Back to Stories

Aby uczcić świętość

30 lipca 2017

Platforma oferująca, Moa‘ulaiki, Kaho‘olawe, Hawai‘i

Platforma oferująca, Moa'ulaiki, Kaho'olawe, Hawaje

Zdjęcia Davida Ulricha

Fotografowanie sanktuarium i jego profanacja.

Jakie jest znaczenie sanktuarium i miejsc świętych w kontekście naszego życia i twórczych dążeń?

Niektóre miejsca na ziemi, a nawet w obrębie naszych własnych sfer aktywności, uznajemy za szczególne i święte z racji rezonansu, który sugeruje istnienie żywej inteligencji. Często tęsknimy za kontaktem z tymi miejscami, które mają zdolność pomagania nam w powrocie do siebie. Możemy czuć się przyciągani do miejsc z naszego dzieciństwa; albo do miast, w których kryje się ogromny rezerwuar ludzkiej natury i aktywności, takich jak Nowy Jork, Londyn, Benares i Tokio; albo do miejsc, gdzie energia jest przesiąknięta samą ziemią, regionami mocy i łaski, takimi jak Góra Fuji, Kanion de Chelly, Mauna Kea na Wielkiej Wyspie Hawajów czy Himalaje. Te miejsca zapewniają schronienie i odnowę. Przypominają nam o sile i niegasnącym pragnieniu ludzkiego ducha – o relacji z innością życia.

Wahi pana (miejsca z historią) na Hawajach stanowią głębokie źródło energii i inspiracji dla tych, którzy mieli szczęście ich doświadczyć. James Houston pisze o niektórych hawajskich miejscach… To miejsce ma w sobie moc, uwalnia coś w tych, którzy go doświadczają. A kiedy wystarczająco dużo osób odwiedziło to miejsce, by stanąć, pomodlić się, zaśpiewać, pościć, intonować pieśni, wiek po wieku, jego pierwotny wpływ nawarstwiał się i wzmacniał, aż atmosfera przodków… jest tak bogata w to, co Hawajczycy nazywają maną, że można ją poczuć niczym powłokę na skórze. 1

Przez lata starałem się zrozumieć naturę hawajskiego doświadczenia i jego silny wpływ na moje wewnętrzne wysiłki i twórczość. Doświadczając tej ziemi, ludzi, kultury i tradycji, jestem nieustannie ożywiony i poruszony. Wulkaniczny rdzeń archipelagu dotyka i ożywia coś we mnie. Po raz pierwszy przybyłem na Hawaje po druzgocącym urazie, który spowodował utratę prawego, dominującego oka. Jako fotograf, pociągała mnie transformacyjna natura krajobrazu, postrzegając ognistą ziemię jako metaforę śmierci i odrodzenia, poświęcenia i uzdrowienia.

Sama siła tajemniczości i piękna Hawajów fascynowała mnie przez wiele lat – i wymykała się uchwyceniu aparatem. Tym, co sprawiało, że wciąż tu wracałem, była iluzja, że ​​da się ją zamknąć w ramce obrazu. Natura jest zbyt wielka, zbyt niepoznawalna i wielowymiarowa, by zmieścić ją na dwuwymiarowych arkuszach posrebrzanego papieru. Najwyższych tajemnic nie da się sprowadzić do ludzkich wymiarów. Ale próbujemy. To, co widać w dziełach artysty, to blade odbicie poszukiwania prawdy, echo pieśni świata.

Niewybuchowe materiały wybuchowe, Kahoolawe, Hawaje

Niewybuchy, Kaho'olawe, Hawaje

Spoglądając na wody między Maui a Lana'i, na bezludną wyspę Kaho'olawe, świętą dla Hawajczyków i wykorzystywaną przez armię amerykańską do ćwiczeń artyleryjskich od czasów II wojny światowej, powiedziałem partnerowi, że pewnego dnia sfotografuję jej zaniedbaną 'ainę (ląd). Dostępna jedynie dla społeczności hawajskiej ze względu na obrzędy kulturowe i religijne oraz w celach edukacyjnych i naukowych, wyspa była niezwykle niebezpieczna i niedostępna dla ogółu społeczeństwa, a krajobraz zaśmiecony był ostrą amunicją.

W 1993 roku zostałem zaproszony przez organizatorów z konsorcjum grup społecznych do zespołu czterech artystów, którym zlecono udokumentowanie Kaho'olawe w książce i podróż. Wyspa oferuje ogromne kontrasty między świętością starożytnych miejsc kulturowych a przerażającymi zniszczeniami wyrządzonymi przez współczesną broń o ogromnej sile niszczenia. Archeolog Rowland Reeve zauważa: „Ci, którzy mają przywilej spędzać dużo czasu na Kaho'olawe, są zazwyczaj głęboko poruszeni tym doświadczeniem. Trudno wyrazić, co nas tak porusza. Być może jest to fizyczne piękno wyspy, jej mieszane poczucie tragedii i nadziei, a może potężna, ciągła obecność „ ka po'e kahiko ”, ludu z dawnych czasów”.2

W ciągu półtora roku odwiedziłem wyspę ponad dwanaście razy, każda trwająca od czterech do sześciu dni. Nasz zespół miał możliwość eksploracji całej wyspy, wielokrotnych powrotów do miejsc i fotografowania ich zgodnie z naszymi bezpośrednimi doświadczeniami z lądem, starożytnymi miejscami i ludźmi. Grupa rdzennych Hawajczyków, Protect Kaho'olawe 'Ohana , została zarządcami wyspy i co miesiąc odwiedzała ją w celu wzięcia udziału w tradycyjnych obrzędach kulturowych i odnowienia roślinności. Byli naszymi przewodnikami i pomagali w interpretacji licznych miejsc kulturowych.

To było jedno z najbardziej wzbogacających doświadczeń w moim życiu, a zarazem jedno z najbardziej wyczerpujących fizycznie. Dotarcie na wyspę i powrót z niej nie jest łatwym zadaniem, a poruszanie się po niej ogranicza się do jednego szlaku jeepowego i wędrówki przez bezcienisty, zakurzony i zdradliwy teren, z zagrożeniem narażenia na ostrą amunicję praktycznie wszędzie. Podczas każdej wyprawy i podróży musieliśmy być eskortowani przez ekipy saperskie. Na szczęście poważnie traktowali swoje obowiązki związane z zapewnieniem naszego bezpieczeństwa.

Aby dostać się na wyspę, należało opuścić Maui o czwartej rano i przepłynąć kanał łodzią, docierając do Kaho'olawe o świcie. Ponieważ po północno-wschodniej stronie wyspy, najbliżej Maui, nie ma bezpiecznego kotwicowiska, dosłownie zostaliśmy wyrzuceni do wody na morzu, wraz ze sprzętem, i musieliśmy dopłynąć do brzegu. Staliśmy się ekspertami w impregnowaniu naszego sprzętu fotograficznego, który często wystawialiśmy na działanie oceanu.

Zdjęcia postępowały powoli ze względu na wyjątkowe warunki, jakie stwarzały naturalne i zmienione przez człowieka ukształtowanie wyspy. Nigdy nie widziałem ani nie doświadczyłem takiego miejsca, takiego, które skrywałoby w sobie tak subtelne piękno natury i tak potężne, pozornie nietknięte starożytne sanktuaria – ani takiego, które zostało tak doszczętnie zdewastowane przez technologię wojskową i nowoczesne podejście. Nie tylko bombardowania wyrządziły wiele szkód, ale nadmierny wypas owiec i kóz, wprowadzony przez farmerów na początku XX wieku, spowodował znaczne wylesienie i potężną erozję. Wyspa była i jest dosłownie zmywana do morza.

Starożytne miejsca, heiau i inne miejsca o znaczeniu kulturowym mają jedną niezwykłą cechę: rzadko były odwiedzane, z wyjątkiem nielicznych archeologów i członków Protect Kaho'olawe 'Ohana , dzięki czemu ich mana (moc duchowa) jest nienaruszona. Odwiedzając niektóre miejsca, mieliśmy wrażenie, że starożytni ludzie po prostu wczoraj wstali i opuścili to miejsce — ich narzędzia i przybory są nadal rozrzucone po ziemi. W przeciwieństwie do wielu świętych miejsc świata, na które wspinały się niezliczone rzesze odwiedzających i gdzie czuło się, że energia duchowa została zmniejszona z powodu samej ilości przechodzącej ludzkości, wiele z ducha Kaho'olawe pozostało. Świętość wyspy, a także jej zniszczenia uniemożliwiły rozwój, turystykę i niekończący się strumień gości przed dalszą zmianą hawajskiego dziedzictwa ziemi, kamienia i głosów przodków.

Mua Ha‘i Kōpana, Kaho‘olawe, Hawaje

Mua Ha'i Kōpana, Kaho'olawe, Hawaje

Na wczesnym etapie prób fotografowania tego niezwykłego, dźwięcznego krajobrazu czułem potrzebę słuchania, uczenia się, zatrzymania się i poznania wyspy tak dogłębnie, jak to możliwe. Czułem przynajmniej możliwość tworzenia obrazów, które integrowałyby w jednym geście ogromną destrukcję i ukryte poczucie świętości, czegoś bardzo realnego i wyjątkowego, czego nie potrafiłem do końca pojąć, co pozostawało dla mnie nieuchwytne.

Nigdy wcześniej nie było tak trudno dotrzeć do miejsca twórczej interakcji z obiektem przed moim obiektywem – znaleźć obrazy, które ujawnią moje powiązania i percepcje danego miejsca. Wyspa odsłaniała się przede mną powoli i wprost proporcjonalnie do moich wysiłków, moich dążeń do szacunku, wrażliwości, a przede wszystkim do poznania jej licznych stron i walorów. Dopiero podczas naszych późniejszych wizyt na wyspie opatrzność współpracowała ze mną, ujawniając kształt obrazów, które miałem wnieść do projektu. Zobaczyłem i odczułem intensywną sprzeczność między starożytną maną potężnego krajobrazu a odrażającym działaniem materiałów wybuchowych, które głęboko ranią ziemię, a jednocześnie duszę ludzi. Wzruszająca była dla mnie świadomość, że ta broń, te narzędzia śmierci, wywodzą się z mojej kultury i dziedzictwa. Zasmuciło mnie, że amerykańskie postawy kolonialne i militarna potęga tak brutalnie przytłoczyły tę kruchą ziemię o przejmującym pięknie. Jak mogłem przedstawić tę świadomość za pomocą aparatu?

Po znacznym nakładzie czasu i energii, w miarę jak pogłębiała się moja relacja z wyspą, zaczęły pojawiać się obrazy, które zawierały w sobie te kontrastujące elementy wewnętrznej świętości i ludzkiej ingerencji. W pewnym momencie zobaczyłem i sfotografowałem pojedynczy, masywny pohaku (kamień) unoszący się nad skąpym krajobrazem drzew i krzewów na tle poruszających się chmur o zmierzchu, a światło przecinało powierzchnię skały; wydawała się żywa i wypełniona energią ziemi. Jednak po bliższej obserwacji, liczne blizny na jej powierzchni, odbijające światło późnego dnia, były śladami po kulach po licznych nalotach pilotów myśliwców ćwiczących strzelanie z karabinów maszynowych i bombardowanie z powietrza. Znalazłem również imitacje pocisków Silkworm, wykonane ze sklejki i pomalowane na bielony kolor, lśniące w południowym słońcu, skierowane w stronę zaludnionych plaż Maui, aby strzelcy z czasów wojny w Zatoce Perskiej mogli ćwiczyć bombardowanie stanowisk rakietowych Silkworm na Bliskim Wschodzie.

Na tym zniszczonym terenie, znanym jako strefa uderzenia, musieliśmy zachować szczególną ostrożność, aby nie natknąć się na żywe ładunki wybuchowe. Rodzaj ładunku, znany jako bomba przeciwpiechotna, rozrzucał setki małych, przypominających granaty obiektów, zwanych „złotymi jajami”, które detonowały w kontakcie z nimi jak mina lądowa. Wiele z tych wybuchowych jaj było zerodowanych i wyglądało jak małe kamienie wystające z ziemi. Innymi słowy, bomby te miały śmiercionośne skutki, które utrzymywały się przez dziesięciolecia po ich użyciu.

W ostrym kontraście, sposób, w jaki rdzenni Hawajczycy szanowali ziemię jako żywą istotę, uczył głębokiego, równego szacunku dla wszelkiego życia. Z czasem nabrałem głębokiego szacunku dla hawajskiego sposobu postrzegania – szczególnie ziemi i wody. Aloha 'aina (miłość do ziemi) jest jedną z najcenniejszych hawajskich wartości przewodnich. Ucieszyła mnie ich wiara w wyższy wymiar bytu, który przenika nasz świat i kształtuje ich głęboki szacunek dla wyspy. Stworzyłem wizerunek he'e (ośmiornicy), która została złożona jako tradycyjna ofiara w świątyni Kanaloa, boga morza, od którego pochodzi nazwa wyspy. Świątynia została odbudowana przez 'Ohana i zwyczajowo składa się Kanaloa ofiarę z jednej z jego wielu form życia po przybyciu na wyspę.

Podstawowym pytaniem, które ukształtowało mój sposób pracy, było: jak pozwolić, by znaczenie wyłoniło się z mojego bezpośredniego doświadczenia wyspy – słuchać i patrzeć, żyć chwilą i nie polegać na moich osiągnięciach, z góry przyjętych postawach czy fotograficznych formułach, które sprawdziły się w przeszłości. W bardzo realnym sensie czułem, że jesteśmy jedynie soczewkami, przez które wyspa może przemówić.

Nie był to projekt artystyczny sam w sobie . Znaczenie Kaho'olawe dla społeczności hawajskiej i nasze rosnące zrozumienie świętości tej ziemi wymagały od nas wyjścia poza własne zamierzenia artystyczne i indywidualny styl fotografów. Czuliśmy potrzebę osiągnięcia kruchej równowagi między wykorzystaniem naszych talentów i wyćwiczonych sposobów widzenia i pracy a pozostaniem otwartymi na zbiorowe znaczenie nadane tym miejscom i „samej ziemi”.

Te obrazy trafiły do ​​mojego obiektywu dopiero wtedy, gdy przestałem się nimi przejmować i porzuciłem pragnienie wykorzystywania wyspy do celów ściśle osobistych. Z uwagi na niezmienne znaczenie Kaho'olawe dla mieszkańców Hawajów, stało się jasne, że stawką jest coś znacznie większego. Z czasem, z szacunku dla wyspy, zrezygnowaliśmy z artystycznej inicjatywy redagowania własnych prac i pozwoliliśmy liderom kultury wybrać zdjęcia do książki i wystawy. Uznaliśmy to za doświadczenie uczące pokory. Nasze cele zmieniły się z chęci tworzenia dobrych zdjęć, podziwianych przez innych, na potrzebę tworzenia prawdziwych obrazów, odzwierciedlających rzeczywistość zranionej, uświęconej ziemi.

Nabrałem wielkiego szacunku dla znaczenia Kaho'olawe dla dzisiejszych Hawajczyków. Jest symbolem ich siły jako społeczności, ich walki o odzyskanie kultury i duchowej tożsamości, a także ich przyszłości. Pomimo wysiłków porządkowych, wiele żywych bomb wciąż pozostaje zakopanych, a stosunkowo niewiele osób będzie miało okazję zobaczyć bogactwo zasobów, jakie oferuje Kaho'olawe. To była nasza kuleana (przywilej, troska, odpowiedzialność), że coś z wyspy zostało przekazane innym naszymi oczami.

Davianna PÅ maika'i McGregor, profesor i rzeczniczka Kaho'olawe, stwierdza, że ​​dla osób zaangażowanych w Kaho'olawe religijna kultura rdzennych Hawajczyków „odżyła i odrodziła się w sercach i umysłach nowego pokolenia rdzennych Hawajczyków”.

Z czasem zacząłem postrzegać Kaho'olawe w dwoistym świetle. Samo w sobie jest miejscem wielkiej many, a także głębokich kontrastów między nadziejami i aspiracjami Hawajczyków, widocznymi w potężnych wahi pana pozostawionych przez ich przodków, a śladami pozostawionymi przez współczesną ludzkość – głębokimi i przejmującymi ranami, szpecącymi kruchą wyspę. Kaho'olawe stanowi również dramatyczny symbol tego, jak traktujemy Ziemię na całym świecie, jak historycznie profanowaliśmy święte ziemie, odmawialiśmy podstawowych praw człowieka i wolności rdzennej ludności, lekceważyliśmy mądrość tkwiącą w ich wierzeniach i zwyczajach – i haniebnie ignorowaliśmy to, czego moglibyśmy się od nich nauczyć.

Rezonujące wyzwanie, jakie stanowiło skierowanie mojego obiektywu na Kaho'olawe, stało się surowym, osobistym testem licznych lekcji, których nauczyłam się po utracie oka. Musiałam ponownie znaleźć właściwą równowagę między aktywnym zamiarem a poddaniem się, pewnością siebie a pokorą, napędzaną głębokim zaufaniem do integralności procesu twórczego. Mówiąc wprost, moja ciężka praca stworzyła warunki do rozwoju procesu i pomogła mi otworzyć się na przewodnie wizje i synchroniczne momenty, które zrodziły się z głębszego źródła niż pragnienia mojego ego czy jego nawykowe, praktykowane sposoby.

Kaho'olawe nauczyło mnie wiele o „właściwym postrzeganiu” i konieczności pozostawania otwartym na sam proces, zamiast poszukiwania rezultatów. Mroczna świętość tej ziemi rzuciła nam wyzwanie, byśmy jako fotografowie wyszli poza nasze artystyczne intencje i indywidualny styl. Z szacunku dla mocy wyspy, w końcu zrozumiałem, że wyższych energii nie wolno, a wręcz nie wolno, wykorzystywać jedynie do zaspokajania naszych własnych, twórczych, osobistych potrzeb. Powinniśmy raczej pokornie służyć wyższemu celowi. Chociaż kreatywność może nas głęboko odżywiać, gdy przez nas przechodzi, to my jesteśmy narzędziem, a nie celem.

Eroded Upper Slopes, Moa'ulanui, Kaho'olawe, Hawai'i

Erodowane górne zbocza, Moa'ulanui, Kaho'olawe, Hawaje

Minęło trzydzieści pięć lat od momentu uderzenia, które wstrząsnęło mną z nagłą intensywnością i siłą; pozornie celowego ciosu – dosłownego uderzenia w bok głowy, które odebrało mi część wzroku. Reperkusje tego wydarzenia trwają do dziś. Głęboko we mnie zaszła gwałtowna zmiana – czuję to na poziomie komórkowym, choć nie wiem, czy to w ogóle możliwe.

Przyciągają mnie teraz głębokie, wulkaniczne kontrasty życia, śmierci i odrodzenia, a także możliwości odnowy i regeneracji tkwiące w zniszczeniu. Rany ziemi, jej świętość, jej potrzeba uzdrowienia to dla mnie coś więcej niż metafora. To prawda na poziomie naszej planety i to prawda w moim własnym doświadczeniu. Ziemia niczym się pod tym względem nie różni od ciebie i mnie.

Jesteśmy tacy, jakimi reagujemy. Podobne przyciąga podobne, jak opiłki metalu do magnesu. Widzimy, kim jesteśmy. Rezonujemy z tym, co odpowiada naszemu bytowi. Nie może być zbiegiem okoliczności, że chcę fotografować stany konfliktów i sprzeczności, a także te miejsca na Ziemi, gdzie panuje świętość i transformacja, czy to za sprawą sił natury, czy też ludzkiego wpływu. Jestem zaskoczony i nie jestem zaskoczony, że to zainteresowanie wciąż trwa. Nasze więzi rodzą się z wnętrza. Implikacje utraty oka, transformująca energia tego wydarzenia, wciąż we mnie wibrują – i być może zawsze będą. ♦

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
2crows Oct 5, 2017

Thank you

User avatar
Patrick Watters Oct 5, 2017

Mitakuye oyasin, honor the Sacred, defend the Sacred, it's all Sacred. }:- ❤️👍🏻