„Pod koniec życia” zapytał kiedyś mój przyjaciel, „Co masz nadzieję, że się wydarzy?”. Uznałem to za świetne pytanie i postanowiłem dać mu przemyślaną odpowiedź, więc schowałem ją do kieszeni na później i kupiłem sobie miesiąc na zadanie. Przez jakiś czas mój umysł zalewał się pytaniami o fabułę. Czy się zakocham? Czy będę mieć dzieci? Czy poznam pasję w swojej pracy? Czy będę dotykać czyichś żyć? Czy zmienię świat? Na lepsze? Czego będę żałować? Gdzie będę podróżować? Gdzie będę mieszkać? Czy naprawdę podróżować? Czy naprawdę żyć?
Kiedy byłem dzieckiem oglądającym filmy, krzyczałem podczas napiętych scen: „Ach! Co się stanie!?” „Skąd mam wiedzieć?” Mój tata się śmiał: „Oglądam ten sam film, co ty!” Tak naprawdę go o to nie pytałem. Ale ta niepewność jest niepokojąca.
Tak kuszące jest zadawanie pytań o to, jak potoczą się sprawy, chwytanie się jakiegoś zapewnienia w ciągle zmieniającym się świecie. Ale odpowiedzi nie ma tu, nie teraz. Czekają cierpliwie na końcu historii, relaksując się w cieniu, prawdopodobnie popijając lemoniadę. Nigdzie się nie wybierają, więc może lepiej odpuścić pytania i po prostu poddać się możliwościom.
„Czy to? Czy mogę tamto?” Puściłem wszystkie te pytania w niepamięć i wkrótce nowe pytanie zaczęło pojawiać się w kącie mojej świadomości. Zamiast pytać, jakie życie mam nadzieję przeżyć, zacząłem się zastanawiać, jak przeżyć życie. Zadanie się dla mnie zmieniło, z opowiadania jednej historii na badanie moich własnych wartości.
Przez większość mojego życia, myślę, że odziedziczyłem swoje wartości z kontekstu. Patrząc wstecz, widzę, że w latach przed dostaniem się na dobry college najważniejszą rzeczą dla mnie było po prostu dostanie się na dobry college. Kiedy byłem na Brown, to były oceny. Po ukończeniu studiów spędziłem dwa lata pracując i żyjąc, udowadniając swoją niezależność… sobie? Chyba? A potem przyszedłem do pracy w Facebooku, firmie z głęboko osadzonymi i dobrze sformułowanymi wartościami. Wierzyłem w wizję i moich współpracowników, co wystarczyło, abym przyjął wartości firmy jako swoje własne. Wydajność i dźwignia stały się dla mnie ważne, wraz z otwartością, łącznością, wpływem. To były rzeczy, które nie dawały mi spać w nocy.
To, co powinno mnie trzymać w nocy, to rak mojego taty. Zdiagnozowano go, gdy byłem na studiach, ale udawałem, że nie, bo tak było łatwiej. Zakładałem, że po prostu wyzdrowieje. Ale pewnego dnia, podczas moich lat na Facebooku, zrobiło mu się gorzej. X lat życia. Miałem ochotę odłożyć te wieści na bok i wrócić do pomagania w demokratyzacji informacji na świecie (znanej również jako przetwarzanie poczty e-mail), gdy coś we mnie się przewróciło, pękło, obudziło i zaśpiewało. W jednej chwili zobaczyłem, że żyję na autopilocie. Spałem za kierownicą i tak było przez… czy to możliwe? od zawsze? Więc co teraz mam zrobić? Tego dnia złożyłem wniosek o sześciomiesięczny urlop, potrzebując przestrzeni od własnego życia, aby to zobaczyć. A także, aby spędzić czas z rodzicami.
W ciągu dwóch kolejnych lat zacząłem, bardzo powoli, podążać za własnym sercem. Mimo że byłem niewprawny, często mówiło ono cichym tonem, dawało mi mieszane sygnały lub długie okresy ciszy. To nadal prawda, ale im więcej słucham, tym więcej słyszę. A teraz, gdy spędziłem trochę czasu, żyjąc zgodnie z własną intuicją, mogę spojrzeć wstecz i zobaczyć, jak kształtuje się nowa spójność, moje własne osobiste wartości stają się jasne.
A zanim się nimi podzielę, chciałabym dodać, że jednym z rezultatów podążania za głosem serca jest znalezienie się w obecności niesamowitych nauczycieli i wzorów do naśladowania. Wiele z tego, co następuje, pochodzi bezpośrednio z tego, czego się od nich nauczyłam. Wielki uścisk, głęboki ukłon.
Prawda. Nie mogę zakładać, że znam wszystkie przejawy życia w prawdzie, ale mam nadzieję, że zawsze będę żył w tym pytaniu.
Jednym z aspektów prawdy, który zacząłem cenić, jest zdolność jasnego widzenia. Praktycznym sposobem, którego nauczyłem się widzieć Prawdę kontra Fałsz, jest „Jest” kontra „Nie jest”. Cenię sobie naukę widzenia tego, co JEST. W miarę jak podążam swoją ścieżką, wiem, że nie obchodzi mnie już to, kim nie jestem, czym nie jest ten świat, czym nie są moi partnerzy, rodzina czy przyjaciele, rozumiesz? Raczej, kim jestem ? Kim są oni? Co się dzieje? Niedawno przyjaciel przestał do mnie pisać, gdy znalazł nową dziewczynę. Moje pierwsze myśli brzmiały: „On nie odpowiada”, „ Nie jestem dla niego tak ważna”, „ Nie mam wsparcia” i „ Nie mam już bliskiej przyjaciółki”. Zajęło mi kilka tygodni, aby puścić to, co się nie działo i zobaczyć, co się działo . Zakochiwał się . Mój ból i gniew nie pozwalały mi cieszyć się z jego powodu. A kiedy zaczęłam pisać dla siebie każdego dnia, rozwijałam swoje wewnętrzne wsparcie. Moje poczucie straty i oburzenia nie pozwalało mi dostrzec rozwoju w sobie. Wraz z tym, co nie jest, idą również to, co powinno i czego nie powinno, czego nie można, czego nie zrobiono, czego nie było, oraz to, co trzeba i co trzeba.
Przyjąłem też zasadę mówienia tak szczerze, jak tylko potrafię, co oznacza, że nie mówię tylko tego, co jest prawdą, ale także tego, co jest miłe, pomocne i aktualne.
Komunikowanie prawdy to nie tylko kłamanie lub niekłamanie. To raczej sztuka. Mogę wysłać Ci wiadomość tekstową, aby powiedzieć, że Cię kocham. Albo mogę otworzyć Ci drzwi, kiedykolwiek zapukasz, odpowiedzieć, kiedykolwiek zadzwonisz, słuchać, kiedykolwiek będziesz tego potrzebować. Co jest najbardziej prawdziwe? Niedawno słyszałem, jak ktoś powiedział, że mówienie prawdy to tylko połowa gry: „Jak szczerze możemy słuchać?” Słuchać bez osądzania, bez oczekiwań, bez przerywania i bez planowania odpowiedzi?
Przełamanie dysonansu poznawczego to kolejny sposób życia w Prawdzie. Dysonans poznawczy to trzymanie się i życie sprzecznymi wartościami. Ostatnio wiele się dowiedziałem o produkcji mięsa, temacie, który świadomie ignorowałem do niedawna. Prawdopodobnie dlatego, że wiedziałem, że jeśli będę wiedział za dużo, będę musiał zacząć poświęcać. I KOCHAM hamburgery. Tak często utrzymujemy dysonans poznawczy dla wygody – nie wiedząc, gdzie i jak powstają moje ubrania, mogę kupować tańsze rzeczy, jakby ktoś inny nie płacił kosztów. Nie rozumiejąc prawdziwego zagrożenia dla planety, mogę dalej jeździć, latać, produkować… konsumować. Konsumować ten sam system, Ziemię, który mnie stworzył. Nigdy nie lubiłem polityki ani nie poświęcałem wystarczająco dużo uwagi sprawom światowym, handlowi ludźmi, uciskowi religijnemu, prawom kobiet, zagrożonym gatunkom ani żadnemu cierpieniu świata. Żyję tak uprzywilejowanym życiem, że jest niesamowicie wygodnie nie wpuszczać niczego z tego. Gdybym naprawdę wiedział, co dzieje się na świecie, czy mógłbym nadal żyć tak, jak żyję? Nie. Ale nie mogę się obudzić, dopóki nie obudzę się do wszystkiego, więc jestem zobowiązany. Jednak pogodziłem się również z faktem, że nauka życia w zgodzie wymaga edukacji i czasu. „Właściwy” sposób życia nie zawsze jest oczywisty. Słyszałem kiedyś, jak Al Gore powiedział, że pomimo kosztów środowiskowych latania, uważa, że warto edukować świat na temat zmian klimatycznych. Moja droga do rezonansu poznawczego polega na zwracaniu większej uwagi na moje motywacje i ewoluowaniu w tempie, które pozostawia mnie silnym i bezpiecznym na tyle, abym mógł kontynuować tę ścieżkę.
Miłość własna. Do dwóch lat temu lubiłam siebie. Gdybyś poprosił mnie o zamianę z kimkolwiek, nie zrobiłabym tego, a często czułam się dumna z tego, kim byłam i co zrobiłam. Ale nie KOCHAŁAM siebie. Nie KOCHAŁAM siebie tak, jakbym była absolutnie idealnie cudownie bezwarunkowo nieodparcie godna miłości. Podobnie jak poszukiwanie prawdy, może to być podróż, która trwa całe moje życie, ale obecnie agresywnie angażuję się w szanowanie siebie, moich potrzeb, moich pragnień, moich gustów, moich emocji, moich wyborów, mojej przeszłości, moich intencji, mojego ciała, mojej sztuki, moich błędów, mojego wszystkiego. Mam nadzieję, że uszanuję to wszystko, jakby nie było nic ważniejszego na tym świecie do uszanowania. (Pracuję nad tym, aby) kochać siebie, jakbym była moim jedynym dzieckiem; jakbym ja i ja sama były ostatnimi dwiema osobami na ziemi. Wierzę w siebie jako w moją własną religię. Nie w sposób, który stawia mnie ponad kimkolwiek innym; ale pozwala każdemu być swoim własnym osobistym Bogiem. Nie wiem o kim mowa, ale podoba mi się to: „Gdyby każdy się uzdrawiał, świat byłby uzdrowiony”.
Moje ciało, moje ja, ta fizyczna istota to sposób, w jaki wchodzę w interakcję ze światem. To, co moje ciało robi, jak działa, co mówi, co piszą moje palce, to jest jedyny kontakt, jaki mam z tym wszechświatem. To mój pojazd, to moje narzędzie, to jest to. Więc muszę utrzymać je w zdrowiu, szczęściu i naładowanym energią. Muszę wiedzieć o nim wszystko. Muszę nauczyć się używać go tak mądrze, jak to możliwe. To ja, to jedyna rzecz, jaką mam, naprawdę, więc będę je kochać, czcić i nauczę się sprawiać, by świeciło tak jasno, jak potrafię.
Daj przykład. I podczas gdy uczę się szanować i kochać siebie, staram się być świadoma wpływu, jaki moje działania mają na innych. Uzdrawiam siebie z pragnieniem uzdrowienia świata. Więc po zadaniu pytania „Czy to jest dla mnie dobre?”, następne pytanie brzmi „Jaki to daje przykład?” Są one głęboko powiązane, odpowiedzi nie mogą być oddzielne, ponieważ nic nie jest dobre dla mnie, jeśli nie jest również dobre dla innych, aby to poświadczyli. Ale często odpowiedź na pierwsze pytanie nie jest jasna, a drugie pytanie pomaga znaleźć jasność. Mówimy tysiąc razy dziennie i za każdym razem jest okazja, aby powiedzieć coś pomocnego lub szkodliwego. Czasami narzekanie lub plotkowanie może wydawać się przyjemne, ale jaki daje to przykład? Czasami spieszę się, aby być pierwszym w kolejce, zająć najlepsze miejsce, zdobyć najlepszy kawałek itp., nie zważając na to, jak może to wpłynąć na innych wokół mnie. Dość często znajduję wymówki, aby żyć niezgodnie z moimi wartościami. Pytanie, jaki przykład daję tak często, rzuca światło na szare obszary i pomaga mi zwrócić uwagę na szerszy wpływ moich działań.
Wzmocnienie. Świat jest. Jest taki, jaki jest. Co dobrego w „Chciałbym, żeby moi rodzice…”, albo „świat był…”, albo „mój szef by…”, albo „moi znajomi to”, albo „ruch uliczny tamto”, albo „pogoda tamto”, albo „cokolwiek tamto”. Świat jest taki, jaki jest. Ludzie są tacy, jacy są. Nie siedzę i nie denerwuję się, że grawitacja nie działa inaczej (no, czasami), bo po prostu TAK JEST. Więc świat jest taki, jaki jest , a ja chcę żyć szczęśliwym, spokojnym życiem. Więc jedyne pytanie brzmi, jak mam to zrobić? Co mam zmienić? Kim się stanę ? Uwielbiam ten cytat: „Czuć urazę, to jak pić truciznę i mieć nadzieję, że ktoś inny umrze”. Nawet jeśli w ogóle nie zmienię świata, mam siłę, aby zmienić uczucia i reakcje, jakie do niego mam.
Niedawno pewien prawie-właściciel mieszkania zrobił coś dziwnego. Przez kilka dni czułam złość, potem irytację, a teraz jestem prawie gotowa na współczucie. Mogę nigdy nie spotkać tego faceta, więc nie robię tego dla jego dobra, tylko dla mojego. Złość jest do bani, jakbym trzymała w klatce zwierzę, a irytacja jest taka sama, ale może muchę. Współczucie jest jednak jak wypicie ciepłej filiżanki chai: przytulne, słodkie i energetyzujące. To wspaniałe uczucie dla mojego wnętrza. Moje doświadczenie tego życia będzie sumą moich działań i moich reakcji, więc jeśli chcę żyć dobrym życiem (a chcę! Chcę!), będę pielęgnować zdrowe reakcje. Chcę wziąć pełną odpowiedzialność za wszystko, co mi się przydarza. Nie jestem ofiarą niczego. Jestem wolna.
Tworzenie tego, czego pragnę. Pomysł jest taki. Jeśli zauważę, że czegoś pragnę, uczę się to oddawać. Jeśli jestem samotny, szukam sposobów, aby ktoś inny poczuł się mniej samotny. Jeśli chciałbym, aby ktoś mnie kochał, znajduję kogoś, kogo mógłbym kochać. Jeśli myślę, że zostałem skrzywdzony, znajduję sposób, aby przeprosić. Jeśli chcę więcej społeczności w swoim życiu, a chcę, stworzę ją. Wierzę, że najwyraźniejszym znakiem tego, co powinienem pielęgnować na świecie, jest zidentyfikowanie tego, czego najbardziej pragnę. To trudniejsze, niż się wydaje. Kiedy wchodzę do kuchni i widzę wszędzie brudne naczynia, możesz być pewien, że mój instynkt nie podpowiada mi, abym radośnie sprzątał po wszystkich. Ale tak to właśnie działa. W tym momencie mam dwie ścieżki do spokoju: pozbyć się irytacji lub pozmywać naczynia samemu. Zrozumienie, że to, czego pragnę, jest tym, co najlepiej potrafię pielęgnować, jest cholernie wzmacniające.
Humor. Podczas gdy czasami humor może wydawać się błahostką, to to, co pojawia się na końcu dowcipu „puk, puk” lub po tym, jak kurczak przejdzie przez ulicę, musi być czymś więcej. Humor topi lód. Rozładowuje napięcie i zmniejsza ciężary. Humor ma zdolność przekształcania cierpienia w radość. Czasami humor jest wszystkim, co może zburzyć mury jednej perspektywy, otwierając nowe sposoby widzenia, które oferują nam nowe wybory. Może przekazywać prawdy, które można łatwo wyłączyć w każdy inny sposób. Miałem nauczyciela, który kiedyś powiedział, że humor wnosi „światło” do „oświecenia”. Myślę, że powodem, dla którego humor stał się moim zestawem podstawowych wartości, jest to, że potrzebuję go, aby zachować resztę w perspektywie. W końcu każdy z nas jest nieskończenie mały w czasie. Więc humor przypomina nam, że chociaż wszystko jest ważne, nic nie jest aż tak poważne.
Kochaj wszystkich. Spędzę resztę swojego życia ucząc się postrzegać każdą osobę na tej planecie jako kochaną jak małe dziecko lub słodki szczeniak. A także jako mądrą jak najmądrzejszy nauczyciel – godną czci jako moja najwyższa wartość. Podobnie jak reszta, zajmie to trochę czasu, prawdopodobnie całe moje życie. Ale na razie moje dni są przeplatane małymi otwarciami. Proaktywnie wybieram spędzanie czasu z ludźmi, którzy mnie dezorientują. Spędzam więcej czasu na rozmowach z nieznajomymi. Spędzam czas z tymi samymi bezdomnymi, których kiedyś udawałam, że nie widzę. Więcej obserwuję dzieci. I zwierzęta. Zadaję więcej pytań. Pielęgnuję cierpliwość. Chcę kochać każdego nie dla jego lub jej dobra, ale dla siebie. Kochanie jest TAK dobre. Piękno tego polega na tym, że droga do kochania bardziej, to kochanie bardziej; podróż i cel są takie same. I tak to praktykuję.
Estetyka. Nigdy nie zapomnę rozmowy, którą kiedyś usłyszałem między dwoma przyjaciółmi.
„Dlaczego robisz to, co robisz?”
„Aby zmaksymalizować dobro. A ty?”
"Estetyka."
Spędziłem lata próbując zrozumieć tę odpowiedź. Na początku nie miała żadnego sensu. Spędziłem życie próbując występować, doskonalić się, wyróżniać, osiągać, każda chwila napędzała następną, jakby moje ciało płonęło, a jezioro było tuż przed nami. Podobnie jak pierwszy przyjaciel, który odpowiedział, żyłem w świecie dobra i zła, gdzie dobro prowadziło do szczęścia, a zło do cierpienia. Ale estetyka? Dla mnie to słowo miało związek tylko ze sztuką i tylko z jednym momentem w czasie. Jak to wygląda? Jak się z tym teraz czuję? Dzięki odpowiedzi tego przyjaciela zacząłem postrzegać cały świat jako pojedyncze dzieło sztuki, które należy oglądać i ponownie oglądać w jednym dyskretnym momencie po drugim. W tych ramach nasze działania są ustalane nie przez to, spodziewamy się, że w przyszłości osiągniemy najlepszy wynik, ale przez to, co przyniesie więcej piękna teraz . I to jest „piękno” w każdym wymiarze, nie tylko piękno według zmysłów, ale takie, jakie serce potrafi docenić. W tych ramach nic nie dotyczy dobra i zła, szczęścia kontra cierpienie. Działania po prostu skutkują większym lub mniejszym pięknem na nieskończoną skalę.
Wczoraj wieczorem zaproponowano mi podwózkę i postanowiłem wrócić do domu pieszo w deszczu. Dlaczego? Estetyka. Wczoraj estetyka poprowadziła mnie do przeczytania książki od deski do deski. Czasami czujemy się wezwani do działania w sposób, który nie ma zbyt logicznego sensu. Później możemy dostrzec szerszy cel, któremu służyła, ale to podążanie za tymi instynktami pozwala nam uwolnić się od ograniczeń tego, co wiemy, i otworzyć się na nowe możliwości. Zacząłem postrzegać estetykę jako wartość, którą szanuję, gdy nie ma dobrego powodu , aby robić to, co robię, ale po prostu wydaje się to słuszne. To ta sama siła, która kieruje malarzem, aby wybrać, jak i gdzie pociągnąć pędzlem, i która zmienia życie z serii wzorców i nawyków w dzieło sztuki.
~ Epilog ~
Wysłałem wszystko powyższe do przyjaciela, który zadał mi pierwsze pytanie: „jak chciałbyś, żeby potoczyło się twoje życie?”. W liście do niego zakończyłem to:
„Myślę, że to nie jest do końca historia życia, którą chciałbyś przeczytać, z punktem kulminacyjnym i rozwiązaniem. Nie jest opowiadana od końca, jak omawialiśmy. Nie ma zbyt wielu szczegółów ani postaci. Ale nawet bez żadnych szczegółów, być może to wszystko i tak opowiada historię. Na koniec to życie będzie podróżą wytrwałości; mam nadzieję, że stuleciem otwarcia się na prawdę i miłość. Wykształcę hojne serce, nigdy nie stracę ducha zabawy, będę kochał dobrze i dam przykład miłości, prawdy, hojności, piękna, śmiechu i dobroci. Będę żył i umrę w pokoju, pewien, że zrobiłem wszystko, co mogłem.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
15 PAST RESPONSES
Very thought-provoking and inspiring,,, I hope it has the same ffect on my Friend,,, :)
I appreciate the method you write your posts, incredibly
skilled. I really could notice that you spent enough time and energy in
composing your site as well as in discussing more information. I’ll take a note
of your site as well as recommend it to my buddies.
NICE
wonderful article i must confess. sometimes in life we unknowingly devalue ourselves and allow others to look down on us.
This post is lovely, I endeavor to be more like it myself. Sometimes I feel like my life is on autopilot. Got to get out there and mix it up, love, learn, laugh and share. Every day. Thanks for the inspiration.
What a beautiful article Leah! We can make our lives easier and help other live easier and happier. Thanks for your insights, I will take them through my journey and share it!!!
Thank you *all* for sharing such loving reflections. It has been such a gift the last few days to feel the warmth of camaraderie - all of us just trying to live and love the best way we know how.
Thank you for sharing your beautifully-articulated (and illustrated :) values with such an open heart, Leah. My dad also became sick when I was in university and it catalyzed me to reflect upon my values in depth and with a level of sincerity that I had not done while going through the daily motions of classes and exams. Your article is an inspirational reminder to keep this iterative process alive and to live what I value each and every moment. A big hug and deep bow to you. :)
Beautifully written Leah; I can so relate to it. What a nice surprise to see that it was yours. Love, Florian
I am totally reinvested in myself through this piece of text, so full of love and humanity. Thank you, Leah, it is helping me to consider my day, otherwise devastating, in a very new light.
Thank You for sharing your Beautiful, Unfolding and Awakening Heart!!! Shining your light and
putting yourself "out there" takes great courage!!! Grateful to receive your sharing today...and just remember...whenever we begin truly speaking or writing our truth, know that the critics and judges will appear. Just remember...YOU really are PERFECT and so is all of it!!
Love and Blessings,
Janice
What a wonderful, soul searching article! The honesty and openness are refreshing, insightful and inspiring. It speaks to the impact, both internally and externally, of choosing and living by core values that significantly impact the quality of life - our own and those with whom we interact. Choosing to live completely awake and aware is a choice we can each make, and is a choice that does, indeed, change the world. Both internally and externally.
The article would have been even more powerful, however, if the author could have found a good editor. Having to mentally compensate for misspellings, missing words and poor grammar throughout the article detracted from the flow and experience of reading it.
The content was, nonetheless, excellent and impactful.
What a beautiful way to start my day. I love the honest, courageous beauty here. Thank you.
Serendipity...I was contemplating these issues these past few weeks. Intuition, self-love, compassion...you have distilled and expressed these so clearly for me and others - Michelle