodatkowymi orzeszkami? Po co latać o własnych siłach, skoro w ogóle nie trzeba latać? To był sedno sprawy dla większości bezgrzebieniowców, którzy postanowili porzucić powietrzne sprawy nie mniej niż pięć razy, aby zamiast tego uczestniczyć w prostych ziemskich rozkoszach, przechadzając się po bezpiecznych zielonych przestrzeniach, jedząc w wolnym czasie trawiaste pożywienie. Brak konieczności ciągłego karmienia metabolicznego pieca jest wielkim dobrodziejstwem dla większości stworzeń i może być również ustanowiony jako inna forma wolności. Być może ta strategia celowego uziemienia była sposobem, w jaki bezgrzebieniowcy zdołali wykroić sobie nisze na całym świecie, mieszkając długo w zielonych Edenach, przynajmniej do czasu przybycia ludzi, którzy wszystko zepsuli, zmieniając sny w koszmary dla ptaka słoniowego z Madagaskaru i gigantycznego moa z Nowej Zelandii, losy obu muszą być opłakiwane innym razem — niech Bóg da odpoczynek ich pierzastym duszom.
Być może roztropność w snach sprowadza się również do posiadania zdrowego poczucia własnej wartości. Odrzucając oczekiwania narzucane przez innych, możesz poświęcić czas i wysiłek na to, co naprawdę działa dla ciebie, takie jak nabranie masy mięśniowej i rozpoczęcie uprawiania lekkoatletyki. Tak jest w przypadku strusia somalijskiego, najzdrowszego i najcięższego ze wszystkich żyjących ptaków. Brak konieczności trenowania mięśni piersiowych do lotu oznacza, że każdy dzień staje się dniem nóg, co struś może ujawnić w jednej ze swoich rzadkich, nieoszołomionych chwil, kiedy nie paraduje, prezentując swoje eleganckie, potargane pióra i niebieskawe nogi lub nie chwaląc się swoimi czasami półmaratonu przeciwko jakiemukolwiek czworonożnemu stworzeniu pod afrykańskim słońcem. Kiedy jest naciskany o sekrety dotyczące jego ziemskiego stylu życia, może zdecydować się na reakcję w swój własny, osobliwy sposób, rozprostowując swój siedemnastokręgowy gumowy kark, aby spojrzeć przez ciebie oczami wielkości kuli bilardowej, zanim odbije się jak strzał! Pędząc obok w rozmyciu! W ten sposób otrzymasz żywe przypomnienie, że marzenia nie są jedynie celami, do których należy dążyć, ale aktami, które należy spełniać i ucieleśniać, a oto jeden z nich, w pełni wystawiony przez kogoś z sercem trzy razy większym od ciebie i z takim sprężystym krokiem na dwóch palcach, napiętym ścięgnami. Ćwiczenie właściwego marzenia w jego najpełniejszym zakresie może objąć całe twoje ciało, całą twoją istotę, całe twoje życie. I może być kompletne. I może być wystarczające.

Ale nie dla wszystkich. Ponieważ w naturze snów i marzycieli leży to, że są niewytłumaczalne, zmieniają się i reformują wokół nieprzewidzianych kaprysów. Przynajmniej dowodzi to przypadku tych z nas, którzy są zbudowani z delikatnego ciała i wymieniających się komórek, którzy muszą stale zastępować nasze organiczne części. W którym momencie zmienimy się tak bardzo, że nie będziemy już sumą naszych poprzednich iteracji i związanych z nimi ambicji? Możesz zwrócić się do starożytnych greckich filozofów i ich zakurzonych okrętów wojennych, aby uzyskać wgląd w tę metafizyczną zagadkę, ale jeszcze lepiej byłoby zapytać tych, którzy mają doświadczenie w zakładaniu i zrzucaniu nowych ja na różnych etapach swojego życia, jak niektórzy członkowie rodziny Anguillidae. Węgorz europejski należy do nielicznych, którzy praktykują katadromię, co jest po prostu wymyślnym sposobem na powiedzenie wstecznego życia łososia pacyficznego: to wtedy narybek wędruje ze swoich prowincjonalnych strumieni do oceanu, aby trochę pobujać się, zanim wróci do domu, aby złożyć ikrę i spędzić ostatnie dni. Anguilla anguilla obiera przeciwną ścieżkę, zamiast tego zaczynając w Morzu Sargassowym jako coś zupełnie niepodobnego do tego, czym pewnego dnia się stanie, tak płaskie, liściaste, przezroczyste i dziwne, że nawet Arystoteles był zaskoczony, gdy pytano go o pochodzenie węgorza, zgadując, że ryba musi spontanicznie rozmnażać się w wilgotnych wnętrznościach ziemi (Nawet najmądrzejszy z nas nie zawsze ma rację i jest to pocieszająca myśl). Dopiero w XX wieku odkryto, że larwy węgorza podróżują na gapę przez rok lub trzy wzdłuż Prądu Zatokowego, zanim zdecydowały się poświęcić swoje życie celowi, do którego tak wielu z nas aspiruje: zabezpieczeniu nieruchomości nadbrzeżnych na europejskiej wsi. Przekształcając się w swoje znajome, kręte kształty, ale zachowując przez chwilę swoją przezroczystą naturę, szklane węgorze zwijają się w kulkę i zdecydowanie wiją się w wodach, nawet jeśli oznacza to wywijanie się prosto z wody i nad sobą, przez trawiaste pastwiska i porośnięte mchem ściany skalne, wszystko po to, aby dotrzeć do jedynego, prawdziwie spokojnego źródła. Gdy już tam dotrą, spędzą swoje najlepsze lata żółte, ale nigdy nie łagodne, realizując swoje wężowe marzenia o pożeraniu wszystkiego, co uda im się wcisnąć do ust, aż pewnego dnia bardziej pacyfistyczna wizja przywoła je z powrotem do tego słonego napoju, z którego wszyscy powstaliśmy i do którego ostatecznie wszyscy powrócimy. Gdy już dokonają wyboru, węgorze nabierają srebrnego połysku. Ich oczy stają się duże i ciemne. Przestają jeść, a ich żołądki marnieją. Stają się wychudłe i piękne i bardziej węgorzowate niż kiedykolwiek wcześniej. Namaszczeni prorocy odchodzą tak tajemniczo, jak kiedyś przybyli, a nawet po dwóch tysiącach lat badań wciąż nie wiemy dokładnie, gdzie pod Sargassumami idą, aby spotkać się ze swoim stwórcą. Być może w tej ostatniej fazie węgorze już nie śnią, zamiast tego stają się snami, zmieniając się w niesklasyfikowaną jeszcze formę, wykorzystując całe życie w śliskości, aby uniknąć ostatniego podniesienia kurtyny. Nie wiemy. Wszystko, co możemy zobaczyć, to to, że uzbrojeni w jasność widzenia i wiarę w świat płyną pewnie w dół rzek i na morze, rozpuszczając się w tych niezgłębionych głębinach, poza wzrokiem, poza myślą, nawet gdy słońce nad nami wschodzi i zachodzi, świat wiruje, pyłek przeskakuje przez przestrzeń.
Źródło wyróżnionego obrazu:
Nothocercus bonapartei ( kusacze szkockie ). Autor: Johannes Gerardus Keulemans. Źródło: Biologia Centrali-Americana . Za pośrednictwem Wikipedii . Ta praca jest w domenie publicznej w kraju pochodzenia oraz w innych krajach i obszarach, w których okres obowiązywania praw autorskich wynosi życie autora plus 100 lat lub mniej.
Źródła obrazów w tekście:
[1] Tamandua południowa ( Tamandua tetradactyla ) we frankfurckim zoo. Przez Quartla . Za pośrednictwem Wikipedii . Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Unported .
[2] Nowoczesna rekonstrukcja Basilosaurus cetoides. Autor: Dominik Hammelsbruch . Za pośrednictwem Wikipedii . Ten plik jest licencjonowany na zasadach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe .
[3] Struś somalijski – Samburu. Autor : Donna Brown . Za pośrednictwem Wikipedii . Ten plik jest licencjonowany na podstawie licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0 Ogólne .
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES