
Jak rozkoszować się „nagłą świadomością obywatelstwa wszystkich rzeczy w jednym świecie”.
Prawie sto lat przed tym, jak współczesna neuronauka przedstawiła niewygodne odkrycie, że błądzenie myślami czyni nas nieszczęśliwymi , Bertrand Russell rozważał podbój szczęścia i wskazał na ogromną wartość „owocnej monotonii” — pewnej jakości obecności w zwykłych rytmach życia. Dzienniki i listy największych umysłów ludzkości są usiane takimi przykładami odnajdywania szczęścia w prostych codziennych chwilach , ale nikt nie uchwycił skromnej łaski obecności lepiej niż Mary Oliver w jednym szczególnie urzekającym fragmencie z jej całkowicie czarującego Long Life: Essays and Other Writings ( biblioteka publiczna ).
Mary Oliver w 1964 roku. Zdjęcie Molly Malone Cook z książki Oliver „Our World”. Kliknij zdjęcie, aby zobaczyć więcej.
Mając na uwadze uwagę Thoreau na świat zewnętrzny i uwagę Rilkego na świat wewnętrzny , Oliver pisze:
W bezwietrzne dni, gdy klony wypuściły swoje głębokie baldachimy, a niebo nosi swoje nowe błękitne ogromy, a wiatr niecałą godzinę temu otrzepał się z kurzu na jakimś pikantnym polu i ledwo nas dotyka, gdy przelatuje, co my robimy? Kładziemy się i odpoczywamy na hojnej ziemi. Bardzo prawdopodobne, że zasypiamy.
[…]
Pewnego razu, wiele lat temu, wyłoniłem się z lasu wczesnym rankiem po spacerze i — to był najbardziej swobodny moment — gdy wyszedłem spod drzew na łagodne, ulewne słońce, doświadczyłem nagłego uderzenia, napadu szczęścia. Nie było to szczęście tonące, raczej takie unoszące się. Nie starałem się o nie; było dane.
Nic więc dziwnego, że warunki tego całkowitego, bezwysiłkowego poddania się szczęściu są podobne do stanu „przepływu”, typowego dla pracy twórczej .
Oliver, który wychwalał pilną potrzebę przynależności do świata jako najwyższy akt żywotności , pisze:
Czas zdawał się zanikać. Pilność zniknęła. Każda ważna różnica między mną a wszystkimi innymi rzeczami zniknęła. Wiedziałem, że należę do świata i czułem komfortowo moje własne zamknięcie w całości. Nie czułem, że rozumiem jakąkolwiek tajemnicę, wcale; raczej, że mogę być szczęśliwy i czuć się błogosławiony w zakłopotaniu — letni poranek, jego łagodność, poczucie wielkiej pracy wykonywanej, chociaż trawa, na której stałem, ledwie drżała. Jak mówię, był to najbardziej przypadkowy z momentów, nie mistyczny, jak zwykle rozumie się to słowo, ponieważ nie było żadnej wizji ani niczego niezwykłego, ale tylko nagła świadomość obywatelstwa wszystkich rzeczy w jednym świecie: liści, kurzu, drozdów i zięb, mężczyzn i kobiet. A jednak był to moment, którego nigdy nie zapomniałem i na którym opierałem wiele decyzji w latach od tego czasu.
Ilustracja Sydney Smith z „Sidewalk Flowers”, wizualnej ody do życia z obecnością w nowoczesnym świecie miejskim. Kliknij obraz, aby zobaczyć więcej.
Rzeczywiście, ta wciągająca uwaga poświęcona przypadkowym, niepozornym, a jednak niezwykle ożywiającym momentom życia jest surowym materiałem geniuszu Oliver, jej wyjątkowego daru łączenia tej ogromnej otchłani między umysłem a sercem. ( „Uwaga bez uczucia”, napisała w swoich pięknych wspomnieniach , „jest jedynie raportem” ). Rozważa, w jaki sposób niepozorne staje się ekranem, na którym niezwykłe świeci swoim świetlistym promieniem:
Moja historia nie zawiera ani góry, ani kanionu, ani zamieci, ani gradu, ani kolca wiatru uderzającego w ziemię i podnoszącego wszystko, co stanie mu na drodze. Myślę, że rzadka i cudowna świadomość, którą czułem, nie pojawiłaby się w tak pracowitej godzinie. Większość historii o pogodzie szybko opisuje spotkanie z obliczem burzy i argumentem powietrza, wspinaczkę po wąskiej i lodowatej ścieżce, przekroczenie na wpół zamarzniętego bagna. Nie uczyniłbym takich historii mniej ważnymi, uzyskując coś specjalnego dla drugiej strony problemu. Nie sugerowałbym również, że spotkanie indywidualnego ducha i wszechświata jest niemożliwe w trakcie wstrząsającego podmuchu. Jednak zaryzykowałbym przypuszczenie, że jest bardziej prawdopodobne, że zdarzy się to komuś uważnie wkraczającemu w cichą chwilę, gdy świat nasłoneczniony ślizga się pod błogosławieństwem błękitnego nieba, a bóg wiatru śpi. Wtedy, jeśli w ogóle, możemy zajrzeć pod zasłonę wszelkich pozorów i stronniczości. Możemy być poruszeni przez najpotężniejsze z przypuszczeń — nawet do pewności — gdy stoimy w płatkach róż słońca i słyszymy pomruk wiatru nie głośniejszy niż dźwięk, jaki wydaje, drzemiąc pod skrzydłami pszczoły. To również, jak sądzę, jest pogodą i godne doniesienia.
Long Life , które dało nam również Olivera na temat tego, jak nawyk kształtuje nasze życie wewnętrzne , jest wykwintne i ożywiające w całości. Uzupełnij je wspaniałą lekturą „Dzikich gęsi” Olivera, jej wzruszającym wspomnieniem o jej bratniej duszy i jej zabawną medytacją nad magią interpunkcji .
Jeśli jeszcze nie zapoznałeś się ze wspaniałą i obszerną rozmową Olivera z Kristą Tippett zatytułowaną „ O byciu ” , podaruj sobie tę chwilę szczęścia:


COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION