[Opowiedziałem tę historię poniżej na spotkaniu Awakin Circle w Santa Clara w Kalifornii. Jestem wdzięczny wolontariuszom, którzy umożliwili poniższą transkrypcję i nieustannie zachęcają do dzielenia się takimi historiami o transformacji.]
Kilka miesięcy temu wybrałem się na mój regularny popołudniowy spacer wzdłuż nadmorskiego szlaku i wracałem do domu. Żona i syn czekali na mnie, a ja byłem trochę spóźniony, więc szedłem szybko i myślałem o tym, żeby zdążyć, nie zwracając uwagi na to, co się wokół mnie dzieje. 
Potem pomyślałem: „To nie jest zbyt fajne! A gdyby tak po prostu zwolnić? A gdybym po prostu był obecny i zaczął zauważać, co się dzieje wokół mnie?”. Więc tak zrobiłem. Miałem właśnie przejść przez autostradę.
Nagle zauważyłem nastoletnią dziewczynę, która krzyczała, wrzeszczała i biegła. „O co chodzi?” – pomyślałem. Pobiegła przez autostradę. Bez żadnego konkretnego celu, poszedłem przez autostradę, żeby za nią podążyć i zobaczyć, co się dzieje.
Okazało się, że jej samochód był zaparkowany na sąsiedniej przecznicy i siedziało w nim dwóch facetów. Najwyraźniej się włamali. Było tam dwóch młodych mężczyzn, całkiem rosłych, a ona po prostu szalała – podbiegła do samochodu i zaczęła krzyczeć.
No i co ja z tym wszystkim zrobię? Nie wiem. Ale potem pomyślałem, że podejdę do samochodu i po prostu będę kimś, kto będzie obecny. Więc podszedłem do samochodu. Ci dwaj faceci spojrzeli na mnie, potem na nią, a potem otworzyli drzwi i wybiegli. Dziewczyna wsiadła do samochodu, w panice odpaliła silnik i pognała.
Potem spojrzałem na drugą stronę ulicy i zobaczyłem, że ci dwaj faceci są teraz na siebie wściekli, krzyczą i zaczynają się bić. Nadal byłem w trybie „pauzy”. Pomyślałem sobie: „Oto jestem, więc co mam zrobić?”.
Znajomy głos w mojej głowie, głos rozsądku i zdrowego rozsądku, mówi: „To nie twoja sprawa. To ważni ludzie. Nic z tym nie zrobisz. Muszą sami sobie z tym poradzić. Wynoś się stąd!”
Potem pojawia się drugi głos, dochodzący z głębszego miejsca. Ten głos mówi: „Ludzie są w niebezpieczeństwie. Jak możesz tak po prostu odejść?”
„Co mogę zrobić?” – pytam.
„Po prostu bądź obecny. Jesteś dorosły. Jesteś spokojny. Zależy ci na nich”.
Więc znów się zatrzymałem i wziąłem głęboki oddech. Potem podszedłem.
Wyciągnęli noże i krążyli wokół siebie. Podszedłem tam… i po prostu powiedziałem… Powiedziałem do każdego z nich: „Wszystko w porządku? Wszystko w porządku?”. Zatrzymali się i spojrzeli na mnie. Zapytałem: „Naprawdę chcecie sobie nawzajem zrobić krzywdę? Po co to wszystko?”.
Spojrzeli na mnie, a jeden z nich zmarszczył brwi, splunął, odwrócił się i odszedł. Drugi zaczął iść w przeciwnym kierunku.
Zacząłem iść pod górę, wracając do domu. Wtedy usłyszałem jednego z facetów idącego za mną. Pomyślałem sobie: „O nie”. Ale kiedy podszedł, odwróciłem się, spojrzałem na niego i powiedziałem: „Hej, stary, naprawdę wszystko w porządku?”.
Odwrócił wzrok i powiedział: „Tak, tak, wszystko w porządku”. Następnie odwrócił się i odszedł. 
Szedłem dalej pod górę. „Skąd wiedziałem, co robić?” – zastanawiałem się.
„Nie zrobiłeś tego” – mówi drugi głos. „Zrobiłeś to, postanawiając nie decydować. Postanowiłeś się wycofać i puścić. Zrobiłeś miejsce dla ducha przewodnictwa”.
Odwracam się i patrzę na młodego mężczyznę schodzącego ze wzgórza. Wydaje się bardziej zrelaksowany i patrzy na otaczające go drzewa.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES