Back to Stories

Czy żyjesz swoją mową pogrzebową Czy CV?

„Dziś chcę, żeby każdy Amerykanin zobaczył, jak żyli ci mężczyźni i kobiety” – powiedział prezydent Obama w niedzielę, wygłaszając mowę pochwalną na cześć 12 mężczyzn i kobiet zabitych w strzelaninie w Washington Navy Yard. Mówił o wolontariuszach, którzy poświęcili czas, aby odwdzięczyć się swoim społecznościom, jak „Frank Kohler, dający słowniki każdemu uczniowi trzeciej klasy w swoim hrabstwie” i „Marty Bodrog, prowadzący dziecięce studium Biblii w kościele”. Byli ojcowie tacy jak Mike Ridgell, „trener drużyn softballu swoich córek i dołączający do Facebooka tylko po to, aby nadążyć za swoimi dziewczynami, z których jeden powiedział, że zawsze był fajnym tatą”. Były matki takie jak Mary Francis Knight, „oddane swoim córkom... które niedawno z radością patrzyły, jak ich starsza córka wychodzi za mąż” i dziadkowie tacy jak John Johnson, „zawsze uśmiechnięci, dający niedźwiedzie uściski swoim 10 wnukom... którzy powitaliby jego 11. wnuczęta tej jesieni”.

Czy zauważyłeś, że kiedy ludzie umierają, ich mowy pochwalne celebrują życie zupełnie inaczej niż my definiujemy sukces w naszym codziennym życiu? Mowy pochwalne są w rzeczywistości bardzo Trzecią Miarą. W HuffPost uczyniliśmy Trzecią Miarę - redefiniując sukces poza pieniędzmi i władzą, aby obejmowała dobre samopoczucie, mądrość i naszą zdolność do zastanawiania się i dawania - kluczowym tematem redakcyjnym. Ale chociaż nie jest trudno żyć życiem Trzeciej Miary, bardzo łatwo jest tego nie robić. Łatwo jest pozwolić, aby nasza praca nas pochłonęła. Łatwo jest wykorzystać pracę, aby pozwolić sobie zapomnieć o rzeczach i ludziach, którzy naprawdę nas podtrzymują. Łatwo jest pozwolić, aby technologia owinęła nas w wiecznie zabieganą, zestresowaną egzystencję. Łatwo jest w efekcie przegapić nasze życie, nawet gdy je przeżywamy. Dopóki nie przestaniemy go przeżywać.

Dla większości z nas nasza mowa pogrzebowa nie będzie tylko pierwszym formalnym zapisem tego, czym było nasze życie, ale jedynym. Mowa pogrzebowa jest podstawowym dokumentem naszego dziedzictwa, tego, jak ludzie nas pamiętają, jak żyjemy w umysłach i sercach innych. I jest bardzo wymowne to, czego nie słyszysz w mowach pogrzebowych. Prawie nigdy nie słyszysz takich rzeczy jak:

„Oczywiście jego największym osiągnięciem było objęcie stanowiska starszego wiceprezesa”.

Lub:

„To, co wszyscy w niej najbardziej kochali, to sposób, w jaki jadła lunch przy biurku. Każdego dnia”.

Lub:

„Był dumny, że nigdy nie dotarł na żaden z meczów Little League swojego dziecka, ponieważ zawsze chciał przejrzeć te liczby jeszcze raz”.

Lub:

„Nie miała prawdziwych przyjaciół, ale miała 600 znajomych na Facebooku i każdej nocy zajmowała się każdym e-mailem w swojej skrzynce odbiorczej”.

Lub:

„Ale on będzie żył dalej, nie w naszych sercach i wspomnieniach, bo ledwo go znaliśmy, ale w jego slajdach PowerPoint, które zawsze były skrupulatnie przygotowywane”.

Bez względu na to, jak wiele dana osoba spędza swoje życie paląc świeczkę z obu stron, goniąc za toksyczną definicją sukcesu i ogólnie rzecz biorąc tracąc życie, mowa pogrzebowa zawsze dotyczy czegoś innego: tego, co dała, jakie nawiązała więzi, jak wiele znaczyła dla życia prawdziwych ludzi wokół niej, drobnych uprzejmości, pasji trwających całe życie i tego, co ją rozśmieszało.

Pytanie więc brzmi: dlaczego poświęcamy tyle czasu na to, czego nasza mowa pogrzebowa nie będzie zawierać?

„Mowy pochwalne to nie życiorysy” – napisał David Brooks w czerwcu. „Opisują troskę, mądrość, prawdomówność i odwagę danej osoby. Opisują milion małych osądów moralnych, które emanują z tego wewnętrznego regionu”.

A jednak poświęcamy tyle czasu, wysiłku i energii na te wpisy do CV, które znikają, gdy tylko nasze serce przestaje bić. Nawet ci, którzy umierają z niesamowitymi CV, których życie było synonimem osiągnięć i dokonań, ich mowy pogrzebowe dotyczą głównie tego, co robili, gdy nie osiągali sukcesów i nie odnosili sukcesów — przynajmniej według naszej obecnej, zepsutej definicji sukcesu. Na przykład spójrz na Steve'a Jobsa, człowieka, którego życie, przynajmniej tak, jak widziała je opinia publiczna, polegało na tworzeniu rzeczy, rzeczy, które były, tak, niesamowite i zmieniające zasady gry, ale gdy jego siostra, Mona Simpson, wstała, aby uczcić jego pamięć podczas nabożeństwa żałobnego na Uniwersytecie Stanforda, nie na tym się skupiła .

Tak, mówiła o jego pracy i etyce pracy, ale głównie jako o przejawach jego pasji. „Steve pracował nad tym, co kochał” – powiedziała. Ale tym, co naprawdę go poruszało, co naprawdę kochał, była miłość. „Miłość była jego najwyższą cnotą” – powiedziała, „jego bogiem bogów”. I chociaż tak, kochał swoją pracę, kochał też swoją rodzinę:

Kiedy [jego syn] Reed się urodził, zaczął się wylewać i nigdy nie przestał. Był fizycznym ojcem, dla każdego ze swoich dzieci. Martwił się o chłopaków Lisy, o podróże Erin i długość spódnic, a także o bezpieczeństwo Eve w pobliżu koni, które uwielbiała.

A potem dodała ten wzruszający obraz: „Żaden z nas, kto był na przyjęciu z okazji ukończenia szkoły przez Reeda, nigdy nie zapomni sceny wolnego tańca Reeda i Steve’a”.

A o jego żonie: „Jego niezmienna miłość do Laurene podtrzymywała go na duchu. Wierzył, że miłość zdarza się cały czas, wszędzie. W tym najważniejszym sensie Steve nigdy nie był ironiczny, nigdy cyniczny, nigdy pesymistyczny”.

A potem były takie wersy, rozsiane wszędzie:

„Steve był skromny”.

„Steve lubił się ciągle uczyć”.

„Steve kultywował kaprys”.

„Z czwórką dzieci, z żoną, z nami wszystkimi, Steve świetnie się bawił”.

„Cenił sobie szczęście”.

„Był człowiekiem niezwykle emocjonalnym”.

Jego siostra zadbała w swojej mowie pochwalnej, abyśmy wiedzieli, że Steve Jobs był kimś o wiele więcej niż tylko facetem, który wynalazł iPhone'a. Był bratem, mężem i ojcem, który znał prawdziwą wartość tego, od czego technologia tak łatwo może nas odciągnąć. Nawet jeśli stworzysz kultowy produkt, nawet taki, który przetrwa, to w umysłach osób, na których ci najbardziej zależy, najważniejsze będą wspomnienia, które zbudowałeś w ich życiu. W swojej powieści z 1951 roku Wspomnienia Hadriana , Marguerite Yourcenar przedstawia rzymskiego cesarza rozmyślającego o swojej śmierci : „[T]o wydaje mi się, że kiedy to piszę, to nie jest ważne, że byłem cesarzem”.

A epitafium Thomasa Jeffersona opisuje go jako „autora Deklaracji Niepodległości Ameryki ... i ojca Uniwersytetu Wirginii”. Żadnej wzmianki o prezydenturze.

Stare przysłowie mówiące o tym, że powinniśmy przeżyć każdy dzień tak, jakby był naszym ostatnim, zazwyczaj oznacza, że ​​nie powinniśmy czekać, aż nadejdzie nasz ostatni dzień na Ziemi, żeby zacząć nadawać priorytet rzeczom, które naprawdę mają znaczenie.

Każdy, kto ma kilka smartfonów i pełną skrzynkę e-mailową, wie, że łatwo jest żyć, nie zdając sobie sprawy, że żyjemy. Życie według Trzeciej Metryki byłoby więc życiem, które jest świadome tego, jaka będzie nasza mowa pogrzebowa. „Zawsze czuję ulgę, gdy ktoś wygłasza mowę pogrzebową i zdaję sobie sprawę, że jej słucham” – zażartował George Carlin. Możemy nie słuchać własnej mowy pogrzebowej, ale tak naprawdę piszemy ją cały czas, każdego dnia. Pytanie brzmi, ile dajemy do dyspozycji osobie wygłaszającej mowę pogrzebową.

Tego lata nekrolog kobiety z Seattle o imieniu Jane Lotter, która zmarła na raka w wieku 60 lat, stał się popularny . Autorką nekrologu była sama Lotter.

„Jedną z niewielu zalet umierania na raka endometrium III stopnia, stadium IIIC, nawracającego i przerzutowego do wątroby i jamy brzusznej” – napisała – „jest to, że masz czas na napisanie własnego nekrologu”. Po przedstawieniu pięknej i pełnej życia relacji ze swojego życia pokazuje, że żyła życiem, mając na myśli prawdziwą definicję sukcesu. „Mój ukochany Bob, Tessa i Riley” – pisze. „Moi ukochani przyjaciele i rodzino. Jakże cenni byliście dla mnie wszyscy. Poznanie i kochanie każdego z was było historią sukcesu mojego życia”.

Zaledwie kilka miesięcy przed śmiercią historyka Tony'ego Judta na ALS w 2010 r. udzielił on niesamowitego wywiadu Terry Gross w programie Fresh Air stacji NPR. Zapytała go o jego przekonania duchowe. Odpowiedział :

Nie wierzę w życie pozagrobowe. Nie wierzę w jednego lub wielu bogów. Szanuję ludzi, którzy wierzą, ale sam w to nie wierzę. Ale jest jedno wielkie „ale”, które się tu pojawia: jestem o wiele bardziej świadomy niż kiedykolwiek, z oczywistych powodów, tego, co to będzie oznaczać dla ludzi, których zostawię, gdy umrę. Dla mnie to nic nie będzie znaczyć, ale dla nich będzie znaczyć wiele i jest to dla nich ważne, mam na myśli moje dzieci, moją żonę lub moich bliskich przyjaciół, że jakiś mój duch jest, w pozytywny sposób, obecny w ich życiu, w ich głowach, w ich wyobrażeniach itd. Więc w jeden ciekawy sposób uwierzyłem w życie pozagrobowe jako miejsce, w którym nadal mam obowiązki moralne, tak jak w tym życiu, z tą różnicą, że mogę je wykonywać tylko przed dotarciem tam. Gdy tam dotrę, będzie za późno. A zatem nie ma Boga, nie ma zorganizowanej religii, ale rozwija się poczucie, że istnieje coś większego niż świat, w którym żyjemy, także po naszej śmierci, i że mamy w tym świecie pewne obowiązki.

Więc czy wierzysz w życie pozagrobowe, tak jak ja, czy nie, będąc w pełni obecnym w swoim życiu i w życiu tych, których kochasz, tworzysz własne życie pozagrobowe i piszesz własną mowę pogrzebową. To cenna lekcja, tym bardziej, że mamy szczęście być zdrowymi, mieć energię, wolność i brak przeszkód, aby stworzyć życie pełne celu i sensu.

Nie powinno być konieczne doświadczenie bliskie śmierci, aby przypomnieć nam, co wszyscy pewnego dnia stracimy. Według magazynu Colors , coś, co nazywa się „terapią żywego pogrzebu”, staje się coraz bardziej popularne w Korei Południowej, która ma najwyższy wskaźnik samobójstw wśród krajów rozwiniętych. Może to obejmować wejście do trumny i zabicie jej gwoździami, aby doświadczyć przebłysku ostateczności i zamknięcia śmierci. Jeden z operatorów czasami prosi uczestników o sporządzenie listy osób w ich życiu, które są dla nich ważne. Pewna kobieta powiedziała, że ​​proces ten uświadomił jej, że zaniedbywała swojego męża. „Czuję się, jakbym się odrodziła” – powiedziała. „Chcę zadzwonić do mojego męża, powiedzieć mu 'dziękuję' i 'przepraszam'”.

To ekstremalna metoda i miejmy nadzieję, że większość z nas nie będzie musiała zostać przybita gwoździami do trumny, aby poczuć, co naprawdę cenimy. Ale dobra wiadomość jest taka, że ​​jeśli to czytasz, wciąż masz czas, aby sprostać najlepszej wersji swojej mowy pogrzebowej.

Oto kilka moich ulubionych mów pochwalnych , dzięki uprzejmości Alison Nastasi z The Atlantic . Czy masz ulubioną mowę pochwalną lub coś szczególnego, co pamiętasz z mowy pochwalnej, którą usłyszałeś? Proszę, użyj sekcji komentarzy, aby się podzielić.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

4 PAST RESPONSES

User avatar
Pete Dec 17, 2013

I was fortunate to hear the eulogy of a circus performer. The gathering were taken through a wonderful life, marriage, children and so on. The moment that took this sad occasion into a spiritual celebration was when we were asked to acknowledge the passing of the coffin, not in mournful silence, but as she would have left the circus ring: to rapturous applause. Not a dry eye in the church, but all smiled through the tears as we clapped and clapped...

User avatar
shepscott Dec 6, 2013

My brother-in-law took care of my sister for 25 years as she battled a brain tumor while running his own business. He did it with love and laughter and brought fun and normalcy to their house. When I told him he was like a saint he looked at me and said, "That's what you do when you love someone." My sister never lost her sense of humor during the ups and downs of her long illness. She was in Hospice 7 years ago and then was discharged because she wasn't about to die right then. She kept the twinkle in her eye until the end. They're both gone now but they shared the model of what a loving couple looks like in real life.

User avatar
Kristin Pedemonti Dec 4, 2013

May we ALL live our Best lives now positively impacting as many other lives as we are able. Thank you for the reminder of what Real Success is.

User avatar
Kentucky Farmer Dec 4, 2013

I like to walk in the town cemetary during my lunch hour. My favorite tombstone is one that simply reads, "She touched." I reflect on it often.