Matt Mikkelsen jest twórcą filmów dokumentalnych, realizatorem dźwięku i aktywistą ekologicznym działającym w nietypowej sprawie: ochronie „naturalnej ciszy” – pejzaży dźwiękowych niezakłóconych hałasem ludzkiej działalności. Współpracuje z Gordonem Hemptonem nad projektem „One Square Inch of Silence”, którego symbolem jest mały czerwony kamień umieszczony w centrum lasu deszczowego Hoh w Parku Narodowym Olympic w stanie Waszyngton, tzw. „najcichszym miejscu w Ameryce”.
Matt, wraz z operatorem Palmerem Morse'em, jest twórcą nagradzanego filmu krótkometrażowego Being Hear, dokumentującego twórczość i filozofię Gordona. To liryczny i wizualnie znakomity film, w którym poetyckie słowa Gordona nakładają się na ujęcia dziewiczej przyrody Parku Narodowego Olympic. Jego przesłanie dotyczy nie tylko znaczenia ochrony miejsc naturalnej ciszy, ale także wartości głębokiego słuchania w społeczeństwie tonącym w hałasie. Rozmawiałem z Mattem przez Skype'a, aby dowiedzieć się więcej.
18 października 2018 r.
PIERZ NEWTON-JOHN : Obejrzałem twój film i absolutnie mnie zachwycił. Przypomina mi haiku albo coś w tym stylu. Jest bardzo prosty, poetycki i przestrzenny. I oczywiście piękny, zarówno dźwiękowo, jak i wizualnie.
MATT MIKKELSEN: Och, bardzo dziękuję. Doceniam to. To było jedno z tych artystycznych przedsięwzięć, w których człowiek nie wie, jak to wyjdzie, ale to naprawdę miłe uczucie, że je stworzył. I ostatecznie pokochało je wiele osób. Dziękuję za miłe słowa.
Chciałem zacząć od krótkiego pytania o Twój związek z dziką przyrodą. Chętnie dowiem się, jakie są Twoje doświadczenia w dziczy.
Kiedy byłem dzieckiem, moi rodzice uwielbiali spędzać czas na świeżym powietrzu. Wiele osób nie ma tyle szczęścia, by móc spędzać czas na świeżym powietrzu w okresie dorastania. Dlatego nie mogę wystarczająco podkreślić, jak bardzo się cieszę, że moi rodzice zabierali mnie na spacery. Zabierali mnie na piesze wędrówki, na kempingi, pływałem kajakiem z tatą, a mama od czasu do czasu zabierała mnie na spływy kajakowe po rwącej rzece. Więc naprawdę mogłem spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu jako dziecko.
To świetny sposób na dorastanie, prawda? Z takim doświadczeniem.
Tak, więc miałem naprawdę dużo szczęścia, nie tylko dlatego, że moi rodzice dbali o to, żebym wychodził na zewnątrz, ale też dlatego, że mieszkałem w miejscu, gdzie było to bardzo łatwo dostępne. Tuż za moimi drzwiami znajdował się naprawdę ładny las na wsi. Miałem więc to szczęście, że mogłem tego doświadczyć w dzieciństwie. Myślę, że to we mnie pozostało. W liceum jeździłem na krótkie wyprawy z plecakiem z przyjaciółmi i po prostu spędzałem dużo czasu na świeżym powietrzu. A potem, na studiach, zacząłem uczęszczać na zajęcia z nauk o środowisku, a także z takich rzeczy jak umiejętności przetrwania w dziczy, medycyna naturalna i inne tego typu zajęcia.
Uświadomiłem sobie, że chcę częściej przebywać na świeżym powietrzu, cieszyć się nim, a jednocześnie chronić środowisko naturalne i zachować je w swoim życiu.
Jakie więc dzikie miejsca kochasz najbardziej? Dokąd najczęściej wracasz?
O rany. To takie trudne. Mam naprawdę szczególne miejsce w sercu dla Półwyspu Olimpijskiego w stanie Waszyngton, gdzie mieszka Gordon i gdzie naprawdę nauczyłem się słuchać natury. A konkretnie dla jednego z naszych parków narodowych, zwanego Parkiem Narodowym Olimpijskim. W Stanach Zjednoczonych, nie wiem, czy kiedykolwiek tu byłeś, ale tak, dzieje się tam wiele złego. Ale mamy niesamowitą przyrodę.
Tak, tak.
Po prostu naprawdę, naprawdę piękne miejsca. Bardzo różnorodne miejsca.
Ujęcia z tego obszaru na filmie są po prostu spektakularne, prawda? Oszałamiające.
Tak, rzeczywiście tak jest. A co naprawdę wyjątkowe w Parku Narodowym Olympic, to to, że to jakby trzy lub cztery parki w jednym. Ponieważ ma te bardzo różne ekosystemy. Są więc dzikie plaże, te bardzo długie odcinki, setki mil całkowicie dziewiczej linii brzegowej, która jest bardzo surowa i skalista, z skałami przypominającymi stogi siana w oceanie. Następnie można udać się w górę dolin i zobaczyć te iglaste lasy deszczowe, takie jak widzieliście w filmie, czyli te bardzo bujne, pokryte mchem starożytne lasy deszczowe, które nigdy nie były wycinane, żadne drzewa nie zostały wycięte, a drzewa mają od sześciuset do ośmiuset lat. I po prostu ogromne. A potem są też te bardzo wysokie strefy alpejskie. Są góry, które mają ponad sześć tysięcy stóp. Więc są te wysokie góry alpejskie z lasami deszczowymi w dolinach. A wszystko otoczone dzikimi plażami. To naprawdę wyjątkowe miejsce do odwiedzenia. Jeżdżę tam od sześciu lat i za każdym razem odkrywam nowe miejsca. Zawsze odkrywam te same miejsca, ale znajduję różne rzeczy.
Czy mógłbyś więc powiedzieć coś więcej o jego pojęciu ciszy? Bo przecież nie chodzi mu tylko o brak dźwięku, prawda?
Tak. Zdecydowanie. To naprawdę ważne wyjaśnienie. Kiedy więc Gordon i ja mówimy o ciszy, staramy się nazywać ją „naturalną ciszą”. Zasadniczo jest to brak jakichkolwiek dźwięków generowanych przez człowieka. Więc wiesz, kiedy jesteś w naturalnym miejscu, możesz usłyszeć ptaki i wiatr wiejący w liściach, rzekach i strumieniach. To nie jest cisza. Ale jeśli nie ma ludzkiego hałasu, może to być naturalnie ciche miejsce. I to, co Gordon odkrył, kiedy zaczął to robić, to to, że na świecie jest tak mało naturalnie cichych miejsc. Nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. Że to coś, co tracimy. Głównie z powodu ruchu lotniczego. Ponieważ nawet w najbardziej odległych obszarach dzikiej przyrody przelatują samoloty.
Prawidłowy.
Jego celem było znalezienie dzikiego obszaru na tyle oddalonego, żeby nie było hałasu drogowego ani hałasu przemysłowego związanego z wydobyciem surowców i tym podobnymi. A także żeby ruch lotniczy był minimalny. Park Narodowy Olympic idealnie spełniał te kryteria.
Zgadza się. Właśnie dlatego wybrał to do swojego projektu „Jeden cal kwadratowy ciszy”.
Tak.
Zgadza się. Cała ta idea ochrony środowiska akustycznego jest prawdopodobnie dość nowa dla wielu osób. Czy możesz opowiedzieć, co to dla Ciebie oznacza i dlaczego jest to ważne?
Tak, absolutnie. I masz całkowitą rację. Często słyszę pytanie: dlaczego chronić krajobraz dźwiękowy danego środowiska? Co w krajobrazie dźwiękowym jest tak naprawdę ważne? Dlaczego nie chronić go przed innymi, bardziej widocznymi rodzajami zanieczyszczeń, takimi jak zanieczyszczenie wody czy powietrza? Moja odpowiedź, podobnie jak odpowiedź Gordona, brzmi: chroniąc obszar przed hałasem i chroniąc jego środowisko dźwiękowe, chronisz je jednocześnie przed wszystkimi innymi rodzajami zanieczyszczeń. Jeśli więc masz krajobraz dźwiękowy, który jest całkowicie naturalny i nienaruszony, nie ma tam górnictwa. Nie ma dróg. Nie ma ruchu lotniczego. Wszystkich tych innych rodzajów zanieczyszczeń. Chroniąc te krajobrazy dźwiękowe, chronimy je przed wieloma innymi czynnikami. Po drugie, dźwięk danego obszaru jest doskonałym wskaźnikiem jego ogólnego stanu zdrowia. Kiedy idziesz do miejsca takiego jak Central Park w Nowym Jorku, owszem, słyszysz ptaki, ale krajobraz dźwiękowy tego miejsca w porównaniu z krajobrazem dźwiękowym Parku Narodowego Olympic – możesz stwierdzić, które środowisko jest zdrowsze. To naprawdę świetny wskaźnik ogólnego stanu środowiska, bez konieczności przeprowadzania wielu badań gleby, badań jakości powietrza i badań wody.
Pamiętam, jak wędrowałem po Himalajach i zatrzymałem się w pewnym miejscu, żeby odpocząć i po prostu wsłuchać się w niezmierzoną ciszę tego miejsca. To było po prostu niezwykłe. I emanowało z niego poczucie spokoju. Dlatego bardzo sensowne jest dla mnie to, że mnisi buddyjscy właśnie tam spędzają lata na medytacji.
Tak. I to ciekawe, wiele osób na świecie nigdy nie miało okazji doświadczyć prawdziwej, naturalnej ciszy. Jak całkowity brak hałasu wytwarzanego przez człowieka. Ale każdy, kto tego doświadczył, może sobie przypomnieć dokładnie ten moment. I wszystko, co się z tym wiąże, jak właśnie powiedziałeś. Wiesz, ten pierwszy raz, kiedy naprawdę usiadłeś i słyszałeś tylko dźwięki natury. I jest coś, co moim zdaniem Gordon ujął najlepiej: cisza nie jest brakiem czegokolwiek, ale obecnością wszystkiego, ponieważ czujesz się tak bardzo połączony ze światem, w którym żyjesz.
Uwielbiam też cytat Gordona w filmie, że nagrywanie dźwięku to po prostu to, czego potrzebuje, żeby lepiej słuchać. Co dla ciebie oznacza słuchanie? W tym kontekście?
To świetne pytanie. Myślę, że dla mnie słuchanie to bycie obecnym. Słuchanie ma w sobie coś wyjątkowego, bo oczami widzisz pod pewnym kątem. Ale uszy słyszą nie tylko to, co dzieje się za tobą, gdzie oczy nie widzą, ale także wiele kilometrów dalej. Dlatego w cichym miejscu, słysząc ciche dźwięki dochodzące z odległości dziesięciu, piętnastu mil, myślę, że to wszystko nabiera odpowiedniej perspektywy. Myślę, że my, ludzie, musimy balansować na granicy – że oczywiście odcisnęliśmy ogromny ślad na miejscach, w których żyjemy. Ale jednocześnie jesteśmy bardzo, bardzo mali. I myślę, że utrzymanie tej równowagi daje mi w pewnym sensie nadzieję. Że możemy zrobić wszystko, co konieczne, aby dbać o naszą planetę i ludzi na niej mieszkających. Słuchanie to dla mnie o wiele więcej niż tylko słyszenie pięknego ptaka, mimo że uwielbiam słuchać ptaków. To coś, co naprawdę mnie uziemia i przypomina mi, co to znaczy być człowiekiem, być ssakiem na tej planecie.
Przeczytałem naprawdę fascynującą książkę, nie wiem, czy już ją czytałeś, nosi tytuł „Trzecie ucho: O słuchaniu świata” . Jedną z rzeczy, które mnie zafascynowały, była ta, w której mowa o tym, jak w kulturach, w których ucho, a nie oko, jest dominującym narządem gromadzenia informacji o świecie, społeczeństwa te są zazwyczaj bardziej pokojowe i współczujące. Uważam to za fascynujące, ponieważ jesteśmy społeczeństwem silnie zorientowanym na bodźce wzrokowe. Ale słuch to zupełnie inny sposób postrzegania świata, prawda?
Zdecydowanie. Myślę też, że słuchanie to akt fizyczny. Jeśli każę ci czegoś słuchać, proszę cię, żebyś zrobił coś fizycznie swoim ciałem. Ale jednocześnie słuchanie jest moim zdaniem bardzo metaforyczne – możesz wziąć te same idee i odnieść je do swoich relacji międzyludzkich, a także do zwykłego spotykania się z ludźmi. Naprawdę słuchać oznacza być obecnym. I myślę, że jedną z najważniejszych rzeczy, które możemy robić na świecie, jest bycie obecnym i zakorzenionym w tym, gdzie jesteśmy.
Jasne. To trochę jak medytacja, prawda?
Ma wiele podobnych cech. W większości religii istnieją sekty lub wyznawcy danej religii, którzy milczą. Albo spędzają czas na słuchaniu i niemówieniu. Mamy rytuały związane z ciszą, na przykład gdy ktoś odchodzi lub gdy dochodzi do tragicznego wydarzenia, zachowujemy chwile ciszy. I jest ku temu powód. Jest też naprawdę świetny film poruszający ten temat, zatytułowany „W pogoni za ciszą” , który ukazał się w tym samym roku co „Bycie słyszalnym” i porusza kwestię kulturowego znaczenia ciszy na całym świecie. Nie tylko w Ameryce, ale także w Azji, Afryce i wszystkich innych miejscach. I to naprawdę niesamowite, ponieważ każda kultura ma ciszę w szczególnym miejscu. Nawet jeśli nie myślimy o niej aktywnie w ten sposób.
Tak. I żyjemy w tak hałaśliwym społeczeństwie, prawda? Mówisz o słuchaniu na tych metaforycznych poziomach. Ale hałas występuje na wielu różnych poziomach. Zarówno w sensie wizualnym i informacyjnym, jak i słuchowym. To sprawia, że trudno jest pielęgnować ten rodzaj bycia obecnym, ten rodzaj uważnego słuchania. Ponieważ to społeczeństwo nieustannie domaga się twojej uwagi. Tak wiele we współczesnym życiu polega na selektywnej uwadze, co jest dokładnym przeciwieństwem tego, o czym mówisz.
Och, zdecydowanie. Trafiłeś w sedno. I myślę, że dlatego ochrona przestrzeni naturalnych i stawanie się lepszym słuchaczem jest tak ważne. To dlatego, że w naszym życiu jesteśmy nieustannie bombardowani mnóstwem informacji, zarówno wizualnych, jak i słuchowych. Jesteśmy nieustannie bombardowani tymi wszystkimi rzeczami. I kiedy możemy na chwilę od tego oderwać się, myślę, że to coś wyjątkowego. Jestem jedną z osób, które uwielbiają mieć smartfon, bo wszystkie odpowiedzi na moje pytania mam w kieszeni. I uważam, że to niesamowity przywilej. Ale jednocześnie uważam, że umiar jest kluczowy. Więc kiedy jesteś nieustannie bombardowany informacjami, reklamami i tym wszystkim, umieć znaleźć czas, by tego nie mieć i docenić to takim, jakie jest, i po prostu być tam, gdzie jesteś i być sobą, to są chwile, które uważam za naprawdę najważniejsze.
Myślę, że wszechobecność tego urządzenia utrudniła nam bycie ze sobą. Widzisz ludzi stojących w kolejce w supermarkecie i nie mogą po prostu być. Muszą wyciągnąć urządzenie i coś zrobić.
Tak. Albo nie mogą rozmawiać z osobą stojącą za nimi.
Jasne, jasne. Nie ma ich w tym bezpośrednim otoczeniu.
No tak. Myślę, że trochę tego straciliśmy. Można rozmawiać z kimś, kogo się nie zna.
Sam dużo chodzę na piesze wędrówki z moim synem, który jest wielkim pasjonatem dzikiej przyrody. A dla mnie to, co mnie pociąga w wyprawach na łono natury, to to, o czym mówiłeś wcześniej – o nawiązaniu kontaktu z czymś większym ode mnie. Gordon opowiada w filmie o tym, jak miasta uświadamiają mu samego siebie. Bo wszystko jest nastawione na człowieka. Ale kiedy wyruszasz na łono natury, to nie chodzi o ciebie i jest coś niesamowicie kojącego w tym, że nie jesteś centrum wszechświata.
Tak. I myślę, że trudno uwierzyć, że świat by się zmienił, gdyby ludzie przestali istnieć. Albo gdybyś ty przestał istnieć. Kiedy jestem w takich miejscach, często myślę tylko o tym, jak ten świat działa. Na przykład, kiedy jestem w lesie deszczowym Hoh i siedzę nad strumieniem, słyszę ptaki i widzę zwierzęta, ten świat istnieje sam w sobie, bez pomocy z zewnątrz. I wiesz, przede wszystkim biję ci brawo za to, że zabrałeś syna na spacer. To naprawdę ważne.
Cóż, szczerze mówiąc, ostatnio to on często mnie gdzieś zabiera! [Śmiech].
No to świetnie!
On po prostu pasjonował się tym przez całe życie. Pamiętam, że jak tylko zabrałem go w góry, dosłownie trząsł się z zachwytu. To wspaniałe. Ale tak, to zapoczątkowało całą moją podróż pełną odkryć.
Uwielbiam jeździć do miasta. Wychowałem się poza Nowym Jorkiem, godzinę lub dwie. I zwiedzanie miasta to coś, co lubię. Ponieważ kulturowo jest to niesamowite. Zwłaszcza w takim mieście jak Nowy Jork, gdzie mieszają się wszystkie te różne kultury i religie, a sztuka, muzyka, jedzenie i tak dalej. Ale czuję, że po kilku dniach muszę się odizolować od miast, ponieważ, jak powiedział Gordon, za bardzo skupiam się na sobie. I nie sądzę, żeby to było dla mnie zdrowe. Inni ludzie mogą tak żyć całe życie i to jest w porządku, ale ja myślę, że najlepiej pracuję, kiedy nie myślę o sobie. Będąc w mieście, myślę, że trudno nie myśleć o sobie, ponieważ jesteś stale nadświadomy wszystkiego, co się dzieje. Natomiast w naturze naprawdę czuję się…
Biorę ten oddech na pustkowiu, a kiedy wypuszczam, czuję, jakby wszystko znikało i nie miało znaczenia, kim jestem, co zrobiłem. Jak stresujące rzeczy dzieją się w moim życiu. Po prostu jestem i doceniam piękno, które jest przede mną. Albo za mną, jeśli je słyszę.
I dlatego to takie cudowne lekarstwo, prawda? Dla współczesnego życia.
Jedną z rzeczy, które sprawiają, że większość populacji zaczyna mieszkać w miastach, jest to, że masz te bardzo małe miejsca, które nazywasz domem. Swoje mieszkanie lub dom. Nawet dom o standardowych rozmiarach to stosunkowo mała przestrzeń, w której czujesz się komfortowo. Odkryłem więc, że im więcej czasu spędzam na zewnątrz, tym bardziej czuję się tam komfortowo. Większość ludzi udaje się do salonu i siada na kanapie, żeby się zrelaksować. I chociaż ja również mogę się tym cieszyć, to samo uczucie towarzyszy mi podczas wędrówek po lesie, ponieważ to dla mnie podobne uczucie.
Czujesz się tam jak w domu.
Dokładnie. A jeśli wierzysz w ewolucję, to nasz dom. Jestem głęboko przekonany, że genetycznie to są nasze miejsca. A kiedy się od nich odcinamy, po prostu nie sądzę, żeby to było zdrowe. Musimy do nich wrócić i pamiętać, że to właśnie tam czujemy się dobrze. I czujemy się dobrze z jakiegoś powodu.
Niedawno przeprowadzono ciekawe badania dotyczące ludzi oglądających zdjęcia miast i zdjęcia przyrody. Mózg reaguje z pewnym poziomem pobudzenia na panoramy miast, ale nie reaguje w ten sam sposób na naturę. Po prostu trudno nam przetwarzać tego typu środowisko. Nie jesteśmy do tego przystosowani w procesie ewolucji.
Myślę, że aby naprawdę istnieć w mieście, trzeba wyłączyć części mózgu lub zmysłów. Nie da się słuchać każdego dźwięku. Nie da się patrzeć na wszystko, bo przez większość czasu trzeba być skupionym na tym, co się robi. W świecie dźwięków nazywamy to „maskowaniem”. A uszy są bardzo dobre w maskowaniu dźwięków. Dzięki temu ludzie, którzy codziennie podróżują metrem, nie odczuwają tych dźwięków, bo ich mózgi wykonują za nich pracę i im pomagają. Natomiast ja, kiedy jestem w lesie przez tydzień lub dwa, a potem jadę pociągiem, nie mogę uwierzyć, że ludzie robią to codziennie i radzą sobie z tym dźwiękiem. To szaleństwo. Wracając do tego, dlaczego kocham naturę – nie trzeba niczego maskować. Wszystko jest w porządku. A obserwowanie wszystkiego to w pewnym sensie to, po co tam jesteś i łatwo to robić, gdy jesteś w naturalnym miejscu.
Dużo pracuję z komputerami. I często jestem w stanie pobudzenia i irytacji z powodu frustracji. Myślę, że wiele współczesnych rzeczy tak właśnie wygląda. Wszystkie te rzeczy są dla naszej rzekomej wygody, ale jednocześnie nieustannie nas frustrują. I zauważam, że ilekroć wybieram się na wędrówkę, ta frustracja po prostu znika.
Mogę spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu niż większość ludzi z powodu swojej pracy. Ale spędzam też cały pozostały czas patrząc w komputer. Ponieważ jestem filmowcem i zajmuję się też wieloma technicznymi pracami związanymi z dźwiękiem. Projektowaniem i montażem dźwięku. I czuję to samo. Trudno jest siedzieć za ekranem komputera, wiedząc, że dzieje się tyle innych rzeczy. I jest wiele dni, kiedy pracuję z Gordonem i siedzimy z nim wpatrując się w komputer w jego biurze, i po prostu patrzymy na siebie i mówimy: „Nie, musimy wyjść na zewnątrz. Czas wyjść na zewnątrz”. I nawet piętnastominutowy spacer lub coś w tym stylu, chwila na słuchanie i wyciszenie, mogę potem wrócić do komputera i spędzić kolejne trzy do pięciu godzin bez problemu. To niesamowite, jak bardzo to może pomóc.
Myślę, że wiele osób ma złą relację z ciszą w tym sensie, że są ludzie, którzy nieustannie potrzebują wypełniać otoczenie dźwiękiem. Nawet jeśli chodzi o włączenie telewizora.
Tak. Zawsze staram się być osobą wyrozumiałą. Staram się nie oceniać ludzi za bardzo. Ale naprawdę mnie wkurza, gdy ludzie idą przez las i puszczają głośno muzykę. Wiecie? To tak jakby, po co! Ale myślę, że na prawdziwym poziomie mówi to o tym, jak ludzie czują się niekomfortowo bez żadnego wsparcia. I to samo w lesie. Myślę, że z punktu widzenia przetrwania jest to ważne, ponieważ jeśli puszczasz głośno muzykę, nie słyszysz gałęzi, która łamie się nad tobą, a potem nagle drzewo na ciebie spada. Ale także po prostu z punktu widzenia uważności. Świadomość tego, co dzieje się wokół ciebie, myślę, jest naprawdę fajna. Na przykład, gdy jestem w Parku Narodowym Olympic i słyszę ryk łosi, a mogą być pięć mil stąd, a ja słyszę ich ryk, nadal daje mi to informacje, które są dla mnie znaczące. Nawet jeśli nie stanowi to dla mnie zagrożenia ani nic takiego, to nadal jest to naprawdę cenna informacja, która sprawia, że jestem szczęśliwy. Albo wpływa na mój proces myślowy.
To ciekawe, pamiętam, jak słyszałam o związku między dźwiękiem a bezpieczeństwem i o tym, że są niewidome zwierzęta, które potrafią sobie poradzić z byciem ślepymi, ale bez nastawienia się na otoczenie słuchowe nie da się przetrwać.
Nawet jeśli zagłębimy się w bardzo mikroskopijne poziomy, jak na przykład w przypadku owadów, to owady poruszają się po świecie za pomocą wibracji. A wibracja to dźwięk. Dźwięk to wibracja, to to samo. To mechaniczne, to fala. To fala fizyczna. I tak bardzo podobnie do tego, jak wrzucając kamień do stawu, można zobaczyć ruch fal, tak dźwięk przemieszcza się po naszym otoczeniu i przenika przez powierzchnie. Nawet przez skały i metal. To naprawdę interesujące, że nawet bardzo małe, pozornie nieistotne rzeczy, takie jak owady, wykorzystują dźwięk do nawigacji.
A fala dźwiękowa to tak naprawdę pojedyncza linia, prawda? To niesamowite, ile informacji można w niej zmieścić.
Zasadniczo ludzie słyszą około dwudziestu tysięcy różnych częstotliwości. W każdej z nich kryje się mnóstwo informacji, a informacje rozchodzą się w bardzo szerokim spektrum częstotliwości. Ale jedną z rzeczy, na które wskazujemy jako dziwny wskaźnik ekologiczny, że powinniśmy słuchać natury, jest to, że można by pomyśleć, że jesteśmy najbardziej wrażliwi na słuchanie innych ludzi. Można by pomyśleć, że to najważniejsza część naszej komunikacji. Tymczasem w rzeczywistości nasze uszy są dostrojone do słyszenia śpiewu ptaków. Częstotliwości, w których ptasi śpiew się znajduje, to częstotliwości, na które jesteśmy najbardziej wrażliwi. Co jest naprawdę interesujące i myślę, że rodzi wiele pytań o to, dlaczego w ogóle mamy uszy.
Jeśli chodzi o obecność ptaków, to informacja o tym, gdzie są wody lub środowiska sprzyjające naszemu przetrwaniu.
Dokładnie. Wiem, że kiedy jestem na pustyni, dźwięk jest równie interesujący, ale nie czuję się tam tak bezpiecznie, bo nie sądzę, żeby była tam woda ani jedzenie. Natomiast jeśli jesteś w lesie i słyszysz kapanie wody, zwierzęta i ptaki, wiesz, że są tam zasoby, które podtrzymują życie.
Niedawno dowiedziałem się również, że korzenie drzew skutecznie odnajdują wodę za pomocą słuchu. To właśnie dzięki wibracjom słyszą szum wody za pomocą bardzo delikatnych włosków na korzeniach i kierują się w jego stronę.
Naprawdę? Nigdy o tym nie słyszałem! To niesamowite.
To fascynujące. Jesteś muzykiem. Czy praca w dziczy wpłynęła na sposób, w jaki słuchasz lub tworzysz muzykę? Jaki jest między wami związek?
Myślę, że dzięki temu stałem się o wiele lepszym słuchaczem. I bardzo uważnym słuchaczem. Myślę więc, że spędzając tyle czasu na słuchaniu natury, uczysz się wychwytywać bardzo subtelne detale.
Jednym z ćwiczeń, które staram się wykonywać z ludźmi, kiedy pomagam im nauczyć się słuchać, jest nakłonienie ich do słuchania najbliższego i najgłośniejszego dźwięku, najbardziej wyrazistego dźwięku, jaki można usłyszeć w dowolnym otoczeniu. A potem powoli cofaj się. Jaki jest drugi najgłośniejszy dźwięk, jaki słyszysz? Jaki jest trzeci? A potem, po chwili, jaki jest najcichszy dźwięk, jaki możesz usłyszeć? Często, jeśli spróbujesz słuchać tylko najcichszego dźwięku, jaki słyszysz, nie będziesz w stanie. To zbyt daleko. Ale zdarzało się, że byłem na pustyni w Nevadzie, która jest bardzo odludna. Byłem, wiesz, naprawdę na środku niczego. Najbliższe miejsce, jakie możemy tu mieć, to „krzak”. Jak to ująłeś. Poszedłem tam i przez pierwszą godzinę byłem przekonany, że to naturalnie ciche miejsce i że Gordon i ja właśnie znaleźliśmy nowe, naturalnie ciche miejsce. I zacząłem wykonywać to ćwiczenie, o którym właśnie ci opowiadałem. Jakieś 15 minut później zdałem sobie sprawę, że słyszę jakiś niski, bardzo słaby pomruk. Wyjąłem mapy i zorientowałem się, że jakieś 24 kilometry stąd, po drugiej stronie przełęczy, jest tor kolejowy i słyszałem ten pociąg. Ale był 24 kilometry stąd. Więc kiedy wejdziesz w ten poziom szczegółów, pomyśl o wszystkich rzeczach, które słyszysz pomiędzy tym miejscem a 24 kilometrami stąd. To był naprawdę otwierający umysł moment, wiesz, samo uświadomienie sobie, wow, słucham dźwięku, który jest 24 kilometry ode mnie. I słuchałem wszystkiego pomiędzy tym miejscem a tamtym.
Chodzi więc o rzeczywiste zróżnicowanie stanu dźwiękowego, w którym się znajdujesz.
Tak. I myślę, że nagle, kiedy słuchasz wystarczająco dużo, pomagałem Gordonowi edytować wiele jego nagrań. A on ma dziesiątki tysięcy nagrań z całego świata. I teraz mogę posłuchać jednego z jego nagrań i stwierdzić, czy jestem w dolinie, czy nie. Czy jestem na zboczu wzgórza? Czy jesteśmy na płaskim terenie? Bo każde z tych miejsc brzmi inaczej. Ale tylko wtedy, gdy damy sobie szansę, aby to docenić, możemy zacząć dostrzegać te rozróżnienia.
Jakie więc projekty planujesz zrealizować następnym razem, Matt?
Gordon i ja kontynuujemy pracę nad „Jednym calem kwadratowym ciszy” . Jest teraz problem, o którym mógłbym mówić godzinami, ale nie będę, ale w zasadzie chodzi o to, że niedaleko Parku Narodowego Olympic znajduje się baza wojskowa, na której rozpoczęły się ćwiczenia myśliwców.
O Boże. O nie.
Tak, tuż nad parkiem. Co jest w zasadzie najgorszym scenariuszem dla nas i dla „Cala kwadratowego” . Więc wraz z moim partnerem filmowym nakręciłem film dokumentalny o tym problemie. Jeździłem po okolicy i w imieniu „Cala kwadratowego” , jako filmowiec i słuchacz, mówiłem o znaczeniu ochrony tych miejsc. I wiecie, nie jestem w żadnym wypadku przeciwnikiem wojska. Ale nie powinni oni prowadzić szkoleń nad parkiem narodowym. To dość duży projekt, nad którym pracuję od jakiegoś czasu, próbując ustalić, co zrobimy i jak będziemy postępować, aby przenieść te szkolenia w nowe miejsce. Poza tym, oddzielnie nagrywam dużo dźwięku do bibliotek efektów dźwiękowych, które Gordon i ja tworzymy. Właśnie kupiłem mikrofon specjalnie zaprojektowany do nagrywania w formacie 3D. I będę jednym z niewielu ludzi w kraju, którzy go będą mieli. Będę więc nagrywał wszystko, wszędzie, od natury i miast, wiesz. Tłumy. Naprawdę wszystko, co przyjdzie ci do głowy. Będę nagrywał w nowym formacie, w którym jeszcze nikt nie nagrywał, co jest naprawdę ekscytujące.



COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION