
Wiele lat temu mieszkałem w małym, dwupiętrowym mieszkaniu w Cambridge w stanie Massachusetts. Pewnego dnia moja lodówka przestała działać. Nadal potrafiła przechowywać jedzenie, ale utrzymywała je w cieple, a nie w zimnie. Kiedy zadzwoniłem do warsztatu naprawczego, powiedziano mi, że wysłanie kogoś, żeby to obejrzał, będzie kosztowało pięćdziesiąt dolarów. Jako zubożały student studiów podyplomowych z niewielkim dochodem do dyspozycji postanowiłem sam naprawić lodówkę.
Najpierw wróciłem do sprzedawcy używanych mebli, który sprzedał mi lodówkę. Na podstawie mojego opisu tego, co się stało, powiedział, że prawdopodobnie potrzebna jest część elektryczna, która kosztuje tylko kilka dolarów i powiedział mi, gdzie ją kupić. Poszedłem do sklepu z artykułami elektrycznymi, a mężczyzna za ladą szczegółowo wyjaśnił, jak wyjąć starą część i wymienić ją na nową. Podekscytowany i raczej zadowolony z siebie, wróciłem do domu z moim cennym zakupem. Udało mi się zainstalować go prawidłowo, nie powodując dalszych uszkodzeń lodówki ani mnie.
A kiedy podłączyłem, lodówka działała.
Nie mogłem być bardziej dumny. Naprawiłem zepsutą lodówkę sam. Jako uosobienie amerykańskiej pomysłowości i know-how byłem obrazem samodzielności, Thoreau mojego pokolenia. Potrafiłem sam o siebie zadbać.
Później tego dnia, gdy nadal rozmyślałem o moim wspaniałym osiągnięciu, w mojej głowie pojawiło się pytanie - kto naprawdę naprawił lodówkę? Czy to byłem ja - czy też facet, który powiedział mi, którą część mam kupić i gdzie ją znaleźć? A może mężczyzna, który sprzedał mi część i cierpliwie wyjaśnił, jak ją naprawić? Czy to byli ci bezimienni ludzie w jakiejś odległej fabryce, którzy faktycznie wykonali tę część, bez której moja lodówka nigdy nie mogłaby znów działać, bez względu na to, jak imponująca była moja pomysłowość? Kto ostatecznie naprawił lodówkę?
Prawdę mówiąc, jest niemal nieuniknione, że wszyscy skończymy na naprawianiu lodówki. Jesteśmy tak ściśle wpleceni w tkankę wszystkich istot wszędzie, tak głęboko zaangażowani w tę ogromną, wspólną sieć powiązanych ze sobą żyć, że tylko strach, opór i iluzja odrębności pozwalają nam wyobrazić sobie, że kiedykolwiek zrobimy cokolwiek sami.
Jesteśmy całkowicie zależni od niezliczonej liczby innych każdego dnia, jeśli chodzi o nasze jedzenie, schronienie, prąd, wodę, ubrania, transport - praktycznie każdą potrzebę, jaką kiedykolwiek mamy, w tym opiekę i uczucie, miłość, a nawet samo życie. Podczas gdy czasami trudno nam czuć, że należymy gdziekolwiek, często jest tak samo prawdziwe: potrzeba ogromnej ilości energii, aby pozostać oddzielonym od reszty naszej ludzkiej rodziny.
Nasza odrębność jest bolesną fikcją. Każdy z nas jest niezbędny. Kiedy izolujemy się i wycofujemy z ludzkości poprzez nasze technologie, nasze wyimaginowane różnice, nasz strach przed zranieniem lub odrzuceniem, w rzeczywistości odmawiamy sobie samej miłości, komfortu i opieki tak łatwo dostępnych od tych, którzy nas kochają i troszczą się o nas. Co gorsza, odmawiamy innym naszych darów, naszej mądrości, owoców naszego życia, które mamy do zaoferowania, tego, co wnosimy do wspólnego stołu, dla wspólnego bogactwa wszystkich.
Nasza globalna rodzina tęskni za naszym towarzystwem. Podczas gdy poszukujemy politycznego, społecznego, ekonomicznego lub ekologicznego uzdrowienia wśród ludzi i gatunków na Ziemi, każde autentyczne uzdrowienie oczekuje mądrości, obecności, towarzystwa, miłości, którą tylko my możemy przynieść.
W żadnym z nas nie jest potrzebne, aby naprawić cokolwiek jest nie tak. Musimy tylko wiedzieć, co jest zepsute, albo gdzie znaleźć sklep, jakiej części brakuje, albo jak ją włożyć. Tylko wtedy, gdy jesteśmy wszyscy razem, zebrani w kręgu zaufania i dzielonej mądrości, możemy mieć nadzieję na naprawienie wszystkiego, o czym wiemy, że musi zostać uzdrowione w naszej pracy, w naszym życiu, na świecie.
W każdej chwili, zwłaszcza gdy wszystko wydaje się tak strasznie ponure, a my jesteśmy tak zmęczeni ciągłym zmęczeniem, rodzina na ziemi z nadzieją oczekuje naszego przybycia.
Całe stworzenie czeka na nasze cenne, spektakularnie proste dary.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
4 PAST RESPONSES
Dear Rashmi
Somewhere down the line of social evolution 'we' turned in to 'I'. Birth of 'I" death of everything. At least those who understand this need not fall in the abyss.
Love
Bhupendra
The extract forces us to think upon the value of those who are off the dais, we are grateful to those whom we see doing good for us or buying us what we want like our parents, friends, relatives bt behind them there are lots of helping hands which indirectly fulfilled our wants. So, we should be thankful to all of them and that's why it is said that " Serving people is Serving GOD" Do the good :)
So true. I take similar attitude in case of ownership. Take the example of shirt I am wearing now. Did I sow cotton seed? Did I pluck cotton from the plant? Did I send it to a ginning press? Did I spin yarn from it? Did I weave the fabric? Did I cut the fabric to my size and stitch a shirt? Did I pack the shirt? Did I display it in a shop? All questions' answer NO. I paid Rs.200, that too I earned from labor of others, so do I become owner of the shirt? NO. I become a Trustee who has to take care of the shirt in the best possible manner until it becomes un-wearable. HOW MANY PEOPLE'S EFFORT WENT IN TO ENABLE ME TO WEAR A SIMPLE THING SUCH AS A SHIRT? cOUNT YOUR BLESSINGS.
Love
Bhupendra Madhiwalla, Mumbai, India
...with gratitude and grace, thank you.