Back to Stories

Siostra Marilyn: Przyjść I zobaczyć


Wiele, wiele lat temu, kiedy miałam 18 lat i po raz pierwszy wstąpiłam do klasztoru, marzyłam o zostaniu nauczycielką, matematyczką i tak dalej. Nasze życie było bardzo uporządkowane od 5 rano do 22, każdego dnia, z wyjątkiem niedzieli, kiedy mieliśmy wolne popołudnie.

Na początku tego pierwszego roku jedna z sióstr nowicjuszek zaprosiła mnie, żebym pojechała z nią do San Francisco, odwiedzić jej wujka. Podniosłam wzrok znad książki, którą czytałam, i powiedziałam: „Nie, naprawdę nie chcę tego robić”. Nie znałam jej wujka, a ją samą ledwo znałam. Wróciłam więc do czytania książki.

Następnego dnia dyrektorka, która była odpowiedzialna za nasze szkolenie i mentoring, wezwała mnie do swojego biura i opowiedziała mi o tym zdarzeniu.

Zapytała: „Czy to prawda, że ​​odmówiłaś zaproszenia, by pójść z inną siostrą odwiedzić kogoś?”

Powiedziałem: „Tak. Jasne”.

Powiedziała kilka rzeczy, których nie będę tu powtarzać :), o tym, że muszę nauczyć się być bardziej otwarta i blada. Moja odpowiedź, w całej mojej naiwności i (teraz bym powiedziała) głupocie, była taka, że ​​spojrzałam jej prosto w oczy i powiedziałam: „Ale siostro, relacje międzyludzkie to nie jest moja dziedzina”.

Szok na jej twarzy! Cud, że mnie nie wyrzuciła z klasztoru i nie odesłała do domu. :)

Ale tak właśnie żyłem. Żyłem w swojej głowie. Uwielbiałem czytać. Byłem kompetentny, pewny siebie, czułem, że panuję nad sytuacją (i właściwie tak było), kiedy zostałem nauczycielem. I zawsze czułem bliskość Boga. Ale jakoś nigdy nie przekładało się to na innych ludzi – na tę więź, która, jak teraz wiem, jest tak niesamowicie istotna.

Ta więź zaczęła do mnie docierać dzięki moim kontaktom z uchodźcami.

Pewnego dnia spotkałem biskupa z Sudanu Południowego. Był czarnoskórym Afrykańczykiem, bardzo pięknym i skromnym człowiekiem. Nazywam go Matką Teresą Afryki. Zmarł w zeszłym roku.

Opowiadał mi o wojnie w Sudanie Południowym i o tym, że w jego domu mieszkali uchodźcy, a na podwórku były kratery po bombach, bo północny Sudan bombardował go za to, że był pacyfistą i tak dalej.

Moją natychmiastową reakcją było (nie znałem jego imienia): „Biskupie” – powiedziałem. „Chciałbym wiedzieć więcej o cierpieniu twojego ludu”.

Spojrzał na mnie i powiedział: „Chodź i zobacz”.

Przyjdź i zobacz.

I tak zrobiłem.

Poznaliśmy Pismo Święte – zarówno chrześcijańskie, jak i hebrajskie – kiedy studiowałem w klasztorze, i to jest pierwsze słowo, pierwsze zdanie, które Jezus wypowiada w Ewangelii Jana. Podchodzi do Niego dwóch mężczyzn i pyta: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”.

I mówi: „Chodź i zobacz”.

Kiedy więc biskup mi to powiedział, pomyślałem: „Och, nie potrafię odmówić”.

Wiesz, chodź i zobacz. I nie myślałam o tym, jak miałam osiemnaście lat i powiedziałam: „Nie, nie chcę jechać do twojego wujka”.

W tamtym czasie, dzięki pracy z uchodźcami, byłem już na tyle otwarty, że chciałem tam pojechać i zobaczyć. Więc pojechałem i zobaczyłem.

Ten incydent z mojego życia, kiedy byłem młodym nowicjuszem, a potem ten punkt zwrotny z tym Biskupem wiele lat później, powróciły do ​​mnie dzięki ServiceSpace. Kiedy [założyciel] Nipun przedstawił nam różnicę między transakcyjnym a transformacyjnym lub relacyjnym sposobem bycia, z pewnym szokiem uświadomiłem sobie, jak transakcyjne było moje życie. I jak bardzo byłem wdzięczny uchodźcom za to, że pomogli mi dostrzec je jako bardziej relacyjne.

Wracając do tego fragmentu Ewangelii Jana, pomyśl o swoim życiu. Ile razy ktoś podszedł do ciebie, czy to na spotkaniu, czy gdzie indziej, i zapytał: „Hej, gdzie mieszkasz?”.

Zawsze odpowiadam: „Mieszkam w rejonie Zatoki San Francisco”.

Co by było, gdybym odpowiedział bardziej jak Jezus i powiedział: „No cóż, chodź i zobacz”, zapraszając więcej ludzi do mojego życia, zamiast po prostu wymieniać się informacjami?

„Mieszkam w San Francisco, a ty gdzie?” „Mieszkam w Indiach”. To po prostu transakcja. I tak jest o wiele wygodniej, bo nie ma ryzyka. Prawda? Nie ma ryzyka.

Gdybyśmy mogli – gdybym ja mógł – bardziej skupić się na zaproszeniach niż na informacjach, o ile szersze i bogatsze byłoby moje życie? Bo byłoby w nim więcej ludzi – każdego, kto przyjąłby zaproszenie, by przyjść i zobaczyć, co tak naprawdę oznacza: „Chodź, bądź ze mną. Zobacz, gdzie żyję. Zobacz, jak żyję”.

Właśnie do tego Jezus zachęcał pierwszych dwóch uczniów.

Mógł powiedzieć: „Mieszkam w Nazarecie. Pochodzę z rodziny cieśli”.

Nie, nie zrobił tego.

Powiedział: „Chodź i zobacz. Przyjdź i bądź ze mną. Żyj tak, jak ja żyję”. I to naprawdę zmienia.

W moim życiu oznaczało to przejście od Dziesięciu Przykazań do Ośmiu Błogosławieństw, które są sposobami życia, a nie prawami.

I przejście od systemu wierzeń do sposobu, praktyki, życia. Właściwie, Nipun, to twoja szwagierka, Pavi, pierwsza mi powiedziała (kiedy pierwszy raz weszłam do ich pięknego domu na dyskusję z hinduistami, buddystami i ateistami) – jej pierwsze pytanie brzmiało: „No więc, w co wierzysz?”. Nie: „W co wierzysz, siostro Marilyn?”. Tylko: „Jaka jest twoja praktyka?”.

Wiesz, po 50 latach w klasztorze nikt nigdy mnie o to nie pytał. Ale to jest pytanie: Jaka jest nasza praktyka, jako naśladowców ukochanego?

Od tego momentu zacząłem dostrzegać wzajemne powiązania wszystkich, niezależnie od tego, czy ich zaprosimy, czy nie. Dlaczego więc ich nie zaprosić? Dlaczego nie wzbogacić się? Właśnie o to chodzi w całej platformie ServiceSpace. To sieć powiązań. Tak pięknie.

To skłoniło mnie do refleksji – wiecie, kiedy małe dzieci zaczynają rysować? Zauważacie, że rysują dom i kwiat, a może też mamę i tatę w postaci patyczkowych ludzików. A potem zawsze dodają niebo. Ale gdzie ono jest? To ten mały niebieski pasek na górnej krawędzi kartki, prawda? Niebo jest tam na górze. Dopiero jak podrosną, zdają sobie sprawę, że niebo sięga aż do ziemi, a błękit jest wszędzie.

Myślę, że wielu z nas, którzy nazywają siebie chrześcijanami, wciąż myśli o niebie jako o czymś wysoko w górze. Że Bóg jest gdzieś tam w górze. I sięgamy po to, tęskniąc za ludźmi, z którymi żyjemy, z którymi wchodzimy w interakcje. Dlatego wniesienie tego poczucia jedności do naszego życia jest wspaniałym darem.

W życiu Moneta, pięknego malarza, w pewnym momencie, po siedemdziesiątce, zaczął tracić wzrok. Lekarz zalecił mu operację zaćmy. Natychmiast zareagował.

Powiedział: „Nie chcę operacji”.

Lekarz powiedział: „Cóż, nie jest źle. Bardzo szybko się skończyło”.

Monet powiedział: „Nie, nie, nie, nie boję się tego. Czekałem całe życie, żeby zobaczyć świat tak, jak widzę go teraz. Gdzie wszystko jest połączone. Gdzie lilie zlewają się ze stawem, a horyzont zlewa się z polem pszenicy. I tak dalej”.

Pomyślałem, że to wspaniały obraz, prawda? Bo wszyscy w głębi serca wiemy, że nie ma rozłąki.

Kiedy półtora roku temu pojechałem na odosobnienie Gandhi 3.0, spędziłem dzień z jednym ze wspaniałych wolontariuszy, Kishanem, zwiedzając Stare Miasto w Ahmadabadzie z kilkoma innymi uczestnikami. A jeśli znasz Kishana, wiesz, jaki jest niezwykły. Jest niezwykle skromny, obecny i radosny. Dlatego bardzo mnie to pociąga. Nie wiedziałem, jaką wycieczkę prowadzi, ale po prostu powiedziałem: „Chcę z tobą pojechać. Jesteś przewodnikiem – gdziekolwiek jedziesz, jadę z tobą”.

W Starym Mieście jest wiele pięknych rzeczy – świątynie, architektura – ale on skupił się na ludziach. Zaprowadził nas do kawiarni prowadzonej przez więźniów, żebyśmy mogli porozmawiać z więźniami. A potem rozmawiał z każdym sprzedawcą, którego spotkaliśmy, niezależnie od tego, czy sprzedawali trawę dla krów – rozmawiał nawet z krowami. Byłam pod ogromnym wrażeniem, a kiedy wychodziliśmy z jednej ze świątyń, zobaczyłam kobietę siedzącą po turecku na chodniku przed świątynią. Żebrała. Gdy szliśmy z Kishanem we trójkę z białymi ludźmi z Zachodu, ta kobieta natychmiast odwróciła się w naszą stronę i uniosła ręce. Miałam w torebce garść rupii, więc grzebię w niej, żeby je wyciągnąć.

Kishan zwrócił się do mnie i powiedział: „Nie rób tego”.

Pomyślałem więc: „Okej, skoro jestem w Rzymie, Kishan wie lepiej ode mnie”.

Wyjęłam więc rękę z torebki i po prostu podeszłam do kobiety. Kishan przykucnął obok niej, objął ją ramieniem – była już dość stara – i wyjaśnił: „Przyjechało troje gości z drugiej połowy świata. Co możesz im dziś podarować? Na pewno masz coś do przekazania”.

Wszyscy troje myśleliśmy: „Co? Ta kobieta nas żebrze. A teraz chce, żeby nam coś dała?”

Potem powiedział do niej bardzo cicho: „Oczywiście, że możesz im udzielić błogosławieństwa”.

A kobieta ta bez wątpienia wypowiedziała wobec nas piękne błogosławieństwo.

Byłem zafascynowany. I w tym momencie przeszedł mężczyzna z torbą z ciastem i różowym pudełkiem w środku, prosto z piekarni. Usłyszał tę rozmowę, odwrócił się, wrócił do nas i podał jej ciasto.

Zajęło to około minuty. I pokazało, że interakcje powinny być relacyjne, a nie transakcyjne. I że każdy ma dary, którymi może się dzielić i dawać. I ta chwila, myślę, pozostanie ze mną do końca życia. Że Kishan dostrzegł zdolność każdego do błogosławienia innych.

Przypomina mi to suficki poemat Rumiego z tradycji muzułmańskiej. Wiem, że już go tu cytowałem, ale to moja ulubiona modlitwa:

Bądź tym, kim jesteś, wchodząc do pokoju. Błogosławieństwo kieruje się ku temu, kto go najbardziej potrzebuje. Nawet jeśli nie zostałeś spełniony. Bądź chlebem.

Dziękuję. Myślę, że to powinna być moja historia – że staram się być chlebem dla tych, których spotykam. I staram się odpowiedzieć na pytanie „gdzie mieszkasz”, zapraszając drugą osobę do środka, by zobaczyła, gdzie mieszkam i jak żyję, i stała się częścią mojego życia.

Jestem bardzo introwertyczna, więc nie jest to dla mnie łatwe, ale bardzo wzbogacające. Wiem, że musimy to kontynuować. Gdybym mogła dać jakąś radę wam, młodszym :), to byłoby to ryzyko zapraszania innych osób. A kiedy ktoś pyta cię, gdzie mieszkasz, rozważ udzielenie odpowiedzi nastawionej na relację, a nie transakcyjną.

Chciałbym usłyszeć jeszcze dwa krótkie cytaty, a potem już przestanę.

Jest taka książka – nie pamiętam teraz autora – o tym, jak przemierzała Afrykę Zachodnią z plemieniem, które prowadziło koczowniczy tryb życia i zajmowało się przepędzaniem bydła. Od czasu do czasu plemię musiało udać się do miasta po niezbędne rzeczy, takie jak mydło. I nieuchronnie sprzedawca w sklepie pytał: „O, skąd jesteście?”.

A plemię Fulani zawsze odpowiadało: „Jesteśmy tu teraz”.

Zamiast więc patrzeć w przeszłość, skąd pochodzisz, czy nawet w przyszłość („jesteśmy w drodze do tego i tego”), zatopili się w chwili obecnej. Nie ma znaczenia, skąd pochodzę, jaka jest nasza przeszłość ani jaka może być nasza przyszłość. Jesteśmy tu i teraz. Bądźmy więc w kontakcie ze sobą.

A potem, od mnicha z V wieku, świętego Kolumby, który dużo podróżował do różnych kościołów w (chyba) Anglii lub Irlandii.

Powiedział (to jedna z jego modlitw): „Oby dotarł do każdego miejsca, do którego wchodzę”.

Po raz kolejny jest to wezwanie, by być tam, gdzie jesteś, co rozciąga nas wszystkich.

Dziękuję więc za szansę podzielenia się moim rozwojem i stania się osobą, która zdaje sobie sprawę, że relacje międzyludzkie mogą być naszą dziedziną.

Dziękuję.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

6 PAST RESPONSES

User avatar
MAZIRA immaculate Feb 18, 2026
I also need your support in my education such that my dreams come to pass
User avatar
Karen Jun 25, 2024
“We are here, now.”
“Come and See.” I never took this so deeply — thank you for the insights.
User avatar
Dambara (Joe) Begley Jun 24, 2024
Sr. Marilyn, such a delight to hear & read this! I'd been thinking about you lately & wondering what you were up to—God is good! Thanks for sharing all this. Your words and heart-experience are very good & timely. 🙂 Joy & Blessings!
User avatar
Freda Karpf Jun 24, 2024
"May I arrive at every place I enter." perfect. thank you.
User avatar
Gary Jun 24, 2024
This is one of the most beautiful reflections I have heard in a long time. So powerful and so needed today. Thank you.
User avatar
Maja Jun 24, 2024
Sister Marilyn's words resonate with all the time, since I heart them last Sunday. What a blessing to receive them today written, so that I ponder upon them in this form, as well. So grateful to Sister Marilyn for her wisdom and heart and to service space for everything, HEART beyond borders…
How come that these words continue in me by! Take the risk of inviting other people OUT, as well!"?