Spędziłem dużo czasu z panem Rogersem w ciągu ostatnich trzech lat, badając i pisząc książkę o jego życiu i wierze. Przez cały ten czas byłem zafascynowany pytaniem, dlaczego wciąż przywołujemy go z pamięci.
Przez dziesięciolecia wspominaliśmy Freda, kiedykolwiek na świecie działo się coś strasznego, dzieląc się jego pocieszającymi słowami i wizerunkiem w mediach społecznościowych. Następnie, w ciągu ostatnich kilku lat, zagłębiliśmy się trochę bardziej, z dokumentami i książkami (i gadżetami !) w obfitości. W tym tygodniu fascynacja wydaje się osiągnąć szczyt wraz z wydaniem filmu fabularnego, A Beautiful Day in the Neighborhood , z udziałem laureata Oscara Toma Hanksa. Dlaczego wciąż przywołujemy pana Rogersa? I dlaczego nadszedł czas na film fabularny o jego wpływie?
„Potrzebujemy go teraz” – często mi mówią ludzie. „Nie ma nikogo takiego jak on w dzisiejszych czasach” – często słyszę. „Gdyby tylko był w pobliżu…” W grę wchodzi tu duża dawka nostalgii.
Ale nostalgia, choć przyjemna, jest statyczna. Nie leczy żadnych dolegliwości ani nie opatruje ran. Z pewnością nie buduje dzielnic opieki, co jest celem Freda Rogersa. Nostalgia sugeruje, że istniały prostsze czasy, że Mister Rogers był prostym człowiekiem, że Mister Rogers' Neighborhood było prostym programem, w którym mogliśmy znaleźć wytchnienie od politycznej urazy i uzbrojonego strachu — gdybyśmy tylko mogli dowiedzieć się, jak tam wrócić. Problem polega na tym, że lata 60., 70., 80. i 90., dekady, w których Fred budował i nadawał swoje Neighborhood , nie były proste. On też nie był prosty. My też nie.
Ta nostalgia jest tak kusząca, że martwiłem się o film. Zbyt łatwo jest spłaszczyć Freda w pamięci, uczynić go dwuwymiarowym i przyciąć do dowolnego kształtu, jaki uważamy za potrzebny. Obawiałem się, że Fred Rogers na dużym ekranie może być idealny lub święty (prawdziwy nie był), pełen słońca i żadnej ciemności. I kto mógłby nas za to winić, naprawdę? Tak wielu z nas czuje się, jakbyśmy w dzisiejszych czasach błądzili w ciemności, z zamglonymi oczami od nieustannego cyklu wiadomości, z szeroko otwartymi oczami z niekończącym się zmartwieniem w godzinach porannych. Wszyscy potrzebujemy odrobiny słońca.
W miarę jak rozprzestrzeniała się reklama nowego filmu, wiele artykułów i większość rozmów w mediach społecznościowych skupiało się na jednym temacie: życzliwości. Tegoroczny Światowy Dzień Życzliwości (który najwyraźniej istnieje od 1998 r.) wydawał się być przejęty przez Freda. WQED, stacja telewizyjna, w której stworzył Mister Rogers' Neighborhood i The Children's Corner , namawiała sąsiadów z Pittsburgha i nie tylko do noszenia swetrów na cześć Freda. Pielęgniarka z Pittsburgha szydełkowała maleńkie kardigany dla noworodków w szpitalnym pokoju dziecięcym, a sama pani Rogers odwiedziła ich, by zachwycać się i zachwycać. Tego samego dnia New York Times opublikował obszerny profil Toma Hanksa, który skupiał się na tym, jaki jest „miły”, jakby chciał nas z góry zapewnić, że zasługuje na ten sweter, te trampki.​​​​​
Spędziłem Światowy Dzień Życzliwości w skromnym nastroju. Nie chodzi o to, że uważam, że Nasz Święty Patron Życzliwości nie był miły. Był. Bez wątpienia. Po prostu nie jestem pewien, czy „życzliwość” daje odpowiedź na pytanie „Dlaczego Fred?” lub „Dlaczego teraz?” bardziej niż nostalgia. I myślę, że udzielenie właściwych odpowiedzi ma znaczenie, nie tylko dla wiernego wspominania Freda, ale dla lepszego poznania siebie — rodzaju rozwoju, który ucieszyłby Pana Rogersa.
Rzecz w tym, że pan Rogers prawie nigdy nie uczył nas, że powinniśmy być mili. W Neighborhood nie było w ogóle „powinniśmy”. „Powinniśmy”, które subtelnie się pojawiały, były raczej sugestiami. Możesz rozważyć podzielenie się tym, kim jesteś poprzez sztukę. Czy mogę zasugerować, abyś znalazł sposoby na wyrażenie swoich uczuć? Czy mogę ci przypomnieć, raz jeszcze, że te wyrażenia nie muszą ranić ciebie ani nikogo innego?
Przede wszystkim, bardziej niż życzliwość (o której rzadko mówił), bardziej niż samoekspresja i uczucia (o których mówił cały czas), mówił nam jedną rzecz raz po raz: Jesteś kochany . Zazwyczaj nie mówił tego w ten sposób. Zamiast tego mówił: „Lubię cię takiego, jakim jesteś” lub „Jest tylko jedna osoba na świecie taka jak ty” lub „Uczyniłeś ten dzień wyjątkowym dla mnie, po prostu będąc sobą”. I śpiewał to również. „Jesteś moim przyjacielem; jesteś wyjątkowy” i „To ty mi się podobasz” i „ Lubię cię takim, jakim jesteś ”.
Te piosenki były jego oryginalnymi kreacjami przez lata i zachwyca mnie wyobrażanie sobie, jak myśli: Wiesz? Chyba napiszę dziś piosenkę. Czego naprawdę potrzebuje Neighborhood — czego naprawdę potrzebuje świat — to jeszcze jedna piosenka o tym, jak każda osoba jest godna miłości. Nie mógł przestać. Ciągle znajdował inny sposób, żeby to powiedzieć. I ciągle patrzył prosto w kamerę i nalegał: Ty — nie, naprawdę, ty — jesteś godna miłości. Mówię poważnie. Mam nadzieję, że wiesz to dziś i zawsze. Powiem ci to jutro.
Fred nie mówił wiele o życzliwości, mimo że nieustannie ją modelował. Być może dlatego, że nie uważał, że można kultywować życzliwość, mówiąc ludziom, aby byli życzliwi. Fred wierzył w to, czego nauczył go profesor teologii seminaryjnej w latach 50.: Kiedy wierzymy, że jesteśmy dobrzy i godni miłości, będziemy patrzeć na naszego bliźniego również jako na dobrego i godnego miłości i będziemy go traktować tak, jakby taki był. Z drugiej strony profesor Freda uczył go, że jeśli źle się czujemy, będziemy patrzeć na naszego bliźniego oczami oskarżyciela, a zło (tak, pan Rogers wierzył w zło) będzie się rozprzestrzeniać i kwitnąć.
Innymi słowy, nie postępujemy życzliwie, ponieważ ktoś nam kazał. Postępujemy życzliwie, ponieważ uwierzyliśmy, że jesteśmy godni miłości, a zatem wierzymy, że nasz sąsiad również musi być godny miłości. „Lubię cię takiego, jakim jesteś”. „To ciebie lubię”. „Jesteś wyjątkowy”.
Teraz, w kinie i praktycznie wszędzie indziej, rozpaczliwie przywołujemy Freda Rogersa z naszej pamięci kulturowej — ale nie sądzę, żeby to było dlatego, że potrzebujemy życzliwości. Nie potrzebujemy nauki przyzwoitości. Generalnie rzecz biorąc, jesteśmy przyzwoiti. Jeśli w to nie wierzysz, spędzasz zbyt dużo czasu na oglądaniu wiadomości lub przewijaniu Twittera. Idź do sklepu spożywczego; odwiedź bibliotekę; przejdź się ulicą. Ktoś będzie dla ciebie miły. Prawie wszyscy z nas to robią, prawie cały czas, prawie każdego dnia.
Nie boimy się, że nie będziemy mili, naprawdę. Boimy się — rozpaczliwie się boimy — że nie jesteśmy godni miłości . Przywołujemy Freda z naszej zbiorowej pamięci, ponieważ gdzieś, głęboko w środku, nadal jesteśmy dziećmi. Siedzimy ze skrzyżowanymi nogami przed pudełkowatymi telewizorami w żłobkach, piwnicach i norach w całym kraju. Nie jesteśmy prości. Nasze czasy nie są proste. Nasze życie nie jest proste. Patrzymy, zachwyceni i z opadniętą szczęką, kochając go, nie dlatego, że jest miły, ale dlatego, że on kocha nas.
Po tylu latach jesteśmy do niego przyciągani z tego samego powodu. To takie proste. To takie głębokie.
Film — dzięki Fredowi, dzięki Tomowi — na szczęście zrobił to dobrze. Kiedy w tym tygodniu, w przyszłym tygodniu lub następnym zbierzecie się, żeby go obejrzeć z tysiącami sąsiadów, obejrzyjcie. Policzcie, ile razy Tom-jako-Fred mówi swojemu przyjacielowi Lloydowi mizantropowi, żeby był miły. Zobaczcie, czy kiedykolwiek zasugeruje, żeby Lloyd pomógł żonie z dzieckiem lub zasugeruje, jak Lloyd powinien (lub nie powinien) rozmawiać ze swoim ojcem. Żadnych spoilerów, poza jednym: On tego nie robi. Ani razu. Zamiast tego Tom-jako-Fred znajduje, cytując inną piosenkę, „wiele sposobów, żeby powiedzieć, że cię kocham” i pomaga Lloydowi przywołać z własnej pamięci wszystkich ludzi, którzy pomogli mu pokochać.
„Miłość jest u podstaw wszystkiego” – mówi sam Fred w zeszłorocznym dokumencie. „Miłość lub jej brak”.
W tym czasie, który jest tak chaotyczny, nieuprzejmy i niekochany, jak każdy inny, jaki kiedykolwiek znaliśmy, oto nadzieja: Wiemy dokładnie, czego potrzebujemy. Dowodem jest nasza obsesja na punkcie tego mężczyzny, który tak często mówił nam, że jesteśmy godne miłości, że stało się to dziwne. Tak, jasne, bądźcie mili. Bądźcie nadal porządni. Ale co ważniejsze, słuchajcie Freda i każdego, kto mówi wam najprawdziwszą prawdę. Jesteście godne miłości. Ty — naprawdę, ty — jesteście godne miłości. Nie musicie już więcej cierpieć, bojąc się, że nie jesteście. Po prostu jesteście. Dokładnie tacy, jacy jesteście.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
Thank you. Here's to recognizing each one of us is loveable: to seeing that in ourselves and in turn everyone we encounter. Now that's a beautiful day in the neighborhood <3