Back to Stories

Społeczność Moringa: Wykorzystanie Innowacyjnej Technologii obróbki Drewna W Celu Budowania Nadziei Na Obszarach Wiejskich Ghany

Opowieść o tym, jak ubogi ghański cieśla nawiązał nieprawdopodobną przyjaźń z amerykańskim cieślą i jak ich wspólne wartości doprowadziły do powstania prężnej organizacji, której celem jest zapewnienie szansy na lepsze życie mieszkańcom obszarów wiejskich Afryki Zachodniej.

Mało prawdopodobny początek

Przyjaźń to nie tylko jeden z największych skarbów życia, ale czasem te najmniej prawdopodobne przyjaźnie okazują się najpotężniejsze. Kiedy Abubakar Abdulai (Abu), biedny ghański cieśla, zaczął pisać e-maile do Jeffry'ego Lohra w 2007 roku, próbując znaleźć sposób na naukę w szkole stolarskiej Jeffa w Schwenksville w Pensylwanii, Jeff był słusznie sceptyczny. Regularnie otrzymuje wiadomości od osób próbujących wybrnąć z opresji, dostając się do Stanów Zjednoczonych. Jednak niemal od samego początku coś w tym e-mailowcu przyciągało Jeffa na tyle, by nie zamknąć mu drzwi całkowicie. E-maile przedstawiały szczerego młodego człowieka, który deklarował chęć doskonalenia swoich umiejętności stolarskich, aby pomóc ludziom w swoim kraju rozwinąć umiejętności poszukiwane na rynku pracy, a szerzej – dać im nadzieję na lepszą przyszłość.

Osiemdziesiąt procent Ghańczyków żyje z bardzo małych środków, a niedożywienie wśród dzieci jest powszechne. Abu starał się komunikować od samego początku, że jego celem było zapewnienie alternatywy dla beznadziei. Już wcześniej uczył się stolarstwa w szkole Baobob, sierocińcu niedaleko swojej rodzinnej wioski, ale czuł, że jego przeznaczeniem jest rozszerzenie swojej misji na większą skalę.

Tymczasem Jeff zmagał się z kilkoma innymi problemami. Wielokrotnie nagradzany nauczyciel stolarstwa, Jeff, stał się znanym na całym świecie projektantem i twórcą wysokiej jakości, ręcznie wykonanych mebli. Zdobył również uznanie dzięki swojej Szkole Stolarskiej JD Lohr w pobliżu Filadelfii. Pomiędzy zleceniami na meble i przepracowywaniem listy oczekujących uczniów, harmonogram Jeffa byłby wystarczająco intensywny dla większości zdrowych młodych mężczyzn. Jeff zmagał się jednak również z poważnymi problemami zdrowotnymi. W ostatnich latach przeżył niemal śmiertelny zawał serca i udar mózgu, a także zmagał się z ciężką spondylozą kręgosłupa, nagromadzeniem wapnia w kręgach, które powodowało u niego ciągły ból i konieczność całodobowego przyjmowania leków.

Jego duch jednak miał się świetnie. Jeff i jego żona Linda, bystra, silna kobieta, która dwukrotnie pokonała raka, zawsze żyli na własnych zasadach. Jednak więź z biednymi, wiejskimi mieszkańcami Ghany nigdy nie była w ich zasięgu.

Abu
Ale gdy Abu, po cichu, nadal próbował przekonać Jeffa, że ich losy są ze sobą powiązane, Jeff słuchał. Przez kilka miesięcy wymieniali e-maile i telefony. Abu upierał się; jego jedynym zamiarem była pomoc biednym ludziom w jego kraju, a Jeff i jego szkoła odegrały kluczową rolę w tym planie. Jak podkreśla Linda: „Abu w żadnym momencie nie prosił o nic dla siebie”. Mimo to, ostatecznie wszystko sprowadzało się do aktu wiary. Jeff postanowił zaproponować Abu miejsce w jego tygodniowych zajęciach z obróbki drewna. Potem sprawy się skomplikowały.

Abu potrzebował wizy, aby wjechać do Stanów Zjednoczonych, i potrzebował funduszy, aby móc pokryć koszty. Jeff i Linda starali się pomóc w obu tych kwestiach. Udało im się załatwić Abu rozmowę kwalifikacyjną w ambasadzie USA w Akrze w Ghanie i ubiegać się o fundusze na pokrycie kosztów podróży. Początkowo spotkali się z odmową w obu kwestiach. Pomimo intensywnych poszukiwań, nie udało im się zebrać funduszy na projekt. Jak na ironię, te początkowe niepowodzenia utwierdziły wszystkich w przekonaniu, że wizyta Abu doszła do skutku.

Trwałość
Jeff i Linda podwoili swoje wysiłki, znajdując nawet prawnika imigracyjnego, który pracował pro bono nad wnioskiem wizowym Abu. Przez cały czas utrzymywano kontakt między Jeffem a Abu. Zaufanie rosło, a z sieci kontaktów Jeffa zaczęły napływać pieniądze. Podczas tej przerwy obaj mężczyźni zaczęli rozszerzać zakres planowanej współpracy. Jeff i Linda przedłużyli zaproszenie Abu z tygodnia do trzech miesięcy. Pozwoliło to Abu na znacznie głębsze poznanie zachodnich technik obróbki drewna.

Nagle, 12 lutego, Jeff otrzymał telefon z ambasady. Abu mógł ponownie ubiegać się o wizę. Oznaczało to jednak drugą rozmowę kwalifikacyjną w ambasadzie amerykańskiej w Akrze i dodatkową opłatę w wysokości 95 dolarów. Jeff zaoferował Abu pomoc finansową na pokrycie kosztów podróży z Cape Coast do Akry oraz nowej opłaty aplikacyjnej. To były duże pieniądze w kraju, gdzie średni dochód wynosi 2 dolary dziennie, a poziom ubóstwa jest niewyobrażalny jak na amerykańskie standardy, ale Abu stanowczo odmówił jakiejkolwiek pomocy. „Nigdy nie chcę zapomnieć, ile mnie to kosztowało” – powiedział. W tym momencie Jeff wiedział, że ma odpowiedniego partnera. Kiedy wiza została zatwierdzona podczas rozmowy kwalifikacyjnej 7 marca, nie było już odwrotu.



Przybycie Abu do USA
W kwietniu 2008 roku Linda i Jeff pojechali na lotnisko JFK w Nowym Jorku, aby spotkać się z Abu. Po powrocie do Schwenksville stało się jasne, że pilną potrzebą jest zdobycie dla Abu ubrań odpowiednich do temperatur pozatropikalnych. Przemarznięty. Następnego ranka Linda zabrała więc Abu do lokalnego sklepu K-Mart.

Linda mówi: „Tak naprawdę nic nie wiedziałam o Abu. Był kimś z zupełnie innego świata”. Dodaje, że ten konkretny K-Mart był kandydatem na „najgorszy dyskont na Wschodnim Wybrzeżu”. Ale resztki zimowych ubrań miały być w przystępnej cenie. Grzebiąc w tekturowym pudle na podłodze tego obskurnego K-Martu, martwiła się: „Co ten facet sobie pomyśli, że przyprowadziłam tu gościa?”. Jak to ujęła: „Rzucam mu spodnie dresowe i mówię: zobacz, czy będą pasować, a skoro kosztują tylko 2 dolary, to kupmy trzy pary! Jakie kolory ci się podobają?”.

Nie uspokoił jej wyraz twarzy Abu. A kiedy wychodzili, poczuła potrzebę przeprosin. Potem zapytała: „Abu, czy macie takie sklepy w Ghanie?”. Abu odpowiedział z podziwem: „Tylko w stolicy”. Podróż odkrywania między kulturami zaczyna się krok po kroku.

Plan
Kiedy Jeff i Linda wiozli Abu z lotniska do domu, ich cel był dość prosty: przeszkolić Abu w obsłudze zachodnich maszyn do obróbki drewna, odesłać go do domu, a następnie w kolejnych latach wysłać do Ghany wszystkie maszyny, na jakie ich stać. Taki był plan. „Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy oderwani od rzeczywistych problemów Ghany” – pisze Jeff.

Korekty
Abu natychmiast uczęszczał do tygodniowej wersji szkoły Jeffa, a następnie pracował z Jeffem w jego firmie meblarskiej, jednocześnie stając się członkiem rodziny Lohrów. Uczył się obróbki drewna i życia w USA, ale Lohrowie zaczęli również poznawać życie w Ghanie – jej kulturę i, co nieuniknione, jej trudy.

Nie minęło dużo czasu, zanim Lohrowie zdali sobie sprawę z pierwszego problemu w swoim planie: odsyłanie zachodniej technologii obróbki drewna do Ghany było całkowicie niepraktyczne. Konwencjonalne obrabiarki były zbyt drogie, zbyt trudne w transporcie i zużywały zbyt dużo energii. Sieć energetyczna na obszarach wiejskich Ghany nie była w stanie obsłużyć technologii, którą w USA przyjmujemy na co dzień. Mimo to cele pozostały te same: zwiększenie wydajności, uczynienie produktów z drewna praktycznymi i niedrogimi. I w jakiś sposób odejście od całkowitego stosowania ręcznych technik obróbki drewna, których fizyczne trudy uniemożliwiają cieśli z dużym doświadczeniem kontynuowanie pracy w stosunkowo młodym wieku.

W następstwie tego odkrycia, Jeff, Abu i zespół produkcyjny w warsztacie Jeffa wspólnie zbudowali rozwiązanie. Było ono zarówno proste, jak i eleganckie: ręczna piła tarczowa i frezarka, zamontowane na precyzyjnym stole z twardego drewna. Jeff zdał sobie sprawę, że te dwa urządzenia mogą wykonywać wszystkie funkcje zaawansowanej piły stołowej i strugarki, a kosztują 10% ceny. Mogą być również zasilane z generatora. Co więcej, poza piłą, frezarką i kilkoma akcesoriami, całość można zbudować w całości z materiałów łatwo dostępnych w Ghanie. Abu nadał temu zespołowi zamontowanemu na stole nazwę Mr. Jeffry's Third World Machine Shop (Warsztat Maszyn Trzeciego Świata Pana Jeffry'ego).

Od połowy maja, kiedy narodził się pomysł, do połowy lipca, kiedy Abu miał wrócić do Ghany, prace nad udoskonaleniami Third World Machine Shop (MJTWMS) pana Jeffry'ego trwały. Ostatecznie maszyna została sklonowana, a Abu zabrał ze sobą części pierwszego egzemplarza, aby posłużyły mu jako wzór do budowy kolejnych. Ponadto opracowano plan nauczania i wizję rozpowszechniania kopii MJTWMS w regionie centralnym Ghany za pośrednictwem absolwentów planowanego ośrodka szkoleniowego.

Pojawia się wątek poboczny
Kiedy Jeff i Linda dowiadywali się od Abu o trudach życia na wiejskiej Ghanie, szczególnie uderzyła ich zaskakująca niespójność: kilka milionów Ghańczyków cierpi niedożywienie, podczas gdy znaczna część plonów rolnych gnije na polach z powodu braku odpowiednich praktyk konserwowania żywności.

Linda, która dorastała w czasach, gdy oszczędne, samowystarczalne gospodarstwa rolne w Pensylwanii nie zostały jeszcze całkowicie wyparte przez wielkopowierzchniowe sieciówki, zaangażowała się w opracowanie planu wprowadzenia domowych technik konserwowania żywności na wiejskich obszarach Ghany. Plan zakładał indywidualne podejście, a następnie objęcie całej wioski. Z pomocą zespołu Jeffa, Linda i Abu nakręcili filmy instruktażowe dotyczące podstawowych technik konserwowania żywności. Na szczęście nawiązano współpracę z amerykańskim dostawcą szkła, który zapowiada się na ważnego partnera w działaniach konserwowania żywności. W tym momencie stało się jasne, że do realizacji tych ambitnych celów potrzebna jest amerykańska organizacja non-profit. Rozmawiając o tym, jak urzeczywistnić tę wizję, Linda i Abu przyjęli za symbol organizacji drzewo moringa, niezwykle adaptacyjną i odżywczą roślinę. Jeff wymyślił oficjalną nazwę moringacommunity.org i tak narodziła się organizacja non-profit.

Kiedy Abu wsiadał do samolotu do domu 19 lipca 2008 roku, wśród jego 136 kilogramów starannie dobranego bagażu znajdowały się części MJTWMS i laptop z wgraną prezentacją PowerPoint przedstawiającą podstawowe założenia wizji moringacommunity.org. Abu wydawał się spokojny i pewny siebie, mówiąc do Jeffa i Lindy: „Teraz pokażę wam, co potrafię. Będziecie zaskoczeni”. Nie wiedzieli tego.

Rozpoczęcie operacji w Ghanie
Abu wrócił do Ghany pełen wielkich oczekiwań. W końcu spędził właśnie kilka miesięcy w Ameryce, miejscu nieograniczonych możliwości i zdumiewających realiów. Kluczowym elementem jego misji było niesienie nadziei zniechęconym ludziom i choć wierzył w swoich sponsorów, rozumiał, że to, co mogli zaoferować, to przede wszystkim inspiracja, a nie zasoby materialne. Pierwsze dni po powrocie do Ghany spędził w odosobnieniu w swoim pokoju, zbierając siły i myśli, zanim przystąpił do kolejnego etapu projektu.

Abu dysponował kilkoma ważnymi atutami, niezbędnymi do tej misji. Jego ojciec był doradcą wodzów i starszyzny, a Abu obserwował, jak ojciec wpływa na życie mieszkańców wsi. Abu doskonale zdawał sobie sprawę, że są dobrzy wodzowie i wodzowie, którzy nie są tak dobrzy. Wiedział również, że system wiejski, mający tysiące lat, wciąż stanowi duszę wiejskiej Ghany, a nie nowocześniejszy system rządów w stolicy. Abu wierzył, że najlepszym sposobem na wprowadzenie pozytywnych zmian w Ghanie będzie wprowadzanie kolejnych zmian w jednej wiosce na raz. Wyruszył w drogę, szukając lokalnego sponsora.

Zaczynając w swoim rodzinnym mieście Cape Coast, przemierzał wiejskie wioski, prezentując wizję moringacommunity.org każdemu, kto chciał go słuchać. Po kilku tygodniach i licznych prezentacjach spotkał wizjonerskiego wodza, Nanę Kweku Adu-Twum, w wiosce Breman Baako, położonej około 80 kilometrów w głąb lądu od Cape Coast.

Centrum Szkoleniowe
We wrześniu 2008 roku wodzowie i starsi plemienia Breman Baako (wśród których znajduje się Królowa Matka, troszcząca się o życie duchowe wioski) przekazali 9 akrów ziemi organizacji moringacommunity.org i udzielili pozwolenia na wycinkę czterech drzew pod budowę pierwszego ośrodka szkoleniowego. Być może jako dowód dobrej karmy, ziemia miała dostęp do linii energetycznych przebiegających obok wioski, co jest rzadkością w regionie, gdzie większość wiejskich wiosek korzysta z generatorów gazowych do sporadycznego zasilania.
Na początku października Abu i jego ekipa wolontariuszy pracowali nad przygotowaniem terenu pod nowy budynek. Wkrótce stało się oczywiste, że potrzebna jest ciężarówka do transportu ludzi i materiałów na plac budowy i z powrotem. W tym momencie kilku dyrektorów organizacji non-profit w USA zgłosiło się i przekazało 8000 dolarów na zakup ciężarówki. Pod koniec listopada 2008 roku Jeff i Abu dopracowali szczegóły techniczne budynku i wszystko było gotowe do rozpoczęcia budowy.

Plac budowy ośrodka znajdował się po drugiej stronie niewielkiego strumienia. Wszystko było ręcznie przenoszone przez ten strumień przez grupę ochotników, znacznie większą niż 5 mężczyzn dziennie, jak obiecał wódz. Amerykanie dostarczali olej napędowy, cement i trochę jedzenia. Kobiety, dzieci – wszyscy z okolicy stawiali się do pracy. Nikt nie dostawał wynagrodzenia, ale otrzymywali jeden mały posiłek dziennie. Niektórzy rezygnowali, bo praca była katorżnicza. Ale większość z nich zostawała i przyprowadzała innych.

Wszystko opierało się na wierze i zaufaniu. Były tylko obietnice, że Amerykanie nie przestaną wysyłać pieniędzy, jakie uda im się zebrać. Były tylko obietnice, że mieszkańcy Ghany wykażą się determinacją, wolą i czystym wysiłkiem fizycznym, aby zrealizować ten projekt, który przyniesie pozytywne zmiany w życiu ich wioski. A w Stanach Zjednoczonych dyrektorzy moringacommunity.org niestrudzenie walczyli o dotrzymanie obietnic.

Most
W końcu stało się oczywiste, że konieczne będzie zbudowanie mostu nad strumieniem, co stanowiłoby rozszerzenie i tak już złożonego projektu. Jednak po jego ukończeniu, przyniesie on ogromne oszczędności w zakresie robocizny. Udało się znaleźć fundusze, a Lohrowie wypełnili luki finansowe. Ghańczycy zaprojektowali i zbudowali cementowy most zdolny utrzymać załadowaną ciężarówkę. Udało się to osiągnąć bez użycia maszyn i zwierząt pociągowych. Most został zbudowany całkowicie ręcznie, a kobiety niosły miski z cementem na głowach.

Po ukończeniu mostu budowa ośrodka szkoleniowego posuwała się szybko naprzód. Robotnicy okresowo wyjeżdżali, by zająć się rodzinnymi gospodarstwami, ale kobiety, zwłaszcza te, wciąż przybywały. Pracowały na przyszłość swoich rodzin.

Względność
Centrum szkoleniowe, w momencie jego powstania, może wydawać się naszym amerykańskim oczom skromne, ale patrząc na nie, proszę pamiętać: wszystkie bloki zostały wykonane ręcznie w ponad 38-stopniowym upale. Kamienie, z których zbudowano bloki, zostały zebrane przez miejscowe dzieci. Po zebraniu, były one następnie ręcznie kruszone przez dzieci i ich matki.

Aktualizacje
W Ghanie Abu udało się zbudować kilka kolejnych kopii MJTWMS. Widzi stały dopływ stażystów do programu i pracę dla nich po uzyskaniu kwalifikacji. Z drugiej strony, program konserwacji żywności musiał poczekać na swoją kolej w świecie ograniczonych zasobów, jakim jest moringacommunity.org. Jego czas nadchodzi.

W styczniu 2010 roku Abu zainstalował metalowy dach budynku, kontynuował prace wewnątrz i otynkował ściany zewnętrzne, dekorując je symbolami adinkra. W lutym Jeff wsiadł do samolotu lecącego do Ghany. Jego celem była pomoc w uruchomieniu warsztatu maszynowego w nowym ośrodku szkoleniowym.

Jeff w Ghanie
Abu poprosił Jeffa o przyniesienie gotówki i natychmiast po przybyciu Jeff przekazał mu wszystko, co miał, a ten zniknął. Wrócił później z cedi, ghańską walutą. Abu wiedział, jak uzyskać lepszy kurs wymiany niż w jakimkolwiek banku. To były osobiste pieniądze Jeffa i Lindy – nie moringacommunity.org – i musiał wykorzystać każdy grosz.

To nie były wakacje, jak wyraźnie zaznacza Linda. Wymagały intensywnej pracy w ekstremalnie upalnej pogodzie i w warunkach, które były ryzykowne dla Jeffa, biorąc pod uwagę jego stan zdrowia. Niemniej jednak, kiedy Jeff opowiada o tym, czego doświadczył i co zobaczył, jego energia rozświetla całe pomieszczenie. [przyp. red.: Mogę to potwierdzić, słuchając Jeffa osobiście]. A kiedy Jeff podsumowuje to często powtarzanym aforyzmem: „Lepiej dawać niż brać”, słowa te nabierają realnego znaczenia.

Przygody zakupowe
Jeff sporządził plany sklepu z moringą, wykorzystując materiał, który Abu mógł zdobyć w Ghanie – płytę wiórową. Jeff nie wiedział, że nie da się po prostu kupić nowej płyty wiórowej. Jedziesz do Takoradi i wybierasz spośród płyt wiórowych odzyskanych z rozbiórek. To, co oferują sprzedawcy, jest, delikatnie mówiąc, mylące dla osoby z zewnątrz. Nie ma się pojęcia, z czego składa się większość materiału ani skąd pochodzi. Trudno określić jego stan i wartość. Dodatkowo, aby zdobyć wszystkie potrzebne rozmiary i kształty, konieczne może być skontaktowanie się z kilkoma sprzedawcami.

Jeff, jako jedyny obruni – biały mężczyzna – na tych targowiskach, przyciągał mnóstwo uwagi. Ludzie krzyczeli „obruni!” za każdym razem, gdy go widzieli. Biali są mile widziani w Ghanie, więc nie jest to obelga. Zamiast tego, okrzyk ten był niczym innym jak zaproszeniem do żebrania o pieniądze, chodzenia za nim i rozmawiania z nim. Ponieważ gdy obruni chce coś kupić, cena rośnie, Abu zaproponował strategię. Jeff ukrywał się za rogiem lub na końcu ulicy, podczas gdy Abu sprawdzał towar i uzyskiwał dobrą ghańską cenę. Następnie Abu wzywał Jeffa, aby dokonał konkretnych wyborów i transakcja była finalizowana. Jak mówi Linda: „To było dla Jeffa intensywne przeżycie. Był w nieznanym, trzecim świecie, gdzie nikt poza Abu nie mówił po angielsku. A ponieważ Abu niósł wszystkie pieniądze, kiedy Jeff był sam, będąc obiektem ciągłego wpatrywania się w niego, był całkowicie zależny od zaufania, że Abu wróci”.
Abu za każdym razem wracał. Znaleziona płyta wiórowa okazała się skuteczna.

Kilka myśli o edukacji i marzeniach
Po powrocie do wioski Breman Baako, Jeff uczestniczył w bieżących pracach w ośrodku szkoleniowym. Oto jego słowa o tym doświadczeniu: „Myślę, że niewielu Amerykanów jest w stanie pojąć brak najbardziej podstawowych zasobów dostępnych w Afryce, materiałów, które, jak zakładamy, są łatwo dostępne.

Jako przykład dodam zdjęcie. W wiosce były tylko dwa ściski stolarskie, a mimo to musieliśmy sprostać wyzwaniu, jakim było opracowanie sposobu na sklejenie i zamocowanie konstrukcji wymagającej aż 12 ścisków. Na zdjęciu widzicie moje improwizowane rozwiązanie, które pozwoliło nam skleić elementy. Może spodoba się innym skromnym amerykańskim stolarzom i cieśli.

Ponieważ miałem przywilej mieszkać w kraju, w którym mamy biblioteki publiczne, publiczną edukację i gdzie informacje są dostępne za darmo, jeśli tylko ktoś jest wystarczająco ambitny, by ich szukać, mogłem sprostać temu wyzwaniu. Dzięki możliwościom edukacyjnym oferowanym przez wszystkie kraje Zachodu, improwizowane alternatywy dla podstawowych problemów fizyki są możliwe. Nie ma takich zasobów edukacyjnych w krajach Afryki Zachodniej, nawet w Ghanie, która ma najwyższy wskaźnik alfabetyzacji w tej części kontynentu. Nawet lokalna szkoła, którą odwiedziłem (z ponad 150 uczniami) nie miała ani jednej książki. Każdy z tych utalentowanych ghańskich stolarzy mógłby zrobić to, co ja, gdyby miał choćby najbardziej podstawowy podręcznik do prostej fizyki.

Dlatego wybrałem zdjęcie naszych improwizowanych zacisków jako tło, aby przedstawić wszystkim naszym zwolennikom, jak wyglądało moje życie w centralnej Ghanie. Trudno o zdrową żywność. W promieniu 100 mil kwadratowych nie ma ani jednego zachodniego lekarza ani kliniki. Książki są niedostępne, a luksus kawałka papieru i ołówka to dar niebios. W całym dystrykcie, liczącym 244 osiedla, nie ma poczty. Studnie z wodą pitną są nieliczne. Prąd, nawet jeśli jest, jest zawodny. Brakuje linii telefonicznych. Zakupy dóbr konsumpcyjnych są nieregularne i zazwyczaj dostępne są tylko towary używane. Utwardzone drogi zostały zbudowane przez Brytyjczyków około 1950 roku i od tamtej pory nie są utrzymywane, z wyjątkiem lokalnych rolników, którzy łatają dziury.

Spróbuj wyobrazić sobie ten świat, a potem spójrz na to, co ci wspaniali ludzie zbudowali sami, w 100% przy pomocy pracy rąk, w okolicznościach, które sprawiają, że nawet najprostsze zadania są nie do wykonania.
Trudno. Nie wspomniałem nawet o morderczym upale (38-46 stopni Celsjusza podczas mojego pobytu), który sprawia, że nawet niewielki wysiłek fizyczny jest stresujący, a codzienna, wyczerpująca praca staje się niezrozumiała.
Mieliśmy wizję, która przekraczała granice oceanów i kultur, a wspólnie udało nam się ją urzeczywistnić dzięki jednemu podstawowemu składnikowi: ZAUFANIU.

Jak wyrazić emocje, które poczułem, widząc to, co wyrzeźbiliśmy w dżungli? Nie tylko mieliśmy marzenie, ale i je spełniliśmy. Nasza Społeczna Szkoła Zawodowa jest teraz najwspanialszym budynkiem w całym Baako.

- Zobacz więcej na: http://www.conversations.org/story.php?sid=244#sthash.QOaq8HTX.dpuf

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Kristin Pedemonti Sep 14, 2015
Thank you! Deeply inspired! Having visited Ghana in 2013 for a month bringing my own volunteer literacy project and then staying on to interview young Ghanaians about their entrepreneurial projects I was constantly moved and motivated by their determination, perseverance and kindness. Two of the most inspiring projects were Ideas Banking; created by Prince Boadu (not a prince, though that is his name) and Kwadwo David. They visit college campuses bringing in young entrepreneurs who speak of their start ups in Education, Agriculture, Hospitality, Health Care, Technology. They get the students fired up. Then they divide the students into groups according to their area of interest, the Speakers become facilitators of brain storming sessions and by the end of the day the students are then invited to share their visions for projects & products on-stage. An idea is chosen and then funding is secured to bring it to fruition. The other ideas are then cataloged in the Ideas Bank; after all,... [View Full Comment]
User avatar
avrgoz Sep 14, 2015

This is one whopper of an instrumental story. How two people (well 3) from completely different cultures come together and build up communities to be self-sufficient. This is what the world needs, not more refugees, but building up the countries, make them safe and self-sufficient. Loved the passion in everyone involved.Brilliant, I really hope this grows and helps pull the country out of it's present state, who knows with a few more"Abus"