Back to Stories

Powrót Do Wioski

Co tak naprawdę oznacza powrót do życia na wsi dla nas, mieszkańców obszarów miejskich? Co skłania ludzi do odwrócenia kierunku migracji ich niedawnych przodków do miasta? Co życie na wsi, uprawa własnej żywności i tworzenie ubrań i schronienia własnymi rękami może zaoferować duszom spragnionym prawdziwego kontaktu z Ziemią? Hang Mai, wietnamska rolniczka i przedsiębiorczyni społeczna, która wraz ze swoją partnerką Chau Duong położnymi pomaga osobom pragnącym przeprowadzić się na wieś, zastanawia się nad tym pytaniem.

Należę do pokolenia wyżu demograficznego w Wietnamie po zakończeniu wojny w 1975 roku. Moje pokolenie doświadczyło trudnego życia w mieście po wojnie. Nie mieliśmy wystarczająco dużo jedzenia, ubrań, a nawet czystej wody. Po szkole wszyscy byliśmy zaangażowani w prace domowe, takie jak stanie w kolejce po wodę, noszenie jej do domu pieszo lub wozem. Wszyscy musieliśmy znaleźć sposób, aby zdobyć wystarczającą ilość wody dla naszej rodziny. Kiedyś zapytałem tatę: „Jeśli wojna się powtórzy i nie będziemy mieli wody ani prądu, co zrobimy?”. Odpowiedział: „Wracajcie do wioski”.

Zacząłem więc rozumieć, że w czasie wojny ludzie mogą wrócić na wieś lub udać się do lasu. Tylko we wsi lub w lesie możemy znaleźć jedzenie i schronienie. W czasie pokoju ludzie niszczą las i opuszczają wioskę, by zamieszkać w mieście. Jak wielu moich rówieśników, wracałem na wieś tylko na wakacje i wszyscy chcieliśmy zostać w mieście. Ruch był jednokierunkowy: ze wsi do miasta, z mniejszego miasta do większego i z większego miasta do megamiasta. Wieś stopniowo pustoszała.

Jednak w ostatnich latach w Wietnamie obserwowałem przepływ w górę rzeki z miasta z powrotem do wsi. Jest to niewielki przepływ, ale stale podążający wzdłuż głównego nurtu migracji ze wsi do miast. Patrząc na ten przepływ w górę rzeki, mogę podzielić go na pięć grup:

Grupa 1: Osoby, które chcą uprawiać ziemię jako formę terapii
Grupa 2: Osoby, które chcą zajmować się rolnictwem w celach rekreacyjnych
Grupa 3: Osoby, dla których rolnictwo jest źródłem utrzymania
Grupa 4: Osoby, które wybierają rolnictwo jako sposób na życie i samowystarczalność
Grupa 5: Osoby, które wybierają rolnictwo jako sposób życia i wytwarzają nadwyżki, aby je sprzedać

Większość osób należy do grup 1 i 2. Grupa 3 jest również dość znacząca. Niektórzy odnoszą sukcesy w rolnictwie, ale wielu poniosło porażkę. Stopniowo rośnie liczba osób z grupy 4. Są to młodzi ludzie, którzy opuszczają miasto i wracają do swoich rodzin na wsi. Decydują się na uprawę roli na rodzinnej ziemi i prowadzą własną działalność gospodarczą. Grupa 5 jest najmniej liczna. Niektóre osoby z grup 3 i 4 zaczęły dołączać do grupy 5.

Chciałabym zaprosić Państwa do spotkania z młodzieżą z grupy 4 i poznania ich historii.
---------------------------------
TRANG BUI (Hanoi)
Trang

Nauczyłam się naturalnych technik farbowania od matki mojej przyjaciółki, która jest H'Mongiem. Po prostu ją naśladowałam i robiłam to, co mi kazała. Farbowanie zajmowało mi około 2-3 godzin dziennie. Resztę czasu pomagałam w pracach domowych, takich jak krojenie warzyw dla świń, obieranie kukurydzy dla kurczaków, pielenie i zbieranie warzyw. Robiłam wszystko, co było potrzebne. Często sprzątałyśmy razem. Robiłam tyle, ile mogłam, bez żadnej presji. Ludzie nie skupiali się na produktywności. Najważniejsze to dzielić się pracą i wykonywać ją razem.

Barwię tkaniny i wykorzystuję je do produkcji ubrań i dodatków. Niedawno zacząłem też sadzić drzewa, żeby farbować substancje i tkać. Zdałem sobie sprawę, że prawie nie muszę niczego kupować ani wydawać pieniędzy, więc postanowiłem wyjechać z miasta i zamieszkać na farmie. Na farmach możemy uprawiać własne jedzenie i mieć czas, żeby o siebie zadbać. Wracam do Hanoi co dwa miesiące. Jak tylko znajdę farmę, która mi odpowiada, przeprowadzę się tam na stałe.

Produkty Tranga
Moi znajomi często narzekają, że zaniżam ceny moich produktów do barwienia indygo. Nie mogę ustalić wysokiej ceny, ponieważ chcę sprzedawać je ludziom o podobnym stylu życia. Ci, którzy zajmują się rolnictwem i zarabiają mało, nie mogą sobie pozwolić na wysoką cenę. Moi znajomi mówili mi, że cena nie odzwierciedla wysokiej jakości i wartości produktów rękodzielniczych.

Uważam, że wartość produktu powinien określać producent. Jeśli uważam, że to wystarczy, to powinno wystarczyć.
Mam nadzieję, że będę mieszkać we wspólnocie, w której każdy może coś zrobić własnymi rękami: uprawiać żywność, hodować zwierzęta, tworzyć meble, dom, narzędzia i ubrania. Możemy wymieniać się produktami.
Na początku tego roku, kiedy mieszkałem na farmie, naprawiałem ludziom ubrania w zamian za ananasy. Smakowały przepysznie. Niedawno zatrzymałem się u znajomego i pomogłem mu w remoncie domu. W zamian mój przyjaciel zapewnił mi jedzenie i schronienie.

To przypomina mi, że zanim pojawiły się maszyny, ludzie używali rąk do wszystkiego. Dlatego chcę wymieniać się swoimi produktami na inne, własnoręcznie wykonane produkty. Bardzo się ucieszyłam, kiedy wymieniłam je na mango, orzeszki ziemne, solone morele, wodorosty, a nawet dwie książki (które uwielbiam). Mam nadzieję, że poznam więcej przyjaciół, którzy podzielają moją drogę i nauczę się ciekawych rzeczy, dzieląc się i wymieniając naszymi domowymi produktami.

----------------------------------------
NHAT NGUYEN (prowincja Quang Nam)
Nhat siedzi w kąciku do czytania i patrzy na pole ryżowe
Urodziłem się i dorastałem w biednej rodzinie. Moi rodzice są rolnikami i praktykują buddyzm. Mieszkamy na małej wyspie w środkowym Wietnamie. To obszar zalany wodą. Ukończyłem studia inżynierskie z zakresu technologii energetycznych i środowiskowych. Przez dwa lata pracowałem jako inżynier i stosowałem zdobytą wiedzę, ale nie znalazłem sensu życia.

Zrezygnowałem z pracy, żeby mieć czas na refleksję. W tym czasie zadałem sobie pytanie: „Dlaczego nie uprawiam własnego jedzenia? Dlaczego muszę chodzić do pracy, żeby zarobić na jedzenie, skoro moja rodzina ma ziemię, a moje potrzeby są minimalne?”

Każdemu rodzicowi trudno jest zaakceptować fakt, że dziecko, które za ciężko zarobione pieniądze wysłał na studia, teraz chce wrócić do rolnictwa. Wielokrotnie kłóciłem się z rodzicami. Wobec mojej silnej woli i determinacji, by rozpocząć uprawę rolną bez użycia chemikaliów, moi rodzice musieli się zgodzić, żebym spróbował.

Zacząłem sprzedawać warzywa w lipcu 2017 roku. Moimi klientami są znajomi ze studiów i wegetarianie. Obecnie mam 60 stałych klientów. Co tydzień zbieram warzywa, owijam je w liście bananowca i dostarczam motocyklem klientom mieszkającym w promieniu 4-40 km od mojego domu. Z przyjemnością uprawiam zdrową żywność i sprzedaję ją w dobrej cenie. Moi klienci również chętnie spożywają te zdrowe produkty.

Moja rodzina składa się z 4 osób. Łączna powierzchnia ziemi, którą posiadamy i dzierżawimy, wynosi 5000 m2. 1000 m2 przeznaczam na las żywnościowy. Dwa razy w roku sadzimy ryż na powierzchni 800 m2 i zbieramy 600 kg suchego ryżu. Ryżu jest więcej, niż potrzebujemy. Sadzimy również warzywa: orzeszki ziemne, kukurydzę, bataty, bakłażany i dynię. Produkujemy więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść.

Potrzebujemy pieniędzy tylko na sól, cukier, sos sojowy i przyprawy. Najwięcej wydajemy na rocznice śmierci i spotkania rodzinne. Chcę stopniowo wydawać na to mniej pieniędzy. Miesięcznie wydaję tylko około 8-20 dolarów na benzynę, więc nie mam presji, żeby zarabiać.

Zaczynając uprawiać ziemię, wiele się nauczyłem od innych. Zrozumiałem, że las żywnościowy powinien być wielowarstwowy i zróżnicowany biologicznie. Od połowy 2018 roku odwiedzałem inne gospodarstwa. Byłem przekonany, że las żywnościowy to właściwe podejście. Byłem naprawdę zainspirowany. Na początku 2019 roku założyłem nasz las żywnościowy.

Staram się zmniejszyć dystans między plantatorami a klientami. Im bliżej gospodarstwa mieszkają klienci, tym lepiej. Chcę zawrzeć długoterminową umowę między naszym gospodarstwem a klientami i dostarczać im produkty sezonowe. Chciałbym każdego roku brać dwa miesiące urlopu zimowego.

Inspiruje mnie styl życia polegający na „minimalizowaniu potrzeb i świadomości, co jest wystarczające” oraz staraniu się go praktykować. Oznacza to mniej pragnąć dla siebie i być wdzięcznym za wszystko w tym życiu. Jestem szczęśliwszy każdego dnia, czuję się kochany i kocham bardziej.
Będę nadal zajmować się ogrodnictwem, aby stać się lepszym człowiekiem, który potrafi żyć w harmonii z naturą.
----------------------------------
3 MŁODE PANI: SEN TRAN, NHUNG HOANG, HANH PHAM (prowincja Dong Nai)
3 siostry w swoim ogrodzie
Najczęściej zadawanym mi pytaniem przez ostatnie dwa lata, odkąd zacząłem zajmować się ogrodnictwem, było: „Jak można zarobić na życie ogrodnictwem?”

Po czterech latach wspólnej pracy w administracji państwowej postanowiliśmy z przyjaciółmi wyjechać na wieś, żeby zająć się ogrodnictwem. Rzuciliśmy pracę, nauczyliśmy się ogrodnictwa i szukaliśmy ziemi do kupienia. Nie mieliśmy dużo pieniędzy. Postanowiliśmy kupić ogród z małym domkiem, żeby nie musieć wydawać pieniędzy na jego założenie. Wiedzieliśmy, że przez pierwsze dwa lata nic nie zarobimy. Pytanie brzmiało więc: jak być najbardziej samowystarczalnym, żeby wydawać jak najmniej pieniędzy?

Często długo się zastanawiamy, zanim cokolwiek kupimy. Kupujemy tylko to, czego potrzebujemy, a nie to, czego chcemy. To pomaga nam wyrobić sobie dobre nawyki zakupowe. Potrzebujemy około 80 dolarów miesięcznie na pokrycie wydatków osobistych i części kosztów związanych z ogrodnictwem.
Zrozumienie naszych potrzeb pomaga nam zaplanować równowagę między ogrodnictwem a zarabianiem pieniędzy.
Staramy się robić wszystko, co w naszej mocy, własnymi rękami, żeby nie musieć kupować rzeczy ani płacić za usługi. Naszym priorytetem jest zapewnienie sobie wystarczającej ilości żywności. Gdy tylko kupiliśmy ogród, zaczęliśmy uprawiać różne gatunki fasoli i nasion, warzywa korzeniowe i rośliny wieloletnie. Zbieramy również dzikie rośliny jadalne z ogrodu na nasze posiłki.

Wymieniamy się produktami z innymi ogrodami i gospodarstwami. Ci, którzy mają nadmiar bananów, wymieniają je na bataty. Możemy cieszyć się różnorodnością produktów bez konieczności sadzenia ich wszystkich, a także unikamy nadwyżek. Kiedy odwiedzamy przyjaciół, nasze prezenty zawsze pochodzą z naszego ogrodu.

Uczymy się również wytwarzania mebli, takich jak stoły i krzesła, półki do przechowywania i na ubrania. Zbieramy zużyte palety drewniane i gałęzie z naszego ogrodu i od sąsiadów. W pobliżu znajduje się warsztat stolarski, który dostarcza nam niewykorzystane drewno.

Używamy skórki owoców do produkcji enzymów do prania ubrań i naczyń. Zbieramy mydlnicę i zioła do produkcji szamponu. Do pasty do zębów mieszamy liście betelu, sól i sok z cytryny. Do gotowania używamy drewnianych bali. W porze deszczowej zbieramy deszczówkę. W porze suchej ponownie wykorzystujemy wodę po myciu do podlewania warzyw. Ponieważ mamy las żywnościowy, nie potrzebujemy dużo wody w porze suchej.

W pierwszym roku ćwiczymy umiejętności ogrodnicze i inne, aby ułożyć sobie nowe życie. Nie zarabiamy na ogrodnictwie, ale czerpiemy z niego mnóstwo radości.

W drugim roku skończyły nam się oszczędności. Zastanawialiśmy się nad różnymi sposobami na dorobienie. Rozważaliśmy nawet, że jedno z nas wróci do miasta, żeby zarobić, a drugie zostanie na wsi. Ale nie czuliśmy się już komfortowo w miejskim życiu, więc szybko porzuciliśmy ten pomysł. Co zrobić, żeby dorobić, nie opuszczając wioski i nie rezygnując z prostego stylu życia? Po długich namysłach postanowiliśmy sprzedawać śniadania na lokalnym targu. Przygotowujemy śniadania z produktów z naszego ogrodu i pakujemy je w liście bananowca lub papierowe torby. Stopniowo nasi klienci zaczęli przynosić własne pojemniki, żeby kupować śniadania.

Sprzedaż śniadań to rozwiązanie krótkoterminowe, dopóki nie zaczniemy zarabiać na naszym ogrodzie. Myślimy, że mamy odpowiedź na pytanie, które nam zadają:
Możemy się utrzymać dzięki ogrodowi, dzięki lokalnej społeczności i dzięki naszemu własnemu wysiłkowi.

---------------------------------
DAN VU (prowincja Ninh Binh)
Pracowałem w Japonii przez 3 lata. Po powrocie do domu zadałem sobie pytanie: „Co będę robił w Wietnamie?”. Mój bliski przyjaciel w Japonii powiedział mi: „Dobrze by było, gdybyś poświęcił rok lub dwa na spróbowanie i odkrycie, co kochasz robić. Jeśli kochasz to, co robisz, praca będzie dla ciebie zabawą. Wtedy praca będzie równie przyjemna, jak gra w piłkę nożną”.

Ludzie często mówili mi, że mam talent do sprzedaży, więc postanowiłem pracować jako sprzedawca w Hanoi. Po roku prób doszedłem do wniosku, że życie w Hanoi nie jest zdrowe.

Nawet gdybym miał pieniądze, pieniądze nie kupiłyby dobrego zdrowia. Postanowiłem wrócić do wioski.

Spotkałem przyjaciela, który zrezygnował z możliwości pozostania w Japonii i wrócił do wioski, aby zamieszkać z rodzicami. Powiedział: „Mieszkanie z rodzicami i codzienne rozmowy z nimi dają mi tyle szczęścia”. Jego historia dodała mi pewności co do decyzji o powrocie do wioski, aby być blisko rodziców.

Kiedy po raz pierwszy wróciłam do domu, spędziłam dużo czasu obserwując ogród, czytając i gotując. Zaczęłam sadzić ryż, hodować kurczaki i uprawiać fasolę. Nauczyłam się nowych umiejętności ogrodniczych i sadzenia. Chodziłam po okolicy, żeby zbierać nasiona owoców, które uwielbia moja rodzina, takich jak jackfruit, guawa, jabłko custard, longan, mango, liczi, banan, papaja... i posadziłam je w ogrodzie.

Mam miłe wspomnienia z dzieciństwa związane z ogrodem sąsiada. Kiedy byłem mały, uwielbiałem ten ogród, bo było w nim mnóstwo drzew owocowych. Chciałbym zostawić taki piękny ogród moim dzieciom i wnukom.

Nasz ogród ma powierzchnię około 1500 m2. Posiadamy również pole ryżowe o podobnej wielkości i staw rybny. To ułatwia nam samowystarczalność.

Moja matka była zręczną tkaczką słomy w młodości, ale porzuciła to na długi czas. Zachęcałem ją do powrotu do tego zawodu, a ja miałem zająć się sprzedażą.
Mama Dana i jej produkty
Więc teraz głównym źródłem dochodu naszej rodziny jest nasza „praca dodatkowa”. Wytwarzamy i sprzedajemy torby ze słomy i dywany ze słomy. Plony z naszego ogrodu wystarczają nam na posiłki. Dzielimy się nimi również z innymi członkami rodziny.


Sami produkujemy około 80-90% naszej żywności, takiej jak ryż, warzywa, owoce, ryby, kurczaki, gęsi i jaja. Nasze życie jest spełnione.

------------------------------------
Rodzina HUY i VY (prowincja Dong Nai)
Słomiana chata Huya i Vy'a
Mój mąż i ja wróciliśmy do wioski trzy lata temu. Na początku mój mąż Huy poprosił rodziców o małą działkę w najdalszej części ich gospodarstwa. Zaczęliśmy sadzić to, czego najbardziej potrzebowaliśmy, takie jak warzywa, zioła, bambus, drzewa owocowe i leśne. Zebraliśmy nasiona od znajomych i rodziny i zrobiliśmy kompost, więc nie musieliśmy ich kupować. Potrzebowaliśmy tylko czasu i pracy. Po pierwszym roku wyprodukowaliśmy więcej, niż potrzebowaliśmy, i zaczęliśmy sprzedawać.

Myślimy, że jeśli ciężko pracujemy w ogrodzie, możemy zarobić tyle, ile zarabiają robotnicy w mieście. Czujemy się zdrowi i to nam wystarcza. Choć nie zarabiamy dużo, to i tak wydajemy mniej.

Wiele rzeczy wykonujemy własnymi rękami, dzięki czemu mamy znacznie więcej czasu dla siebie i swoich rodzin.

Otrzymaliśmy dużo pomocy od rodziny i społeczności. Rodzice Huya podzielili się z nami częścią swojej ziemi i doświadczeniem rolniczym. Kiedy przeprowadziliśmy się na nowe gospodarstwo, właściciel pozwolił nam wykorzystać małą działkę pod budowę domu i uprawę roli. Nasi sąsiedzi dawali nam dużo jedzenia, a przyjaciele przychodzili z pomocą, gdy potrzebowaliśmy. Tak żyjemy teraz i tak żyły poprzednie pokolenia.
przyjaciele przychodzą pomóc w budowie domu
Po pewnym czasie mieszkania z rodziną Huya, postanowiliśmy się wyprowadzić, aby rozpocząć niezależne życie. Aby być mniej zależnym od pieniędzy, potrzebujemy umiejętności. Huy zbudował nasz dom, uprawia warzywa w ogrodzie, wytwarza meble i artykuły gospodarstwa domowego. Kiedy potrzebujemy gotówki, Huy pracuje dla właściciela farmy. W wolnym czasie robi drewniane łyżki na sprzedaż. Ja zajmuję się domem i opieką nad dzieckiem. Niektórzy znajomi postrzegają nasze życie jako bogate i obfite, inni martwią się, że nam go brakuje. Każdy z nas inaczej myśli o tym, co jest wystarczające. Nie możemy posługiwać się jedną miarą, ale każdy z nas musi zajrzeć w głąb siebie, aby dowiedzieć się, czy jest zadowolony, czy nie.
Huy robi drewniane łyżki
Wiele osób mówiło nam, że nasz styl życia jest zbyt ekstremalny. Ostrzegali nas też, że musimy go zmienić, gdy będziemy mieli dzieci. Nasz syn ma teraz 10 miesięcy i każdego dnia wiemy, że podjęliśmy właściwą decyzję.
Ten styl życia jest odpowiedni nie tylko dla nas, ale także dla naszego syna. Po jego narodzinach jesteśmy pewni, że musimy żyć w sposób, który nie wpłynie na jego przyszłość. Nie możemy żyć tylko po to, by zadowalać się komfortem, kosztem uszczuplania zasobów, które należą do mojego syna i przyszłych pokoleń.
Jesteśmy głęboko przekonani o słuszności naszego wyboru. Nie zmieniliśmy naszego stylu życia po urodzeniu dziecka, mimo że teraz stoimy przed innymi wyzwaniami.
Huy bawi się ze swoim synem
Każdego dnia, kiedy trzymam moje dziecko na spacerze, kiedy trzymam je, żeby zasnęło, kiedy się z nim bawię, kiedy patrzę, jak dorasta, powtarzam sobie, że muszę pozostać wierna stylowi życia opartemu na samowystarczalności i braku odpadów, aby zapewnić mu przyszłość.
Przyszłość będzie należeć do kwiatów, które rozkwitną z nasion, które sadzimy i pielęgnujemy dziś.
------------------------
Były to więc opowieści młodych ludzi, którzy opuścili miasto i wrócili na wieś.

Ci młodzi ludzie mogą być samotni lub żonaci, z dziećmi lub bez. Mogą pochodzić z dowolnego regionu kraju. Posiadają ziemię, dzielą ją z rodzicami lub użytkują ziemię należącą do przyjaciół. Wykonują każdą pracę, jaka jest potrzebna i możliwa: farbują ubrania, uprawiają warzywa, sprzedają domowe wyroby tkackie lub ciasta, sprzedają kleiste śniadanie ryżowe na lokalnym targu lub robią drewniane łyżki.
Te historie nie dotyczą przeprowadzki ani zmiany miejsca zamieszkania. Opowiadają o wyborze, którego dokonują, wyborze prostego i samowystarczalnego życia. To życie jest lżejsze dla nich samych i lżejsze dla Ziemi.

A co z nami – jakie wybory podejmujemy?

W dzisiejszych czasach wiele słyszymy o pandemii koronawirusa, która rozprzestrzeniła się w Chinach i na całym świecie. Wszyscy zadajemy sobie pytanie o bezpieczeństwo naszego życia, życia naszych bliskich i naszego społeczeństwa. Nie możemy myśleć tylko o pandemii i leczeniu, nie zastanawiając się nad wyborami, których dokonujemy w naszym codziennym życiu. Czy wybieramy gospodarkę globalną, czy lokalną? Czy wybieramy megamiasta z dużymi rynkami zbytu, ale zależne od zasobów zewnętrznych, czy małe, samowystarczalne społeczności rolników i producentów?

Czy wybieramy zmianę siebie czy czekanie, aż zmieni się świat?

– powiedział Bill Mollison, założyciel permakultury
„Największą zmianą, jakiej potrzebujemy, jest przejście od konsumpcji do produkcji, nawet na małą skalę, we własnych ogrodach. Jeśli zrobi to tylko 10% z nas, wystarczy dla wszystkich. Stąd daremność rewolucjonistów, którzy nie mają ogrodów, są uzależnieni od systemu, który atakują, i którzy produkują słowa i kule, a nie jedzenie i schronienie”.


Czy możemy dokonać tej zmiany? A przynajmniej, czy możemy wspierać i szanować ludzi, którzy wybierają proste i samowystarczalne życie?


Kiedy wysłałem ten artykuł do redaktorki, zadała mi następujące pytania:

P: Te historie brzmią jak utopia. Czy napotykają na jakieś wyzwania? Czy są wrażliwe?

A: Stają przed wieloma wyzwaniami. Niektóre z nich pochodzą z wewnątrz: ile to wystarczy? Jakie są moje możliwości? Inne wyzwania pochodzą od rodziny i przyjaciół, z jałowej gleby, zanieczyszczenia lub zniszczonego ekosystemu. Ci młodzi ludzie wybierają trudną drogę, której wielu nie chciałoby spróbować.

P: Jak długo mogą tak żyć?

A: Nie wiem. Ale wiem jedno: ludzie, którzy potrafią pracować nad małymi, krótkoterminowymi krokami, aby osiągnąć długoterminowe cele, zajdą daleko. Przygotowują trochę gotówki na krótkoterminowe potrzeby i umiejętności na swoje długoterminowe podróże.

P: Czy jest ich dużo?

A: Nie wiem. Widzisz strumień, ale nie wiesz, ile strumieni się do niego dołącza i ile będzie do niego dołączać.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Kristin Pedemonti Jul 8, 2021
Thank you for sharing the details which help us understand how these choices work in Vietnam. I resonate so much with all stated here.In the US, this choice is a bit more challenging because do not have many 'villages' to return to, land is expensive most places, so there is an additional layer to figure out how to overcome.And yet I know many making similar choices: working in small organic farms, going "off the grid" building their own energy efficient small homes. This intrigues me too.I've lived mostly simply the last 16 years since selling my home and most of my possessions to create/facilitate (upon invitation) a volunteer literacy program in Belize. Since then I've done my best to continually share my skills for free or reduced cost for those who need what I have to offer: these days Narrative Therapy practices to assist in recovery from trauma. My view is to share with those who need in exchange for what I may need. It mostly works out. I'd like to also move away from the east... [View Full Comment]