Back to Stories

Nadzwyczajnie Oddane życie Lynne Twist

„W naszej pracy w Conscious Company poznajemy wielu niesamowitych, potężnych liderów — a jednak niektórzy ludzie wyróżniają się jeszcze bardziej z tej elitarnej grupy. Lynne Twist jest jedną z tych osób. Jest rzadkim połączeniem motywacji i zabawy; elastycznej, a jednocześnie jasnej. Wnosi laserowo ostre skupienie do życia zgodnie ze swoimi wartościami. Jest nieugięta w dążeniu do zmiany marzenia o nowoczesnym społeczeństwie i nie polega to tylko na gadaniu — jest autentyczna w codziennym życiu. Widzi sedno wartości każdej osoby, z którą jest, niezależnie od tego, czy jest miliarderem, czy biednym sierotą (a spędziła mnóstwo czasu z każdym z nich). Jeśli jesteś z nią, ona jest z tobą i chce cię poznać”. Czytaj dalej, aby zapoznać się z wywiadem z Lynne Twist, w którym opowiada o życiu pełnym zaangażowania, o tym, jak założyła Pachamama Alliance, o mądrości ludu Achuar, o byciu świadomym liderem i o tym, jak stawianie czoła wypaleniu jest zaproszeniem do głębokiego połączenia się ze Źródłem.

Opowiedz nam trochę o tym, kim jesteś, co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu i jak wpłynęło to na Twoją karierę zawodową.

Lynne Twist: Nazywam siebie proaktywistką. Mam na myśli aktywistkę za, a nie przeciw. Przyciąga mnie wizja.

Lubię nazywać siebie osobą, która żyje oddanym życiem, życiem, w którym moje zobowiązania mnie ukształtowały — zobowiązania, których nigdy nie mógłbym zrealizować w swoim życiu, sposoby bycia i życia, które nas wszystkich popychają do przodu. Kiedy żyjesz oddanym życiem, twoje własne małe pragnienia zaczynają stawać się małostkowe. Schodzą na dalszy plan, a twoje zobowiązania budzą cię rano i mówią ci, co masz na siebie włożyć, z kim się spotkać, dlaczego iść tu lub tam.

Dało mi to najbardziej niesamowitą podróż. Pracowałam u stóp Matki Teresy. Byłam na inauguracji Nelsona Mandeli. Byłam w RPA ostatniego dnia apartheidu. Nie mogłam zaplanować tego, co mi się przydarzyło. A teraz pracuję z laureatkami Pokojowej Nagrody Nobla, które są kobietami, jestem współzałożycielką Pachamama Alliance, jestem prezeską Soul of Money Institute i robię różne rzeczy, jak wy wszyscy.

Przede wszystkim jestem wdzięczna za zobowiązania większe niż moje małe życie, w którym jestem główną gwiazdą, i które dały mi ścieżkę, która okazała się wielkim darem.

Czy może nam Pan powiedzieć coś więcej na temat tych zobowiązań?

LT: [Pod koniec lat 70.] zaangażowałam się w The Hunger Project . Całkowicie i całkowicie poświęciłam się — można powiedzieć, że obsesyjnie — zakończeniu głodu na świecie. To była ogromna zmiana w moim życiu: od bycia mamą i nauczycielką zastępczą, wspierania mojego męża Billa i posiadania trójki małych dzieci do bycia kimś, kto naprawdę zajął się zakończeniem głodu na świecie.

To było moje pierwsze wielkie zobowiązanie, które ukształtowało i zdeterminowało moje działania, moje życie, mój sposób bycia. Aby być godnym tego rodzaju zobowiązania, musiałem stać się kimś, kim nie wiedziałem, że kiedykolwiek będę mógł się stać.

Nowszym zobowiązaniem jest Pachamama Alliance . Mamy piękne oświadczenie, część naszej misji, które uważam teraz za swoje zobowiązanie: stworzyć ekologicznie zrównoważoną, duchowo spełniającą i społecznie sprawiedliwą ludzką obecność na tej planecie.

Moim drugim ważnym zobowiązaniem jest ciągłe robienie wszystkiego, co w mojej mocy, aby ułatwić realokację światowych zasobów finansowych od strachu w stronę miłości.

Opowiedz nam o tym, jak doszedłeś do podjęcia takiego zobowiązania i jakie pierwsze kroki podjąłeś, gdy już zdałeś sobie sprawę z tego, jakie zobowiązanie zamierzasz podjąć.

LT: Najłatwiej jest mówić o Pachamama Alliance. Powstał 22 lata temu. Byłem głęboko zaangażowany w walkę z głodem na świecie. Moja energia była skupiona na Afryce Subsaharyjskiej, Bangladeszu, Sri Lance — miejscach takich jak te. W ogóle nie myślałem o lasach deszczowych Amazonii ani problemach środowiskowych.

W 1994 roku zrobiłem przysługę mojemu przyjacielowi Johnowi Perkinsowi i wziąłem krótki urlop od pracy w Hunger Project w Afryce i Azji, aby pojechać do Gwatemali i przeszkolić dyrektora ds. rozwoju tamtejszej organizacji. Skończyliśmy razem na ceremonii szamańskiej, mojej pierwszej w życiu.

Podczas tej ceremonii poproszono nas, abyśmy położyli się wokół ognia. Szaman nie użył żadnych leków. Powiedział nam, abyśmy zamknęli oczy, posłuchali jego głosu i podróżowali. Myślałem, że to oznaczało przyjemną, długą drzemkę.

Ale nie: śpiewy, bębnienie, nocne powietrze, trzaskający ogień... Zacząłem czuć się w odmiennym stanie. Zacząłem czuć, jak moje prawe ramię trzęsie się i zmienia w coś, co wkrótce stało się gigantycznym skrzydłem. Potem moje lewe ramię. Potem poczułem, jak ta dziobata rzecz wyrasta mi na twarzy i absolutnie musiałem latać.

Zacząłem się unosić na tych gigantycznych skrzydłach i zacząłem lecieć w nocne niebo w stronę gwiazd. Nic nie mogło mnie powstrzymać przed lataniem. Nie mogłem tego nie zrobić. Potem zrobiło się świt, spojrzałem w dół i leciałem w zwolnionym tempie nad rozległym, niekończącym się lasem zieleni. Wtedy te bezcielesne twarze mężczyzn z pomarańczowym, geometrycznym malowaniem twarzy i żółtymi, czerwonymi i czarnymi koronami z piór na głowach zaczęły unosić się w górę, wołając ptaka w dziwnym języku i znikając z powrotem w lesie. To trwało i trwało i trwało.

Pamiętam, że przestraszyłem się głośnego uderzenia w bęben, usiadłem i zdałem sobie sprawę, że nie jestem ptakiem, jestem człowiekiem, rozejrzałem się dookoła, a ogień zamienił się w żar. Byłem całkowicie zdezorientowany. Obeszliśmy krąg i dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, a każda osoba — było nas 12 — stała się zwierzęciem, z wyjątkiem jednej kobiety, która zasnęła i śniła o swoich wnukach. To było dziwne, osobliwe i cudowne.

Kiedy nadeszła moja kolej, opowiedziałem historię, którą właśnie ci opowiedziałem, a potem poszła do Johna, który opowiedział historię niemal identyczną do mojej. Szaman zakończył rytuał, odprawił wszystkich innych i posadził Johna i mnie. Powiedział nam, że jesteśmy komunikowani, że to nie jest normalna podróż, że ktoś do nas dociera i że musimy do niego pójść.

Wziąłem urlop od walki z głodem na świecie. Nie miałem czasu na ten pomysł. Ale John Perkins był całkowicie w to zaangażowany. Powiedział: „Lynne, wiem, kim oni są. Wiem, gdzie są. Byłem właśnie z ludem Shuar w południowo-środkowej Amazonii w Ekwadorze. Przybyła grupa wojujących Achuarów; powiedzieli Shuarom: „Jesteśmy gotowi na kontakt. Zaczniemy go szukać”. To są kultury marzeń, Lynne, tak się komunikują. To Achuarowie, rozpoznaję farbę na twarzy, rozpoznaję nakrycia głowy. Musimy iść”.

I powiedziałem: „Jesteś kompletnie szalony. Nie zrobię tego. Mam spotkanie w Ghanie. Jestem cały o Afryce”. Więc powiedział: „Zobaczysz. Nie dadzą ci spokoju, dopóki nie pojedziesz”. Pomyślałem: „Wiesz, on jest miłym facetem i w ogóle, ale jest trochę dziwny”.

Więc pojechałem do Ghany. Jestem z moimi kolegami z Hunger Project, siedzimy przy stole, pięciu mężczyzn i trzy kobiety. Nie prowadzę spotkania, dzięki Bogu. W pewnym momencie mężczyźni, tylko mężczyźni, zaczynają mieć pomarańczową geometryczną farbę na twarzach na niebiesko-czarnych twarzach. To po prostu zaczyna się pojawiać. I wszyscy rozmawiali dalej, jakby to się nie działo. Pomyślałem: „O mój Boże. Zwariowałem”.

Przepraszam, idę do damskiej toalety, ogarniam się i wracam. Wszyscy są normalni. Nadal rozmawiają. Potem może dziesięć minut później to samo się dzieje i po prostu wybucham płaczem. Myślałam, że straciłam rozum. Powiedziałam wszystkim: „Czuję się bardzo źle. Muszę wrócić do Stanów. Za dużo stref czasowych, za dużo podróży, bardzo mi przykro. Nie mogę zostać, wracam do domu”.

Wsiadłam do samolotu i przez całą drogę twarze po prostu nadchodziły. Byłam wrakiem, kiedy wróciłam do domu. Powiedziałam mężowi, ale nie tak, jak mówię tobie, ponieważ nie sądziłam, że to prawda. Powiedział po prostu: „Potrzebujesz przerwy”, co faktycznie zrobiłam.

Ale to się nie skończyło. Potem było to stałe, zdarzało się każdego dnia. Jechałem przez hrabstwo Marin, zatrzymałem się i po prostu zacząłem szlochać. Pomyślałem: „Nie wiem, co robić” i próbowałem skontaktować się z Johnem Perkinsem, ale był z powrotem w Amazonii. W końcu wrócił do domu, nie potrafię powiedzieć, ile faksów. Zadzwonił do mnie i powiedział: „Czekają na nas. To Achuar, musimy do nich pójść”.

Poprosili Johna i mnie, abyśmy w tym śnie zaprosili 12 osób, w tym nas samych — ludzi o globalnym głosie, o otwartych sercach, ludzi, którzy wiedzą, że las deszczowy ma kluczowe znaczenie dla przyszłości życia, ludzi, którzy wiedzą, że rdzenni mieszkańcy posiadają mądrość niezbędną do przetrwania rodziny ludzkiej, ludzi, którzy szanowaliby metody szamanów.

Wybraliśmy 10 innych osób, w tym mojego męża Billa, pojechaliśmy do Quito i polecieliśmy małymi samolotami na terytorium Achuar, wylądowaliśmy na pasie ziemi w pobliżu rzeki. Gdy już wszyscy tam byliśmy, [prawdziwi ludzie Achuar] wyszli z lasu z pomarańczowymi, geometrycznymi malunkami na twarzach; wszyscy mieli na sobie czarne korony z piór i włócznie. To był początek spotkania, które zmieniło moje życie, oczywiście, i stało się Sojuszem Pachamama.

Powiem jeszcze jedną rzecz na ten temat. Podczas tego pierwszego spotkania powiedzieli na swój sposób: „Jeśli przyszedłeś nam pomóc, mimo że zaprosiliśmy cię tutaj, nie marnuj czasu. Ale jeśli wiesz, że twoje wyzwolenie jest powiązane z naszym, to pracujmy razem”.

Chłopcy Achuar w Ekwadorze; Zdjęcie: Andy Isaacson

Kiedy poczułeś to powołanie, jak właściwie stworzyłeś Pachamama Alliance? Czym ono jest i jakie były niektóre z namacalnych pierwszych kroków, kiedy usłyszałeś wezwanie do zaangażowania? Co należy zrobić dalej?

LT: Podoba mi się słowo „wezwanie”, ponieważ to jest naprawdę powołanie, a było to powołanie z lasu, od ludu Achuar. Chcieli wiedzieć, jak poruszać się po świecie zewnętrznym. Wiedzieli, że kontakt jest nieunikniony, więc zainicjowali go na swoich warunkach i na swoim terytorium.

Zgodziliśmy się ich wspierać przez jakiś czas. Tworzyli polityczną federację, aby mogli się utożsamiać z tym, czego się uczyli, czyli rządem kraju, w którym się znajdowali, co na początku niewiele dla nich znaczyło; „Co to jest Ekwador? Żyjemy w lesie deszczowym”.

Ale żeby zachować swoją ziemię, terytorium i kulturę, nie tylko dla siebie, ale dla przyszłości życia, musieli wiedzieć, że mieszkają w Ekwadorze. Musieli wiedzieć o tej dziwnej rzeczy zwanej pieniędzmi, która trzyma współczesny świat całkowicie za gardło. Nawet nie wiedzieli, że coś takiego istnieje — mówili nam: „Nie można na to polować, nie można tego jeść, po co ktokolwiek tego chce?”

Zasadniczo mieliśmy zamiar finansować ich rodzącą się federację polityczną przez rok, może dwa. Wymagało to na przykład założenia linii telefonicznej w miasteczku na skraju lasu, co kosztowało pieniądze. Stworzyliśmy mały fundusz o nazwie „Przyjaciele Narodu Achuar”. Bill, mój mąż, powiedział, że otworzy dla nich konto bankowe i nauczy ich prostej księgowości. Wypłacał pieniądze co trzy miesiące i spotykał się z nimi, aby dowiedzieć się, jak mądrze obchodzić się z tą rzeczą zwaną pieniędzmi.

Im więcej pracowaliśmy z mocą amazońskiej puszczy deszczowej — tego wspaniałego, niesamowitego skarbu — tym bardziej zdawaliśmy sobie sprawę, że to wezwanie, które naszym zdaniem pochodziło od Achuarów, w rzeczywistości pochodziło od Achuarów z lasu, od ducha życia. Kiedy poczuliśmy, że to właśnie nas wzywa, wiedziałem, że to jest kolejny rozdział naszego życia. Bill był biznesmenem. Miał trzy firmy. Był bardzo zaangażowany w regaty jachtowe. Prowadziłem 50 krajów dla The Hunger Project. Mieliśmy dzieci. Nie mieliśmy na to czasu. Ale kiedy stało się jasne, że pochodziło to od tego ducha życia, nie mogliśmy tego nie zrobić.

Wydostanie się z The Hunger Project było tak trudne; to była praca mojego życia. Uratowało mnie to, że zachorowałem na malarię. Nie polecam tego, ale byłem osobą nie do zatrzymania. Byłem tak oddany temu, co robiłem, że byłem jak maniak. Ale miałem dwa szczepy w tym samym czasie i byłem naprawdę, naprawdę chory. Musiałem przestać — naprawdę przestać. To było dziewięć miesięcy choroby.

Zatrzymałem się na tyle długo, że zrozumiałem. Zobaczyłem, że to jest przyszłość życia, o której tu rozmawialiśmy. To nie było małe plemię w małym regionie w amazońskiej puszczy, to było coś o wiele większego, coś o wiele bardziej fundamentalnego.

Powiedzieli nam: „Najważniejszą pracą, jaką możecie wykonać, aby uratować Amazonię i nas wesprzeć, jest zmiana marzenia współczesnego świata; marzenia o konsumpcji, o nabywaniu. Ludzie nie mogą zmienić swoich codziennych działań, nie zmieniając tego, o czym marzą. Naprawdę musicie zmienić marzenie”.

Zrozumiałem, że to nie był nasz plan dla nas samych. Nie wiedzieliśmy nic o środowisku. Nawet nie myśleliśmy o Amazonii. To nie był nasz plan, ale to było tak wyraźnie nasze przeznaczenie. I poddaliśmy się temu.

Teraz stało się jasne, że ten region, do którego zostaliśmy wezwani, jest świętym źródłem całego systemu amazońskiego. To bijące serce systemu klimatycznego i absolutnie najbardziej zróżnicowany biologicznie ekosystem na Ziemi. Jest bezdrożny i dziewiczy do dziś, i absolutnie nie wolno go ruszać. Teraz, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy na środku niczego, że jesteśmy w sercu wszystkiego, całkowicie poddaliśmy się tej pracy i rozpowszechniamy przesłania, których nauczyliśmy się od rdzennych mieszkańców 82 krajów.

Pracujemy w południowym Ekwadorze i północnym Peru z plemionami Achuar, Shuar, Shiwiar, Sápara i Kichwa. Zabieramy [obcych] do Amazonii. Mamy program o nazwie „ Przebudzenie marzyciela ”, który wprowadzamy do firm, aby obudzić ludzi [do idei, że biznes] może być zrównoważony pod względem środowiskowym, duchowo spełniający i społecznie sprawiedliwy. A teraz mamy Game Changer Intensive [8-tygodniowy kurs online oparty na darowiznach].

Aby trochę zmienić temat, porozmawiajmy o tym, jak udało ci się zostać takim liderem. Przede wszystkim, co dla ciebie oznacza świadome przywództwo?

LT: Myślę, że wszyscy próbujemy zrozumieć, co to jest. To pytanie i odpowiedź.

Jednym ze sposobów, w jaki sobie z tym radzę, jest to, że jeśli jesteś liderem, przewodzisz nawet wtedy, gdy nie chcesz. Duża część przywództwa to sposób, w jaki żyjesz, sposób, w jaki mówisz, sposób, w jaki myślisz, sposób, w jaki się zachowujesz, sposób, w jaki jesteś. Bycie świadomym liderem oznacza bycie uczciwym wobec wszystkich aspektów swojego życia. Kiedy masz zły dzień i nie masz ochoty przewodzić, sprawiasz, że inni mają zły dzień i nie mają ochoty przewodzić. Nie możesz nie przewodzić, gdy jesteś liderem. Cały czas dajesz przykład.

Nie uważam, że mam to, co można by nazwać prywatną przestrzenią, aby być zrzędliwym lub zrzędliwym. Nie sądzę, abym miał do tego prawo i kocham to w byciu świadomym lub zaangażowanym liderem. Kocham to, że zakres mojego przywództwa obejmuje moje życie osobiste.

Niektórzy ludzie by się z tym nie zgodzili. Powiedzieliby: „Naprawdę potrzebujesz swojego prywatnego czasu”. Ja też to mam, ale nawet tam czuję, że nie mam prawa być małym, małostkowym i nieodpowiednim, ponieważ jest to sprzeczne z tym, co reprezentuję. Tak więc nieustannym wyzwaniem świadomego lidera jest bycie wewnętrznie i zewnętrznie spójnym ze stanowiskiem, które zająłeś, wewnętrznie i zewnętrznie autentycznym i ciągłym wyrażaniem siebie w sposób, który rozwija nie tylko twoje umiejętności przywódcze, ale twoje umiejętności bycia coraz bardziej skutecznym człowiekiem.

Myślę, że świadomy lider to również ktoś, kto jest oddany czemuś o wiele większemu niż jego własne życie, o wiele większemu niż jego własna firma, oddany jakiemuś stanowisku lub wizji większej niż ta, którą może zrealizować w swoim życiu, więc jego tożsamość nie opiera się na tym. Gandhi i Martin Luther King Jr. i Nelson Mandela i Jane Goodall i ludzie, których naprawdę podziwiamy, są oddani czemuś większemu niż ich własne życie, a ich życie jest wkładem w to kontinuum, a nie ich tożsamości.

To daje ci powód, aby rozwijać siebie, a nie tylko chcieć być lepszym. Doskonalisz swoje życie, ponieważ wiesz, że to dar, który dostałeś, więc możesz go rozdawać.

Mówisz, że nie ma miejsca na bycie małym lub małostkowym. Ta idea brzmi tak kusząco, ale w praktyce jest tak daleka od rzeczywistości dla większości z nas. Jak do tego doszedłeś? Jak udaje ci się cały czas zachowywać tę integralność w praktyce?

LT: Nie chodzi o to, że nie jestem drobiazgowy, zrzędliwy czy mały. Nie powiedziałem, że nigdy taki nie jestem, ale że wiem, że nie mam prawa być taki. Nie mam do tego prawa. Wszyscy mamy okazję, przywilej, obowiązek dawania z siebie wszystkiego w życiu. Ktoś, kto jest oddany ekologicznie zrównoważonej, duchowo spełniającej, społecznie sprawiedliwej ludzkiej obecności na tej planecie, nie może sobie pozwolić na branie rzeczy do siebie.

Kiedy to się pojawia, jest mi o wiele łatwiej pozbyć się tego rodzaju uczucia, ponieważ stoję w miejscu, które jest o wiele większe niż moja własna osobowość, tożsamość, pragnienia lub chęci. To takie nieproduktywne. To nieproduktywne dla każdego, ale jeśli masz duże zaangażowanie, to jest super nieproduktywne. Jak zamierzasz zakończyć głód na świecie lub zachować las deszczowy Amazonii lub stworzyć nowy rodzaj ludzkiej obecności na tej planecie, kiedy tkwisz w martwym punkcie, ponieważ jesteś zły na swojego kolegę? Nie chodzi o to, że nie mam takich momentów. Po prostu szybko je przechodzę — im jestem starszy, tym szybciej i szybciej.

Pracuję z kobietami, które otrzymały Pokojową Nagrodę Nobla, a nie dostaje się Nagrody Nobla, jeśli nie jest się wyjątkowym. Kiedyś pracowałam z Shirin Ebadi, która wygrała w 2003 roku. Była drugą osobą w Sądzie Najwyższym w Iranie i walczyła o rewolucję. Uważała, że ​​szach jest całkowicie skorumpowany. A potem, gdy nadeszła rewolucja, usunęli wszystkie kobiety z Sądu Najwyższego. Została pozbawiona całej władzy. Nie mogła już nawet być sędzią. Opuściła Iran, jej biuro zostało spalone. Wiele kobiet-prawniczek zostało zabitych lub wysłanych do więzienia.

[Na tym spotkaniu] odwiedziła około 11 krajów w ciągu 16 dni. Powiedziałem: „Czy ty nie jesteś po prostu wyczerpana?” Zrugała mnie, można by rzec, za to, że pozwoliłem sobie na żądanie, aby powiedziała, jak bardzo jest wyczerpana, co właśnie robiłem. Próbowałem sprawić, aby powiedziała: „Och, jestem wyczerpana”. Wyglądało to tak, jakby uważała to za niestosowne. To mnie zszokowało, ponieważ „próbowałem być wspierający”. Ale to, co robiłem, to próbowałem zapisać ją jako zmęczoną.

Powiedziała tylko: „Nie wciągaj mnie w tę rozmowę. Pracuję na rzecz wyzwolenia kobiet w więzieniu, kobiet, które są torturowane, kobiet, które nie mogą nawet opuszczać swoich domów. Muszę być w wystarczająco dobrej formie, aby wykonywać swoją pracę, ale nie chcę, aby ktokolwiek współczuł mi, ponieważ byłam w zbyt wielu krajach w zbyt krótkim czasie. Czuję się dobrze i zamierzam odpoczywać tego popołudnia”. Coś w tej rozmowie zmieniło całe moje poczucie własnej wartości.

Zauważyłem, że w związku z tą myślą budzi się we mnie strach – strach przed wypaleniem zawodowym lub strach, że taka postawa, niewłaściwie wykorzystana, może doprowadzić do braku radości.

LT: Wypalenie , moim zdaniem, to odłączenie się od Źródła. Nie sądzę, żeby było to tak powiązane, jak myślimy, z pracą zbyt długo lub zbyt ciężko albo jedzeniem pizzy i coli zamiast warzyw i wody. Wszystkie te rzeczy mają na to wpływ — nie polecam zapracowywania się na śmierć ani nic takiego. Ale prawdziwe wypalenie to odłączenie się od Źródła. To właśnie tam się to dzieje. Wszyscy znamy czasy, kiedy szybowaliśmy: pracowaliśmy 24/7 i chcieliśmy pracować 24/7, a to, co tworzyliśmy, było tak ekscytujące, że nie mogliśmy przestać. To jeden z przykładów bycia połączonym ze Źródłem w taki sposób, że twoje ciało pójdzie za tobą.

Jednocześnie uważam, że ważne jest dbanie o swoją zdolność do służenia. To jest druga rzecz, za którą czuję się odpowiedzialna: pielęgnowanie własnej zdolności do służenia, a to pochodzi ze Źródła. To pochodzi z medytacji. To pochodzi z przebywania w naturze. To pochodzi z bycia w kontakcie z miłością, którą mam do mojego męża, moich dzieci i mojej rodziny. Moją miłością do Boga. Moją miłością do świata duchów. Moją miłością do szamanów. Kiedy jestem z tym w kontakcie, mogę zrobić wszystko. I to jest źródło ogromnej radości.

Kiedyś mieliśmy konferencję w Irlandii z laureatami Nagrody Nobla. Sponsorowaliśmy kobiety, które przybyły ze stref wojennych na całym świecie. Ta konferencja była bardzo konfrontująca.

Pewnego dnia drugiego dnia jadłam lunch z kolegami z Iranu, czterema prawnikami, którzy pracowali z Shirin Ebadi. Grupa sześciu kobiet przyjechała furgonetką. Moi koledzy zobaczyli podjeżdżający furgon i pobiegli przez zielony trawnik, płacząc ze szczęścia. Wszystkie były prawniczkami, które pracowały razem przez lata, zanim zostały aresztowane. Kiedy kobiety wysiadły z furgonetki, kobiety, które były w więzieniu przez lata i torturowane, wszystkie podbiegły do ​​siebie, przytuliły się, tarzały się po trawie, płakały i tańczyły. Płaczę, myśląc o tym.

Tej nocy urządziliśmy przyjęcie, najradośniejszą, najbardziej hałaśliwą, dziką, najwspanialszą imprezę, na której tańczyły wszystkie kobiety, jakie kiedykolwiek widziałem w życiu; kobiety z Kongo, kobiety z Etiopii, kobiety z Hondurasu, z których każda przeszła przez piekło – o takich rzeczach, przez które przeszły, nie sposób nawet mówić.

Moje twierdzenie z tego ogromnego doświadczenia, a miałem wiele takich doświadczeń, jest takie, że ból i radość są jednym. Wszystko jest połączone. I często im głębiej ludzie pozwalają sobie wejść w ból, tym większą mają zdolność do radości.

Widziałem to szczególnie u kobiet afrykańskich, z ich niewiarygodnym ciężarem w wielu przypadkach. Ale kiedy świętują — co udaje im się robić każdego dnia, śpiewając, tańcząc, karmiąc się nawzajem — radość jest po prostu zapierająca dech w piersiach. Byłem w Rwandzie po ludobójstwie i znalazłem radość tam u tych ludzi. Byłem w Etiopii po głodzie. Pojemność ludzkiej radości jest prawdopodobnie nieograniczona.

Znajduję to w sobie. Odkrywam, że moja zdolność do radości jest wzmacniana przez moją zdolność do stawiania czoła cierpiącemu światu i angażowania się w niego. Moja zdolność do radości, beztroski, zabawy i uwolnienia jest wzmacniana przez moją zdolność do stawiania czoła ciemności. A moja zdolność do stawiania czoła ciemności jest wzmacniana przez moją zdolność do świętowania radości. Im ciężej pracuję, tym bardziej kocham.

Również jako lider, moim zadaniem jest stwarzanie możliwości w każdej sytuacji. Nie tylko pozytywne myślenie, nie uścisk Pollyanny, łagodzenie rzeczy, które nie działają. Stwórz możliwość. Zobacz możliwość. Znajdź cel. Znajdź naukę. Znajdź miłość. Znajdź radość we wszystkim.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

4 PAST RESPONSES

User avatar
Ragunath Padmanabhan Dec 7, 2018

Lynn "cannot-not" Twist makes me wonder if everyone would see each one's version of painted faces if we prepare and allow ourselves. I wonder if The Hunger Project prepared her in a deep way for the shaman experience. One super commitment is all it takes I guess. I am in. Again. I needed the Twist. Thanks.

User avatar
Patrick Watters Dec 7, 2018

I’m obviously not going to say we should all seek a similar path, and I’m also painfully aware that “ministry can menace family” as I’ve written and said before. But there is inspiration here for us all to discover our own meaning and purpose, however “great or small”. }:- ❤️ anonemoose monk

User avatar
Cindy Sym Dec 7, 2018

Very inspiring. May we all be so motivated to walk our talk.

User avatar
transcending Dec 7, 2018

Thanks for sharing this. What a rarefied life Lynne Twist is leading (and being led by)!