W zeszłym miesiącu w Ahmedabad w Indiach odbyło się niezwykłe spotkanie. Nazwane „Gandhi 3.0” było to odosobnienie, które zgromadziło twórców zmian z całego świata, którzy pragną napędzać te zmiany od wewnątrz. Poprzez siłę wewnętrznej transformacji. Jedną z pierwszych mówczyń na odosobnieniu była Sachi Maniar, dynamiczna młoda filmowiec, która stała się przedsiębiorcą społecznym, poświęcając znaczną część swojego czasu na prowadzenie Domu Obserwacyjnego w Mumbaju (lokalny odpowiednik poprawczaka). W swoim szczerym przemówieniu opisuje kluczowe historie, spostrzeżenia, punkty odniesienia i momenty „aha” ze swojej podróży. Opisuje między innymi istotną wartość organizacyjną „wykonywania pracy słuchania” i pielęgnowania relacji, które poszerzają krąg interesariuszy, a także kwestie operacyjne, takie jak: „Czy powinniśmy być wszyscy prowadzeni przez wolontariuszy?” „Czy musimy się rozwijać?”. Poniżej znajduje się wideo i pełny zapis jej przemówienia.
Jestem bardzo zdenerwowana, a to również dlatego, że siedzę z ludźmi, którzy praktykują i podążają tą ścieżką od dziesięcioleci, a ja dopiero zaczynam swoją podróż. Zrobiłam wszystkie te notatki, ale zapomniałam już prawie wszystkiego, co miałam do powiedzenia. Więc po prostu podzielę się tym, co mam w sercu. Podzielę się trochę tym, jak rozpoczęłam swoją podróż w służbie.
Miałam 9 lat, kiedy mój tata zmarł. I pamiętam bardzo wyraźnie, kiedy zabierali jego ciało do krematorium, cały nasz budynek był superpełny. Nie było miejsca, żeby stanąć. Ludzie wchodzili jeden po drugim, a my nawet nie znaliśmy wszystkich tych ludzi. Myślę, że w tamtym czasie czułam, że chcę żyć takim życiem. Chcę zrobić coś dla świata, zanim odejdę. Myślę, że gdzieś te nasiona zostały ze mną i zawsze było to pragnienie służenia. Ciągle szukałam różnych okazji do służby. A Bóg był bardzo łaskawy i dał mi wiele, wiele okazji.
Przechodzę do 2014 roku, kiedy faktycznie pojechałem do Domu Dziecka i Domu Obserwacyjnego w Mumbaju, który jest w rzeczywistości pierwszym więzieniem w Mumbaju, gdzie przebywało kilku naszych bojowników o wolność. Więc pojechałem tam, aby zgłosić się na ochotnika do malowania ścian, ponieważ ściany były białe i wysokie i po prostu pomyśleliśmy: „Chodźmy i pomalujmy i wnieśmy trochę koloru do domu”. Więc grupa wolontariuszy pojechała tam, aby pomalować ściany. Niektóre rzeczy, które zauważyłem podczas mojej pierwszej wizyty tam, to to, że około 350 do 400 dzieci było zamkniętych w jednym pokoju, który śmierdział moczem, a ubrania były bardzo brudne, a dzieci miały świerzb wszędzie. Tożsamość dziecka była numerem. To nie było jego imię, to nie była jego twarz, to był numer. To mnie jakoś po prostu zirytowało i po prostu złamało mi serce.
Więc po prostu zacząłem tam pracować jako wolontariusz. A ze względu na moje doświadczenie w kręceniu filmów, pomyślałem, że może powinienem pójść i nakręcić film, a potem pójść do tych wielkich budowniczych i powiedzieć: „No, macie tyle pieniędzy, powinniśmy odbudować całe to miejsce, powinniśmy zburzyć te ściany, odbudować i na nowo wymarzyć Dom Dziecka i Dom Obserwacyjny”. Oczywiście, po 10 dniach badań anulowali moje pozwolenie [uśmiecha się]. Ale w ciągu 10 dni nawiązałem wiele znajomości. Poznałem dzieci i nawiązałem z nimi relacje. I musiałem tam pojechać.
Pierwszy rok mojej pracy to było po prostu głowa, głowa, głowa, mimo że wiedziałam, że osobista transformacja jest ważna. Pomyślałam, że poświęcę dwa lata swojego życia temu miejscu i zobaczymy, co możemy zrobić, i spróbujemy to zmienić. Zrobiłam wszystko, co mogłam - buntowałam się, walczyłam, dawałam miłość, słuchałam wielu ludzi.
A potem nadszedł moment, w którym poczułam, że bez względu na to, co działo się na zewnątrz... Oczywiście działo się wiele dobrych rzeczy. Udało nam się namówić około 100 wolontariuszy, aby przyszli do domu dziecka, co jest nie do pomyślenia, ponieważ nikt nigdy nie wchodzi do tego miejsca uwięzienia bez pozwolenia, a my przyprowadziliśmy 100 wolontariuszy, aby dzieci doświadczyły, co znaczy jeść posiłek z godnością. Mieliśmy wolontariuszy każdej niedzieli .
Niedziela to dzień zamknięcia. Nikt nie wchodzi do domu dziecka i jakoś udało nam się uzyskać pozwolenie na przyjęcie wolontariuszy w niedzielę. To nie jest personel. To są wolontariusze. Widzisz nowych wolontariuszy co tydzień i personel był z tym w porządku. Więc jakoś udało nam się zrobić wszystkie te rzeczy, ale jednocześnie w środku walczyłam. Myślałam, że to się nie dzieje i tamto się nie dzieje. Zastanawiałam się, zaczęłam tę pracę, żebym mogła skupić się na osobistej transformacji i ta praca mogłaby być moim narzędziem, ale tak naprawdę tego nie robi, więc jak to zmienić. A ostatnie 2 lata to lata praktyki obserwowania i mówienia okej, dobrze. I to całkiem sporo zmieniło się w domu.
Na przykład, wcześniej mówiliśmy, że dzieci są naszymi interesariuszami, więc będziemy pracować dla dzieci. Ale powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że strażnik jest również interesariuszem. A to jest strażnik, który zajmuje się 400 dziećmi. To nie jest łatwa praca. Więc zaczęliśmy rozmawiać z tymi strażnikami i spędzać z nimi czas - i nie dlatego, że chcieliśmy złamać system, ale bardziej dlatego, że chciałem zbudować z nimi relacje. I tak ten sam strażnik w pierwszym roku, który mnie całkowicie sprawdzał i mówił „zdobądź mi pozwolenie” i kazał mi dzwonić do nadzorcy 3 razy i prosić o pozwolenie, tak naprawdę zaledwie miesiąc temu, powiedział mi: „Czy możesz nie mówić do mnie ' saab je ' [co oznacza 'sir']? Czy możesz mówić do mnie ' kaka ' [co oznacza 'wujek']”? Więc to było naprawdę piękne. Oczywiście z dziećmi cały czas widzimy magię - głuchoniemy dzieciak nagle zaczyna mówić i mówi moje imię. I zastanawiasz się , och! Boże, myślałem, że jesteś niemy! Nie mogłeś mówić.
Chciałbym podzielić się historią o jednym z dzieciaków. To młody, wściekły mężczyzna, który siedział za sodomię i pół morderstwo. Znam go od prawie sześciu miesięcy. Został przeniesiony do domu poprawczego, który również tam odwiedzam. Tego dnia, kiedy tam poszedłem, uderzył kogoś talerzem prosto w głowę. Facet krwawił i miał wiele szwów. I oczywiście, wiesz, zrobiliśmy kółko i zapytałem go tam, a on powiedział, że nie, nie zrobiłem tego.
Potem wziąłem go na bok, gdy wszyscy ci ludzie już poszli i zapytałem: „Co się stało. Czy ty to zrobiłeś?”
Powiedział: „Tak, zrobiłem to”.
„Dlaczego to zrobiłeś?”
„Wszyscy mnie frustrują, wszyscy mnie biją”. Zdjął koszulkę i pokazał mi wszystkie ślady, jakie strażnicy mu zrobili. I powiedział: „Mam dość tego miejsca. Chcę się stąd wydostać. Nie jestem tą osobą”.
Jakoś nic nie zrobiłem w tym czasie, ale on został wypuszczony i wrócił do domu. Potem zaprosiliśmy go na Awakin Talks , które zorganizowaliśmy w Mumbaju i poznał Nipun- bhai ( brata) i usłyszał wielu innych mówców, którzy byli niesamowici i dzielili się swoimi osobistymi historiami. Słyszał siostrę Lucy i Mamoon-bhai i wielu innych, a tej nocy była okazja, gdzie była para, która była głucha i niema. Nie mogli powiedzieć taksówkarzowi, dokąd mają jechać. Więc Varun wyszedł. On im pomógł.
Potem przyszedł do mnie i powiedział: „To było naprawdę przyjemne”.
I powiedziałem: „Świetnie”. Zapytałem: „Co ci się podobało w tym doświadczeniu?”
Powiedział: „Nie wiem, ale czułem, że jestem przydatny. Czułem, że mogę coś zrobić”.
„Świetnie. To niesamowite. Czy powinniśmy to kontynuować? Czy powinniśmy oboje wziąć udział w 21-dniowym wyzwaniu dobroci?”
I oboje podjęliśmy wyzwanie 21-dniowej dobroci przez ostatni miesiąc. I codziennie na WhatsAppie dzieliliśmy się historiami o dobroci. Więc teraz moje rozmowy z nim wyglądają tak:
On powie: „ Didi (siostro), co zrobiłaś? Czy zrobiłaś coś dobrego?”
Powiedziałbym: „Nie, dziś mi się to nie udało, ale co z jutrzejszym dniem, kiedy zrobimy to samo?”
A on mówił: „Jasne, że to zrobimy”.
Systems Edge: angażowanie całego dziecka
Podsumowując, to jest naprawdę magiczne. Widzieć kogoś w przestrzeni uwięzienia, kto jest tak agresywny i ciągle zły, a teraz ma całkowitą 360-stopniową zmianę. Tworzymy systemy lub nasze systemy są takie, że przygotowują nasze dzieci do bycia przestępcami. I traktujemy wszystkie nasze dzieci równo, gdy tak naprawdę potrzebują być traktowane indywidualnie, gdzie naprawdę musimy przyjrzeć się potrzebom każdego dziecka i jego mocnym i słabym stronom. I wzmocnić ich mocne strony, aby mogły stać się lepszymi ludźmi. To jest jedno z pytań, które sobie zadaję.
Operations Edge: wolontariusze czy pracownicy?
Inne pytanie, które mam, dotyczy mojej osobistej podróży, jestem w miejscu, w którym mam to - pracujemy w dwóch domach dziecka i jest hybrydowy model, w którym mamy wolontariuszy i personel i nie wiem, w którą stronę iść. Czy powinien być w pełni prowadzony przez wolontariuszy, czy powinniśmy mieć personel, a posiadanie personelu oznacza zbieranie większych pieniędzy i wypłacanie im pensji i wszystkie te rzeczy. Vinoba -ji powiedział również, że organizacja jest formą przemocy. Więc jestem bardzo zdezorientowany w tych kwestiach. Jaka jest właściwa droga? Nie mam pojęcia. Ale wiem, że jeśli uda nam się stworzyć organizacje, inicjatywy, projekty, które są zakorzenione w osobistej transformacji. To byłoby niesamowite.
Impact Edge: Głębia i szerokość słuchania
Jesteśmy w pewnym sensie zupełnie inną organizacją, ponieważ nie mówimy, że to jest nasz plan. Spędzaliśmy godziny pomagając superintendentce pisać listy, które musi przesyłać innym osobom, a żadna organizacja tego nie robi. Albo siedzimy ze strażnikami. W zeszłym tygodniu mieliśmy kuratora sądowego, który dostał zawiadomienie o konieczności przedstawienia sprawy, ponieważ złożył kilka wniosków za późno. Przyszedł do mnie i powiedział, że nie wie, o czym chce z tobą rozmawiać, ale chce spędzić z tobą tylko 5 minut. Powiedziałem, że okej, jasne, przyjdę i posłucham.
Nie sądzę, aby jakakolwiek organizacja pracująca w tych domach dziecka wykonywała pracę polegającą na słuchaniu, więc jak możemy to zwiększyć, ponieważ potrzeba jest duża. Czy naprawdę to zwiększamy? Czy musimy to zwiększyć?
Rozmawiałam przed tym z siostrą Lucy i czuję to samo. W tym innym Domu Dziecka zaczęliśmy pracować, ponieważ to bolało. Czułam ból tych dzieci. Martwiło mnie, że nie robię wystarczająco dużo. Więc czym jest ta linia robienia wystarczająco dużo? Kiedy to jest wystarczająco? Kiedy mogę powiedzieć, że to już koniec? Skupię się tylko na tym jednym domu i upewnię się, że te 300-400 dzieci, czy powinnam dodać kolejne 100, czy kolejne 100. Czy to szukanie? Czy to chciwość? Nie wiem. To jest moja myśl i ostatnią rzeczą, którą mam nadzieję, jest to, że możemy stworzyć te przestrzenie uwięzienia w ogrodach, w których możemy usuwać chwasty i pielęgnować kwiaty.
Dziękuję. Dziękuję za słuchanie.
Przeczytaj tutaj przemyślenia i historie z drogi służby Sachi Maniar.
*******
Po więcej inspiracji zapraszamy na nadchodzące spotkanie Awakin Call w tę sobotę z Nilimą Bhat, które będzie poświęcone przywództwu Shakti: regeneracyjnemu wykorzystywaniu mocy.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
It takes a heart that is deep and strong to be engaging in such work, day in and day out, with so much joy as you do. May the light always be with you!
thank you for understanding the power of listening and of change on the inside as you reflect and realize indeed you are doing enough, look at all the lives impacted. <3 PS I am seeking to serve others to listen more in the US where we are quite broken. Hugs from my heart to yours!