Mahatma Ghandi powiedział kiedyś „bądź zmianą, którą chcesz zobaczyć na świecie”. W tym tygodniu Margaret O'Keeffe spotyka inspirującego biznesmena, który wykorzystał przeszkody jako środek do stworzenia pozytywnej zmiany dla siebie i swojej społeczności.
„W środku zimy odkryłem, że jest we mnie niezwyciężone lato. I to mnie uszczęśliwia. Bo mówi, że bez względu na to, jak mocno świat mnie atakuje, we mnie jest coś silniejszego – coś lepszego, co odpycha mnie z powrotem.” - Albert Camus
Od wielu lat spaceruję po półdzikim terenie Hampstead Heath w Londynie. Jedna z dróg, którymi wchodzę na wrzosowisko, zaczyna się przy wyjściu ze stacji kolejowej. W 2008 roku za nią rozciągał się duży pas nieużytków, z widokiem na tory. Był pełen śmieci i miał okropną płytę betonową z graffiti na środku. Przy sporadycznych okazjach, po tym jak zapomniałem go ominąć, pytałem siebie, dlaczego „nikt nic nie zrobił”. I, jak wielu innych, nadal przechodziłem obok z poczuciem oburzenia. Na początku tego roku miałem spotkanie niedaleko stacji. Gdy przygotowywałem się do odwrócenia wzroku, to, co zobaczyłem kątem oka, sprawiło, że opadła mi szczęka.

Każdy z nas ma jakieś pustkowie, rzeczywiste lub metaforyczne, z którym musi się zmierzyć.
Zamiast zdewastowanego pustkowia byłam oszołomiona widokiem mnóstwa tulipanów, żonkili, róż, kamelii, stawu, wykwintnych drewnianych grzęd i pięknie zagospodarowanego terenu idealnego na małe spotkania. Znak przymocowany do barierki z napisem „Witamy w Ogrodzie Pokoju Świata” przywołał mnie do środka. Mała dziewczynka podskakiwała na jednej ze ścieżek, podczas gdy jej matka szła nad nią na poziomie ulicy. Dzwonki zadzwoniły nad głową i wkrótce znalazłam się obok drzewa z gałęziami wypełnionymi małymi papierowymi etykietami migoczącymi na wietrze. Każda z nich zawierała ręcznie napisane życzenie dotyczące tego, „ jak chcę, aby wyglądał świat, gdy dorosnę”. Później dowiedziałam się, że zostały przymocowane przez dzieci z 3 lokalnych szkół i że to było „Drzewo Nadziei”. Musiałam się oderwać.
Gdy wychodziłem, zobaczyłem mężczyznę, którego widywałem w okolicy od czasu do czasu, i zapytałem : „Czy wiesz, kto odpowiada za to magiczne miejsce?”. Jonathan Bergman uśmiechnął się do mnie znacząco i powiedział: „Tak – ja, z pomocą wielu innych”.
Jonathan, obecnie agent nieruchomości, przez 20 lat był aktorem teatralnym. Dawne pustkowie znajdowało się dokładnie naprzeciwko jego biura. Widział je każdego dnia, tak jak ja, niczym brzydką plamę na krajobrazie. Pewnego dnia dołączył do mężczyzny, który pochylał się nad barierką i patrzył na śmieci. Jonathan powiedział : „To okropne, prawda?” . Obaj stali tam, kręcąc głowami. Wtedy drugi mężczyzna powiedział: „Co powiesz na to, żeby to przekazać społeczności?”. Jonathan początkowo uważał to za szalony pomysł, ale jakoś udało się zasiać ziarno. „Próbowałem nabyć tę ziemię za darmo – nic dziwnego, że to nie zadziałało” (śmieje się).
Należał do spółki nieruchomości. Własność została sprzedana blokowi mieszkańców, a umowa dzierżawy była zbyt krótka, aby zainteresować potencjalnych darczyńców. „Pierwotnie dostałem pozwolenie na uporządkowanie tego, ale było tam pełno szczurów i chciałem zmienić pewne rzeczy”. Po 3 latach negocjacji z właścicielami i lokalnymi radnymi Jonathan kupił to z pomocą 4 innych osób za 25 tys. funtów. Dr Chhaganbhai, właściciel lokalnego sklepu ze zdrową żywnością o nazwie Mistry, zgłosił się „ jak we śnie ”, aby pomóc sfinansować dokończenie budowy.
Założyli organizację charytatywną i postanowili skorzystać z pomocy architekta i projektanta koncepcyjnego. Zaproponowano ekran ogrodu wertykalnego i ścieżkę wśród drzew. Po uzyskaniu pozwolenia na budowę i przedstawieniu pomysłu lokalnej radzie wielu mieszkańców sprzeciwiło się projektowi. Pomimo obejrzenia tego samego wysypiska śmieci (które było opuszczone od ponad 100 lat) narzekali gorzko i faktycznie protestowali przeciwko projektowi. W miarę upływu miesięcy sprzeciw stawał się coraz większy.
Oryginalny projekt został odrzucony i przez kolejne dwa lata pojawiały się wszelkiego rodzaju sprzeciwy. „Chcieli naturalnego ogrodu, a nie spaceru po drzewach”. Jonathan i jego partnerzy prawie się poddali.
Pewnej niedzieli Jonathan postanowił podnieść śmieci. „Po prostu znudziło mnie patrzenie na ten pas ziemi, na którym ludzie rzucają śmieci”. Pewnego ranka przybył tu lokalny mieszkaniec i buddysta o imieniu Nick Evans z kilofem i powiedział: „Właśnie kupiłem ten kilof i chciałbym go wypróbować”. Później Tony Panayiouto, ogrodnik/projektant krajobrazu (i buddysta z innej tradycji!) wpadł i powiedział: „Potrzebujesz pomocy?”
Potem Heath Hands Society przyjechało na jeden dzień, aby zrobić gruntowne porządki. Okazało się, że pierwotny mężczyzna przy barierkach (Michael Wardle) jest inżynierem lądowym i projektantem. Zaoferował pokrycie betonu drewnem, stworzenie schodów i zbudowanie platformy, która jest teraz używana do recitali muzycznych, odczytów poezji, jogi i wielu innych spotkań.
„Ludzie zaczęli się dokładać i dawali nam meble. To był całkowicie organiczny proces. Uprawialiśmy ziemię, robiąc rzeczy, które nie wymagały pozwolenia. I dzięki tej opozycji stworzyliśmy ten piękny ogród. Gdyby nie opozycja, nie byłby tym, czym jest dzisiaj”.
Pomimo piękna ogrodu, Jonathan najbardziej odczuwa fakt, że łączy on ludzi. Wymienia różne rodzaje ludzi, którzy odwiedzają ogród: „mieszkańcy, lekarze, poeci, pacjenci, muzycy, osoby grające w szachy, opiekunowie, artyści, medytujący, sklepikarze, osoby praktykujące Qi Gong, orkiestra dęta, członkowie lokalnych kościołów i synagog, dzieci w wieku szkolnym…”
Kiedy kolega zasugerował zmianę nazwy z Peace Garden na „World Peace Garden”, Jonathan uznał to za absurdalnie ambitne. Jednak po uzgodnieniu nazwy, United Nations Association przekazało projektowi 6000 funtów na rzecz harmonii i zrozumienia.
Ogród stał się sanktuarium i inspirującym miejscem spotkań dla ludzi o różnych wyznaniach. Stanowi również wspaniałą okazję dla sąsiadów do wspólnego realizowania małych projektów wspierających utrzymanie tego miejsca. Artystka i mówczyni Eva Schloss (przyrodnia siostra Anny Frank) zasadziła drzewo wiśni i rozmawiała z dziećmi w ogrodzie o życiu w obozach i swojej relacji z Anną. Teraz w Dzień Micwy czasami nawet 60 wolontariuszy różnych wyznań przybywa, aby sadzić i oczyszczać teren wraz z lokalnymi mieszkańcami.
Niedawno Transport For London (TFL) zapytał, czy osoby zaangażowane w World Peace Garden mogłyby pomóc w stworzeniu „Energy Garden” na stacji kolejowej. Ambicją jest, aby wyglądał jak przedłużenie samego Hampstead Heath. Ma być prowadzony przez TFL wraz z Groundwork. Ich celem jest pomoc 50 stacjom kolejowym w zazielenieniu się roślinami (zarówno jadalnymi, jak i ozdobnymi). Groundwork będzie współpracować z lokalnymi szkołami, a ludzie ze społeczności zostaną zaproszeni do sadzenia warzyw.
Zapytałem Jonathana, dlaczego trzymał się projektu w pierwszych latach, mimo wszystkich przeciwności. Przyznaje, że przez jakiś czas było bardzo ciężko „oczywiście miałem wątpliwości, ale rozwijam się w wyzwaniach, a nierobienie niczego w związku z czymś nie sprawia, że to znika!”.
Pamięta jedno szczególne popołudnie w początkach, kiedy w ulewnym deszczu dostarczono mu worki z wiórami drzewnymi. Kilku facetów piło kufle w pubie po drugiej stronie ulicy i rechotało na myśl o tym, że Jonathan zmoknie, rozkładając wióry na ziemi. „Im więcej się śmiali, tym więcej łopatą odgarniałem” . Mówi, że dbanie o ten ogród odmieniło jego życie.
„W niedzielny poranek to jak praca w ogrodzie klasztornym. Nauczyłem się wiele, kopiąc i podlewając. To świetna medytacja, która wydobywa to, co najlepsze we mnie i innych ludziach”. Dziś przyznaje, że nie była to tylko szlachetna walka o upiększenie pustkowia. Z perspektywy czasu widzi, że był to w rzeczywistości proces rozwoju osobistego, który pozwolił mu stawić czoła własnym demonom.
„To była inna podróż. To ja walczyłem. Potrzebowałem spokoju. Teraz zdaję sobie sprawę, że mogę zmienić siebie, ale nie mogę zmienić ciebie. W trakcie tej ogrodniczej przygody dowiedziałem się, że będąc bezpośrednio zaangażowanym, dowiedziałem się czegoś o sobie. Stałem się lepszym człowiekiem. Kiedy jestem wewnętrznie lepszy, ma to wpływ na innych. Ostatecznie ja i społeczność wspólnie stworzyliśmy coś, co wszyscy kochamy”.
Ostatecznym celem jest inspirowanie do tworzenia ogrodów pokoju w dowolnym miejscu, aby społeczności mogły się spotykać: to małe, łatwe w zarządzaniu miejsca, do których ludzie mogą przychodzić i łagodzić trudy codziennego życia.
Każdy z nas ma jakieś pustkowie, z którym musi się zmierzyć, czy to prawdziwe, czy metaforyczne. Co uderza mnie w dość heroicznej historii Jonathana, to ogromna siła wytrwałości w obliczu przeciwności losu. Ghandi jest często cytowany jako mówiący „bądź zmianą, którą chcesz zobaczyć”. Stało się to tak powszechnym refrenem przywódców, że wielu z nas zapomina o jego wewnętrznym znaczeniu.
Jonathan intuicyjnie zrozumiał, że walka o oryginalny projekt ogrodu nie przyniesie spokoju jemu ani innym. Zrobił, co mógł i powoli, w miarę jak zewnętrzne (i wewnętrzne) śmieci były usuwane, a nasiona sadzone, wchodził w większą harmonię z samym sobą. Kiedy pracował nad własnym spokojem ducha, odbiło się to na tym ogrodzie, a inni w rezultacie zostali zainspirowani, by do niego dołączyć.
Każda podróż przywódcza ma swoje wyzwania. Dla mnie jest to przypomnienie, aby traktować przeszkody jako paliwo do podnoszenia poprzeczki w kierunku czegoś lepszego. Albo, jak mówi Jonathan, gdy robi się ciężko, po prostu dalej łopatą! Wcześniej czy później możemy być zaskoczeni, a może nawet zdumieni, ile światła możemy stworzyć z ciemności.
W czasach zamętu, w których żyjemy, nie wyobrażam sobie lepszego momentu na zastanowienie się nad ideą działalności charytatywnej Jonathana:
Ogród Pokoju na Świecie w Camden to okazja, by na chwilę oderwać się od codziennych zajęć i pomyśleć o świecie, w którym poszanowanie życia i dążenie do pokoju w każdym aspekcie ma większy sens niż podkreślanie podziałów między narodami i toczenie wojen.
![adultangels[6] kopia](http://www.wearesalt.org/wp-content/uploads/2016/07/adultangels6-copy.jpg)
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
Glorious, glorious, glorious! Thank you, Jonathan!
Here's to perseverance and the inner as well as outer journey! <3