W styczniu 2024 r. Stacey Lawson przeprowadziła oświecający dialog z Lulu Escobar i Michaelem Marchettim. Poniżej znajduje się fragment tej rozmowy.
Jesteś na świecie jako odnosząca sukcesy bizneswoman; a także jesteś duchowym przywódcą. Podejmujesz ryzyko, aby wyjść poza swoją strefę komfortu. Czy wewnętrzna zmiana i zewnętrzna zmiana idą ręka w rękę?
Na świecie istnieje wiele norm i systemów kulturowych. Nawet coś takiego jak władza – łatwo jest wyrazić władzę w sposób, który jest „normalny”; na przykład władza nad czymś. Dowiedziałem się, że nie chodzi o to, aby być osobą potężną. Chodzi o to, aby stać w naszej mocy, która jest autentycznością tego, kim jesteśmy. Jeśli ktoś jest być może miękki lub wrażliwy lub kreatywny, stanie w jego mocy oznacza w rzeczywistości stanie w pełni wrażliwego wyrazu tego, kim jest i oferowanie tego geniuszu – tego daru – światu. Tak więc wymagana jest wewnętrzna zmiana, aby naprawdę zapoznać się z naszym wyjątkowym geniuszem i ekspresją. A zewnętrzna zmiana wymaga, aby więcej osób to robiło. Wyjątkowy geniusz, który moim zdaniem wszyscy nosimy w sobie, jest tak wyjątkowy i czasami trudny do rozróżnienia. Ale wewnętrzna zmiana pozwala nam to znaleźć; następnie zewnętrzna zmiana wymaga, abyśmy byli tacy.
A jak odkrywasz te rzeczy?
Nadal próbuję. Wspomniałem o władzy. Myślę, że to był kolejny temat mojego życia. Pamiętam, jak przeprowadziłem ankietę na Harvardzie na jednym z kursów, gdzie musieliśmy uporządkować rzeczy, które byłyby dla nas najbardziej interesujące w naszej karierze — rzeczy takie jak uznanie, wynagrodzenie finansowe lub stymulacja intelektualna; lub relacje z rówieśnikami itp. Nie pamiętam, co umieściłem na górze, ale ostatnie słowo z około 20 słów to była władza. Pamiętam, że pomyślałem, to ciekawe. Czy to naprawdę prawda? I siedziałem tam, i to była prawda.
Później kandydowałem do Kongresu, gdzie jest mnóstwo dziwnych struktur władzy i dynamiki. To jest naprawdę niemal centralnie zaprojektowane i zorganizowane wokół władzy. Więc ta idea stania w naszej władzy, jak to, co naprawdę jest prawdziwie autentycznie zgodne z naszymi wartościami i tym, kim jesteśmy, jest, moim zdaniem, długą podróżą. To krok po kroku. To jest coś, w co żyjesz każdego dnia. To jest to, co robisz przez całe życie. Naprawdę trudno było mi kandydować do Kongresu. Ale to prawdopodobnie dłuższa historia.
Twoja motywacja do kandydowania do Kongresu USA pojawiła się podczas medytacji. To było coś, na co nie czekałeś; coś, czemu się sprzeciwiałeś. Twoje wewnętrzne „ja” nie było zbyt zadowolone z twojego powołania. Więc czasami trudno jest znaleźć lub żyć tą autentycznością. Co jest również interesujące, czasami nie czujesz się zmuszony do podążania ścieżką, która jest ci pokazywana. Czy możesz podzielić się czymś więcej na ten temat?
Nigdy nie byłem pociągany do polityki. Zawsze czułem, że energia jest bardzo rozdarta, negatywna, dzieląca i niewygodna. Kandydowałem do Kongresu w 2012 roku, po siedmiu latach spędzonych na pół etatu w Indiach. Podczas pobytu w Indiach spędzaliśmy czasami 10 lub 12 godzin dziennie na medytacji, aby pogłębić naszą pracę. Byłem głęboko w jaskini, w otoczeniu aśramu, które było bardzo słodkie. I chociaż było gwałtownie, było chronione. Energie były na pewnym poziomie, który pozwalał na to, aby transformacja nie była zbyt trudna.
Przeszłam przez około cztery miesiące, w których otrzymywałam to naprawdę silne wewnętrzne przewodnictwo, że muszę wyjść i kandydować do polityki. I pomyślałam, wiesz co? Nie. Wkroczyłam w tę bardzo ciemną noc duszy. Dla mnie to było: „czekaj, nie chcę tego robić. Jak przewodnictwo, wszechświat, źródło, boskie, cokolwiek to jest dla ciebie -- jak może prosić mnie o zrobienie czegoś takiego? Czy naprawdę prosi? Czy to naprawdę to, co słyszę? Jak można mnie prosić o zrobienie czegoś, czego tak bardzo nie chcę robić? Czy nie powinno to być spełniające i ekscytujące?”
Miałam wiele obaw, czy uda mi się wejść do tej krainy i faktycznie zachować swoje centrum. To było niemal druzgocące, zanim stało się druzgocące – strach, że nie będę zrównoważona i że będzie to trudne. Więc dosłownie weszłam w walkę z samą sobą. Każdego dnia budziłam się ze łzami w oczach. Podczas medytacji zmagałam się z pytaniem: „Czy to jest prawdziwe? Czy muszę za tym podążać?”. I w końcu mój nauczyciel powiedział: „Wiesz, to jest następny krok. To jest to, co musisz zrobić”. Nadal z tym walczyłam. A potem zdałam sobie sprawę, no cóż, czekaj, jeśli nie podążasz za swoimi wskazówkami, to co ci pozostaje? To wszystko, co jest. Myśl o tym, żeby faktycznie powiedzieć nie i odwrócić się od tego, wydawała się tak paraliżująco płaska lub oderwana. Wiedziałam, że muszę wkroczyć.
To doświadczenie było naprawdę traumatyczne. Z zewnątrz wyglądało jak prowadzenie startupu. Wykonywanie codziennych czynności nie stanowiło problemu. To były 24/7 debaty, wystąpienia publiczne, zbiórki funduszy i zbieranie miliardów dolarów. Ale energia była bardzo dewastująca. Czułam się przytłoczona tym, co czułam od ludzi. Codziennie ściskałam setki dłoni. Były matki, które nie były w stanie zapłacić za opiekę nad dziećmi. Były osoby starsze, które nie miały opieki zdrowotnej. A to było zaraz po załamaniu finansowym. Było więc ogromne bezrobocie. Przytłaczające było myślenie o tym, jak można rozwiązać te problemy. A proces polityczny jest tak surowy.
Pamiętam, mam jedno wspomnienie, które było swego rodzaju przełomowym momentem w kampanii. Było to w Dniu Ziemi wiosną 2012 roku. Stałem za kulisami, gdy włączano mi mikrofon, aby wejść na scenę na debatę. Pewna kobieta, której nigdy nie spotkałem, znalazła drogę za kulisami i podeszła do mnie. Musiała być z jednym z innych kandydatów.
Podeszła do mnie i powiedziała: „Nienawidzę cię”.
Moją pierwszą myślą było: „O mój Boże, chyba nigdy nikomu tego nie powiedziałem”. Ale to, co usłyszałem, wychodzące z moich ust, brzmiało: „O mój Boże, nawet cię nie znam, ale cię kocham. Powiedz mi, co cię boli. Może będę mógł pomóc”.
Ona po prostu odwróciła się na pięcie i odeszła. Była tak zaskoczona, że ktoś z kręgu politycznego zareagował w ten sposób. Nie mogła tego nawet przyjąć do wiadomości. I to nie był moment, w którym mógłbym z nią spędzić czas. Dosłownie wciągano mnie na scenę.
Pamiętam, że ktoś wczoraj wspomniał o Gandhim: kiedy coś deklarował, musiał to wcielić w życie. To był jeden z tych momentów, kiedy pomyślałem: „Wow, jaką deklarację właśnie złożyłem? To poświęcenie miłości. Bez względu na to, co się stanie, chodzi o robienie tego, co jest potrzebne i robienie tego z miłością”. Nasza polityka może być na to gotowa, a może nie. Może to nie jest ten czas. A może jest.
Na koniec, naprawdę myślałem, że zostałem powołany, ponieważ powinienem wygrać. Naprawdę myślałem, dlaczego boskość kazałaby mi to zrobić [tj. kandydować do Kongresu], jeśli nie miałem wygrać? Tak się nie stało. Przegrałem. Byliśmy blisko, ale nie wygraliśmy.
Pomyślałem: Co? Poczekaj chwilę, czy moje wskazówki były błędne? Dopiero po latach, gdy rozmyślałem, przypomniałem sobie, że w Bhagavad Gicie jest coś, gdzie Krishna mówi do Ardżuny: „Masz prawo działać, ale nie masz prawa do owoców swoich działań”.
Być może nigdy nie dowiem się dokładnie, dlaczego w tamtym czasie konieczne było moje wejście w politykę. Rezultat nie był wcale taki, jakiego się spodziewałem. Właściwie przez jakiś czas czułem się tym trochę przytłoczony. Więc to odpuściłem. Być może nigdy nie dowiemy się, dlaczego jesteśmy w ogóle przyciągani do robienia każdej rzeczy i ilu osób dotykamy, lub jak nasze działania zmieniają rzeczy. Ale czuję, że było niesamowicie ważne, aby postępować zgodnie z tymi wskazówkami i żyć miłością, służyć miłości.
W innym cytacie Kahlil Gibran mówi: „Praca to miłość, która staje się widoczna”. Więc myślę, że to był po prostu kolejny sposób na pogłębienie miłości. To był dość trudny sposób, ale jestem wdzięczny.
***
Jeśli potrzebujesz więcej inspiracji, dołącz do rozmowy telefonicznej Awakin Call ze Stacey Lawson w tę sobotę, 8 czerwca. Potwierdź obecność i podaj szczegóły tutaj .
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION