Przeskok w czasie dla młodego chirurga z przerzutowym rakiem płuc
W rezydenturze mawia się: dni są długie, ale lata krótkie. Podczas szkolenia neurochirurgicznego dzień zazwyczaj zaczynał się tuż przed 6 rano i trwał do zakończenia operacji, co zależało po części od tego, jak szybko dotarło się na salę operacyjną.
Czas w domu. Czas dobrze spędzony.
Umiejętności chirurgiczne rezydenta ocenia się po jego technice i szybkości. Nie możesz być niechlujny i powolny. Od momentu pierwszego zamknięcia rany spędź zbyt dużo czasu na precyzji, a technik chirurgii ogłosi: „Wygląda na to, że mamy do czynienia z chirurgiem plastycznym!”. Albo powiedz: „Rozumiem twoją strategię — zanim skończysz zszywać górną połowę rany, dolna zagoi się sama. Połowa roboty — mądrze!”. Starszy rezydent poradzi młodszemu: „Naucz się być szybki teraz — później możesz nauczyć się być dobry”. Oczy wszystkich są zawsze zwrócone na zegarek. Dla dobra pacjenta: Jak długo pacjent był pod znieczuleniem? Podczas długich zabiegów nerwy mogą ulec uszkodzeniu, mięśnie mogą się załamać, a nawet spowodować niewydolność nerek. Dla dobra wszystkich innych: O której godzinie stąd wyjdziemy dzisiaj wieczorem?
Istnieją dwie strategie skracania czasu, jak u żółwia i zająca. Zając porusza się tak szybko, jak to możliwe, jego ręce rozmazują się, instrumenty brzęczą, upadając na podłogę; skóra zsuwa się jak zasłona, płat czaszki ląduje na tacy, zanim opadnie pył kostny. Ale otwór może wymagać poszerzenia o centymetr tu i tam, ponieważ nie jest optymalnie umiejscowiony. Żółw postępuje rozważnie, bez zbędnych ruchów, mierząc dwa razy, tnąc raz. Żaden etap operacji nie wymaga ponownego przeglądania; wszystko przebiega w uporządkowany sposób. Jeśli zając popełni zbyt wiele drobnych błędów i będzie musiał ciągle się dostosowywać, wygrywa żółw. Jeśli żółw spędza zbyt dużo czasu na planowaniu każdego kroku, wygrywa zając.
Zabawne w czasie spędzonym na sali operacyjnej, niezależnie od tego, czy pędzisz jak szalony, czy pędzisz miarowo, jest to, że nie czujesz, że upływa. Jeśli nuda jest, jak argumentował Heidegger, świadomością upływu czasu, to w tym przypadku jest odwrotnie: intensywne skupienie sprawia, że wskazówki zegara wydają się arbitralnie ustawione. Dwie godziny mogą wydawać się minutą. Gdy tylko założony zostanie ostatni szew i opatrzona rana, normalny czas nagle zaczyna płynąć na nowo. Prawie słychać słyszalny świst. Wtedy zaczynasz się zastanawiać: Ile czasu minie, zanim pacjent się obudzi? Ile czasu minie, zanim rozpocznie się kolejny przypadek? Ilu pacjentów muszę wcześniej przyjąć? O której godzinie wrócę dziś do domu?
Dopiero po zakończeniu ostatniej sprawy czujesz długość dnia, ociężałość kroku. Te ostatnie kilka zadań administracyjnych przed wyjściem ze szpitala, jakkolwiek daleko po południku się znajdowałeś, przypominało kowadło. Czy mogliby poczekać do jutra? Nie. Westchnienie i Ziemia znów zaczęła się obracać w stronę Słońca.
Ale lata, zgodnie z obietnicą, minęły jak z bicza strzelił. Sześć lat minęło błyskawicznie, ale potem, zmierzając do objęcia stanowiska ordynatora, rozwinął się u mnie klasyczny zestaw objawów – utrata wagi, gorączka, nocne poty, nieustanny ból pleców, kaszel – wskazujący na szybkie potwierdzenie diagnozy: przerzutowy rak płuc. Tryby czasu zatarły się. Chociaż udało mi się dotrwać do końca rezydentury dzięki leczeniu, nastąpił nawrót choroby, przeszedłem chemioterapię i musiałem znosić długotrwałą hospitalizację.
Wyszedłem ze szpitala osłabiony, z chudymi kończynami i przerzedzonymi włosami. Teraz, niezdolny do pracy, zostałem pozostawiony w domu, by dojść do siebie. Wstanie z krzesła czy podniesienie szklanki wody wymagało skupienia i wysiłku. Skoro czas się wydłuża, gdy człowiek porusza się z dużą prędkością, to czy kurczy się, gdy porusza się prawie wcale? Musi: Dzień znacznie się skrócił. Całodniową aktywnością mogła być wizyta u lekarza albo wizyta przyjaciela. Resztę czasu spędziłem na odpoczynku.
Z powodu braku rozróżnienia między jednym dniem a drugim, czas zaczął wydawać się statyczny. W języku angielskim używamy słowa „czas” na różne sposoby: „jest 2:45” zamiast „przeżywam trudny czas”. Czas zaczął przypominać mniej tykający zegar, a bardziej stan bycia. Zapanował letarg. Skupiony na sali operacyjnej, układ wskazówek zegara mógł wydawać się dowolny, ale nigdy bez znaczenia. Teraz pora dnia nie miała już znaczenia, a dzień tygodnia niewiele.
Paul Kalanithi delektuje się chwilami spędzonymi ze swoją córką Cady.
Odmiana czasowników stała się niejasna. Która wersja była poprawna? „Jestem neurochirurgiem”, „Byłem neurochirurgiem”, „Byłem neurochirurgiem wcześniej i będę nim ponownie”? Graham Greene uważał, że życie toczy się w ciągu pierwszych 20 lat, a reszta to tylko refleksja. W jakim czasie gramatycznym żyłem? Czy przekroczyłem, niczym wypalona postać Greene’a, czas teraźniejszy i wszedłem w czas przeszły dokonany? Czas przyszły wydawał się pusty i, na ustach innych, drażniący. Niedawno obchodziłem 15. zjazd absolwentów; wydawało mi się niegrzeczne odpowiadać na pożegnalne obietnice starych przyjaciół: „Do zobaczenia na 25!” słowami: „Prawdopodobnie nie!”.
A jednak w naszym domu panuje dynamika. Nasza córka urodziła się kilka dni po tym, jak wypisano mnie ze szpitala. Z tygodnia na tydzień rozkwita: pierwsze przytulenie, pierwszy uśmiech, pierwszy śmiech. Jej pediatra regularnie zapisuje jej wzrost na wykresach, zaznaczając postępy w czasie. Otacza ją jaśniejąca nowość. Gdy siedzi mi na kolanach uśmiechnięta, oczarowana moim bezdźwięcznym śpiewem, pokój rozświetla się blaskiem.
Czas jest dla mnie obosieczny: każdy dzień oddala mnie od dna ostatniego nawrotu raka, ale też przybliża mnie do kolejnego nawrotu – a w końcu do śmierci. Może później, niż myślę, ale na pewno wcześniej, niż bym sobie tego życzył. Wyobrażam sobie, że na tę świadomość istnieją dwie reakcje. Najbardziej oczywistą może być impuls do gorączkowej aktywności: „żyć pełnią życia”, podróżować, jeść, realizować mnóstwo zaniedbanych ambicji. Okrucieństwo raka polega jednak nie tylko na tym, że ogranicza czas, ale także energię, znacznie zmniejszając ilość, którą można zmieścić w ciągu dnia. To zmęczony zając, który teraz pędzi. Ale nawet gdybym miał energię, wolę bardziej żółwiopodobne podejście. Wlokę się, rozmyślam, a czasami po prostu trwam.
Każdy ulega skończoności. Podejrzewam, że nie jestem jedynym, który osiąga ten stan zaprzeszły. Większość ambicji zostaje albo spełniona, albo porzucona; tak czy inaczej, należą one do przeszłości. Przyszłość, zamiast drabiny ku celom życia, spłaszcza się w wieczną teraźniejszość. Pieniądze, status, wszystkie próżności, które opisał kaznodzieja z Księgi Koheleta, mają tak mało znaczenia: to pogoń za wiatrem, doprawdy.
Jednej rzeczy jednak nie da się pozbawić jej przyszłości: mojej córki, Cady. Mam nadzieję, że będę żył wystarczająco długo, by zachowała o mnie jakieś wspomnienie. Słowa mają długą żywotność, ja nie. Myślałem, że mógłbym zostawić jej serię listów – ale co by w nich naprawdę było? Nie wiem, jaka będzie ta dziewczyna, gdy skończy 15 lat; nie wiem nawet, czy zaakceptuje przezwisko, które jej nadaliśmy. Jest chyba tylko jedno, co mogę powiedzieć temu niemowlęciu, które jest całą przyszłością, na krótko nakłada się na mnie, którego życie, pomijając to, co nieprawdopodobne, jest już niemal przeszłością.
To przesłanie jest proste: kiedy nadejdzie jeden z wielu momentów w życiu, w których będziesz musiał zdać sprawę z siebie, sporządzić rejestr tego, kim byłeś, co zrobiłeś i co znaczyłeś dla świata, proszę, nie pomijaj faktu, że wypełniłeś dni umierającego człowieka sytą radością, radością nieznaną mi przez wszystkie poprzednie lata, radością, która nie pragnie coraz więcej, lecz spoczywa, zaspokojona. W tym czasie, właśnie teraz, to ogromna rzecz.


COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
11 PAST RESPONSES
The clarity and truth in his writing is truly amazing. He captures his sad and unfortunate journey with a logical bravery most will never know. His life should be made into a movie.
This is boring
🦁🦁🦁🦁🦁🦁🦁🦁
We reflect on things of the past we haven't done & look forward to be granted another chance to live a healthy & balanced life. We sober over past mistakes & resort to all chances to be healed....simply said, we focus to our Creator with the hope of getting extended life.
surgical skill is judged by his technique and his speed. Also his Ethics
I loved Paul Kalanmithi MD sharing his thoughts. Because I had an Out Of Body experience
in 1972 I have no fear of death.. I may fear that which leads up to my death but not death itself.
So beautiful. I've been recovering/relapsing from an eye surgery for the past three months. I am home, not working, restricted to about 10 minutes of computer time per day, my big outings are three 15-minute dog walks. Dr. Kalanathi's description of time is so perfect, so resonant. The days pass, deeper, flatter, no freneticism, nothing for it but to be in the moment. I am grateful that my state is not life threatening; I am grateful for Dr. Kalanathi's gorgeous prose and insights; I am saddened that his life ended so soon.
That was so moving when I started to read it I was praying that his
treatment would help him at least enjoy his daughter for a few years
yet. It just shows that the simpler things in life like having a
beloved child can give you more joy than any material acquisition and
make every minute precious. Even though it is so sad that such a
wonderful man has left us it makes me realise that even though I am ill
muself I should savour and find beauty in each moment.
Brought tears to my eyes. I pray I may remember only those who gave me love in my final days.
That is also what old age is like
Beautifully written. Here's to us all allowing ourselves to be in moments of time and to appreciate the time we have in whatever way we spend our days that fulfill us and hopefully provide service to another.
What a lovely tribute to one man's life. Thanks, Stanford U., for sharing! God bless his family; Lucy and little Katy.