Dorastając, nigdy nie zastanawiałem się, jak ważne jest, aby być kreatywnym. Można powiedzieć, że to zawód z dzieciństwa. Przychodzi naturalnie. Potem osiągamy wiek, w którym przedstawia się nam skantron opcji bubble-in, szablon CV, który musimy stworzyć, i Excel. W tym momencie nasza nauka musi mieścić się w określonych parametrach: w tej małej bańce, w limicie jednej strony i w małym cyfrowym wykresie. Co więc dzieje się z naszą wyobraźnią?
Wydaje się, że zanika.
Bycie Azjatą (jak ja) nie pomaga. Założenie, że bardziej nadajesz się do inżynierii lub medycyny, jest jak uporczywy ogon. Najwyraźniej mamy tak zwane zamiłowanie do liczb. Jeśli jesteś Azjatą, musisz być dobry z matematyki – oczywiście.
Cóż, potem okazało się, że jestem dziwakiem. Zamiast tego rozwinąłem zamiłowanie do słów i obrazów. W wieku 12 lat moim marzeniem było zostać profesjonalnym rysownikiem, co mogło przerodzić się w karierę rysownika, jeśli wszystko pójdzie dobrze. I moi rodzice pobłażali mi w tym marzeniu. W przeciwieństwie do innych, którzy mogliby uznać to za śmieszne, kupili mi książki do rysowania. Kiedy moja mama widziała, jak siedzę bezczynnie lub zasypiam pośród sterty podręczników szkolnych, sugerowała: „Czemu nie narysujesz trochę?”. Ponad dekadę później niewiele się zmieniło. Nadal chichocze na widok moich rysunków, mówi mi, żebym rysował częściej i zachowała ten notatnik.
Może powinnam była kontynuować tę ścieżkę. W zeszłym tygodniu znajomy wysłał mi e-mail z ofertą pracy zatytułowaną Doodler. Śmieszne, pomyślałam. Ale potem zobaczyłam pracodawcę – Google. Już nie takie śmieszne, ale faktycznie możliwe. I szczerze mówiąc, Google zatrudnia doodlera do zdjęć, które często pojawiają się na ich stronie głównej, aby uczcić święta i ważne okazje.
Gdy dorastałem, lista lektur stawała się dłuższa, zadania trudniejsze, a praca zajmowała każdy wolny czas studenta na studiach, ta umiejętność, by po prostu usiąść i wylać swoją wyobraźnię na puste płótno, zaczęła zanikać. Zamiast tego ta kreatywna strona musiała się odrodzić.
Moja nauczycielka historii w liceum powiedziała mi kiedyś, że historia to nie oś czasu; to opowieść. Odrzuciła linearność historii. To, co suche i starożytne, uczyniła czarującym, angażującym, a czasami nawet zabawnym. To była jej wyobraźnia w pracy. I pomogło mi to rozwinąć miłość do nauk społecznych. Nasza wyobraźnia może być bardzo zaraźliwa, dowiedziałem się.
Ale czy ta miłość do wyobraźni znajdzie kiedykolwiek miejsce w świecie rzeczywistym? Z pewnością.
Coraz więcej młodych ludzi chce dziś pracować w start-upach, gdzie biznes spotyka się z kreatywnością, gdzie to, co dziś wydaje się niemożliwe, jutro staje się rzeczywistością. Kto by pomyślał, że za kawę w Starbucks można zapłacić bez gotówki lub karty kredytowej? Można. Wystarczy zeskanować kartę Starbucks ze smartfona. Kto by pomyślał, że za mniej niż 40 dolarów można kupić pompę pedałową, która pomoże rolnikom w nawadnianiu w krajach rozwijających się? Wystarczy spojrzeć na pracę przedsiębiorcy Paula Polaka . Kto by pomyślał, że w XXI wieku będziemy rozmawiać w zaledwie 140 znakach? Być może wiedzieli to ludzie z Twittera.
Wyobraźnia tworzy nie tylko bajki i książki dla dzieci, ale także nową wizję sposobu, w jaki prowadzimy nasze życie. Wyobraźnia podważa normy, przesuwa granice i pomaga nam się rozwijać.
Niestety, wyobraźnia ta schodzi na dalszy plan w szkołach, gdzie przez długi czas kładziono nacisk na oceny i testy, a także w miejscach pracy, gdzie arkusze kalkulacyjne i prezentacje w programie PowerPoint stały się codziennością.
Musimy zachęcać do większej kreatywności. Zapomnij na chwilę o CV. Zapomnij o obsesji na punkcie ocen. Jeśli zachęcimy tego genialnego studenta matematyki, aby był również pomysłowy, mógłby wykorzystać te algorytmy do innowacji. Jeśli zachęcimy studenta biologii, aby był również pomysłowy, mógłby zaprojektować dla nas nowe, zrównoważone źródło paliwa. Jeśli zachęcimy tego miłośnika ekonomii, aby był również pomysłowy, mógłby zbudować nowy, przyjazny ludziom model biznesowy. Narzędzia są dostępne. Musisz tylko na nowo ukierunkować ich na nieoczekiwane. To właśnie tam kreatywność – w domu, w klasie i w miejscu pracy – jest tak niezbędna.
Dlatego w zeszłym tygodniu siedziałem z mamą późną nocą i czytałem wiersze Shela Silversteina dla dzieci. Okazuje się, że są równie dobre dla dorosłych, a może nawet lepsze.
ZAMROŻONY SEN
Wezmę sen, który miałem ostatniej nocy
I włożyłem to do zamrażarki,
Więc pewnego dnia, długo i daleko stąd
Kiedy będę starym dziadkiem,
Wyjmę to i rozmrożę,
Ten piękny sen zamroziłem,
I zagotuj to i usiądź ze mną
I zanurzam w niej zimne palce u stóp.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
10 PAST RESPONSES
love the article!! :)
Awesome article! thx! It helped me with my academic piece of writing.
thank you all for the kind words, really appreciate it.
let our imaginations be reawakened!
Thank you. Diane DiPrima wrote a poem called "Rant". In it she repeats, over and over, "The only war that matters is the war against the imagination. All other wars are subsumed in it." Imagination is our ability to empathize, to relate, to imagine our selves in someone else's shoes. It is essential for compassion. And it is under attack. Thank you for celebrating it. May we all do the same!
What a wonderful article. I read this in a room where my Disney stuffed animal, "Figment" rests on a shelf behind me and an empty coffee mug with little cermic feet sits by my side. You helped reinforce that it is absolutely ok for me -for everybody- to embrace both that adult side just as much as that fun, imaginative side. It doesn't have to be separate at all. Thanks for such a refreshing read.
Off I go to get out my box of Crayola crayons, paper, pens, and my imagination! Oh, thanks for the reminder that we're not too old to dream and imagine.
One of the saddest experiences I have had was presenting a holiday music program to a group of children at a disadvantaged local school. My whole program was based on .. dreams and imagination. Should be easy with a group of kids I thought. Wrong. The simple question, "Do you have a dream of something you would like to do?" met with blank stares. "Do you imagine what it might be like to fly?" Nothing. These kids had no idea. It seemed they had no dreams. That one hour program was the hardest I've ever got through. A whole classroom of children with no dreams! Kids who didn't even know how to imagine.
I was so depressed by this experience, that I went home and immediately began to write a song for the next school I would visit. It developed into a children's song which I taught to a group of children in a YWCA in-school mentoring program that I was involved with. We recorded it at a local high school, it was played on our community radio station and it featured as the backing for a promotional video which the mentoring program still uses. It was called "When I Dream (I can do anything)."
The words I used to introduce the kids to the idea of dreaming and imagination were these.
"Nothing has ever been created, no masterpiece painted, no song given voice, no discovery unveiled, without someone, somewhere, who had a dream."
[Hide Full Comment]Janne Henn
this write up made think about the creative childhood of mine which I have decided to dust it new
Oh yes....let's pretend1
Walt Disney taught me an elephant can fly, and a little wooden puppet can wish upon a star and become a human boy. Some time along the way, most of that good stuff was lost by the wayside. I want it back !