Back to Stories

Składanie Mapy

Kto by pomyślał, że pewnego dnia mapy staną się przestarzałe, niechciane, niekochane, gnijące pod stosami książek telefonicznych, magnetowidów i ryzami papieru do pisania?

Rozłożyć mapę to rozwinąć przygodę. Posłuchaj uważnie, jak wygładzasz te wytarte zagięcia, a usłyszysz trzask żagli nad idealnie błękitnym oceanem. Zamknij oczy, a poczujesz jednostajny, narastający rytm pociągu odjeżdżającego ze stacji. Twoja mapa to Twój bilet. Siedzenie przed rozłożoną mapą, kreśląc nierówne linie nietkniętej drogi, to poczucie małości i pokory. Ten świat jest ogromny, ledwo poznawalny, a nasz czas tutaj już się kończy.

Uwielbiałam mapy od najmłodszych lat i moje dni były nimi wypełnione. W szkole mieliśmy mapy na piórnikach, mapy czekające na okładkach zeszytów. Mieliśmy mapy zwinięte i czające się nad tablicami, czekające na zerwanie. Mieliśmy nawet globusy, którymi kręciliśmy wielokrotnie z zamkniętymi oczami, aby określić, gdzie będziemy mieszkać, gdy dorośniemy (często, co rozczarowujące, na środku Oceanu Spokojnego). Kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, kim jesteśmy, mapa przynajmniej mogła nam powiedzieć, gdzie jesteśmy, a to było ciepłe i pocieszające.

Zaledwie kilka wieków temu kartografowie byli bohaterami pokolenia; adorowani przez królów, rozpieszczani przez budowniczych imperiów i strategów wojskowych. Pierwsi kartografowie z Indyjskiego Instytutu Badawczego pracowali w ukryciu, używając buddyjskich paciorków modlitewnych do liczenia kroków, przebrani za mnichów. Sednem kartografii jest ciekawość, pragnienie odkrywania otaczającego nas świata. Jeśli wiedza to potęga, to siła nieznanego jest jeszcze większa.

Nigdy nie wyobrażałem sobie, że pewnego dnia mapy staną się czymś, czego nikt już nie będzie używał. Przestarzałe, niechciane, niekochane, gnijące pod stosami książek telefonicznych, magnetowidów i ryz papieru do pisania.

Rozumiem urok systemów nawigacji satelitarnej – smartfon z odbiornikami GPS i mapami może dać poczucie niezwyciężoności na otwartej drodze. Rozumiem nawet, dlaczego niektórzy twierdzą, że te urządzenia to kolejny logiczny krok w kartografii. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby duch kapitana Jamesa Cooka uśmiechał się do duszy osoby, która upiera się przy korzystaniu wyłącznie z nawigacji krok po kroku. Że pochwalałby ideę, by eksploracja została zredukowana do podania celu podróży, kompresując nasz świat do nieporęcznej gry wideo.

Najlepsze podróże to nie te, w których podążasz za migającą strzałką, ale te, w których wrzucasz mapę do torby i liczysz na to, że wszystko pójdzie dobrze. Jadąc z pogniecionym i kruchym towarzyszem, jesteś zmuszony rozglądać się raz po raz. Aby porównać to, co jest na papierze, z tym, co widzisz. Wiesz, że mapa to potężne narzędzie, ale wiesz też, że to nie wystarczy. Składana mapa nigdy nie ośmieliłaby się oszacować czasu dotarcia do celu. Wie, że ważną częścią podróżowania jest to, aby nigdy nie być zbyt pewnym niczego.

Kiedy wpatrujemy się w nasze urządzenia i pędzimy przez świat w sposób niezwykle wydajny, zapominamy o najważniejszym aspekcie naszej egzystencji na tej wodnej planecie. O nawiązaniu kontaktu z innymi ludźmi, którzy są tu z nami. Jak nawet najtwardsze serce może nie zostać poruszone, gdy obcy przychodzą, by pomóc i wskazać drogę, gdy się gubisz? Ludzie, którzy patrzą na ciebie z ciekawością i zadowoleniem, że się poznaliście. Chociaż nigdy więcej się nie zobaczycie, chociaż nie macie nic do zaoferowania w zamian.

Kiedy ktoś rysuje dla ciebie mapę – serię linii na drobnym czerwonym piasku przy drodze lub nieczytelne siatki na odwrocie paragonu – pokazuje ci, jak postrzega ten świat. Ręcznie narysowana mapa jest cenna i wyjątkowa. To sposób na odkrycie, że ten świat jest piękny i dziwny. Trudno opisać go obcym i nigdy nie jest identyczny dla dwóch osób.

Zaufanie do GPS-u oznacza zapomnienie o kruchości i wzajemnych powiązaniach naszego świata. Baterie się rozładowują, sieci znikają, a nawet najbardziej niezawodne gadżety zawiodą bez powodu. Samotny satelita krążący wokół naszej planety nie przejmuje się powalonym na drogę drzewem, pękniętą rurą wodociągową, niekończącym się orszakiem weselnym z panem młodym na koniu.

Złożona mapa to piękno – ciche i dostojne. Istnieje, by przypominać, że świata nie da się złożyć. Jego cudów trzeba doświadczać i odkrywać, a nie wyjaśniać. Z każdym złym skrętem wytrząsasz przygodę z kieszeni. Ta podróż dopiero się zaczyna.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Julie Cochrane Nov 11, 2014

Snigdha, I thoroughly enjoyed reading this! Beautifully written. It opened up my closet of long-ago memories, and I happily immersed myself in them. Maps did indeed take pride of place in my childhood ... I think we must have had the same pencil box! I remember many a long car trip with Dad unfolding the road map and running his finger along the road to be taken, and once we were on our way, Mum reading out loud the 'Interesting Facts' catalogued beside every town on the map through which we would pass. I have a large map pinned on the wall of my grandchildren's playroom, and we often stand on front of it and talk about all the different colourful countries - I want them to grow up understanding their place in a larger context. Thank you for sharing. (I'm still smiling ... )

User avatar
Dave Nov 11, 2014

Thank you for an inspiring account of hope... for me at least. I'd forgotten how wonderful it feels to collect maps for an upcoming trip, getting all excited and overwhelmed and in the end just flying by the seat of my pants. Long ago I'd done just that, I traveled halfway around the world with just my bike and whatever I could stuff in the carriers. I had maps and I really enjoyed looking at them but the memories I have now (30 years later) are of the people I met when I wasn't looking at the map. This story has stirred feelings of exploration and adventure and going on a walk-about. I am going to make a point of doing just this... in my own neighborhood.

User avatar
Kristin Pedemonti Nov 11, 2014

Thank you! As a Storyteller and a Traveler, I always make sure to have Wanderings wherever I go. These are the times when I meet the most amazing people or discover a wonderful unexpected experience, a tiny cafe or a beautiful beach or a food festival because I spoke with the woman seated next to me on the train in Italy from Pistoia to San Gimiangano. So many amazing delights await us when we lift our heads out of technology and SEE.

User avatar
Steve Saenz Nov 11, 2014

This piece is beautifully written, Ms. Manickavel. Your writing "sings" and touches my heart. Thank you.

User avatar
Stephanie Nov 11, 2014

I appreciate this so much. My husband and I make a point to take a vacation, some time, each year where we travel to a new and unknown place with no plans, hotels, places to stay, etc. We travel through the area getting to know the local people in those places. Through the connections with people while we are traveling, we find ourselves drawn to one place or another and stay where we find the strongest connections. We spend time with the people we meet. We enjoy the local food, the local attractions but most of all the local people. They are our best times away and are completely intent on simply connecting with others around us. We meet WONDERFUL people each trip and both return home with a greater sense of calm and connectedness. This particular note put a smile on my face just remembering how amazing it is to wander, to simply be and to simply connect.