Mężczyzna polubił pomysł, że pycha smoka doprowadzi do mniej potężnej, ale pięknej formy. Jednak na swój sposób ważka jest czymś w rodzaju magicznej istoty, zdolnej — jak wykazali naukowcy — do niesamowitych wyczynów, z formą inteligencji, której my, ludzie, prawdopodobnie nigdy w pełni nie pojmiemy. I esencją, która wydaje się fascynować wszelkiego rodzaju ludzi, od entomologów po pisarzy przyrodniczych i małe dzieci bawiące się w stawach.
Podczas gdy mechanizmy działania ważki „zachwycają” naukowców i przywódców wojskowych, inne aspekty owada od dawna intrygują ludzi o bardziej mistycznych skłonnościach. Badania tego człowieka wykazały, że ważki miały szczególne znaczenie w kulturach na całym świecie i na przestrzeni dziejów. Niektóre narody czciły ważkę, inne się jej bały. Oczywiście, to mówi więcej o nas, ludziach, niż o owadach.
Co wydało mu się szczególnie osobliwe, to fakt, że kultury azjatyckie i indiańskie tradycyjnie wiązały ważkę z pozytywnymi cechami — dobrobytem, harmonią, szczęściem, pomyślnością i czystością — podczas gdy wiele społeczeństw europejskich uważało ją za szkodliwą, a nawet demoniczną, nazywając ją zwierzęciem czarownic, igłą diabła i sługą węża. Biorąc pod uwagę swoje europejskie korzenie, uznał te ostatnie skojarzenia za niepokojące. Co mogło tłumaczyć tak mroczne wizje, tak różne od dobroci, jaką wyobrażali sobie inni ludzie? Czy może to być natura ich religii, ich wierzenia duchowe?
Badania mężczyzny jasno pokazały, że pomimo wszystkich różnic wiele kultur kojarzy ważkę ze zmianą. To samo w sobie nie jest zaskakujące, ponieważ metamorfoza jest kluczowa dla jej życia (i życia innych owadów). Ale jeśli dobrze zrozumiał swoje źródła, rodzaj zmiany, którą reprezentuje ważka, jest przede wszystkim wewnętrzny: ruch od kulturowych lub osobistych iluzji, które kierują naszym życiem, ale w rzeczywistości ukrywają to, co najważniejsze lub „rzeczywiste”, w kierunku głębszego i jaśniejszego zrozumienia – jaśniejszej wizji, można by rzec – siebie, życia i świata, w tym jego niematerialnych aspektów lub tego, co niektórzy nazwaliby „niewidzialnym”.
Inaczej mówiąc, zmiana, którą reprezentuje ważka, to przesunięcie w stronę zwiększonej świadomości, mądrości i jasności. W stronę autentyczności.
Mężczyzna uważał to wszystko za zachęcające. Być może jego niezwykłe spotkania z ważkami sygnalizowały, że zmierzał we właściwym kierunku, ku bardziej autentycznemu ja.
Wyglądało na to, że mężczyzna przechodził przez pewnego rodzaju wewnętrzną przemianę. Zaczął poważniej kwestionować i podważać wiele z głównych „prawd” swojej kultury, jej wartości, założeń i porozumień; to, co my, współcześni, zaawansowani technologicznie, uzależnieni od Internetu Amerykanie, myślimy, że wiemy o świecie i większym kosmosie (lub „stworzeniu”) oraz naszym miejscu w nim. Czuł, że otwiera się na różne sposoby poznawania świata i bycia w nim; i na to, co wyobrażał sobie jako większe rzeczywistości, wykraczające poza to, co nauka lub instytucje religijne mogą wyjaśnić. Albo nawet uznać za możliwe.
Obraz, który się powtarzał, przedstawiał go samego stojącego na progu lub przełomie, choć czasami zastanawiał się, czy nie stoi w obliczu załamania. I chociaż martwił się, że czasami bierze rzeczy (i siebie) zbyt poważnie, czuł również, że czasami powstrzymuje się, dręczony wątpliwościami, niepewnością, samokrytyką.
Jakiż ze mnie pomieszany bałagan, pomyślał. Ale tak się dzieje, gdy wszystko się trzęsie. Wtedy, z uśmiechem, a może nawet z lekkim chichotem, przyszła mu do głowy inna znajoma myśl: Myślę zdecydowanie za dużo.
Ostatecznie mężczyzna nie mógł być pewien, co oznaczało wejście ważek do jego życia. I dlaczego miało to w ogóle cokolwiek „znaczyć”? Ale był cholernie pewien, że nie stało się to po prostu przez przypadek. I niezależnie od tego, jakie znaczenia lub symbole my, ludzie, moglibyśmy przypisać ważkom, to co wydawało mu się najbardziej oczywiste — i ważne — to to, że zwróciły jego uwagę i w jakiś sposób go poruszyły, a może nawet komunikowały się z nim na poziomie, którego jeszcze nie rozumiał. I to: jakiś portal lub zasłona się otworzyły, choćby na krótko, a on przeszedł przez nie. W jakiś dziwny i niewytłumaczalny sposób jego świat się powiększył. I czyż to nie mówi wiele?
I tu kończy się historia. Z wyjątkiem tego: jak pewnie zgadliście, jestem człowiekiem od ważek. I to, czym się podzieliłem, jest tak bliskie prawdy, jak tylko mogłem, biorąc pod uwagę to, co wiem i czuję na temat incydentu z ważką i czego dowiedziałem się od tamtych dni późnego lata — i uznając, że zawsze jest więcej warstw do zbadania.
Możesz być pewien, że będę uważniej przyglądać się ważkom i przypomnę sobie, jak mało, tak naprawdę, my ludzie wiemy o świecie (i o sobie), pomimo wszystkiego, czego się nauczyliśmy. A ja, na przykład, będę świętować tajemnicę.
Och, jest jeszcze jeden element tej trwającej historii, którym muszę się podzielić, niedawne doświadczenie, o którym prawie zapomniałem, choć nie wiem, jak to możliwe. Pewnego poranka, dryfując przez to mgliste miejsce między snem a jawą, miałem sen lub wizję, w której połamane części ciała ważki, którą znalazłem w moim ogrodzie — te części wciąż zebrane w małym białym pudełku, położonym na półce w mojej sypialni — połączyły się, aby odtworzyć kompletne stworzenie. Spośród wielu możliwych interpretacji, to jest to, co przyszło mi do głowy jako pierwsze: powrót do całości. I to wystarczy na razie.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
37 PAST RESPONSES