Wiesz doskonale, że jestem na Ciebie zły, Boże. Niespokojny. Niezdolny do modlitwy. Czemu nie zburzysz muru, który nas rozdziela? Nie czuję z Twojej strony żadnej inicjatywy, żadnego wsparcia. Czuję tylko tę okropną, tlącą się falę gniewu. I poczucie winy, paraliżujące poczucie winy. Jak mam korzystać z tutejszych luksusów – obfitego jedzenia, basenu, naszego dywanowego i wyściełanego życia? Nic z tego nie jest złe, ale nie mogę się już zrelaksować i „poczuć się jak u siebie”. Bycie w domu nie służy mi.
Ostatnio próbowałem przyznać się do bólu, opowiadając o tym przyjaciołom po trochu. Ale gdzie jesteś, Boże? Czy jesteś pocieszycielem udręczonych? Ucieczką biednych? Bogiem, który zawsze był ze mną? A może jesteś Bogiem, który widzi, ale nic nie robi? Bogiem, który dopuszcza choroby, gdy nie ma pieniędzy na lekarstwa. Bogiem, który mówi o miłości, ale pozwala panować okrucieństwu. Bogiem, który wychwala łagodność, tylko po to, by patrzeć, jak jest miażdżona za drutem kolczastym. Bogiem, który wysłuchuje modlitw bogatych chrześcijan na całym świecie, ale nie zmienia ich serc. Bogiem, w którego imieniu toczą się wojny. Bogiem, który milczy pośród cierpienia. Bogiem, który omija wszystkie te pytania, wskazując na krzyż.
Którym Bogiem jesteś? I dlaczego nie odpowiadasz na te łzy? Zawsze chciałem cię kochać.
Bóg postanowił nie reagować w moim czasie. Niemniej jednak, samo danie upustu emocji przyniosło mi ulgę i z gniewem tlącym się na drugim planie, wróciłem do akademickich zajęć. Bóg i ja znaleźliśmy się w impasie.
Aż pewnego dnia doświadczyłem czegoś w rodzaju snu na jawie. Nie modliłem się, tylko siedziałem w ogrodzie niedaleko uniwersytetu, rozmyślając nad bałaganem, w którym czułem się tak pogrążony. Nieświadomie nagle nawiązałem dialog z Bogiem, którego odsuwałem na bok przez tyle tygodni.
Wyobraź sobie, że masz brata, którego kochasz, powiedziałem Bogu. Wyobraź sobie, że twój ojciec obsypuje cię hojnymi darami, ale twojemu bratu nic nie daje. W rzeczywistości zamyka go na podwórku i ignoruje, zostawiając mu tylko małą kokardkę! resztek do zjedzenia raz dziennie. Jak długo mógłbyś cieszyć się wszystkimi swoimi wygodami i przywilejami w domu? Jak długo mógłbyś znosić „modlitwę za brata” z dystansu? Jak długo byś czekał, zanim zacząłbyś żywić urazę do tego ojca, który rzekomo kocha wszystkie swoje dzieci, zwłaszcza te biedne?
A gdybyś spędził trochę czasu na zewnątrz, na tym pustym podwórzu ze swoim bratem i bardzo się do niego zbliżył, i poczuł jego udrękę, gdy nie mógł wyżywić i ubrać własnych dzieci, i zobaczył, że on – pomimo złego traktowania – nadal kocha swojego ojca i błagalnie zapytał: „Co takiego zrobiłem, że uraziłem naszego ojca, że tak mnie traktuje?”
Czy po tym wszystkim chciałbyś spotkać się z ojcem twarzą w twarz w swoim wygodnym domu? Czy nie bałbyś się, że go znienawidzisz?
I ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Bóg odpowiedział:
Wiesz, że tak nie jest, Marilyn, choć rozumiem, dlaczego tak czujesz. Mam wiele dzieci. Niektóre z nich zamknęły twojego brata w domu. Sercem jestem z nim, ale dałam ludziom wolność. Robią ze mną, co im się podoba. Widzisz, miłość niczego nie zmusi. Jestem tak bezsilna, naprawdę, jak tetraplegik. Otaczają mnie pościelą i świecami, uroczystymi procesjami i mnóstwem kwiatów, zasypują mnie modlitwami. Ale o dziwo, tylko nieliczni z nich naprawdę zwracają uwagę na swoich braci i siostry. To też łamie mi serce.
Cieszę się, że je zauważyłeś. No dalej, złość się, ale proszę, nie nienawidź mnie. Jestem z tobą w tym, bardziej niż mógłbyś sobie uświadomić. Jestem też z twoimi braćmi i siostrami w obozach, nawet jeśli obwinia się mnie za ciężar, który teraz dźwigają. No dalej, pozwól łzom płynąć. Zobacz, płaczę razem z tobą.
Nasz impas zakończył się właśnie wtedy, gdy Bóg i ja płakaliśmy razem w ogrodzie w Berkeley. Od tamtej chwili pojmuję Boga inaczej. Niezależnie od tego, co teologowie twierdzą inaczej, wiedz, że Bóg nie jest wszechmocny, a przynajmniej nie w takim rozumieniu władzy, jakie ma większość z nas. Dlaczego? Ponieważ ci, którzy kochają, nigdy nie sprawują kontroli nad innymi. Ponieważ miłość czyni nas całkowicie bezbronnymi, jak opisał to C.S. Lewis w swojej książce „Cztery miłości”:
Kochać w ogóle to stać się wrażliwym. Pokochaj cokolwiek, a twoje serce z pewnością zostanie złamane i być może złamane. Jeśli chcesz mieć pewność, że pozostanie nienaruszone, nie możesz go nikomu oddać, nawet zwierzęciu. Owiń je starannie hobby i drobnymi luksusami; unikaj wszelkich uwikłań; zamknij je bezpiecznie w szkatule lub trumnie swojego egoizmu, Ale w tej szkatule – bezpiecznej, ciemnej, nieruchomej, pozbawionej powietrza przestrzeni – ono się zmieni. Nie zostanie złamane; stanie się niezniszczalne, nieprzeniknione, nieodkupione. Alternatywą dla tragedii, a przynajmniej ryzyka tragedii, jest potępienie. Jedynym miejscem poza Niebem, gdzie możesz być całkowicie bezpieczny przed wszystkimi niebezpieczeństwami i perturbacjami miłości, jest Piekło.
Chesterton miał rację. Miłość pragnie być z ukochaną osobą. Miłość nie może niczego naprawić, ale miłość zawsze puka i przychodzi, by być z ukochaną osobą w jej cierpieniu, nawet w otchłaniach piekła. Miłość nie izoluje ani nie izoluje; miłość wybiera bycie z nią. Miłość nie zmusza; może jedynie zapraszać. Bóg czeka: „Oto stoję i pukam do drzwi. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdzie do domu i będzie z nią wieczerzał, a ona ze mną” (Ap 3,20).
Pomimo naszych uporczywych i nieustępliwych oczekiwań, Bóg nigdy nie obiecuje ukojenia naszego bólu, lecz obiecuje pozostać blisko nas w jego obliczu. Prorocy zachęcają nas, abyśmy „nadawali Mu imię Emmanuel, co znaczy: Bóg z nami” (Iz 7,14). Mamy na to Boże słowo: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Od tego zobowiązania zależy wszystko.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
Thank you for sharing such an empowering story, sister.
You mentioned the theft by camp supervisors. How much of donations reach the refugees and how much is stolen? How can you control this?
Honored to have read this...Thank you for sharing, dear sister. Yes, He is with us and will never leave nor forsake us