Back to Stories

Seth Godin: Pieśń Znaczenia

Poniższy tekst zapisany kursywą to cytaty Setha Godina, zaczerpnięte z wywiadu przeprowadzonego przez Tima Ferrissa i Seth Godina w programie The Tim Ferriss Show. Możesz posłuchać całej rozmowy lub przeczytać jej transkrypcję tutaj.

Typowy dziki ul pod koniec długiej zimy ledwo przetrwa. Właśnie po to jest miód – po to, by zapewnić im pożywienie w trakcie zimy. Ale jeśli przetrwają, zbierze się rada pszczółek. To one tak naprawdę zarządzają ulem i zrobią kilka rzeczy. Po pierwsze, zbudują pionową komorę jajową i poinstruują matkę, aby złożyła i zapłodniła jajo mateczne, co jest bardzo nietypowe, ponieważ w ulu jest tylko jedna matka. Po drugie, powiedzą pozostałym pszczołom, aby zebrały jak najwięcej pyłku i uzupełniły zapasy miodu. Dzieje się to w maju i czerwcu na półkuli północnej. [...]

A potem, w zależności od pogody, bo wiedzą, jaka będzie pogoda, są w tym bardzo dobre, organizują się bez organizatora, odchodzą bez przywódcy. 12 000 pszczół opuszcza ul w ciągu 10 minut. Wyskakują z ula, śpiewając pieśń wzrostu. Jacqueline pięknie o tym napisała. A potem lądują na drzewie 100 jardów dalej, zwinięte w ciasną kulę, ponieważ pszczoły muszą utrzymać temperaturę ciała 36 stopni Celsjusza, inaczej się rozpadną. Zapadają w letarg.

A teraz mają tylko trzy dni na znalezienie nowego miejsca do życia. I każda z pszczół robi to, co pszczoła. Prawie każda pszczoła, z wyjątkiem królowej, ma zaledwie trzy tygodnie, o czym nie wiedziałam. Myślałam, że pszczoły żyją naprawdę długo. I tak pszczoły zwiadowcze wykonują swoje zadanie, a samice swoje – i każda pszczoła robi swoje. Ale ul to w zasadzie ludzki mózg od podszewki. Neurony pracują synchronicznie, aby stworzyć ten skok naprzód.

Godin był zafascynowany konsekwencjami tego dla ludzi, zanim zdał sobie sprawę, że ludzie nie są pszczołami---

„Szukamy czegoś, co ma głębsze znaczenie wewnętrzne niż tylko ten krok naprzód”.

Następnego ranka, wczesnym rankiem, podczas pływania, został zwabiony przez prąd wsteczny i...

„Byłem tak blisko utonięcia, jak to tylko możliwe. I tak się złożyło, że byłem całkiem pogodzony z faktem, że to koniec. Będę tęsknił za rodziną. Będę tęsknił za wieloma rzeczami. Ale pomyślałem sobie: „No cóż, jeśli to koniec, to koniec”. A potem ta misja mówienia o znaczeniu po prostu mnie zalała i jakoś znalazłem sposób, żeby wrócić na brzeg. A następnego dnia usłyszałem od Dana, że ​​jego córka Frankie odeszła. Połączenie tych wszystkich rzeczy pomogło mi zrozumieć, że świat prawdopodobnie nie potrzebuje kolejnej mojej książki o marketingu, ale prawdopodobnie skorzystałby na tym, gdybym pomyślał o tym wszystkim naraz i uświadomił sobie, że mamy o wiele większą moc, niż chcemy przyznać.

***

Całą rozmowę można przeczytać i odsłuchać tutaj.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS