To historia zwykłego człowieka.
Był wyrzutkiem, bezrolnym robotnikiem, który musiał codziennie przemierzać całą górę, aby dotrzeć do farmy, na której pracował. To była niebezpieczna wędrówka, która często prowadziła do wypadków. Jego ludzie potrzebowali pomocy, każdego dnia stawką było życie. Postanowił, że jeśli nikt nie pomoże jego ludziom, on to zrobi. Następnie, nie zastanawiając się ani chwili, poszedł naprzód i zrobił to gołymi rękami.
Oto historia Dashratha Manjhiego: człowieka, który przeniósł górę, aby jego ludzie mogli na czas dotrzeć do lekarza.

Społeczność Gehlour
Był rok 1960. Bezrolni robotnicy, Musaharowie, mieszkali pośród skalistego terenu w odległym bloku Atri w Gaya, Bihar, w północnych Indiach. W społeczności Gehlour byli uważani za najniższych z najniższych w społeczeństwie opartym na kastach i odmówiono im podstawowych rzeczy: dostępu do wody, elektryczności, szkoły, ośrodka medycznego.
Między nimi a wszystkimi podstawowymi udogodnieniami, za którymi zawsze tęsknili, górowała góra o wysokości 90 metrów.

Podobnie jak wszyscy mężczyźni z Musahar, Dashrath Manjhi pracował po drugiej stronie góry. W południe jego żona Phaguni przynosiła mu lunch. Ponieważ nie mieli drogi, wędrówka przez górę trwała godziny. Dashrath uprawiał pola dla właściciela ziemskiego po drugiej stronie. Wydobywał kamień. A po kilku godzinach był zmęczony i głodny.
Phaguni, żona Dashratha, przygotowywała się do niebezpiecznej wspinaczki na górę. Zawinęła „rotis”, napełniła pojemnik cienkim curry i zawinęła jedzenie w kwadrat materiału. Wybrała mały garnek z wodą i podniosła go sobie na głowę. Jej dzieci bawiły się przy swojej chacie w małej osadzie Musahar w cieniu góry.
On będzie obserwował i czekał na Phaguni. Tego dnia przyjdzie do niego z pustymi rękami, ranna. Gdy słońce mocno prażyło, Phaguni potknęła się o luźny kamień i została poważnie ranna. Jej dzbanek z wodą roztrzaskał się. Zsunęła się kilka stóp w dół, raniąc sobie nogę. Kilka godzin po południu utykając, doszła do męża. Był na nią zły, że się spóźniła.
Ale widząc jej łzy, podjął decyzję. Postanowił, że nie będzie czekał, aż ktoś rozwiąże jego problemy, zrobi to sam.

PRZECIĄGNĄŁ GÓRĘ TYLKO MŁOTKIEM, DŁUTEM I ŁOMEM
Dashrath kupił młotek, dłuto i łom. Musiał sprzedać swoje kozy, co oznaczało mniejsze dochody dla jego rodziny. Wspiął się na szczyt i zaczął odłupywać górę. Lata później, jak opowiadał,
„Ta góra roztrzaskała tyle garnków i pochłonęła tyle istnień. Nie mogłem znieść, że skrzywdziła moją żonę. Gdyby teraz miało to zająć całe moje życie, wytyczyłbym nam drogę przez górę”.
Wieść rozeszła się daleko i szeroko. Zaczynał wcześnie rano, przez kilka godzin kruszył górę, potem pracował na polach i wracał, żeby znowu pracować na górze. Prawie nie spał. Mieszkańcy wsi stopniowo zaczęli go szanować i zaczęli dawać jedzenie jego rodzinie. W końcu rzucił pracę i zaczął spędzać tyle czasu, ile mógł, na kruszeniu góry.
Potem Phaguni zachorowała. Lekarka była w Wazirganj, które znajdowało się tuż po drugiej stronie góry, ale droga do niej prowadziła przez 75 kilometrów. Nie mogąc odbyć podróży, zmarła. Jej śmierć nie tylko go jeszcze bardziej rozwścieczyła, ale też dodała mu otuchy.
To nie było łatwe zadanie. Często ranił się kamieniami spadającymi z nieustępliwej góry. Odpoczywał, a potem zaczynał od nowa. Czasami pomagał ludziom przenosić ich rzeczy przez górę za niewielką opłatą, pieniądze na wyżywienie swoich dzieci. Po 10 latach, gdy Manjhi odłupywał, ludzie zobaczyli rozpadlinę w górze i niektórzy przyszli mu pomóc.
W 1982 roku Gehloura spotkała niespodzianka.


Zaczęli nazywać go „BABA”
Manjhi przebił się przez ostatnią cienką ścianę skały i przeszedł na drugą stronę góry. Po 22 latach Dashrath Das Manjhi, zwykły człowiek, bezrolny robotnik, przebił górę: wykuł drogę o długości 360 stóp i szerokości 30 stóp. Wazirganj, z lekarzami, pracą i szkołą, znajdował się teraz zaledwie 5 kilometrów dalej. Ludzie z 60 wiosek w Atri mogli korzystać z jego drogi. Dzieci musiały przejść tylko 3 kilometry, aby dotrzeć do szkoły. Wdzięczni zaczęli nazywać go „Baba”, czczonym człowiekiem.
Ale Dashrath nie poprzestał na tym. Zaczął pukać do drzwi rządu, prosząc o wyasfaltowanie drogi i połączenie jej z główną drogą. Zrobił coś nie do pomyślenia, aby zwrócić uwagę rządu, przeszedł wzdłuż linii kolejowej aż do New Delhi, stolicy. Złożył tam petycję o swoją drogę, o szpital dla swojego ludu, szkołę i wodę. W lipcu 2006 r. Dashrath udał się do „Junta Durbar” ówczesnego premiera Biharu Nitisha Kumara. Minister, przytłoczony, wstał i zaoferował „Babie” swoje krzesło, miejsce swojego ministra; rzadki zaszczyt dla człowieka o statusie społecznym Manjhiego.
Rząd nagrodził jego wysiłki działką; Manjhi natychmiast przekazał ją z powrotem na szpital. Nominowali go również do nagrody „Padma Shree”, ale urzędnicy ministerstwa leśnictwa sprzeciwili się nominacji, nazywając jego pracę nielegalną. „Nie obchodzą mnie te nagrody, ta sława, pieniądze” – powiedział. „Wszystko, czego chcę, to droga, szkoła i szpital dla naszych ludzi. Tak ciężko pracują. To pomoże ich kobietom i dzieciom”.
Zajęłoby im 30 lat wyasfaltowanie jego drogi.


Tyle jeszcze gór
17 sierpnia 2007 r. Dashrath Manjhi, człowiek, który zdobył górę, przegrał walkę z rakiem. Przez całe życie ciężko pracował dla swojego ludu i nie miał dla niego żadnych osobistych korzyści.
Zacząłem tę pracę z miłości do mojej żony, ale kontynuowałem ją dla mojego ludu. Gdybym tego nie zrobił, nikt by tego nie zrobił”, słowa Manjhiego odzwierciedlają rzeczywistość naszego kraju.
Teraz, gdy go nie ma, jego ludzie nadal są biedni. Są słupy elektryczne, ale nie ma prądu; studnia rurowa, ale nie ma wody; nie ma prawdziwego szpitala, nie ma prawdziwych środków do życia, mało edukacji. Syn Manjhiego niedawno stracił żonę z powodu choroby. Po tylu latach ich los został przypieczętowany kolejną górą: ubóstwem, niemożnością zapłacenia lekarzowi, uzyskania niezbędnego leczenia na czas.
Teraz twoja kolej
Dziedzictwo Manjhiego, jego inspiracja, nie umarły wraz z nim. Żyją wśród tysięcy Hindusów, którzy każdego dnia stawiają czoła wyzwaniom, robią różnicę dla swoich bliźnich, walczą w bitwach i triumfują nad przeciwnościami losu. Jego dziedzictwo żyje w wielu z was, którzy zdobywacie swoje góry.
Jak często patrzyłeś na problem i mówiłeś „Nie będę czekać na władze, rozwiążę go sam!”? Jak często podejmujesz WYBÓR, aby ZMIANA się wydarzyła?
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
This is an incredible story of tenacity, a vision, perseverance, humanity, kindness and love. What a human being. And then, there's Government - a hurdle bigger than a mountain. But Manjhi found a way to navigate. The next generations will carry on the legacy and finish what was started 52 years ago.
Thank you. Beautiful reminder that stone by stone we can move a mountain. And yes it takes time and toil. Lots of time and toil, but it can be done! <3