TS: OK, jest tego sporo, Meg, więc chcę to trochę omówić. Wojownik dla Ludzkiego Ducha powstrzymuje się od strachu i agresji. OK, co się dzieje, gdy ktoś czuje się agresywny? Może chodzi o coś, co dzieje się na świecie, coś, co sprawia, że czuje złość lub strach. Może istnieje strach przed katastrofą nuklearną. Jak Wojownik dla Ludzkiego Ducha radzi sobie ze strachem i agresją, gdy się pojawiają?
MW: Cóż, mogę mówić osobiście, ponieważ pojawiają się one każdego dnia. Mam nowe poziomy wściekłości z powodu zniszczenia, które dzieje się ludziom, miejscom i sprawom, na których mi zależy w tym kraju. I chodzi o to, aby zdać sobie sprawę, że nie wybieram pozostania lub działania — reagowania — na te uczucia. Więc kiedy wpadam w strach, rozumiem, że tak naprawdę dokonuję wyboru, aby się bać. Wolałbym po prostu jasno zobaczyć sytuację, abym wiedział, co byłoby właściwym działaniem w tym momencie. A potem rozwinąłem się, pracując z moim umysłem przez wiele lat — to część treningu, ale nie... Jest świetne stwierdzenie, że jeśli nie znasz strachu, nie możesz być nieustraszony. Więc nie mówimy o akceptowaniu wszystkiego lub po prostu siedzeniu tam z dobroczynnym uśmiechem na twarzy na to, co się dzieje. To naprawdę działa, oczekiwanie tych głębokich, mrocznych emocji, w tym żalu i poczucia rozpaczy z powodu wszystkiego, co jest tracone, i strachu, jawnego strachu.
Chodzi o to, żeby móc z nimi pracować, a nie tylko na zasadzie reaktywności. Znacznie więcej staje się możliwe, kiedy się boimy, jeśli potrafimy naprawdę uszanować tę emocję — „w tej chwili jestem przerażony na śmierć” — i po prostu posiedzieć z nią przez chwilę. Następnie z spokojniejszego, bardziej wycentrowanego miejsca naprawdę zdecydować: „Więc co byłoby właściwym działaniem w tej sytuacji?” I wtedy staje się to bez strachu, ponieważ przeszedłeś przez strach. Nigdy nie zaprzeczasz tym rzeczom. I muszę powiedzieć, że po prostu obserwuję w swoim życiu, jak intensywne są moje uczucia gniewu każdego dnia. I nie zawsze jest satysfakcjonujące nie reagować, a czasami robię to w kategoriach przeklinania, po prostu odpuszczania, robienia wywodu. Myślę, że sednem — cieszę się, że poruszyłaś ten temat Tami — ponieważ sednem tego, jak trenujemy, jak każdy z nas musi trenować, jest to, że musimy szanować i uznawać te bardzo silne emocje, w których teraz jesteśmy na co dzień, a powiedziałbym, że jest to gniew, który staje się wściekłością, żal, który staje się przytłaczającym poczuciem straty, bezsilności.
A dla ludzi, którzy byli aktywni na świecie i mieli na niego wpływ, co robimy z tymi uczuciami? I myślę, że to jest główne pytanie dla twoich słuchaczy, od którego właściwie to zacząłeś. Teraz napotykamy tak silne emocje, które są uzasadnione. Właściwie byłoby prawdziwą szkodą, gdybyśmy nie zauważyli, że często jesteśmy w tych bardzo silnych, ciemnych emocjach. Ale wtedy prawdziwą potrzebą jest, co mam z nimi zrobić? Co mam z nimi zrobić? Dlatego tak wiele osób choruje, nie wiedzą, co zrobić ze swoim żalem lub gniewem. Więc znalezienie właściwej pracy z tego jest niezbędne. Ponieważ w przeciwnym razie jesteśmy po prostu pożerani żywcem przez te bardzo silne emocje.
TS: Mówisz o znalezieniu „właściwej pracy”, co oznacza, że nie trzeba podchodzić do sprawy reaktywnie, ale trzeba podjąć decyzję o tym, by odpowiedzieć na nią w jakiś znaczący sposób.
MW: To prawda.
TS: OK. Chciałem też porozmawiać z tobą o tej idei widzenia rzeczy takimi, jakie są. Używam zwrotu „bezpośrednia percepcja”. I zauważam, że nawet gdy mówisz i czuję wyzwanie, by zobaczyć stan świata takim, jaki jest naprawdę, czuję, że nie wiem, skąd wziąć właściwe informacje, by dojść do właściwych ocen i wniosków. Jakim wiadomościom ufam? Mam na myśli, jak właściwie angażuję się w jasną percepcję sytuacji na świecie?
MW: Tak, to miecz obosieczny, ponieważ im bardziej zwracasz uwagę na to, co dzieje się na świecie, tym bardziej jest to dewastujące. Wielu moich przyjaciół i ja sam mówimy o tym, jak dajemy sobie tygodnie odpoczynku, kiedy po prostu nie oglądamy żadnych wiadomości ani nawet ich nie czytamy, po prostu po to, żeby w jakiś sposób powrócić do poczucia uziemienia. Ale zaledwie dwa dni temu przeczytałem cytat jednej z moich wspaniałych mentorek, Hannah Arendt, która powiedziała, że kiedy wszystko jest kłamstwem, to nie chodzi o to, że ludzie wierzą w kłamstwo, zaczynają w ogóle nie wierzyć w nic. I myślę, że to jest niebezpieczeństwo tych czasów, kiedy rozkładamy ręce i mówimy: „Nie mogę w nic uwierzyć”.
Nie sądzę, żeby to była prawda. Myślę, że wymaga to zaangażowania w poszukiwanie dobrych reportaży — teraz dzieje się wiele dobrych reportaży — i dyscypliny w czytaniu o rzeczach szczegółowo. To ciekawe, ponieważ wszyscy, nawet prasa teraz po prostu wypunktowuje kluczowe punkty w artykule. Co tydzień brytyjski The Guardian publikuje coś, co nazywa „Long Read”. Nazwałbym to staromodnym dziennikarstwem, ale to jest sytuacja, w której musisz usiąść i przeczytać kilka stron, aby uzyskać pełny obraz, złożony obraz tego, co się dzieje. Więc myślę, że to jest... i coraz bardziej to rozumiem. Po prostu byłem w świecie przez całą jesień, spotykałem się z wieloma ludźmi w Australii i Europie, gdzie byłem przez wiele lat w swoim życiu. Ale myślę, że tak wiele osób po prostu mówi: „Cóż, nie mogę ufać niczemu”. Myślę, że to nieodpowiedzialne, ponieważ jesteśmy myślącymi, troskliwymi ludźmi, więc musimy znaleźć źródła informacji, które są wiarygodne. A potem możesz je przeciwstawić, jeden przeciwko drugiemu.
Wymaga to odpowiedzialności. Wymaga zaangażowania. „Zamierzam poszukać informacji na ten temat”. Ale dzieje się coś dobrego w doniesieniach. Myślę, że jesteśmy poddawani praniu mózgu, aby powiedzieć: „Cóż, nie można ufać mediom”, jako wielkie wybielanie. Dzieje się wiele dobrego w doniesieniach, ale to zobowiązanie, aby nie dać się przytłoczyć, a następnie zauważyć, że nawet gdy zrobię dokładny, pełny obraz czegoś, będę przytłoczony i dlatego muszę dać sobie kilka dni wolnego lub po prostu odejść i zająć się czymś innym, aby odprężyć umysł. Ponieważ to, co się dzieje, jest dość przytłaczające. Ale wycofanie się na tej podstawie, myślę, jest całkowicie nieodpowiedzialne.
TS: To ma dla mnie sens. OK, teraz trzeci punkt, który poruszyłeś: wiedza o tym, co działa i wykorzystanie naszych talentów. I to jest cytat, który zaczerpnąłem z twojej książki, Who Do We Choose To Be? To pytanie, które zadajesz liderom: „Czy jesteś gotów użyć wszelkiej władzy i wpływu, jakie posiadasz, aby tworzyć wyspy zdrowego rozsądku, które przywołują i polegają na twoich najlepszych ludzkich cechach, aby tworzyć, nawiązywać relacje i wytrwać?” I uwielbiam tę ideę tworzenia w naszym własnym życiu „wysp zdrowego rozsądku” i zastanawiam się, czy możesz powiedzieć o tym więcej, co masz na myśli?
MW: Tak, nie miałem na myśli tego jako czegoś osobistego. Miałem na myśli to jako coś organizacyjnego lub opartego na społeczności, że wykorzystujemy nasze własne przywództwo lub nasze własne zaangażowanie w sprawę lub problem, aby zebrać ludzi razem, a następnie celowo — nie mówię o tym jako o miejscach transformacji, mówię o nich jako o miejscach transcendencji — gdzie jesteśmy gotowi przekroczyć obecną dynamikę, która jest tak powszechna w organizacjach i tworzeniu polityki, chciwość, interes własny, po prostu podejmowanie decyzji o podjęciu decyzji. I tworzymy miejsca, w których duch ludzki może rozkwitnąć, gdzie ludzie mogą pamiętać o wielkiej przyjemności dobrej współpracy, poświęceniu czasu na myślenie. Mam na myśli, że są to teraz rewolucyjne zmiany, które zawsze czuję się trochę głupio nazywać. To, że stworzenie miejsca, miejsca pracy lub wysiłku społeczności, w którym ludzie myślą razem, jest obecnie aktem rewolucyjnym, a nie tylko reagowaniem, a nie tylko natychmiastowym działaniem.
Więc wyspa zdrowego rozsądku… Definiuję zdrowe przywództwo jako niezachwianą wiarę lidera, że ludzie mogą być kreatywni, hojni i życzliwi. A kluczowym zwrotem jest „może być”, ponieważ możemy być również samolubni, narcystyczni, brutalni, a nawet dzicy wobec siebie nawzajem. Więc to wymaga pracy i jest to wspaniały, odważny akt ze strony liderów, aby powiedzieć: „Nie zamierzam podążać za ogólnym nurtem. Zamierzam stworzyć to jako wyspę. Zamierzam stworzyć poczucie wyjątkowości, poczucie, „wiem, co robimy i będziemy trzymać się z dala od negatywnych nacisków” — z których niektóre są biurokratyczne, a niektóre są bardziej osobistymi atakami — ale stworzymy granicę, nie po to, aby chronić siebie, ale aby chronić siebie, abyśmy mogli wykonywać dobrą pracę.
I otrzymuję wiele pozytywnych odpowiedzi na to. I to jest moje podejście do cytatu Teddy'ego Roosevelta: „Rób, co możesz, z tym, co masz, tam, gdzie jesteś”. Po prostu, bez względu na twoją sferę wpływów, pomyślmy o tym jako o sanktuarium, jako o wyspie zdrowego rozsądku, gdzie będziemy dobrze współpracować. I to jest akt transcendencji w dzisiejszych czasach. Jestem tego pewien.
TS: Czy możesz mi pomóc zrozumieć, dlaczego użyłeś słowa „transcendencja”? Powiedziałeś, że to transcendencja, a nie transformacja. Nie zrozumiałem tego.
MW: Transformacja... Tak, ma dla mnie znaczenie, ponieważ kiedy coś przekraczasz, wznosisz się ponad to. Podczas gdy transformacja, która była sednem tak wielu z nas w naszej pracy nad zmianą, polegała na tym, że mieliśmy zmienić system i nie tylko osobiście się przekształcić, ale także przekształcić miejsce pracy lub sposób, w jaki jesteśmy razem w społeczności. Tak więc przyjęliśmy obecny kształt i formę rzeczy — system — i pracowaliśmy nad jego zmianą. A kiedy mówię o mentalności wyspiarskiej, chodzi o to, że „tak właśnie jest. Nie zmienimy tego. Wzniesiemy się ponad to i stworzymy coś nowego, opartego na innych wartościach i innych praktykach”.
TS: OK, jest jeszcze jeden cytat z Who Do We Choose To Be? „Możesz rozpoznać Wojowników dla Ludzkiego Ducha po ich współczującej obecności i po ich radości”. I zauważyłem, że byłem z tobą, kiedy powiedziałeś: „Po ich współczującej obecności”, pomyślałem, cóż, to intuicyjnie oczywiste, ale „po ich radości”? Pomyślałem: „Co, serio?” Pomóż mi to zrozumieć.
MW: To jedno z tych... Uwielbiam znajdować słowa, które nas zatrzymują — „Co masz na myśli?” Cóż, nie jesteśmy postaciami optymizmu i pozytywności Little Miss Sunshine, radość, inaczej mówiąc, to pewność siebie, prawość. Ale odczuwam ją jako radość w starszym znaczeniu tego słowa. Kiedy jestem z grupą ludzi i naprawdę razem pracujemy, czuję się radosna. I mówię ludziom: „Czyż to nie dobrze, że jesteśmy razem?” To radość bycia razem w pracy, bez względu na to, jak ciężka jest praca. To powód, by naprawdę czuć wdzięczność i radość. Nie jesteśmy radośni z wyników, oczekiwań. To po prostu radość bycia razem w pracy, gdzie nie jesteśmy na siebie nawzajem, gdzie naprawdę jesteśmy w głębszym poczuciu połączenia. To właśnie oznacza radość.
TS: I jest jeszcze jeden cytat z tej samej sekcji, który wydał mi się ciekawy. To rozdział, który nazywasz „Radość współbycia”. Piszesz: „Doświadczenie radości często jest takie samo jak smutek”. I myślę, że to bardzo interesujące, zwłaszcza w świetle naszej rozmowy, kiedy zauważam, że czuję pewien ciężar w sercu, rozmawiając z tobą, ale czuję też radość z nawiązania z tobą kontaktu. Nie wiem, czy powiedziałbym, że czują to samo, w pewnym sensie czuję je obie, więc...
MW: Ciężkość nie jest tym samym, nie jest tym, co opisuję jako smutek. Dla mnie radość i smutek są jednym, ponieważ są to doświadczenia całego ciała, kiedy naprawdę jesteś w okresie, w którym całe twoje istnienie wydaje się być zaangażowane w to uczucie. Uważam, a inni opisują to w ten sam sposób, że trudno jest to nazwać. Musimy więc wyjść poza „czym jest smutek”, ale to co innego niż ciężkość. Ale niezależnie od tego, jaką radość możesz teraz odczuwać, jest to rodzaj radości, której zwykle doświadcza się, gdy ludzie przeszli przez… mogą to być wysiłki na rzecz usuwania skutków klęsk żywiołowych, gdy ratują ludzi i zwierzęta, dostarczają środki medyczne, a ludzie wokół nich umierają. Ale zawsze opowiadają o tych doświadczeniach jako radosnych. Pracowałem w tej dziedzinie przez wiele lat i w końcu zrozumiałem: „Och, mówisz o doświadczeniu ludzkiej komunii, prawdziwego przekraczania siebie, po prostu bycia dla siebie nawzajem”. I to jest radosne doświadczenie.
Ma też tę cechę smutku, ponieważ doświadczenie, w którym byliśmy, zawierało w sobie wielki żal i stratę. I myślę, że wszystkie te są... Mamy te nazwy — radość i smutek lub szczęście lub wiele różnych opisów — wszystkie są zbyt ograniczające. I tak, kiedy mówię „radość i smutek są jednym”, co jest cytatem z Pisma Świętego, tak naprawdę chodzi o odczuwanie w całym twoim byciu, że to jest po prostu właściwe, to jest wielkie tak, to doświadczenie. I mogę to poczuć, kiedy jestem w miejscach głębokiego żalu. Mogę to poczuć, ponieważ jestem razem z innymi ludźmi. To całkowicie nie-zachodnia, niematerialna podstawa tego, co jest dostępne, kiedy... Cytuję Biblię cały czas: „Gdziekolwiek dwóch lub więcej się zbierze, tam będę i ja”. Więc to naprawdę doświadczenie sacrum i nie wiem, jak to opisać nawet słowami radość lub smutek, ale to najgłębsze, najgłębsze odczucie.
TS: Teraz Meg, wyobrażam sobie ludzi słuchających, którzy czują rezonans z tą ideą bycia Wojownikiem dla Ludzkiego Ducha, ale niekoniecznie identyfikują się w swoim życiu jako lider. Wiem, że wykonałaś wiele pracy z przywództwem. Czy uważasz, że jeśli ktoś jest Wojownikiem dla Ludzkiego Ducha z konieczności, jest liderem?
MW: Są. Użyłam definicji lidera jako kogoś, kto chce pomóc. Używałam jej przez wiele lat. Więc to nadal kobieta, która staje w obronie swojego dziecka w systemie szkolnym. To osoba, która widzi, że coś dzieje się w społeczności i po prostu nie pozwoli, aby to umknęło. To ktoś, czyje serce otwiera się na sprawę, po prostu patrząc na zdjęcie w gazecie. Więc jeśli lider jest kimś, kto chce pomóc, musimy zwrócić uwagę na to, jakie są przyczyny lub sytuacje, które wzywają nas do przodu, które wzywają nas do chęci pomocy i służby. A świat jest pełen liderów, ponieważ jest tak wiele osób z otwartymi sercami, które naprawdę pragną coś zmienić. A to, co robię teraz w swojej pracy, polega na tej samej dynamice bycia powołanym do służby, a następnie nadaniu jej nazwy: Wojownik dla Ludzkiego Ducha.
TS: No i na koniec, Meg, przeczytałam w dziale wiadomości na twojej stronie, że w styczniu wybierasz się na 60-dniowe samotne odosobnienie w ciszy. I pomyślałam, że to bardzo interesujące, że jesteś gotowa i że postrzegasz to jako część swojej pracy, aby poświęcić taki czas, aby pojechać na dwumiesięczne odosobnienie i być „poza akcją” w pewnym sensie, poza akcją świata, świata zewnętrznego, przez ten okres czasu. I zastanawiam się, czy możesz po prostu opowiedzieć o tej decyzji w tym momencie swojego życia, aby spędzić tak dużo czasu na odosobnieniu?
MW: Cóż, to mój ósmy rok, w którym odbywam, co najmniej, 60-dniowe odosobnienie i jest to dla mnie tak korzystne, że nie mogłem tego nie zrobić w tym momencie. Pozwala mi to po prostu obserwować, jak mój umysł powraca do życia — bez rozpraszaczy, bez niczego do zrobienia poza byciem ze swoim umysłem, czy to w medytacji, czy w nauce, czy po prostu samemu, dzięki czemu naprawdę widzę wyraźniej i naprawdę rozwijam poczucie tej równowagi, która trwa do listopada. I wtedy zdaję sobie sprawę, że staję się o wiele bardziej reaktywny. To część mojej praktyki. Jak powiedziałem, to ósme długie odosobnienie, w którym uczestniczę. Otrzymałem niesamowite wskazówki od mojej nauczycielki, Pemy Chödrön. To po prostu, dla mnie, daje mi podstawę do wykonywania mojej pracy, przyjmowania cierpienia świata i nie bycia zniszczonym przez moje własne bardzo silne reakcje i ciemne emocje. Tak więc, to mój sposób na prawdziwe odżywienie, ponowne skupienie, przygotowanie i dostrojenie się do tego, co będzie dalej.
TS: Meg Wheatley, chcę ci bardzo podziękować za tę rozmowę. Naprawdę mnie inspirujesz. Dziękuję ci bardzo.
MW: Cóż, powiedziałbym, że dla ciebie i wszystkich słuchaczy sprzeczne emocje, uczucia „nie pozwolę rzeczom wejść, bo to zbyt rozpaczliwe” — to wszystko jest częścią procesu. I tak naprawdę dar pogodzenia się z stawieniem czoła „temu, co jest”, to dar znalezienia właściwej pracy, a zatem jest to niezachwiana motywacja do pójścia naprzód.
TS: Rozmawiałem z Margaret Wheatley. Jest autorką bestselleru Leadership and the New Science i nowej książki Who Do We Choose to Be?: Facing Reality, Claiming Leadership, Restoring Sanity. Meg, bardzo dziękuję za udział w Insights at the Edge. Dziękuję.
MW: Jestem bardzo wdzięczny za ten czas Tami, dziękuję.
TS: SoundsTrue.com: wiele głosów, jedna podróż.
Margaret Wheatley Jest pisarką I
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
7 PAST RESPONSES
As a longtime Meg Wheatley fan, whoa, this brought me up short. Who knows what will come along from outside the box that will get all of humanity’s attention, allowing some intelligence to emerge that could turn everything around? I made films about crop circles because all you can say about who makes them is, “Not us,” and if that were commonly accepted it would make everyone rethink reality. We’d be one humanity in relation to “the other,” and that would be a more hopeful thing that your work makes room for. I find it disturbing that you’re teaching your perspective as if it’s fact rather than offering it as your opinion. The world is too phantasmagorical for such an absolute positon to sit well with me.
My Wheatley fanship was reflected in an event I produced for TED. This was part of my description of it:
Whatever the problem, community is the answer. – Meg Wheatley
Why is TED so successful in drawing people to live events? It can’t be just to learn. We have TV for TED Talks, not to mention all the other info that comes to us from the tube. Coming to live events must be about mingling. We hope this will be the first of many TEDx West Hollywood events so that an activist community develops. Be prepared not only to be informed, but to share yourself as you engage with others.
[Hide Full Comment]This brought into focus many thoughts, observations, and feelings I have and have had over the past few years, and I greatly appreciate that. I will be looking for this book on our next trip into town and sharing this transcript. Creating awareness is the first step. Thank you.
This is a very inspiring article. It puts the finger on the sore spot, in my opinion. Let me know if you are inspired by this too. I am thout reading her book "Who do we choose to be?" Anyone would like to read it with me?
In traditional Lakota culture the "warrior for the human spirit" is the heyoka (holy fool); part shaman, medicine man, holy man, and comic. As an old anonemoose monk, it is the persona with which I identify best in this season of life. };-) ❤️