„To jest szczęście” – wzdycha fikcyjny narrator Willi Cather, zatapiając się w ogrodzie babci – „rozpuścić się w czymś kompletnym i wspaniałym”. Pokolenie później, w prawdziwym życiu, Virginia Woolf doznała największego olśnienia w swoim życiu – i być może do dziś stanowi najdoskonalszą definicję tego, co znaczy być artystką – kontemplując pełnię i wielkość rozkwitającą w ogrodzie.
Prawie sto lat później botanik i autor książek przyrodniczych Robin Wall Kimmerer, który pięknie pisał o sztuce uważnego obserwowania życia w każdej jego skali , bada objawienia ogrodu w książce Braiding Sweetgrass: Indigenous Wisdom, Scientific Knowledge and the Teachings of Plants ( Biblioteka Publiczna ) — niezwykłej i niezwykle satysfakcjonującej książce, łączącej botanikę, mitologię rdzennych Amerykanów, historię naturalną i filozofię.
W szczególnie urzekającym fragmencie Kimmerer, która łączy swoje naukowe wykształcenie z indiańskim dziedzictwem opowiadania historii, uważa szczęście za pewnego rodzaju wzajemność między Ziemią a ludzkim duchem – radosną wzajemność uczuć i ożywionej więzi:
Sekret szczęścia przyszedł mi do głowy podczas zbierania fasoli.
Polowałem wśród spiralnych pnączy oplatających moje tipi z fasolą tyczną, unosząc ciemnozielone liście, by znaleźć garście strąków, długich i zielonych, jędrnych i pokrytych delikatnym meszkiem. Zrywałem je, gdzie wisiały w smukłych parach, nadgryzałem jeden i czułem tylko smak sierpnia, przefiltrowanego w czystą, chrupiącą fasolę… Zanim skończyłem przeszukiwać tylko jedną kratownicę, mój kosz był pełny. Aby go opróżnić w kuchni, przeszedłem między ciężkimi pnączami dyni i wokół pomidorów upadłych pod ciężarem owoców. Rozłożyły się u stóp słoneczników, których główki pochylały się pod ciężarem dojrzewających nasion.
Ilustracja Emily Hughes z książki Mały ogrodnik
W połowie kroku w ogrodzie Kimmerer zauważa poletko ziemniaków, które jej córki przerwały zbieranie tego ranka. Łączy tę więź z ziemią i zobowiązaniem do dobrego rodzicielstwa w pięknej medytacji nad tym, co znaczy troszczyć się o, być zarządcą, kochać – czy to dziecko, czy Matkę Ziemię:
Narzekają na prace w ogrodzie, jak to dzieci przystało, ale kiedy już zaczną, dają się porwać miękkości ziemi i zapachowi dnia i wracają do domu dopiero po kilku godzinach. Nasiona do tego koszyka fasoli wbiły się w ziemię ich palcami w maju. Patrząc, jak sadzą i zbierają plony, czuję się jak dobra matka, ucząc ich, jak same o siebie zadbać.
[…]
Jak pokazać moim córkom, że je kocham, w czerwcowy poranek? Zbieram im poziomki. W lutowe popołudnie lepimy bałwany, a potem siadamy przy ognisku. W marcu robimy syrop klonowy. W maju zbieramy fiołki, a w lipcu pływamy. W sierpniową noc rozkładamy koce i obserwujemy deszcz meteorów. W listopadzie w nasze życie wkracza ten wspaniały nauczyciel – stos drewna. To dopiero początek. Jak okazujemy naszym dzieciom naszą miłość? Każdy na swój sposób, obsypując je deszczem prezentów i ulewą lekcji.
Może to był zapach dojrzałych pomidorów, śpiew wilgi, albo ten specyficzny kąt padania światła na żółte popołudnie i fasolę gęsto zwisającą wokół mnie. Po prostu przyszło to do mnie w powodzi szczęścia, która sprawiła, że wybuchnęłam głośnym śmiechem, płosząc sikorki dziobiące słoneczniki, zrzucające na ziemię czarne i białe łupiny. Wiedziałam to z pewnością, ciepłe i czyste jak wrześniowe słońce. Ziemia odwzajemnia nasze uczucia. Kocha nas fasolą i pomidorami, pieczonymi kłosami, jeżynami i śpiewem ptaków. Deszczem darów i ulewnym deszczem lekcji. Zapewnia nam byt i uczy nas, jak dbać o siebie. Tak robią dobre matki.
Przypomniał mi się ten fragment z absolutnie urzekającego „Braiding Sweetgrass” dzięki wzmiance w znakomitej rozmowie Kimmerera z Kristą Tippett w „On Being” — posłuchaj i rozkoszuj się poniżej:
Ten rodzaj głębokiej uwagi, jaką poświęcamy dzieciom, jest czymś, co cenię, co myślę, że wszyscy możemy pielęgnować i odzyskać – ponieważ uwaga to brama do wdzięczności, brama do zachwytu, brama do wzajemności. I bardzo mnie martwi, że dzisiejsze dzieci potrafią rozpoznać 100 logo firm i mniej niż 10 roślin. To oznacza, że nie zwracają uwagi .
Uzupełnij wypowiedź Mary Oliver — innej patronki słuchania i Ziemi — o to, co tak naprawdę znaczy zwracać uwagę , a następnie przeczytaj ponownie znakomite teksty Kimmerer o magii mchu i o tym, jak nadawanie nazw nadaje godności istnieniu .

COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
And, I suppose it is no surprise that women would bring us all this wisdom (Sophia) as keepers of the garden and braiders of sweetgrass? };-) ❤️