Poniższe przemówienie wygłosiłem 19 maja 2014 r. podczas uroczystości wręczenia dyplomów na Uniwersytecie Pensylwanii.
Dziękuję. Dziękuję bardzo. Dzień dobry. I gratulacje!
Postaram się dziś rano być zwięzły. Jako muzyk, to około 10 godzin przed moim normalnym wyjściem do pracy, więc niedługo będę potrzebował drzemki. A Ty masz jeszcze dyplomy do zdobycia.
Mam też przeczucie, że niektórzy z was mają mnie już dość. Problem z amerykańskim radiem pop jest taki, że w jakiś sposób naukowo ustalili, że publiczność jest w stanie lubić tylko te same 10 piosenek na raz, więc po prostu puszczają je w kółko, aż w końcu się kompletnie zirytują. Potem przechodzą dalej...
Miałem 10-letnią karierę solową i żadna z moich piosenek nigdy nie należała do tych 10. Aż do tej chwili. A teraz: „Wszyscy jesteście już mną tak znudzeni, że macie dość słuchania, że poszedłem do Penn. Po co go znowu sprowadzili?” (śpiewane na melodię refrenu „All of Me”)
To był mój skromny sposób na powiedzenie, że mam najlepszą piosenkę w kraju. Bardzo kunsztowne, nie sądzisz?
Ale szczerze mówiąc, jestem naprawdę zaszczycony, pełen pokory i wdzięczności, że mogę być tu na otwarciu jednego z najlepszych uniwersytetów na świecie. Po raz pierwszy odwiedziłem ten kampus jako uczeń ostatniej klasy liceum, John Stephens, w 1995 roku – 19 lat temu – i nigdy bym wtedy nie pomyślał, że będę tu stał jako John Legend i przemawiał do was dzisiaj.
Powód, dla którego tu jestem, powód, dla którego do tej pory odbyłam tak wspaniałą podróż, to to, że znalazłam miłość. Tak, miłość. Wszyscy zostaliśmy stworzeni do miłości. I odkryłam, że żyjemy najlepszym życiem, odnosimy największe sukcesy nie tylko dlatego, że jesteśmy mądrzejsi od innych albo że bardziej się staramy. Nie dlatego, że szybciej stajemy się milionerami. Kluczem do sukcesu, kluczem do szczęścia jest otwarcie umysłu i serca na miłość. Spędzanie czasu na robieniu rzeczy, które kochasz, i z ludźmi, których kochasz.
Moje życie mogło jednak potoczyć się inaczej. Na początku miałem całkiem dobre dzieciństwo. Dorastałem w małym robotniczym mieście Springfield w stanie Ohio. Byłem otoczony rodziną, w tym dwojgiem kochających rodziców, którzy tak bardzo dbali o naszą edukację, że przez kilka lat w szkole podstawowej uczyli nas w domu. Poświęcali czas na to, by nauczyć nas czegoś więcej niż tylko przedmiotów ścisłych. Uczyli nas o charakterze, o tym, co znaczy wieść dobre życie.
Mój ojciec często opowiadał nam o swojej definicji sukcesu. Mówił, że nie mierzy się go pieniędzmi i dobrami materialnymi, ale miłością, radością i życiem, które można poruszyć – życiem, któremu można pomóc. Moi rodzice po prostu to robili. Poświęcili się naszemu kościołowi. Przyjmowali dzieci z rodzin zastępczych i pomagali bezdomnym, mimo że sami nie mieliśmy zbyt wiele pieniędzy.
Dorastanie w domu Stephensów oznaczało również, że byłem zanurzony w sztuce i muzyce oraz zachęcany do kreatywności. Mieliśmy w domu pianino i perkusję. Błagałem, żebym wziął lekcje gry na pianinie, gdy miałem 4 lata. Zacząłem śpiewać w chórze kościelnym i w szkolnych przedstawieniach, gdy miałem 7 lat. Tak więc zakochałem się w muzyce już w bardzo młodym wieku.
Moja rodzina była wzorem dla naszego kościoła i lokalnej społeczności. Moi rodzice byli liderami, wychowującymi inteligentne, utalentowane dzieci w pełnym miłości otoczeniu. Mieliśmy nawet małą grupę śpiewaczą o nazwie „Stephens 5”.
Ale wszystko zaczęło się sypać, gdy miałem 10 lat. Moja babcia ze strony matki zmarła w tym roku, mając zaledwie 58 lat, a jej śmierć zdruzgotała moją rodzinę. Była organistką w naszym kościele i w niedziele po mszy chodziłem do niej, żeby po prostu z nią spędzić czas. Piekła kurczaka, jarmuż i chleb kukurydziany. I uczyła mnie grać na pianinie gospel. Była jedną z moich ulubionych osób na świecie.
Ona i moja matka również były sobie bardzo bliskie, a jej śmierć wpędziła matkę w głęboką depresję, która ostatecznie rozbiła naszą rodzinę. Mój świat legł w gruzach. Moi rodzice się rozwiedli. Moja matka zniknęła, pogrążona w ponad dekadzie narkotyków i rozpaczy. A ja byłam zagubiona i zdezorientowana.
Po początkowym szoku związanym z rozpadem mojej rodziny, moja zewnętrzna reakcja nie była zbyt emocjonalna. Radziłam sobie, zachowując stoicki spokój i pozorną obojętność. Myślałam, że jeśli nie wystawię się na więcej bólu i wrażliwości, nigdy nie zostanę zraniona. Jeśli się nie zakocham, nikt już nigdy nie będzie mógł mnie tak zdradzić.
Zajmowałem się pracą szkolną i wieloma innymi zajęciami, starałem się nie myśleć za dużo o mojej sytuacji rodzinnej i unikać bólu, kiedy tylko mogłem. Głównym powodem, dla którego aplikowałem tylko na uczelnie na wschodnim wybrzeżu, była chęć uniknięcia jakichkolwiek przypomnień o domu w moim codziennym życiu.
Jedyną rzeczą, którą pozwoliłem sobie pokochać bezgranicznie, była muzyka. Włożyłem w nią całą swoją pasję. Spędzałem nad nią tak dużo wolnego czasu, że prawie nie spałem. Wieczorami śpiewałem w chórze społecznym, chórze estradowym i musicalach w liceum; a cappella i w chórze kościelnym na studiach. Pisałem własne piosenki. Występowałem w talent show. Włożyłem mnóstwo energii w to, by stać się lepszym artystą, lepszym pisarzem i lepszym wykonawcą. I pod pewnymi względami uczyniło mnie to lepszym uczniem i lepszym liderem. Bo kiedy naprawdę ci na czymś zależy, chcesz przewodzić. Apatia nie jest już taka fajna.
Po ukończeniu Penn miałem przed sobą wiele tradycyjnych możliwości, które teraz są przed wami, i podjąłem pracę w Boston Consulting Group. Ale nie mogłem pozbyć się pasji do muzyki. Podążałem ścieżką, którą powinien podążać absolwent Penn, ale się nie zakochałem. Od razu zacząłem myśleć o tym, jak odejść z BCG i zostać muzykiem na pełen etat. Spędzałem godziny w ciągu dnia, przygotowując prezentacje PowerPoint i modele finansowe. I prawie tyle samo godzin w nocy pisałem piosenki i występowałem na małych koncertach w Nowym Jorku i Filadelfii.
Zawsze wierzyłem, że mój wielki przełom nadejdzie prędzej niż później. Właściwie, od 1998 roku, kiedy jeszcze studiowałem na Penn, do początku 2004 roku, przez każdy z tych lat myślałem, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy dostanę ten wielki kontrakt płytowy. Zawsze myślałem, że moja chwila jest tuż za rogiem. Ale wszystkie duże wytwórnie mnie odrzucały; niektóre z nich odrzucały mnie wielokrotnie. Grałem dla wszystkich gigantów branży – Clive'a Davisa, LA Reida, Jimmy'ego Iovine'a, kogo tylko zechcesz. I wszyscy mnie odrzucili.
Ale znalazłem młodego producenta z Chicago, Kanye Westa, który we mnie uwierzył. Kanye był kuzynem mojego dobrego przyjaciela DeVona Harrisa, mojego kolegi z klasy i współlokatora na Penn. DeVon przedstawił mnie Kanyemu w 2001 roku i od tamtej pory współpracujemy. Nasza współpraca była ogromną częścią mojej kariery i w dużej mierze przyczyniła się do tego, że w 2004 roku w końcu podpisałem duży kontrakt płytowy.
Cóż, Kanye i ja mamy zupełnie różne osobowości, jak można się domyślić. Ale łączy nas prawdziwa miłość do muzyki i sztuki. Uwielbiamy tworzyć i w żadnym momencie naszego procesu twórczego nie stresujemy się tym, co się sprzeda, ani tym, co już jest popularne. Myślimy o stworzeniu czegoś pięknego, czegoś wyjątkowego, czegoś, z czego możemy być dumni. Robimy to naprawdę, bo to kochamy. Wkładamy w to całego siebie.
Okazuje się, że miłość wymaga od ciebie takiego poziomu zaangażowania. Połowiczne robienie tego nie jest robieniem tego dobrze. Musisz dać z siebie wszystko. I tak, twoje osobiste relacje również tego wymagają.
Wiem, jak to jest być egoistą w wieku dwudziestu kilku lat. Wiem, jak to jest być egoistą i skupiać się tylko na swoich bieżących potrzebach i pragnieniach. Wiem, jak to jest chronić swoje serce przed bólem i rozczarowaniem. Wiem, co to znaczy być w ciągłym wyścigu szczurów i walczyć o zwycięstwo.
Ale za kilka lat, kiedy spojrzysz wstecz na swój ziemski czas, twoje życie i szczęście będą o wiele bardziej definiowane przez jakość twoich relacji, a nie ich ilość. Będziesz czerpać o wiele więcej radości z głębi , a nie z szerokości. Chodzi o znalezienie i utrzymanie jak najlepszych relacji z ludźmi wokół ciebie. Chodzi o zanurzenie się w przyjaźniach i rodzinie. Chodzi o bycie dla bliskich i świadomość, że oni będą dla ciebie.
Wiem. Niełatwo jest całkowicie oddać się miłości. Mam 35 lat, jestem mężatką i wciąż uczę się, jak to robić. Ale znalazłam kogoś, kto sprawia, że chcę spróbować, kogoś, kto sprawia, że chcę podjąć to ryzyko. I to wszystko zmieniło.
Mówiłem już o sile miłości w waszej pracy i życiu osobistym. Ale chcę też porozmawiać o tym, jak miłość zmienia świat. Jest 7 miliardów innych ludzi. 7 miliardów nieznajomych. Chcę, żebyście zastanowili się, co to znaczy ich kochać. Co to znaczy kochać ludzi, których nie znamy, dostrzegać wartość w życiu każdego człowieka?
Pomyśl o tym. To dość radykalna koncepcja. Oznacza to, że twoja córka lub syn, córka lub syn twojego sąsiada i córki i synowie ludzi, którzy mieszkają tysiące mil stąd, wszyscy zasługują na prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia. Oznacza to, że porzucamy strach i dostrzegamy człowieczeństwo innych. Oznacza to, że nie postrzegamy Trayvona Martina jako chodzącego stereotypu, uzbrojonego człowieka. Widzimy go jako chłopca, który zasługuje na szansę, by stać się mężczyzną, nawet jeśli po drodze popełnia chłopięce błędy. Oznacza to, że życie Amerykanów nie liczy się bardziej niż życie Irakijczyków. Oznacza to, że postrzegamy młodego palestyńskiego chłopca nie jako przyszłe zagrożenie dla bezpieczeństwa ani wyzwanie demograficzne, ale jako przyszłego ojca, matkę i kochanka. Oznacza to, że prawie 300 porwanych dziewcząt w Nigerii to nie tylko ich problem. To również „nasze” dziewczyny. Kochanie ludzkości w ten sposób to prawdziwe wyzwanie.
Profesor Cornel West podaje nam słowo opisujące, jak wygląda ten rodzaj miłości w oczach opinii publicznej. Tym słowem jest sprawiedliwość.
Jeśli chcesz kochać publicznie, musisz otworzyć oczy na niesprawiedliwość, spojrzeć na świat oczami innej osoby. To nie jest bierna aktywność. Musisz czytać. Musisz podróżować do innych dzielnic, do innych części świata. Być może będziesz musiał pobrudzić sobie ręce. Musisz pozwolić ludziom cię kochać i musisz odwzajemniać ich miłość.
Mój zespół i ja poznaliśmy młodą dziewczynę o imieniu Rose z małej, ubogiej wioski w Ghanie. Kiedy pracuje się z organizacjami rozwojowymi i odwiedza społeczności, w których działają, nie powinno się wybierać jednego dziecka, w którym można się zakochać. Powinno się trzymać programu i skupiać na interwencjach, które wspierają całą społeczność. Ale nie mogliśmy się powstrzymać. Zakochaliśmy się w Rose. Coś w jej iskrze w oczach i niezłomnym duchu sprawiło, że chcieliśmy zrobić coś więcej, żeby jej pomóc. Postanowiliśmy więc z własnych funduszy sfinansować jej naukę w szkole średniej.
Pozostajemy z nią w kontakcie od 7 lat i jesteśmy niezmiernie dumni z jej indywidualnych osiągnięć. Cieszymy się również, że zainspirowała nas do sformalizowania i rozszerzenia naszego programu stypendialnego na wiele dziewcząt ze społeczności takich jak jej rodzina w całej Afryce – społeczności, w których rodzice często inwestują w edukację chłopców w szkole średniej, ale nie robią tego samego dla dziewcząt.
Podczas moich podróży po świecie patrzyłem w oczy wielu młodych dziewcząt i chłopców z Afryki, Azji Południowo-Wschodniej i Harlemu – dzieci, które miały wielkie marzenia i potrzebowały kogoś, kto w nie uwierzy i zainwestuje w ich przyszłość, w ich edukację.
Jak wyglądałyby nasze szkoły, gdybyśmy byli oddani miłości w oczach innych? Gdybyśmy troszczyli się o każde dziecko w naszym systemie szkolnym, zadbalibyśmy o to, żeby nie chodziło do szkoły głodne. Zapewnilibyśmy im odpowiednią opiekę zdrowotną i terapię. Zadbalibyśmy o to, żeby w każdej klasie mieli doskonałych nauczycieli. Zadbalibyśmy o to, żeby nie byli niesłusznie zawieszani i karani za drobne problemy z zachowaniem. Zadbalibyśmy o to, żeby wszyscy mieli niezbędne zasoby.
Każda religia ma w swoim rdzeniu ideę filantropii, miłości do ludzkości. Ale nie powinieneś tego robić tylko po to, by mieć pewność, że dostaniesz się do „perłowych bram”. Spójrz na pracę Marty'ego Seligmana tutaj, na Uniwersytecie Pensylwanii, który dosłownie napisał książkę o szczęściu. Spójrz na pracę Adama Granta, który, jak słyszałem, jest tu najwyżej ocenianym profesorem: dysponuje danymi, które pokazują, że dawanie działa. Coraz więcej badań i wiedzy przemawia za tym, że życie pełne miłości i współczucia to prawdziwa droga do sukcesu i zadowolenia.
Co więc cię powstrzyma? Co stanie ci na drodze? Co powstrzyma cię przed osiągnięciem sukcesu? Co powstrzyma cię przed oddaniem się miłości na całego?
Uczą nas od najmłodszych lat, że przeciwieństwem miłości jest nienawiść. Ale tak nie jest. Nienawiść jest produktem ubocznym. Nienawiść jest rezultatem. Bycie hejterem nie jest fajne. Nikt tego nie chce. Ale nienawiść bierze się z jednego: strachu. A strach jest przeciwieństwem miłości. To nie przypadek, że kiedy mówimy o bigoterii, często mówimy o strachu: homofobii, ksenofobii. Strach nas zaślepia. Strach jest destrukcyjny. Strach powstrzymuje nas. Szepcze nam, mówi, że poniesiemy porażkę. Mówi nam, że nasze różnice są zbyt duże, by je przezwyciężyć. Strach nas blokuje. Zaczyna kłótnie. Powoduje wojny.
A strach powstrzymuje nas przed kochaniem. Chociaż jesteśmy stworzeni do miłości, często boimy się kochać. Boimy się głębokiego zranienia. Boimy się bólu, którego doświadczyłam, gdy moi rodzice się rozwiedli. Ale nigdy naprawdę nie pokochasz czegoś lub kogoś, jeśli nie odłożysz tych lęków na bok. Nie powstrzymuj się. Bycie zakochanym oznacza gotowość do dawania bezinteresownie i otwarcie, i gotowość do zaryzykowania czegoś. Ryzykowania bólu i rozczarowania, pokonywania swoich lęków i stawania się na nowo.
Alice Walker powiedziała kiedyś: „Im więcej się zastanawiam, tym bardziej kocham”. Miłość wzywa cię, abyś otworzył oczy, szukał, poszukiwał, zastanawiał się.
Miłość pochłania wszystko – przenika twoje ciało, pozwala ci doświadczać błogości, radości i prawdziwej przyjaźni. Będziesz bardziej rozczarowany, gdy coś pójdzie nie tak. Możesz upaść boleśniej. Ale jedynym sposobem, by osiągnąć szczyt w życiu i miłości, jest zaryzykowanie upadku.
Musisz dać z siebie wszystko .
Tak, niezbyt subtelnie pracowałam nad tekstami moich piosenek. I niektórzy mogliby pomyśleć, że to wszystko trochę przesada. Oto ja, piosenkarka R&B z albumem „Love in the Future” , która niedawno wyszła za mąż i napisała największą piosenkę miłosną roku, a o czym zdecydowałam się mówić? O miłości . To takie banalne , prawda? O wiele fajniej jest być zdystansowanym i apatycznym, prawda? Wszyscy lubimy trochę sarkazmu, cynizmu i ironii, zwłaszcza od naszych ulubionych artystów, komików i pisarzy. Rozumiem.
Ale ten chłodny dystans nie wystarczy. Pasja zaprowadzi cię o wiele dalej. Czyni cię lepszym przedsiębiorcą, lepszym liderem, lepszym filantropem, lepszym przyjacielem, lepszym kochankiem.
Chcę, żebyś żył jak najlepiej. Możesz zmieniać świat. Kiedy stąd dziś wyjdziesz, będziesz szukał wielu rzeczy: bezpieczeństwa, pieniędzy, przyjaźni, seksu, wszystkiego. Ale najważniejszą rzeczą, jaką znajdziesz, będzie miłość.
Kochaj więc siebie, kochaj swoją pracę, kochaj ludzi wokół siebie. Odważ się kochać tych, którzy różnią się od ciebie, bez względu na to, skąd pochodzą, jak wyglądają i kogo kochają. Dąż do życia pełnego miłości z koncentracją, pasją, ambicją i odwagą. Daj z siebie wszystko. A to będzie twoja droga do prawdziwego sukcesu.
Gratulacje dla klasy 2014 i wielkie dzięki!
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
4 PAST RESPONSES
Yes! Love is the answer. Thank you for sharing John 's speech. When we love openly we see the human being and that's when we we see we're not so different. Here's to loving!
Thank you Penn, Love comes into our Hearts By the will of the Highest Power, Who loves and forgives us for all of our mistakes, and Sins, As your wonderful lecture reads you learn't to truly to love through your own pain. The healing power is there for us to except, it gives peace and good health, through that our hearts stay open for those who are suffering. As you suggest the simple method of meditation for their healing process is like the air we breath, The message. is carried forward on a gently flow. I hope so very soon the Leaders in every state on this beautiful Planet hear your .voice. The Children need to be Educated in the meaning of the words Love one another, no matter who you are or where you come from or your beliefs. When this Team work starts Our future generations will be united in one almighty power.Bless you.
Please correct yourselves..."PENN", aka the University of Pennsylvania, is not the same institution as Penn State (University). Thanks!
Real men know love.