Back to Stories

Jak miłość Jednej Kobiety Zmienia Domy Publiczne W Delhi

GB Road w Delhi to miejsce, do którego żadna kobieta nie udałaby się dobrowolnie.

Albo tak byś myślał.

Jest to największa dzielnica czerwonych latarni w Delhi w Indiach. Znajduje się tam 77 domów publicznych, mieszka 4000 kobiet i 1500 dzieci.

Kilka lat temu Gitanjali Babbar weszła do środka. Dosłownie zapukała do drzwi burdelu, weszła po wąskich schodach i rozmawiała z ludźmi tam obecnymi – popijała herbatę z właścicielami burdelu, słuchała, śmiała się i poznała kobiety jako swoje siostry, a ich dzieci jako swoją rodzinę.

Trzy i pół roku temu założyła Kat-Katha, organizację non-profit, która po cichu przekształca burdele przy GB Road w sale lekcyjne, centra społecznościowe i bezpieczne przestrzenie, w których kobiety i ich dzieci mogą się uczyć, odkrywać sztukę kreatywną i na nowo odkrywać więź, ekspresję i możliwości.

W zeszłą sobotę mieliśmy okazję gościć krąg dzielenia się z Gitanjali i dowiedzieć się więcej o jej doświadczeniach i spostrzeżeniach, które zdobyła, wkraczając prosto w serce dzielnicy, której większość unika. Około szesnastu z nas zebrało się na godzinę medytacji, po której nastąpiły pełne werwy historie Gitanjali, szczere pytania i odpowiedzi oraz pojawiające się rozmowy przy kolacji. Niektóre najważniejsze momenty z dzielenia się zostały uchwycone poniżej.

Nieoczekiwane początki

Pracując dla organizacji zajmującej się ochroną zdrowia, Gitanjali otrzymała polecenie przeprowadzenia ankiety wśród kobiet z burdelu na temat środków antykoncepcyjnych i planowania rodziny. Dla niej te rozmowy wydawały się wymuszone i mechaniczne. Zastanawiała się: „Nawet nie znam tych kobiet. One nawet mnie nie znają. Jak mam im zadawać tak osobiste i prywatne pytania?”

Jednak doświadczenie przebywania w burdelach utkwiło mi w pamięci: „W chwili, gdy tam weszłam, był to dla mnie zupełnie inny świat. [Moja praca] wymagała, abym zadawała pytania kobietom, ale byłam cicha. Przez całą godzinę. Po prostu siedziałam i obserwowałam, patrząc na to, co działo się tuż przed moimi oczami”.

Jej ciekawość się poruszyła. Coś w jej sercu się poruszyło.

„Potem zaczęłam chodzić do każdego burdelu” – śmieje się. „I w każdym burdelu znalazłam kogoś, kto czekał, żeby cię pokochać”.

Po pracy ona i kilka jej koleżanek spędzały wieczory na rozmowach z kobietami i poznawaniu ich historii – skąd pochodzą i jak ich losy sprowadziły je na GB Road.

„Mam na myśli, że kiedyś były piękne pogawędki między kobietami, rozmawianie o wszystkim... Zacząłem cieszyć się tym czasem. Nie chciałem iść po południu, kiedy oczekiwano ode mnie, że pójdę i zadam pewne pytania [do mojej pracy]”.

Napięcie między jej dzienną rolą jako profesjonalistki w służbie zdrowia a wieczorną osobowością jako troskliwej przyjaciółki i siostry rosło. Pewnego dnia grupa właścicieli burdeli przygotowywała się na jej popołudniową wizytę. Kiedy Gitanjali weszła, siedziało tam około piętnastu kobiet, gotowych odpowiedzieć na pytania, które im zadała.

„Więc dlaczego nie opowiesz nam o swoim życiu osobistym. Masz chłopaka?” zapytał jeden z nich.

Gitanjali milczała. Nie wiedziała, jak odpowiedzieć.

„Skoro nie możecie podzielić się z nami swoimi osobistymi historiami, dlaczego oczekujecie, że my podzielimy się z wami naszymi osobistymi historiami? I to również, takie intymne pytania?”

Ma rację, pomyślała Gitanjali. I zaczęła kwestionować własne motywacje. Dlaczego przychodziła do tych burdeli? Jaki był jej cel? Co próbowała osiągnąć?

Powiedziała sobie: „Teraz nadszedł czas, aby zburzyć ten mur i być z nimi. Rób to, co oni robią”.

Zaczęła częściej odwiedzać burdele. W końcu rzuciła pracę i spędzała tam całe dnie. Kobiety przyzwyczaiły się do jej obecności i zaczęły wyczekiwać ich rozmów. Pewnego dnia jedna z kobiet, która miała około czterdziestu pięciu lat, odciągnęła ją na bok. „Przychodzisz tu cały czas, dlaczego nie nauczysz mnie czegoś?”

Serce Gitanjali stanęło. Nigdy nie była pilna. Chociaż jej matka zawsze chciała, żeby została nauczycielką, Gitanjali nigdy nie miała takich aspiracji. Ale nie potrafiła powiedzieć nie.

„Ok, zróbmy coś” – odpowiedziała. I zaczęła przynosić różne książki i omawiać materiał z tą kobietą.

„Właściwie po prostu uczyliśmy się razem” – chichocze Gitanjali – „po prostu nadrabiałam wszystkie lekcje, których nie nauczyłam się w szkole. I uczyliśmy się ich razem”.

Stamtąd inne kobiety w burdelu zauważyły ​​te lekcje i chciały dołączyć. Wtedy dzieci tych kobiet stały się ciekawe i zaczęły prosić ją, żeby się z nimi pobawiła.

„Burdel zaczął stawać się dla mnie jak rodzina. Gdy byłam głodna, chodziłam do burdelu, gdzie dawali mi jedzenie. Gdy w innym burdelu czuć było jakiś przyjemny zapach, chodziłam do tego burdelu i mówiłam: 'Didi [siostro], chyba robisz naan. Mogę dostać jednego?' Więc to zaczęło się rozwijać... Czuję się niebezpiecznie w Delhi. Ale gdy idę przez tę dzielnicę czerwonych latarni, czuję, że jestem najbezpieczniejszą osobą na świecie. Nawet jeśli jest dziesiąta w nocy, jedenasta w nocy. W każdym burdelu. ”

Z czasem wracała do domu i dzieliła się swoimi doświadczeniami na kanałach mediów społecznościowych, takich jak Facebook. Przyjaciele, znajomi, a nawet nieznajomi łapali jej historie i chcieli dowiedzieć się więcej. Niektórzy chcieli zobaczyć i doświadczyć tego osobiście. Wolontariusze zaczęli przychodzić ze wszystkich stron.

Dziś, zaledwie trzy lata później, Kat-Katha współpracuje ze wszystkimi 77 domami publicznymi przy GB Road, składa się ze 120 wolontariuszy na całym świecie i prowadzi szkołę dla 17 dzieci mieszkających w domach publicznych.

Agenda bez agendy

Kiedy słuchasz wykładu Gitanjali, odnosisz wrażenie, że jest on tak zwyczajny. A potem, kiedy poświęcasz chwilę, aby zrozumieć treść tego, co ona właściwie mówi, stajesz oszołomiony, jak potężne to wszystko jest.

Kiedy Gitanjali opisuje rozwój Kat Katha i swoją własną, ciągle ewoluującą podróż, w jej oku pojawia się błysk, ale jednocześnie widać w tym uderzające poczucie pokory. Nie uważa się za założycielkę ani inicjatorkę tego wszystkiego; raczej dzieli się historiami, jakby opowiadała o serii wypadków — łańcuchu zabawnych zbiegów okoliczności i szczęśliwych trafów, które przypadkowo wpisują się w jej marzenia o Kat-Katha oraz modlitwach kobiet z burdelu i dzieci.

W końcu wolontariusze zaczęli pytać: „Robimy tak wiele rzeczy. Powinniśmy zacząć tworzyć plan? Jaki jest twój plan pięciu lat? Dziesięcioletni plan?”

Gitanjali nie miała żadnego planu. Do tej pory po prostu podążała za nakazami swojego serca.

Gdy Kat-Katha zaczęło się rozwijać, kobiety i dzieci z burdelu zaczęły rozkwitać. Kobiety zaczęły prosić o szkolenia umiejętności i zajęcia artystyczne. Dzieci chciały studiować i uczyć się różnych rzemiosł i zajęć kreatywnych.

Jednak zamiast skupić się na zbieraniu funduszy i zakładaniu kosztów ogólnych, Gitanjali po prostu robiła, co mogła, z tym, co miała. Nadal widziała możliwości w tym, co było przed nią.

Zajęcia prowadzili bezpośrednio w burdelach. Ktoś podarował maszyny do introligatorstwa. Firmy przekazały im swój zużyty papier jednostronny, a Kat-Katha zaczęła prowadzić szkolenia dla kobiet, aby mogły oprawiać i tworzyć zeszyty z papieru pochodzącego z recyklingu jako ofiarę dla innych.

Zamiast potrzebować lub szukać tego, czego nie mieli, Gitanjali i jej zespół pracowali w ramach swoich ograniczeń, aby stworzyć przestrzenie do nauki. Radość i duch ich poczucia połączenia i współtworzenia tchnęły życie w ich zasoby materialne i pozostawiły je w stanie nieustannej obfitości. A w tym stanie otwartości tak wiele może się wyłonić.

„Stało się to piękną podróżą” – opisuje. „Ponieważ jeśli jest uczeń, który chce nauczyć się tańca, następnego dnia mamy wolontariusza, który może uczyć tańca. Jeśli jest uczeń, który chce nauczyć się grać na harmonium, następnego dnia odbieram telefon od kogoś, kto mówi: „Mam stare harmonium w domu. Chcesz je zabrać na Kat-Katha? Więc stało się platformą, na której miłość i wszystko inne po prostu płynie. A ludzie po prostu przychodzą, spotykają się, dzielą się historiami i miłością”.

Ostatnio Gitanjali i jej zespół starali się stworzyć schronisko, w którym dzieci z burdelu mogłyby mieszkać i uczyć się w bardziej stabilnym i opiekuńczym środowisku. Córki kobiet z burdelu w wieku jedenastu lub dwunastu lat mogą być często sprzedawane do prostytucji, a dzieci dorastają tam pod wpływem dzielnicy pełnej narkotyków i alkoholu. Poprzez kolejną spontaniczną sekwencję zdarzeń, rozmawiała z urzędnikiem Gandhi Ashram w Delhi. Poinformował ją, że powinna mieć schronisko dla dzieci z burdelu (na co, oczywiście, się zgodziła :)), i zaprosił ją do wybrania dowolnego z nieużywanych budynków aszramu, aby stał się tym schroniskiem. Oszołomiona znalezieniem się w takiej sytuacji, wybrała jeden z budynków i planuje odnowić go na schronisko ze swoją rodziną Kat-Katha do przyszłej wiosny.

Innym razem grupa wolontariuszy zorganizowała wieczór taneczny; tańczyli dla kobiet w jednym z burdeli, zamiast żeby kobiety tańczyły dla klientów. Wolontariusze zorganizowali spotkanie i zaprosili ludzi. Dzień przed wydarzeniem Gitanjali pomyślała: „Pozwólcie mi po prostu pójść i sprawdzić u właścicielki burdelu, czy wszystko z nią w porządku”. Więc poszli do burdelu i znaleźli tam nową właścicielkę.

„Nigdy z nią nie rozmawialiśmy” – poinformowali ją wolontariusze.

„Ona jest główną właścicielką” – powiedziała zaskoczona Gitanjali. „Zorganizowałaś całe wydarzenie w tym burdelu na jutrzejszy wieczór i nigdy z nią nie rozmawiałaś?”

Więc poszli i porozmawiali z nową właścicielką burdelu. I, oczywiście, nic nie wiedziała o tym wydarzeniu. Po krótkiej pogawędce i wyjaśnieniach od Gitanjali i wolontariuszy, nadal nie chciała ustąpić.

Wreszcie do rozmowy włączył się promyk możliwości.

„Okej. Możesz przyjść jutro, ale musisz zdać test” – oświadczyła. „Zaśpiewaj mi piosenkę”.

W tym momencie opowieści Gitanjali poinformowała nas: „Nie jestem dobrą piosenkarką. Ale inna wolontariuszka, która była z nami, jest niesamowitą piosenkarką”. Była bardzo nową wolontariuszką, więc Gitanjali wahała się, czy poprosić ją o śpiewanie, ale w chwili, gdy na nią spojrzała, nowa wolontariuszka powiedziała: „Tak, tak! Potrafię śpiewać! Proszę, zagraj cokolwiek tam jest. Zaśpiewam!”

Wtedy Ritu, współzałożycielka Kat-Katha, poprosiła o ghungroos [dzwonki na kostki], a Gitanjali zupełnie zabrakło jej słów. Była dziesiąta wieczorem. Klienci stali przed drzwiami burdelu i nalegali, żeby wejść. W środku grupa młodych studentek i dwudziestoparoletnich dziewczyn tańczyła dla kobiet z burdelu.

„Przez godzinę nowy wolontariusz nieustannie śpiewał. Ritu nieustannie tańczyła. A potem dołączył do nich właściciel. To było jak zupełnie inny świat. Więc wieczór, który zaplanowaliśmy na następny dzień, faktycznie wydarzył się na miejscu. Nie spodziewaliśmy się tego”. Gitanjali opowiadał. „I tak, każdego dnia w tej przestrzeni dzieje się jakaś magia. A ja jestem po prostu częścią tej przestrzeni”.

„Tylko część tej przestrzeni”

Jest tyle piękna w liderce, która nie uważa się za liderkę. Chociaż Gitanjali i Ritu ponoszą odpowiedzialność za Kat-Katha, po prostu widzą swoją pracę jako wspieranie współtworzenia przestrzeni do pielęgnowania, edukowania i wzbogacania społeczności.

Przez długi czas Gitanjali marzyła o tym, aby GB Road zamienić w karnawał dla wszystkich kobiet. „Kilka miesięcy temu powiedziałam komuś, że marzę o zorganizowaniu karnawału na tej drodze. Naprawdę chciałabym, aby te panie zeszły z burdelu i po prostu dobrze się bawiły. To wszystko. Nic więcej. Nie będzie żadnego właściciela, żadnego klienta, żadnej policji, nic się nie stanie. Powinny po prostu cieszyć się swoim dniem”.

Pomysł rozwijał się przez całą wiosnę, w efekcie czego zaczęły kiełkować nasiona karnawału.

„W lipcu zaczęłam o tym słyszeć wśród wolontariuszy” – śmieje się Gitanjali. „A gdy zapytałam: „Co się dzieje?”, wolontariusze odpowiedzieli: „Planujemy karnawał. To wasze marzenie, a my planujemy karnawał”.

 

W ciągu miesiąca ktoś zaprojektował i wydrukował plakaty. Inna osoba założyła stronę na Facebooku. Wolontariusze w USA i Australii spontanicznie uruchomili kampanie crowdfundingowe. Ktoś zaprojektował koszulki Kat-Katha, zainspirowany życzeniami dzieci dotyczącymi koszulki.

„Kiedyś dostawałem wiadomości SMS [tekstowe] na mój telefon, że tyle pieniędzy zostało zdeponowanych. Tyle pieniędzy zostało zdeponowanych. Mówiłem: „Co się dzieje?!”

Następnie Gitanjali zwróciła się na policję z prośbą o zablokowanie drogi na czas karnawału.

„To niemożliwe” – odpowiedział naczelnik stacji. „To bardzo ruchliwa droga. Nie możemy jej zablokować. Jak możesz w ogóle wpadać na takie głupie pomysły?”

Nie wiedząc, co robić, poszła do komisarza policji i opowiedziała o karnawale i powodach, dla których zorganizowano tam uroczystości. Trzy dni później odebrała od niego telefon. Zaplanował spotkanie, aby omówić kwestie logistyczne, i zaprosił ją do przyjazdu.

„Kiedy tam pojechałem, zobaczyłem wszystkich oficerów naczelnych stacji siedzących tam” – wyjaśnia Gitanjali. Następnie komisarz policji poinstruował wszystkich policjantów, aby wspierali karnawał – blokowali drogi i wspierali wszelką niezbędną logistykę koordynacji wydarzeń.

Powaleni tym, jak drzwi możliwości wciąż się otwierają, Gitanjali i wolontariusze zaczęli sprzątać ulice. Zebrali śmieci i umyli zdewastowane ściany. Kilku wolontariuszy właśnie namalowało murale w Delhi, więc zaczęli malować mural na GB Road. Gitanjali zauważyła, że ​​główny oficer policji (który pierwotnie odmówił pozwolenia na blokowanie dróg) stoi tam i ich obserwuje.

W swoim radosnym duchu zebrała wolontariuszy i poszła go zaprosić. „Panie, malujemy ściany. Chcesz przyjść i zobaczyć?”

„Tak, tak. To dobrze. Ale po twoim wydarzeniu, cokolwiek było napisane na ścianie przed tym, musisz to odłożyć” – powiedział surowo.

Oryginalna ściana była ledwie czytelna, ze starą reklamą National AIDS Control Organization. Napisano na niej coś w stylu: „Proszę zachować środki ostrożności”.

„To taki piękny obraz, naprawdę myślisz, że chcesz umieścić reklamy na tym konkretnym obrazie?” zapytała Gitanjali.

Powiedział: „Nie, to rządowe rządy”.

Powiedziałem: „Tak, OK. Umieścimy to”.

A potem Gitanjali żartobliwie zapytała: „Czy chcesz, żebyśmy pomalowali twój posterunek policji?”

"NIE!"

„Okej. Nie zrobimy tego. Cokolwiek powiesz.”

„Trzymajcie ten interes z dala od posterunku policji. Nie chcemy tego wszystkiego”.

„Okej. Czy możesz powiedzieć kilka motywujących słów dla naszych wolontariuszy?”

„Tak, tak. Już idę, już idę.”

Nigdy nie przyszedł. Jednak zamiast budować obronę i mury, pierwszym odruchem Gitanjali jest wdzięczność i akceptacja. „Nigdy nie przekroczył tej drogi. Ale to nie ma znaczenia. Myślę, że jego modlitwy tam były. Ponieważ mógł zatrzymać wszystko. Było to w jego mocy. Ale tego nie zrobił”.



15 sierpnia, w dniu wydarzenia, wszyscy policjanci byli w środku. Zgodzili się być na zewnątrz, patrolując teren, ale ostatecznie sami cieszyli się niektórymi uroczystościami. A zaledwie kilka tygodni temu (kiedy Gitanjali była w USA), jej wolontariusze poinformowali ją, że świętowali Diwali z policjantami. W rzeczywistości pomalowali posterunek policji i wypełnili go świecami i świątecznymi dekoracjami.

Opowiadając te historie, wspomina: „Nazywamy Kat-Katha magią. ...Ale tak naprawdę to nie jest magia. To modlitwy tych kobiet i dzieci. Ponieważ zawsze chciały mieć takie rzeczy w swoim życiu”.

Następnie wskazuje na dwie wolontariuszki w kręgu z nami i dodaje: „Nigdy bym nie pomyślała, że ​​ktoś z Los Angeles przyjedzie i zamieszka w tych burdelach z tymi kobietami. Odwiedzili nas wolontariusze z Google i mają ze sobą ogromnych ochroniarzy. Sześć stóp wzrostu i są wielcy. A te dziewczyny walczą z ochroniarzami, mówiąc: „Zostańcie tutaj, ja jestem bezpieczna!” A potem, gdy wracamy na dół, ochroniarze pytają o historie, mówiąc: „Czy ja też mogę pójść na górę? Czy ja też mogę zobaczyć, jak wygląda burdel?”

Historia po historii, cechy odwagi, wiary, współczucia i odrobina psoty wypływają na powierzchnię. Oczywiste jest, że Gitanjali jest wizjonerką stojącą za wszystkim, co się dzieje; ale jest również jasne, że jest po prostu „częścią tej przestrzeni” – takiej, w której cechy miłości, radości, edukacji i współczucia są umieszczone w centrum, a wszyscy, którzy rezonują z tym rodzajem ludzkiego ducha – od policjantów po studentów college'u, właścicieli burdeli po profesjonalistów z branży – znajdują się w sytuacji, w której stają na wysokości zadania (lub schodzą na bok), aby to wszystko było możliwe.

Niezachwiane poświęcenie

Słuchając jej opowieści, elementy wiary i spontaniczności uderzają głośno i wyraźnie. Ale potrzeba poważnej mieszanki odwagi i determinacji oraz głębszego powołania, aby naprawdę zaangażować się w tego rodzaju pracę. Nie każdy może wejść do burdelu i stać się członkiem jego rodziny. I nie każdy może wejść na GB Road i zobaczyć możliwość i ludzką radość pośród takiej ciemności i rozpaczy.

Wiele kobiet w burdelach jest ofiarami handlu ludźmi w wieku dwunastu lub trzynastu lat. Przez pierwsze kilka lat są zamknięte w małych pokojach, nie wolno im nawet patrzeć przez okno. Za ścianami znajdują się ukryte przedziały, które znają tylko właściciele burdeli. Przypominające więzienie cele, w których przebywa niezliczona liczba dziewcząt, porwanych i sprzedanych, by spędzić najlepsze lata dorosłego życia w prostytucji. Tylko wtedy, gdy właścicielka burdelu czuje, że jest zbyt przestraszona i zawstydzona, by uciec z powrotem do świata zewnętrznego, dostaje pozwolenie na spędzanie czasu w częściach wspólnych. Jeśli kobieta urodzi dziecko, dziecko jest jej często zabierane — trzymane w oddzielnej części GB Road — jako ultimatum, by tam została. Może widywać swoje dziecko raz w tygodniu, ale poza tym są trzymane osobno.

Niesamowite jest być świadkiem energicznego optymizmu i niestrudzonego ducha, z jakim Gitanjali przeżywa swoje historie. Sposób, w jaki te rozdzierające serce fakty istnieją jako proste szczegóły w tle jej opowieści. Jednak to właśnie poprzez te trzeźwiące fakty i kontekst zaczyna się rozumieć siłę niezachwianego zaangażowania i poświęcenia Gitanjali kobietom i dzieciom z GB Road.

Czasami Gitanjali odbiera telefon z posterunku policji o pierwszej w nocy – jedna z kobiet z burdelu ma tam konflikt, który trzeba rozwiązać. Bez cienia wątpliwości pojawi się na posterunku i zobaczy, co może zrobić. Innym razem jedna z kobiet i jej córka poważnie zachorowały i trzeba było je zabrać do szpitala. Przez kilka dni Gitanjali siedziała przy ich łóżku, nadzorując ich leczenie i serwując im posiłki. Matka zmarła w jej ramionach.

To właśnie ta głębia i czystość poświęcenia sprawiają, że Kat-Katha wydaje się tak bezwysiłkowa. To właśnie ten stopień zaangażowania i niewidzialnej służby, który manifestuje harmonium i schroniska dla dzieci, lub przyciąga 120 wolontariuszy w ciągu zaledwie trzech krótkich lat.

Gdy nasz krąg dzielenia się trwał godzinę, potem dwie, i przeciągał się do późnych godzin wieczornych, nie mogłem nie być otrzeźwiony, ożywiony i zainspirowany do ponownego wpojenia Gitanjali poczucia nieustraszonej wiary, beztroskiej radości i zdecydowanego celu w moim własnym życiu. Aby przede wszystkim dotrzeć do tego ukrytego ludzkiego ducha, bez względu na to, jak rzeczy wyglądają na powierzchni.

Gitanjali jest kobietą z misją, poszukiwaczką podążającą ścieżką i siostrą łączącą się z rodziną w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach. Pośród wszystkich zewnętrznych wpływów (takich jak jej wystąpienie TEDx, stypendium Gandhiego i stypendium Globalnego Laureata 2013), Gitanjali najbardziej zależy na połączeniu się z ludzkim duchem. Zatrzymuje się, aby zmienić swoje wewnętrzne ustawienie. W lutym ubiegłego roku wzięła udział w 30-dniowym „In-Turnship” w Gandhi Ashram w Ahmedabad, gdzie oddawała się codziennym praktykom, takim jak medytacja i zamiatanie, i organizowała kręgi z drabinami służących z różnych środowisk. Więcej jej i Kat Katha ducha można zobaczyć w tym mocnym podsumowaniu i filmie z ich 15 sierpnia Street Celebration „Carnival” małych aktów z wielką miłością na GB Road.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

8 PAST RESPONSES

User avatar
DenisKhan May 16, 2018

Congrats, noble mission! About two decades ago,
my late mother was involved along with a group which used to rehab the girl children
of the prostitutes. A daunting task with the innate hostility of vested interests.
Diwali & Christmas parties were unique as the pimps and madams would orchestrate
taunts and jeers at the social workers. However, some ladies would quietly ask
for assistance. Once, at a family gathering, two young prostitutes came & touched the feet of my
Mom and thanked her for rescuing their daughters.

User avatar
Sumit Dec 13, 2014

Your surname defines everything "Babbar"....thanks to your mom and dad who brought you in this world to bring a change in so many people's lives!!!!! Trust me those people not only include the Brothel women but also people with polluted thoughts/misconceptions/preconceived notions about these women....!!!!! You are our "babbar sher" and your "Roar of Change" has literally brought a tremendous change in the way of thinking of thousand's of people. Thanks again!!!

User avatar
SAMIUDDIN Dec 13, 2014

Appreciate

User avatar
No they are not smart metres Dec 13, 2014

Deep respect to this Sister who follower her heart to help the women who likely never had a chance, needed to fed there kids, as most of the women in the brothels if had a choice would not be there in the first place and her light brings more then we could imagine. THANK YOU

User avatar
Guest Dec 13, 2014

If we know that the brothel owners are committing crime and are involved in trafficking young girls why are we not punishing them, freeing the girls and uniting mother and children. I would think that taking victims out of this horrible situation as soon as possible is needed. How can we knowingly let it continue?

User avatar
Kristin Pedemonti Dec 12, 2014

One of the most inspiring stories yet. Thank you for sharing the Power of Listening and being a part of the space as Gitanjali so beautifully illustrates and lives. She gives us all hope that through following our passions, opening our hearts and being of services can impact lives. And in the most difficult of places. Deeply inspired.

User avatar
Marc Roth Dec 12, 2014

I love this story. It's hard to explain my past and some of the incredible things I did in order to leave the business Gentlemen's Clubs in Las Vegas. Just working around that atmosphere was so hard. Trying to imagine working around these brothels boggles my mind.

User avatar
Sid Dec 12, 2014

I simply bow to Gitanjali for her strength, dedication and stamina.