Back to Stories

Opowieści O małpach, Najlepszy Rodzaj opowieści

Źródło zdjęcia: Snigdha Manickavel

Nie pamiętam, kiedy małpy po raz pierwszy zaczęły przychodzić do naszego domu. Możliwe, że to było, gdy studiowałem. W tamtych czasach długie, upalne podróże autobusem do domu sprawiały, że czułem się senny w sposób, którego nigdy nie mogłem się całkowicie pozbyć.

W domu słuchałem, jak moi rodzice opowiadają o tym, co zrobiły małpy, i choć bardzo ich kocham, często czułem, że przesadzają, na swój słodki, staromodny sposób, wymyślając niewiarygodne historie o małpach, żeby przykuć moją uwagę. Z czasem ja też byłem nimi oczarowany, nie mogłem przestać mówić o małpach, opowiadając znajomym z miasta historie, z którymi nie wiedzieli, co zrobić.

Wiedzieliśmy, że małpy przyszły po tym pierwszym szumie. Dźwięku ciężkiego ciężaru, który napierał na gałęzie zbyt wielu drzew, które moi rodzice posadzili w ogrodzie. Nasza mała czarna suczka Mia była bardzo podekscytowana, szczekała i biegała w kółko wokół drzew, teraz obciążonych małpami. Małpy patrzyły na Mię z góry, a potem odwracały wzrok, znudzone. Niemal natychmiast wiedziały, że to pies, którego można puścić wolno; nie zrobi im krzywdy.

Gdyby zbliżyła się do małpy, Mia nie wiedziałaby, co robić. Mimo to czuje potrzebę wyjścia do ogrodu i imponującego szczekania. Co jakiś czas będzie ci patrzeć prosto w twarz, żeby upewnić się, że wiesz, że te dziwne małe ludziki wspinają się po drzewach i domu. Spojrzy na ciebie i zobaczy, że ty też nie masz pojęcia, co z tym zrobić.

Kiedy przychodzą małpy, musimy szybko zamknąć wszystkie okna i drzwi prowadzące na balkony, bo jeśli tego nie zrobimy, małpy wejdą i ukradną nam wszystkie rzeczy. Swoimi chrupiącymi łapkami i idealnymi paznokciami sięgają do środka i chwytają wszystko, co popadnie – agrafki, owoce, szklane koraliki. Jeśli drzwi są otwarte, wchodzą i zbierają całe kiście bananów ze stołu w jadalni. Gdyby moi rodzice mi to powiedzieli, nie uwierzyłbym im, ale w pewien ciężki środowy poranek natknąłem się na małpę, która właśnie to robiła. W oszołomionym milczeniu patrzyłem, jak patrzy na mnie, wsuwa kiść bananów pod pachę i wychodzi.

W przeszłości małpy otwierały małe buteleczki z na wpół wyschniętą farbą olejną, bo wiecie, przeciwstawne kciuki. Wkładały palce w farbę (bo, wiecie, ciekawość) i wycierały nimi kolorowe paluszki po ładnych białych ścianach mojej mamy, próbując usunąć farbę, której – jak się okazało – nie mogły jeść. Na ścianach pozostały unikatowe, żółto-zielone smugi, będące przykładami małpiej sztuki z początku XXI wieku. Małpy otwierały też krany, żeby napić się wody, i opróżniały zbiorniki z wodą, bo nie lubią zakręcać kranów po skończeniu malowania.

Nasi sąsiedzi są głośni i często się kłócą, ale są też życzliwi i nie odganiają małp. Zostawiają im ugotowany ryż i obserwują przez grille, jak walczą i przepychają się, a w końcu siadają w kółku i jedzą ryż rękoma, jeden kęs za drugim. Po zjedzeniu małpy są ciche i najedzone, opierają się na rękach jak członkowie zadowolonej rodziny na plaży, obserwując fale.

Ogród mamy mojej przyjaciółki, ukryty w Nilgiri, odwiedzają małpy, które z wielką pogardą wyrywają cebulki i odrzucają je na bok, podczas gdy ciocia ostrzega je, żeby natychmiast przestały. Spoglądają na nią, zatrzymują się, podają świeżo wyrastające pędy i pytają: „Masz na myśli te? Nie dotykaj ich?”. A potem, nie odrywając wzroku od cioci, wyrywają starannie posadzone cebulki i odrzucają je na bok, nie dlatego, że są głodne, ale po prostu dlatego, że mogą.

Małpy w Hajdarabadzie włażą do mieszkań przez kuchenne balkony, otwierają lodówki i częstoją się kawałkami papai, chłodnymi i słodkimi, idealnymi na gorące i suche letnie dni.

Kiedy moja mama wiele lat temu studiowała, pamiętała małpy, które przychodziły do ​​jej akademika i jak uwielbiały kraść grzebienie i małe, ręczne lusterka. Siadały na drzewach i czesały swoje małpie włosy, przeglądając się w skradzionych lusterkach, wyśmiewając wszystko, co mama i jej przyjaciele osiągnęli dzięki edukacji, stalowym kufrem i okazjonalnym listom do ojców. W Madurai małpy nauczyły się otwierać zamknięte drzwi, wsuwając ręce w małe szczeliny. Włamują się do szpitala okulistycznego i piją różne leki z brązowych butelek, po których są pijane do nieprzytomności, ale być może z bardzo dobrym wzrokiem.

Małpy w Chidambaram nauczyły się otwierać drzwi wielu autobusów turystycznych, które przyjeżdżają tutaj w ramach ambitnych wycieczek, które zabierają niespokojnych, pechowych i pobożnych do pomyślnej liczby świątyń w ciągu pomyślnej liczby dni. Po przybyciu turyści wyskakują ze swoich kolorowych autobusów przed starożytną świątynią, z rozczochranymi włosami, niepewni, gdzie są ani kogo zobaczą. Zostawiają bagaże schowane pod siedzeniami i obuwie schowane pod bagażem. Zabierają ze sobą butelki z wodą i drobne. Gdy tylko odjeżdżają, małpy otwierają drzwi autobusu i wsiadają do środka, jedna po drugiej. Wewnątrz przeszukują bagaże. Cicho i sprawnie wyjmują z autobusu wszystkie ciastka i ofiary z innych świątyń, które ci zmęczeni pielgrzymi odwiedzili po drodze tutaj — banany, kokosy, małe mango wielkości dłoni.

Kiedy turyści wrócą do swoich autobusów ze zgniecionymi kwiatami we włosach i popiołem na nosach i roztartym na dłoniach, odkryją, że wszystkie ich ciasteczka zniknęły i pomyślą, że ich współpielgrzymi to bezwstydni złodzieje ciastek. Jeśli nieletni pomocnik kierowcy autobusu spróbuje wytłumaczyć, że małpy ukradły całe jedzenie w autobusie, pielgrzymi pomyślą: tym autobusem rządzą bezwstydni złodzieje ciastek, którzy nie zawahają się zniżyć do tego stopnia, by zrzucić winę za kradzież na małpy. Z tak nieprzyjemnymi, a momentami wręcz wrogimi uczuciami, autobus wymknie się z Chidambaram w poszukiwaniu innych bogów i innych świątyń.

Trudno żywić urazę do małp. Małpy, które odwiedzają nasz dom, są ciekawskie i czujne, a kiedy widzisz wygięcie ich ramion, gdy opierają się o ścianę, albo to, jak włosy maluchów zdają się mieć idealny przedziałek na środku, trudno ich nie kochać – tych małp, które przychodzą i niszczą ogród i rynny. Małp, które kradną, niszczą i nagle znikają.

Kiedy przybywają, małpy przynoszą ze sobą radość tłumu, dreszczyk emocji związany ze skakaniem i huśtaniem się, bez konieczności słuchania kogokolwiek. Wierzę, że każdy z nas, w którymś momencie swojego życia, podczas rzadkich rodzinnych wycieczek z kuzynami, zachowywał się w ten sposób. Zachwycony dźwiękiem swoich głosów, siłą w ciele, szczęśliwy, że żyje, nie myśląc o tym, co będzie dalej.

Najlepsze w odwiedzinach u nas małp jest to, że teraz mamy historie o małpach, które naprawdę są najlepsze. Kiedy o nich opowiadamy, śmieją się i myślą, że kłamiemy, żeby ich rozbawić. Wszyscy jesteśmy potajemnie dumni z tego, jak mądre są te małpy, nawet gdy opowiadamy te historie o anarchii i zniszczeniu. Chwalimy się, opowiadając te historie, ponieważ kochamy te małpy w sposób, który trudno opisać.

Małpy są tu z nami. Rosną, uczą się i bawią na obrzeżach naszego życia. Miasta ich nie nużą, nie zraża ich ruch uliczny ani okrucieństwo obcych. Widzą chaos tego twardego świata i bez wahania rzucają się w wir wydarzeń.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Yellow Bird Publications Aug 15, 2023
Thank you for providing this content. I appreciate the time and effort that you have put into creating it.
yellowbirdpublications.com
User avatar
Kristin Pedemonti Jun 30, 2022

Oh my goodness just what I needed to lift my spirits after a scary and serious car accident. Thank you!