
Kto może zapomnieć Marię na początku The Sound of Music, kiedy udaje się w góry, wirując w wielkim kręgu życia i radości? „Idę w góry, kiedy moje serce jest samotne – wiem, że usłyszę to, co słyszałam wcześniej, moje serce zostanie pobłogosławione dźwiękiem muzyki i zaśpiewam raz jeszcze”. Samotne serce, strach, stres związany z sytuacją polityczną na świecie, zły stan zdrowia, obawy o pracę, wszystko to może wywołać niepokój, który może ściągnąć nasze duchy na ziemię.
Kiedy zdarza się coś nieoczekiwanego, zawsze mamy wewnętrzną siłę rdzenia; możemy ją pielęgnować dzięki naszemu połączeniu z ziemią, z Bogiem i związkom z ludźmi, a także ze zwierzętami i roślinami. John Muir mówi: „Idź na wzgórza i przynieś im radosne nowiny”.
Zabierz psa na spacer, pogłaszcz kota, porozmawiaj z ptakami, usiądź w ogrodzie i porozmawiaj ze swoimi ziołami. Ten dziki świat przynosi nam ukojenie, spokój i łaskę. Najlepiej sprzedająca się książka, a teraz film, The Shack, przedstawia Ducha Świętego jako tajemniczą kobietę, Sarayu, eteryczną istotę o zmiennym wietrze, kreatywności, pasji i sile życiowej. Jest również ogrodniczką! Nic dziwnego, że greccy nauczyciele przenieśli swoje klasy do ogrodu, aby znaleźć spokój i samotność.
Ja również szukam spokoju w ogrodzie. Mój ogródek przed domem zaczyna wyglądać trochę dziko — i to uwielbiam. Po naszej krótkiej zimie nadeszła wiosna! Nadeszły deszcze... i nadeszły... a antyczne róże wzięły to sobie do serca. Mój morelowy Perl 'd Or wypuścił 20 kwiatów, Mutabilis miał trzy różne odcienie róż naraz.
Powoli ściółkowana liśćmi ziemia przybrała wygląd małego miniaturowego lasu, z dzikimi kwiatami truskawki, ziela pospolitego, gwiazdnicy pospolitej i szczawiu rozłożonymi, by łapać słońce. Jest mnóstwo przytulii (tych słodkich podróbek marzanki!) gotowych do zaparzenia wiosennego toniku, wraz z małymi drzewami bzu wyrastającymi tu i ówdzie: w maju rozkwitną kremowymi kwiatami na przeziębienia i gorączkę. Ciemne jagody zostaną później zebrane na gęsty syrop na dolegliwości klatki piersiowej.
Wkrótce powrót promieni słonecznych przyciągnie liczne małe jaszczurki – wszystkie kolory i odmiany... które skaczą i biegają, jakby podążały za nimi widmowe duchy. To będą skaczące jaszczurki wszędzie! Pszczoły i inne zapylacze przybędą odwiedzić bujne kwiaty, otwarte i zapraszające.
Kiedy spaceruję po ogrodzie, często widzę skorupki jaj, które umieściłam wokół rozmarynu w zupełnie innym miejscu, bez wątpienia przenoszone przez okoliczne oposy lub szopy. Jeśli jesteś bardzo nieruchomy, mogą pojawić się wszelkiego rodzaju skrzydlate stworzenia: małe biedronki, motyle, kardynały, sójki błękitne i rudziki, a także okazjonalnie jastrzębie, po moich pięknych gołębiach.
Nie jestem typowym ornitologiem. Zazwyczaj nie mam w pobliżu lornetki ani książki o ptakach. Nie jestem też w parku ani lesie. Nie, wkładam gazetę do kosza na śmieci lub idę do pralni za domem, a ptak woła do mnie z zarośniętych krzaków na naszym podwórku. Czasami są na prawie gołych gałęziach drzewa mirtu krepowego, gdy ostatnie liście wdzięcznie opadają jak jakaś śliczna baletnica z Dziadka do orzechów.
Podczas ostatniego przesilenia zimowego zauważyłem poranne światło słoneczne odbijające się od kolorowego zimowego drzewa łojowego, a niebo było olśniewająco niebieskie. Jak najdłuższa noc, starożytny czas strachu i wiecznej ciemności, może być naprawdę dziś wieczorem, pomyślałem, w dzień z tak niebieskim niebem? Naprawdę, takie jest życie czasami, wszystko idzie całkiem dobrze, gdy nagle: niepewność, chaos, zmiana, strata lub niespodziewana choroba. Kiedy tak się dzieje, szukam pocieszenia w naturze, jako balsamu, który uzdrowi moją duszę.
Szukam małych, dzikich zakątków ogrodu i stworzeń, które w nim mieszkają, albo szukam dzikości linii brzegowej Galveston, albo siadam w medytacji i udaję się do lasu sosnowego i świerkowego.
Japończycy mają zwyczaj, który nazywają shinrin-yoku, „kąpiel leśna” lub wchłanianie leśnej atmosfery. Udają się do lasu sosnowego, świerkowego lub jodłowego, aby spacerować, oddychać, siedzieć i się skupiać. To zanurzenie w lesie nie ma innego celu niż oddychanie i relaks, bycie spokojnym i świadomym. Zazwyczaj w pobliżu znajduje się strumień lub wodospad, a przebywanie w tym spokojnym otoczeniu jest regenerujące i odprężające.
Wendell Berry, znany poeta zajmujący się tematyką przyrodniczą, napisał:
„Kiedy we mnie narasta rozpacz z powodu świata,
A w nocy budzę się ze strachu...
Idę i kładę się tam, gdzie drake leśny
Spoczywa pięknie na wodzie,
A wielka czapla się żywi.
Wchodzę w spokój dzikich rzeczy
Którzy nie obciążają swego życia przewidywaniem żalu.
Przychodzę do spokojnej wody.
I czuję nade mną ślepe na dzień gwiazdy, czekające ze swoim światłem.
„Odpoczywam w łasce świata i jestem wolny”.
Kilka miesięcy temu przeczytałem artykuł, który do mnie przemówił. „Our Lost Intimacy With the Natural World” autorstwa Jacka Turnera z Jackson Hole w Wyoming, opowiada o dziczy, dzikości, samotności i miejscach na całym świecie, które nazywamy domem. Turner napisał: „Można dostrzec dzikość w ruchu lodowców lub śledzić ją w gwiazdach. Dzikość jest wszędzie... mikroskopijne cząsteczki, w kosmosie, w glebie i w powietrzu. Oddychamy, a dzikość przychodzi. Potrzebujemy świata przyrody i wszystkich jego faktur, abyśmy mogli poczuć się częścią czegoś większego; czegoś często niewytłumaczalnego”.
Potrzebujemy tej bliskości ze światem i czasami znajdujemy ją na naszym własnym podwórku - jak letnie nietoperze latające jak pijane ptaki o zmierzchu lub mała sowa, która odwiedziła mój dąb pewnego zimowego wieczoru. Potem była szansa na zobaczenie kanadyjskich gęsi przelatujących nad naszymi głowami jesienią. Czasami znajdujemy ją w galerii sztuki, jak doświadczyłam w zeszłą niedzielę na wystawie obrazów i rzeźb dzikich zwierząt. Tam spotkałam i dotknęłam uratowanej puszczyka o imieniu Luna. Jak ekscytujące jest być tak blisko dzikości.
Tego lata straciłam najlepszego przyjaciela, z którym byłam przez 50 lat, a jesienią zdiagnozowano u mnie raka. Kruchość ludzkiego życia została mi przedstawiona wprost. Szukałam pocieszenia w naturze, szukałam samotności, ciszy i hibernacji. A natura nie jest czymś, co jest gdzieś tam. Zrozumiałam, że ja jestem naturą – my jesteśmy naturą – jesteśmy częścią tej ogromnej sieci życia. Przyrodniczka z Oregonu, Loraine Anderson, mówi: „Nasze ciała są naszą ziemią, a dzika rzeka pulsuje w naszej krwi”.
Niektóre plemiona Indian Ameryki Północnej uważały, że człowiek może oprzeć się o drzewo i czerpać z jego energii, a nawet zostać uzdrowionym. Chodzić boso po ziemi i kontemplować te dzikie miejsca, które widzimy każdego dnia. Kontemplacja i refleksja - to dobre słowa. Jednak większość ludzi po prostu idzie, idzie, idzie. „Jestem zajęty, zajęty” - mówią, ale ja myślę: „To przykre!”
Jack Turner zauważył: „Każdy z luminarzy amerykańskiego ruchu ochrony środowiska: Thoreau, Muir, Aldo Leopold, Rachel Carson i inni spędzili dużo czasu samotnie nad brzegiem morza, w kajaku na jeziorze, w lesie, w górach lub kopiąc w ziemi — zawsze w ciszy”. Musimy być sami, doświadczać ciszy i rozwiązywać węzły naszego życia... Mogę komunikować się z tym najlepszym przyjacielem, który jest na innym planie, prosić ziemię, aby nas uzdrowiła.
Posłuchaj pieśni naszego serca. Mam przyjaciółkę, której piosenką serca jest hodowanie motyli monarcha w jej kuchni. Ona przyciąga motyle do swojego ogrodu i dba o poczwarki, aby zapewnić im bezpieczny powrót do natury.
Potem są zwierzęta, które żyją z nami i odzwierciedlają nam dziki świat. Rok temu dostaliśmy siedmioletniego kota rasy Maine Coon; pojawił się w naszym życiu dokładnie wtedy, gdy potrzebowaliśmy pocieszenia. Jest bardzo spokojny, ma złożone łapy, jakby do modlitwy, z odrobiną dzikości. Nazywa się Mr. Monk – Thomas Merton, na cześć słynnego mnicha trapisty z Kentucky, którego wizja ekumenizmu i pokoju wciąż jest aktualna.
Są też zwierzęta, które przychodzą do nas w snach. Niedługo po mojej diagnozie miałam potężny sen, w którym byłam blisko lasu, a obok rzeki była duża niedźwiedzica brunatna, patrząca na mnie. We śnie była też droga przyjaciółka, która pracuje jako terapeutka z pacjentami onkologicznymi. Spojrzeliśmy na siebie i bez słów wiedzieliśmy, że ta niedźwiedzica będzie moim opiekunem, przewodnikiem duchowym, uzdrowicielem i sojusznikiem w tej podróży. Po prostu wiedzieliśmy... i nią była. Niedźwiedzicę można nazwać moim zwierzęciem totemicznym — kimś, kto jest mi bliski duchem i którego cechy odwagi i siły, zdolność do hibernacji i życia w cyklach są niezbędne do mojego uzdrowienia.
To, czego nauczyłam się przez całe to doświadczenie, to to, że w nas jest strach, że nie możemy być sobą. Jest w nas dzikość, autentyczne wolne ja, które jest nieskończenie kreatywne i lśni siłą życiową. Czasami to światło zostaje przysłonione.
Marian Woodman, terapeutka jungowska, została wyleczona z raka ponad 25 lat temu. Współpracowała z lekarzami, alternatywnymi uzdrowicielami i wewnętrznymi przewodnikami, aby odkryć swoje dzikie i radosne cygańskie ja. Chciała znów tańczyć w ogrodzie.
Niezależnie od tego, z czego się leczysz, nie możesz nie być podniesiony na duchu tym, gdzie teraz stoimy na Festival Hill w tym średniowiecznym, otoczonym murem ogrodzie z bezkresnym niebem, wspaniałymi drzewami i płynącą wodą. Jesteśmy otoczeni muzyką, historią i miłością. Jakiż to dar.
Ogrody, które tutaj błogosławimy, są prawdziwym balsamem dla ducha. Albo jak powiedział perski poeta Saadi: „Ogród jest rozkoszą dla oka i ukojeniem dla duszy”.
Zostaw za sobą wszystko, co już nie ma w tobie miejsca. Odnajdź na nowo swoje autentyczne, dzikie ja. Odkryj prawdę o tym, kim jesteś. Pozostań otwarty na magię i wiedz, że drogocenność ziemi zaczyna się od ciebie.
Chciałbym zakończyć słowami Ricka Bassa, byłego mieszkańca Houston i przyrodnika, który przeprowadził się do dzikiego i przestronnego stanu Montana:
„Jeśli jest dzikie dla twojego serca, chroń je. Zachowaj je. Kochaj je.
Jeśli to sprawia, że twoje serce śpiewa,
Jeśli to właśnie sprawia, że Twoje dni latem stają się szybsze niż zwykle, to skup się na tym.
Na pewno jest to dzikie – a jeśli jest dzikie, oznacza to, że nadal jesteś wolny.”
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
5 PAST RESPONSES
Lucia, this is beautiful. I knew from the title that it would be, and I saved it for a quiet moment to treasure. Thank you. May you be well.
nature is healing. I just returned from a 2 month road trip, much of it immersed in nature across the US and Canada, feeling deeply grateful. My mind feels clearer, my heart feels better. my blood pressure is nearly normal. Here's to the power of nature. <3
Thank you Lucia. May you heal.
Thank you for this lovely writing. I'm deeply moved by Lucia's eloquent and intimate connection to nature.
Lucia, this essay 'fits' me like a old pair of gloves you lost years ago and found in the bottom of the box by the back door. I know what you write is true. May you be cancer-free.