Back to Stories

Czy chciałbyś dołączyć Do Mnie W Monterey, żeby przeprowadzić Wywiad Z Bryantem Austinem?

wyciągnęła swoją 4,5-metrową, dwutonową płetwę piersiową i dotknęła mojego ramienia samym jej końcem. Trzęsłam się, bo gdyby dotknęła mnie przednią krawędzią płetwy, nawet tylko jej najbardziej zewnętrznym końcem, mogłaby złamać mi kręgosłup. Patrzyła mi w oczy bardzo spokojnym, uważnym spojrzeniem. I wtedy wyraźnie zobaczyłam, co mogę zaoferować, co mogę stworzyć. Wiedziałam… Wróciłam na łódź, żeby być sama. I wiedziałam, że to, czego doświadczyłam, będzie czymś, co coś zmieni. To było to, co chciałabym zrobić. Ale zdałam sobie też sprawę, jak bardzo byłam uwięziona i jak wszyscy jesteśmy. Po prostu siedziałam cicho, słuchając swojego wewnętrznego głosu, który wciąż powtarzał mi: „Musisz zostawić wszystko, co jest bezpieczne i znajome, jeśli chcesz to zrobić”. Pamiętam, że płakałam i wypadły mi soczewki kontaktowe. Chyba nie byłam gotowa, bo rzuciłam pracę i zostawiłam wszystko dopiero jakieś 14 miesięcy później.

RW: To bardzo wzruszająca historia. Niesamowite.

Bryant: To jest niemal traumatyczne, podobnie jak wtedy, gdy zdajesz sobie sprawę, że zboczyłeś z kursu, a potem widzisz drogę powrotną, ale nie jest ona jasna i łatwa.

RW: Myślę, że wiele osób nigdy nie przeżywa takiego momentu. Rozumiesz?

Bryant: Tak. Jeśli to moment, na który ciężko pracowałeś, a potem ten moment nadchodzi, może jesteś bardziej gotowy, żeby go przyjąć. Jeśli życie jest wspaniałe, wszystko jest w porządku i… oto moment dla ciebie… Nie wiem.

RW: Cóż, drogo zapłaciłeś za ten moment – ​​pięć lat bez zdjęć, a potem te cudowne fotografie, które nie naświetliły się na kliszy. To jest zapłata.

Bryant: Tak.

Ania: Wspomniałaś coś o uczuciu strachu i chęci poddania się.

Bryant: Tak.

Ania: A potem dzieją się te niesamowite chwile.

Bryant: To był pierwszy raz, kiedy wieloryb mnie dotknął. To naprawdę dziwne, bo poprzedniej nocy prawdopodobnie płakałem mocniej niż kiedykolwiek w życiu, po prostu z powodu szaleństwa tej pracy. Chciałem tylko wrócić do domu i poskładać wszystko do kupy. I to się stało następnego dnia, kiedy dwa wieloryby po prostu podpłynęły do ​​mnie z obu stron.

AV: To jest Beethoven, czy mówisz o Corduroyu?

Bryant: To jest Corduroy z 2004 roku. A Beethoven był dwa lata później.

RW: Oczywiste jest, że odnalazłeś prawdziwe powołanie. A częścią tego jest poczucie jakiegoś większego celu. W świecie sztuki rzadko się to dostrzega. Zwykli ludzie to rozumieją, ale wydaje się, że w świecie sztuki to rzeczy intelektualne, spektakularne i modne przyciągają całą uwagę. Zastanawiam się, czy w ogóle miałeś z tym problem.

Bryant: Miałem z tym problem. Teraz rozumiem to lepiej. To znaczy, mógłbym pójść w wielu różnych kierunkach w tym temacie. Wiecie, kiedy fotografia stała się popularna pod koniec lub w połowie XIX wieku, narodził się impresjonizm. Malarstwo musiało się odrodzić. Ciągle ewoluowało. Tak jakby malarstwo wyczerpało każdy temat, a aparat zabrał mu jeszcze więcej. Więc dokąd teraz zmierzamy? Każdy temat jest dla nas dostępny. Ale ocean, poza linią brzegową i łodziami, nigdy nie był włączony do ruchu artystycznego, ponieważ nie jest dostępnym tematem. To wrogie środowisko. Jak więc dojść do tego jako formy artystycznego studium, szanowanej formy? To trudne. To, co stało się z malarstwem i innymi formami sztuki, to to, że odeszliśmy od tematu, a artysta teraz zagłębia się w swoją głowę. Alberto Giacometti jest jednym z najbardziej wpływowych artystów, który zagłębił się w swoją głowę i stworzył niesamowite dzieła. Ale świat jest o wiele większy niż nasza wyobraźnia. Nie jesteśmy tym wystarczająco pokorni. Próbuję tylko… cóż, praca, którą dziś widzieliście, to pierwszy krok. Po prostu próbuję zrozumieć, jak się robi te zdjęcia? A potem, tak naprawdę, kolejnym krokiem jest eksploracja estetyki i kompozycji, zagłębianie się w ten proces. Ale są światy daleko poza naszą wyobraźnią. Wiecie? Ciągle tracimy ogromne fragmenty.

Anne: Cóż, to, co kocham w Twojej pracy, to Twoja ciekawość i przebywanie z tymi zwierzętami w tej bardzo intymnej przestrzeni, a także doświadczanie świadomości czegoś, co jest o wiele większe. Podzieliłeś się tym pięknym cytatem Carla Sagana. Czy możesz się nim z nami podzielić?

Bryant: Och, to zawsze mi utkwiło w pamięci. W swojej serii „Kosmos” powiedział po prostu bardzo swobodnie, że jesteśmy sposobem, w jaki kosmos poznaje samego siebie. Zasadniczo, moim zdaniem, jesteśmy samoświadomym kosmosem. Pomyślmy o niektórych gatunkach wielorybów, w tym głównie kaszalotach, a także orkach, które żyją od ponad pięciu milionów lat. Mają niesamowicie duże mózgi i polują jak zwierzęta stadne. Mówimy o próbach ochrony. Rdzenne kultury wymierają. Języki wymierają każdego dnia. Zdziesiątkowaliśmy już inne kultury i gatunki. Jeśli one wyginą, nigdy się nie dowiemy. Chodzi mi o to, że o to właśnie chodzi. Czy naprawdę jesteśmy sami we wszechświecie? Mam na myśli, że teraz. Możemy nie być. Możemy mieć zdolność do pomiaru ich inteligencji, sposobu komunikacji, a być może nawet do nawiązania kontaktu.

Ania: Czy możesz opowiedzieć, na czym polega ich komunikacja, echolokacja, jakie to uczucie?

Bryant: Kaszaloty, zębowce i delfiny wykorzystują echolokację, aby postrzegać swoje otoczenie wizualnie – a właściwie akustycznie, jak powiedziałbym. To jak ultradźwięki. Jesteśmy więc w wodzie, w większości zbudowanej z soli. Kiedy przesyłają ten dźwięk przez wodę do ciebie, informacja jest pięknie przekazywana. To jak wysoka rozdzielczość. Mogą więc postrzegać świat również w ten sposób.

Ania: Uwielbiam w Twojej pracy to, że zamiast pokazywać ją światu sztuki i mówić: wow, spójrz na to!, Twoja ciekawość pozwala Ci skupić się na tym, jaki będzie kolejny krok – na komunikacji, czy na tym, jak możemy się uczyć z tej ogromnej wiedzy?

Bryant: Tak. Moja praca jest po prostu swego rodzaju pomostem do innych możliwości. Chcę, aby moja praca inspirowała, budziła w nas emocje i pobudzała do myślenia. Tak naprawdę moim celem jest wspieranie badań naukowych nad tymi stworzeniami, ich inteligencją i sposobem komunikacji. Dlatego przyjaźnię się z ludźmi z wielu różnych dyscyplin i o różnych możliwościach finansowych. Po prostu po cichu staram się wszystkich zjednoczyć. To wymaga wiele. Myślę, że prawdziwa zmiana sięga odkrycia pieśni humbaków w 1967 roku przez dr. Rogera Payne'a, Scotta McVaya i Katie Payne. Jeszcze się wtedy nie urodziłem, ale niektórzy z was mogą pamiętać, jak to zapoczątkowało ruch na rzecz ratowania wielorybów. Humbaki tworzą pieśni o wielu cechach podobnych do ludzkich muzyków – rymują, mają ruchy i frazy. Każda populacja ma swoją własną pieśń, która kształtuje się w okresie godowym i co roku jest inna. Robią to od siedmiu milionów lat. Zdobycie tej wiedzy umożliwiło głęboką zmianę w naszym postrzeganiu świata przyrody i środowiska na tej planecie. Od tamtej pory nic się nie zmieniło. Robimy zdjęcia, kontynuujemy badania naukowe i tworzymy filmy dokumentalne, ale od tamtej pory nie wydarzyło się nic tak głębokiego. Następnym krokiem może być przełom w pomiarze ich inteligencji i zdolności poznawczych, a być może także nawiązanie z nimi kontaktu; wymiana myśli. Rozumiesz?

Ania: Myślę, że dowiedziałam się tego również w Centrum Ssaków Morskich, że wieloryby potrafią się komunikować w taki sposób…

Bryant: Za oceanem. Anne: Tak, trzy tysiące mil. A dziś mamy tam mnóstwo śmieci i zakłóceń dźwiękowych.

Bryant: Dziewięćdziesiąt tysięcy statków.

Ania: To musi sprawiać, że taka komunikacja jest praktycznie niemożliwa.

Bryant: Tak. To naprawdę trudne. Muszą podnosić głos. Płetwale błękitne są fascynujące. Jak powiedziałem, istnieją od około siedmiu milionów lat. Myślę, że płetwale też. To największe stworzenia, jakie kiedykolwiek istniały na Ziemi. Potrafią komunikować się z przyjaciółmi i rodziną z odległości tysięcy mil. Nie muszą martwić się drapieżnikami. Nie muszą martwić się o głód. Potrafią pokonać od tysiąca pięciuset do dwóch tysięcy mil w tydzień. Mogą płynąć, gdziekolwiek chcą. Mają inną perspektywę postrzegania Ziemi niż my kiedykolwiek. Nie potrafię wyobrazić sobie piękniejszego sposobu doświadczania życia na tej planecie przed naszym przybyciem. Potem, około 120 lat temu, wszystko zaczęło się dla nich zmieniać wraz z wynalezieniem maszyny parowej.

RW: Uważam, że pięknie jest po prostu słuchać, jak wyrażasz te szersze perspektywy.

AV: Wspominałeś wcześniej, że jesteśmy tak bardzo przystosowani do wody.

Bryant: Jesteśmy ssakami wodnymi. Lekarze i naukowcy zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, jak dobrze jesteśmy przystosowani. Nurkowie bezdechowi nieustannie przekraczają granice, wstrzymując oddech na osiem lub dziewięć minut. Myślę, że rekordowe najgłębsze nurkowanie to 180 metrów, a nieoficjalnie 240 metrów.

RW: To niesamowite. Wiem, że moglibyśmy tak ciągnąć dalej, ale może wkrótce będziemy musieli przestać. Mam jeszcze jedno pytanie. Może ty też, Anne. Anne: Tak, ja też.

RW: Powiedziałeś, że interesuje cię odkrywanie niezbadanych myśli i uczuć. A co z naszymi ciałami i doznaniami? W swoim wcześniejszym wystąpieniu wspomniałeś o doświadczeniach, w których trudno znaleźć język, by je opisać. Więc ta sfera niewerbalnych rzeczywistości jest dla ciebie interesująca.

Bryant: Och, tak. To dziwne. Zacząłem tę pracę tak, żeby nie musieć używać słów. Musiałem przezwyciężyć pewną nieśmiałość i używać słów – i starać się używać ich mądrze i z pewnym namysłem. To stało się koniecznością. Ale kiedy jestem z wielorybem, patrzy na mnie tak blisko, jak ty i ja teraz. I nic werbalnego nie jest w stanie tego przekazać. To jak spacer po Księżycu, wiesz, po raz pierwszy. To znaczy, to doświadczenie zupełnie obce i obce dla nas – zobaczyć coś tak dużego, a potem, po prostu z tej całej masy, wyłuskać oko. I w ten sposób nawiązujemy kontakt – łączymy się przez nasze nerwy wzrokowe…

RW: Powiedziałeś, że świat jest o wiele większy niż nasze wyobrażenia. Dotykasz wyobrażeń o o wiele większej rzeczywistości. Bryant: Tak. Nazywam to rzeczywistością Ziemi. Jest nasza rzeczywistość, ale jest też rzeczywistość Ziemi. To jak próba dotarcia do niej.

RW: A nasza rzeczywistość, najczęściej, jest dość mała – mówię za siebie. Bryant: Jest mała. Moja też.

RW: Krążymy wokół tych małych myśli. Ale kiedy przeżywasz ten moment z okiem wieloryba, myślę, że ten mały świat ustępuje i łączysz się z większym światem.

Bryant: Tak. I można połączyć się z tym światem, po prostu będąc w oceanie. Nie wiem, czy kiedyś się tym dzieliłem, ale ocean ma w sobie jakąś wibrację. Czuję, że działa regenerująco; tak naprawdę to moja jedyna więź z wielorybami i ze sobą. Nie pracowałem z wielorybami od dwóch lat, ale ocean jest dla mnie równie dobry.

Anne: Bryant, zastanawiam się, czy masz jakąś ulubioną historię, którą chciałbyś się podzielić?

Bryant: Udało mi się sfotografować spotkanie, które bardzo lubię. Byłem w wodzie o głębokości około 5,5 metra z dwoma humbakami, matką i jej młodym. Matki lubią płytką wodę, aby chronić swoje młode, chronić je przed rekinami i zalotnymi samcami. Widziałem ją przez pięć dni. Zawsze była na płyciźnie w pobliżu bazy nurkowej. Ostatniego dnia, kiedy ją widziałem, była na tak płytkiej wodzie, że jej płetwy piersiowe dotykały dna i chodziła. Chodziła. A jej młody pływał wokół niej. W pewnym momencie po prostu przewróciła się na grzbiet. Wyobraźcie sobie więc, jak w tej płytkiej przestrzeni audytorium humbak turla się i ociera grzbietem o piaszczyste dno. A jej młody opadł i położył się na piasku z wysuniętymi płetwami piersiowymi, o tak. Potem matka zeszła, wyciągnęła płetwy piersiowe i wypuściła bąbelki, prawdopodobnie jako balast, i tak już zostało. Cielęta potrafią wstrzymać oddech tylko na około cztery minuty przez pierwsze kilka tygodni. Więc mogła po prostu pomóc mu się wyćwiczyć, żeby przezwyciężył tę potrzebę oddychania – po prostu się ze mną zrelaksował. Zostawiłam je w tej pozycji. Po prostu wróciłam na łódź. Słońce zachodziło i wróciliśmy. Spały jeszcze, kiedy odpływaliśmy.

Ania: To przypomina mi twoją relację z matką.

Bryant: Tak. Była dla mnie bardzo ważna.

Ania: I przez całe twoje życie i poprzez tę pracę.

Bryant: Tak. Musiała pokonać wiele lęków – na przykład co pomyślą jej przyjaciele? To nie jest to, co powinnam robić. Wszyscy boimy się, jak postrzegają nas przyjaciele, rodzina i rówieśnicy. Ale ona to przezwyciężyła i po prostu mnie wspierała. Miałem wtedy dwadzieścia kilka lat, wiesz. Powiedziała: „Jeśli chcesz zaoszczędzić pieniądze, zobaczyć świat i dowiedzieć się, co chcesz robić, to działaj”. To było naprawdę ważne i dlatego teraz to robię.

Anne: Wspomniałaś, że nie pracowałaś z wielorybami od około dwóch lat. Na jakim więc etapie jesteś teraz i jak wpłynęły na ciebie twoje doświadczenia?

Bryant: Nauczyli mnie cierpliwości. Nauczyłem się bardziej cenić siebie. Popełniłem wiele błędów i wciąż się uczę. Chociaż wciąż próbuję ustalić kolejne kroki w mojej pracy, to nie mam nic przeciwko byciu trochę bardziej cierpliwym i robieniu wszystkiego dobrze. To był dla mnie najbardziej ekscytujący rok – premiera książki i w końcu obecność naprawdę dobrej galerii na wschodnim wybrzeżu, która będzie reprezentować moje prace. Książki zaczynają się sprzedawać i po raz pierwszy od dwóch lat mogę znowu myśleć o pracy w terenie. Nie piszę więc scenariusza. Mogę pracować z orkami w okolicach koła podbiegunowego w Norwegii, fotografując je pod wodą, zwracając szczególną uwagę na ich oko. Prawdopodobnie zrobię im kilka zdjęć w skali 1:1 i inne. Bardzo interesuje mnie praca z wielorybami zaplątanymi w komercyjny sprzęt rybacki i praca z zespołem zajmującym się ich rozplątywaniem.

Anne: Czy możesz nam o tym opowiedzieć? Nie ma zbyt wielu osób przeszkolonych w tym zakresie.

Bryant: Jest bardzo mało osób przeszkolonych do tego. Większość wielorybów ginie w sprzęcie połowowym. Tylko niewielki odsetek zostaje uratowany. Chodzi mi o to, że to subtelna sprawa, za którą wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. To nie wielorybnicy. To nasz styl życia. I wszyscy starali się zwrócić uwagę na ten problem poprzez działania w taki czy inny sposób. Zastanawiam się, jak byśmy zareagowali, gdybyśmy mogli zobaczyć zdjęcie humbaka w naturalnej wielkości, o wymiarach 3 na 18 metrów, owiniętego w sprzęt połowowy? Tylko po to, żeby zobaczyć, jakie dialogi by z tego wynikły, bo ludzie zadają pytania. Czy ten wieloryb został uratowany? Co to za sprzęt? Wtedy można by zacząć prowadzić też inne dialogi, na przykład: „To pułapki na kraby. Uwielbiamy jeść kraby, a ten wieloryb prawdopodobnie przywlókł ten sprzęt z Alaski na odległość 3 tysięcy kilometrów”. Moglibyśmy powiedzieć: „Tak, ten wieloryb został uratowany. Założyli mu nadajnik satelitarny, więc nawet gdyby nie udało im się go uratować tego dnia, wiedzieliby, dokąd zmierza. Wrócili i spróbowali ponownie”. Dlatego uważam, że naprawdę ważne jest znalezienie innowacyjnych, kreatywnych sposobów na rozpoczęcie nowych dialogów. Nie krytykować, nie machać palcem, nie pokazywać gestów i nie mówić ludziom, jak okropni są za jedzenie owoców morza. Chodzi mi o to, żeby po prostu pokazać konsekwencje. To jeden wieloryb na 300 000 wielorybów, delfinów i morświnów, które według szacunków giną co roku zaplątane w sieci rybackie. To pięć razy więcej niż w szczytowym okresie polowań na wieloryby w połowie XX wieku. To dzieje się każdego roku. To po prostu chowa się na widoku. Jest tak wiele pozytywnych, zabawnych i okropnych rzeczy, które konkurują o naszą uwagę. A wszystko to po prostu znika w białym szumie, rozumiesz?

Dowiedz się więcej o pracy Bryanta Austina, odwiedzając jego stronę internetową lub oglądając Eye of the Whale — wciągający dokument o jego podróży i misji.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

4 PAST RESPONSES

User avatar
Teresa Wagner Feb 17, 2014

His work is just beautiful! I have two of his prints in my home and I treasure them. And anyone, by the way, can swim with whales! You just need to go to places where it is legal and ethically organized to not disturb the whales, such as Silver Bank off the Dominion Republic. I have gone every year since 1999 to swim with them for a week. It is heavenly! www.swimandcommunicatewithw...

User avatar
judykahn Feb 16, 2014

Richard, what a wonderful life you life, to spend time with a man who swims with whales.

User avatar
swanra1 Feb 16, 2014

So grateful to read this. The title says it all: Awe and Wonder. As a child I too dreamed of whales. When we are to remember: events conspire. I was given the inner ear of a whale and later by another person the inner ear of a dolphin. It has to do with the Parabola! Thank you Roger for this article and your work with Parabola.

User avatar
Kristin Pedemonti Feb 16, 2014

Thank you so much for sharing Bryant's story. May we all learn to respect nature more deeply with our actions, listen to our hearts and subconscious and take a step toward living our own dreams. HUG from me to you.