
W stajni jest chłodno i ciemno. Wdycham słodki zapach siana i koni, a następnie powoli wydycham. Tak. Coś w byciu tutaj wydaje się znajome, jak wspomnienie z mojego życia. Czuję się uspokojona. Podchodzę do każdego konia i cicho się przedstawiam, otwieram serce, cierpliwie czekając, czy poczuję więź, aż natknę się na wysokiego, ciemnobrązowego konia czystej krwi. Stoi kilka stóp od drzwi swojego boksu i jest tak nieruchomy i cichy, że przez chwilę wygląda jak posąg. Jego łagodne brązowe oczy spokojnie spoczywają na mnie i natychmiast wybucham płaczem. Smutek, który powstrzymywałam przez wszystkie te miesiące, wyrywa się na powierzchnię i domaga się uwolnienia. Używam oddechu, aby się uziemić i pozwolić łzom płynąć. Stoimy tam, oboje, przez to, co wydaje się wiecznością. Nie mam absolutnie żadnej wiedzy o tym koniu ani jego przeszłości, ale w głębi serca wiem, że dzielimy głębokie zrozumienie żalu. Ledwo zauważam, jak inni uczestnicy cicho przechodzą obok mnie, wychodząc ze stajni. Po chwili czuję, że nadszedł czas, aby wrócić do grupy, ale jestem tak głęboko z nią związana, że nie chcę pozwolić, aby ta chwila minęła. W końcu on lekko się przesuwa, a ja traktuję to jako sygnał, aby odejść.

Jestem tutaj na weekendzie terapii konnej na początku października z polecenia przyjaciela, który pomyślał, że może to dać mi trochę wytchnienia i pomóc mi wydostać się z ciemnego kąta, w którym siedziałem przez zbyt długi czas. Właśnie przeszedłem przez lata zmagań z uzależnieniem alkoholowym mojego partnera i spędziłem ostatnie osiemnaście miesięcy w szpitalach, patrząc, jak umiera powolną i bolesną śmiercią z powodu niewydolności narządów. Jestem załamany, wyczerpany i zagubiony. Moja samoocena jest na najniższym poziomie w historii. Moje ciało jest całkowicie rozbite przez brak snu z powodu zmartwień i zbytniego naciskania na siebie, a mój umysł jest tak pełen chaosu, że zacząłem kwestionować własną stabilność psychiczną. Czuję, że zapomniałem, jak się śmiać, jak mieć nadzieję, jak po prostu być sobą.
Jesteśmy grupą ośmiu kobiet tego ranka, wszystkie szukające czegoś. Po odprawie wchodzę na ring z wysokim, ciemnym koniem pełnej krwi angielskiej. Stoi tam cicho i patrzy na mnie. Mruga. Ja mrugam. Patrzę na niego przez chwilę. Nic się nie dzieje. Moje serce zapada się. „Kogo ja oszukuję? Dlaczego ktoś miałby chcieć nawiązać ze mną kontakt w tym stanie? Może jestem po prostu zbyt złamana, aby zrobić cokolwiek wartościowego”. Czuję, że upadam do tyłu, znikając w pustce; moje uszy blokują wszystkie dźwięki wokół mnie: „Nie, nie, nie, nie!!!” Tak bardzo chcę być obecna z tym koniem, ale po prostu czuję się otępiała. Odwracam się i idę na drugą stronę ringu i wpatruję się w pustkę, karcąc samą siebie. Biorę kilka głębokich oddechów i mój żal powraca kaskadą - nie tylko żal po moim partnerze, ale także żal po sobie. Żal po osobie, którą straciłam po drodze podczas całej tej próby. Jestem gotowa powiedzieć prowadzącemu, że prawdopodobnie powinnam odpuścić, gdy nagle czuję coś miękkiego i ciepłego na policzku, delikatny oddech. Koń bardzo cicho podszedł do mnie od tyłu i teraz opiera pysk na moim policzku. Trzyma go tam przez około minutę, oddychając we mnie, a moje łzy zaczynają płynąć. Cofa się o krok, patrzy na mnie i po raz drugi kładzie pysk na moim policzku. Następnie daje mi znak, abym szła z nim. Jest delikatny i współczujący, ale stanowczy i bezpośredni w komunikowaniu mi swoich intencji. Chodzimy razem po ringu przez chwilę, a potem zatrzymuje się, sprawdza, co u mnie i ponownie kładzie pysk na moim policzku. Ten schemat trwa przez chwilę, chodzenie i zatrzymywanie się, aby się połączyć, a następnie chodzenie. Kiedy idziemy, coś we mnie zaczyna się poruszać. Mam przeczucie, że z tym koniem idącym obok mnie, mogę być w stanie odnaleźć drogę powrotną do siebie. Jego przesłanie jest uderzająco jasne: „Wiem. Rozumiem to. Ja też żyję w żałobie. Rozumiem. Ale po prostu musisz iść dalej. Musimy iść dalej”. I idziemy dalej.
Pod koniec naszej sesji, prowadzący mówi mi, że mogę teraz podziękować Koniowi i odejść. Zanim zdążę wyciągnąć rękę i pogłaskać jego piękną twarz, on już żartobliwie położył pysk na moim policzku. Wszyscy się śmiejemy. Dziękuję Koniowi, Duchowemu Wędrownikowi i wychodzę z ringu. Jestem w szoku. Czuję się uniesiony. Nigdy w życiu nie czułem się tak obecny! Cała moja kariera polegała na byciu obecnym: jestem aktorem, reżyserem, twórcą teatralnym i nauczycielem aktorstwa, ale to, czego doświadczam tutaj dzisiaj, to obecność na zupełnie nowym poziomie. Moje emocje, moje myśli, moja głowa i moje serce przepełnione są energią. To tak, jakby przyszłość pełna możliwości nagle otworzyła się przede mną.
Wychodzę z weekendu z poczuciem, że przeżyłam rzadkie i głębokie doświadczenie. Magia i mądrość Spirit Walker pozostają ze mną, rosną z dnia na dzień, dając mi siłę, by znów się podnieść. Zaczynam spacerować. Spaceruję przez co najmniej godzinę dziennie, przemierzając miejski krajobraz, który jest moim domem. Słucham muzyki i podcastów, próbując oczyścić umysł z negatywności, bólu i ataków paniki, które tak długo mnie przytłaczały. Nadal pracuję, uczę, reżyseruję i działam bardziej zaciekle niż od lat. Światło Spirit Walker nie słabnie. Wręcz przeciwnie, nadal rośnie, a ja jestem skonfrontowana z uporczywym uczuciem, że powinnam zagłębić się w to doświadczenie. Mam niejasne przeczucie, że muszę jakoś podzielić się swoją historią i powoli zaczynają rosnąć nasiona kreatywności.
Pandemia uderza, a ja mam czas na refleksję. Jak opowiedzieć o mojej podróży miłości i straty jako partner i opiekun osoby uzależnionej? Jak wystawić Konia na scenę, nie wystawiając prawdziwego Konia? Jak połączyć te dwie historie? Zaczynam zapisywać pomysły, które mogłyby stworzyć wciągającą sztukę teatralną i zostaję przyjęta na rezydencję dramatopisarzy w małej grupie teatralnej w mieście. Teraz jestem odpowiedzialna i muszę coś wymyślić! Szkicuję sceny, monologi i obrazy, które chcę zbadać. Trzymam Spirit Walker blisko serca każdego dnia, gdy piszę i marzę o sztuce.
Pod koniec ośmiomiesięcznej rezydencji zostaliśmy poproszeni o podzielenie się naszą pracą z małą internetową publicznością. Mam tyle materiału i tyle luźnych końcówek, że nie wiem, co robić, a teraz muszę się tym podzielić online!??? Nie ma mowy!! Zaczynam panikować. Wtedy nagle mówię sobie: „Cóż, jeśli tak jest, to nie zamierzam się ośmieszać, po prostu czytając garść samouwielbiających monologów. Nakręcę film! I będzie o tym, jak Spirit Walker nauczył mnie, jak leczyć się poprzez chodzenie”.
Nigdy wcześniej nie kręciłam filmu, ale dzwonię do zaprzyjaźnionej filmowczyni i pytam, czy może mi pomóc nakręcić kilka ujęć. Stajnie, w których mieszka Spirit Walker, są zamknięte z powodu pandemii, więc kontaktuję się z koordynatorką, z którą pracowałam w weekend, która, jak wiem, ma kilka własnych koni, i pytam, czy mogę nakręcić kilka ujęć z jednym z jej koni, Kingiem, kolejną piękną duszą. Wpadam w ten sam stan emocjonalny, w jakim byłam, kiedy pracowałam ze Spirit Walker; pamiętajcie, jestem aktorką i jestem do tego wyszkolona. Co zadziwiające, King reaguje na mnie w podobny sposób, ale na swój własny, cudowny i angażujący sposób. Kręcimy dodatkowe ujęcia, na których spaceruję ulicami miasta i kilka innych kluczowych momentów, aby podkreślić moją podróż radzenia sobie z uzależnieniem mojego partnera, a ja edytuję swój tekst, aby podkreślić. Teraz mam piętnastominutowy film. Jestem zdenerwowana, ale udostępniam swój film online, a odzew jest przytłaczający. Film jest następnie prezentowany na osiemnastu międzynarodowych festiwalach filmowych. I oczywiście wszyscy kochają Konia!
Jestem tym zachęcony i teraz jestem bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowany, aby powrócić do mojego pierwotnego celu, jakim było wystawienie tej historii na scenie. Skontaktowałem się z kilkoma innymi artystami i podzieliłem się swoimi pomysłami. Wszyscy są zaintrygowani i wspierają mnie. Organizuję warsztaty i angażuję kilku współpracowników, w tym wspaniałego artystę Movement, Brada, aby wspólnie ze mną pracowali nad rozwinięciem postaci Konia. Więcej piszę, więcej marzę i eksperymentuję w studiu. Zostałem zaproszony do podzielenia się moją pracą na Festiwalu Prac w Toku, a dzieło spotyka się z ogromnym wsparciem. Ubiegam się o dofinansowanie od Canada Council for the Arts i otrzymuję je, aby kontynuować rozwijanie dzieła i przygotować się do trzytygodniowych warsztatów.
Pierwszego dnia warsztatów zabieram swój zespół artystyczny na dzień terapii konnej do tej samej farmy, w której nadal mieszka Spirit Walker. Jestem podekscytowana i zdenerwowana, że znów go spotkam. Przez tak długi czas trzymałam tego konia blisko serca. Był moją inspiracją, moim uzdrowicielem, moim bohaterem; katalizatorem całego tego artystycznego przedsięwzięcia. Wchodzę na ring drżąc z oczekiwania. Instruktor mówi mi, żebym wzięła kilka głębokich oddechów i zwolniła. Tak robię. Spirit Walker dołącza do mnie na ringu. Patrzę na niego i moje serce puchnie. Przez chwilę stoimy naprzeciwko siebie. Następnie robi kilka kroków w moją stronę i kładzie głowę tuż nad moim lewym ramieniem. Instynktownie podnoszę rękę, żeby objąć jego głowę. Stoimy tam, oddychając razem. Jego energia jest jak w domu. Po kilku minutach słyszę, jak mówi do mnie: „Wszystko w porządku. Nie musisz już trzymać mnie tak mocno. Teraz możesz to zrobić sama. ROBISZ to sama”. Zaczynam płakać. Głęboko w duszy wiem, że to prawda, ale nie chcę pozwolić mu odejść. Chcę zostać tutaj, rozkoszując się jego słodkim oddechem i delikatną, współczującą energią. Ogarnia mnie poczucie czystej wdzięczności i miłości do tej istoty, która była w centrum mojego osobistego i artystycznego życia przez ostatnie osiem lat. Wiem, że mam siłę, aby iść naprzód sama, ale mimo to oderwanie się od tej chwili jest słodko-gorzkie. Wracam do tego pierwszego spotkania, kiedy delikatnie, ale stanowczo powiedział mi, co muszę zrobić, aby rozpocząć proces uzdrawiania. Tego dnia opuszczam farmę, czując, że koło zatoczyło pełne koło. Moja podróż jest tą, w którą mam wyruszyć.
Wracam do swojego świata i kontynuuję pracę nad sztuką. Otrzymuję więcej funduszy, aby ukończyć ostatnią fazę rozwoju, a pełna produkcja teatralna ma się odbyć wiosną 2026 r.
Nadal jestem pod wrażeniem tego, jak wydarzenia mojego życia potoczyły się od tego pierwszego październikowego poranka lata temu. Nigdy nie mogłem przewidzieć, że koń może mieć moc uzdrawiania mnie, skoro nikt inny nie mógł. Spirit Walker, ze swoją prostą mądrością i empatią, tak hojnie i wdzięcznie oświetlił drogę powrotną do kreatywności i obfitości. I za to będę wiecznie wdzięczny.

I oczywiście, że nadal chodzę. ~*~
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
22 PAST RESPONSES
Would love to connect!
I gave him his wings 2 years ago in October of 2022, as he shared 30 years of his life with me and he now runs "free" The loss of him around me on the farm has been heartbreaking...... but his spirit is with me in my heart and soul. I am searching for an activity as a volunteer with a re-hab group involving horses.... As a Vietnam Veteran, I know that other veterans suffering from PTSD, have been successful in rehab with Wild Horses, as they too suffer from PTSD from the tragic, and harmful roundup activities by the Blm.
Thank you again for sharing your feelings....
Pure, encompassing love.