
LEKCJE Z OGRODU
ALANDA GREENE bada ideę otwartości i odporności na bodźce, porównując ją do sytuacji, gdy pracuje w rękawicach ogrodowych w swoim ukochanym ogrodzie w Kolumbii Brytyjskiej.
Mój związek z rękawicami ogrodowymi nadal opiera się na dwóch przeciwstawnych popędach – potrzebie ich noszenia dla ochrony dłoni oraz potrzebie, by moja skóra mogła bez przeszkód dotykać roślin podczas prac ogrodowych. Każdy popęd wyklucza coś. W jednym przypadku wrażliwość na dotyk ulega przytępieniu. W drugim – rezygnuję z ochrony dłoni przed otarciami, skaleczeniami, przekłuciami, brudem i plamami.
Podobny paradoks pomiędzy otwartością i opiekuńczością dostrzegam w doświadczeniach życia codziennego.
Pracując w ogrodzie, zazwyczaj noszę rękawiczki. W przeciwnym razie moje dłonie są poplamione sokami roślinnymi, a skóra brudna, a także pokryta skaleczeniami i zadrapaniami. Chociaż szoruję i myję ręce przy zlewie, trudno odzyskać czyste dłonie. Zbyt wiele razy patrzyłem na swoje palce, podając komuś paragon albo grając na gitarze publicznie, by z lekkim przerażeniem odkryć, że moje palce i paznokcie wcale nie są czyste, a jedynie pokryte ciemnobrązowym barwnikiem roślinnym, który wygląda jak brud.
Rękawice nie są moimi preferencjami, zwłaszcza przy usuwaniu chwastów. Jeśli nie zostaną usunięte wcześnie, chwasty te wyrosną przed drobnymi, wolno rosnącymi marchewkami i całkowicie je wyprzedzą. Potrzebuję bardziej delikatnego dotyku niż ten, który dają rękawiczki, aby pozbyć się tych niepożądanych roślin i nie zakłócić rozwoju tych maleńkich siewek, które chcę zachować i rozwijać.
Czasami po prostu lubię dotykać roślin. Mój zmysł dotyku jest przytępiony przez grubą warstwę rękawic. Bezpośrednie dotykanie roślin spowalnia moją pracę; skupiam się na tym bardziej uważnie i pracuję precyzyjniej.
Przesadzając sadzonki pomidorów, czuję delikatną, puszystą fakturę ich łodyg. Niezwykła delikatność selera budzi we mnie poczucie bezpieczeństwa i delikatności, a mój podziw odnawia się, gdy zadaję sobie pytanie: „Jak te maleńkie rośliny mogą stać się tak silne?”. Nasiona selera są tak małe, podobnie jak wyłaniające się liście, a ich łodygi przypominają raczej cienkie nitki niż łodygi – a jednak spójrz, w co się przekształcają.
Czuję się zachęcony potencjałem mojego życia, jakiegokolwiek życia, do rozwoju poza to, co jest obecnie oczywiste, tak samo jak te kiełki selera nie dają żadnej wskazówki, jak będą bujne i silne za kilka miesięcy. To się jednak stanie, jeśli nie będą zarośnięte agresywnymi chwastami. A te chwasty wymagają ostrożnego usuwania, aby nie zaszkodzić selerowi.
Zakładam rękawiczki, przycinając kolczaste łodygi róż, ostre krawędzie irysów, które mogą przeciąć odsłonięty palec niczym nóż, lub wyrywając większe chwasty, takie jak łopian i mniszek lekarski, które wymagają lepszego chwytu. Również wtedy, gdy chcę mieć czyste ręce.
Dziś rano przesadzałem gołymi palcami, ciesząc się tym procesem i dostrzegając związek między innymi wrażeniami sensorycznymi a dotykiem.
Zdaję sobie sprawę, że wiele z tego, co postrzegam lub z czym wchodzę w interakcję w życiu codziennym, można porównać do noszenia rękawiczek. Tak jak nie odczuwam doznań na skórze w rękawiczkach, tak moje pozostałe zmysły czasami nie odbierają bardziej delikatnych bodźców.
Kiedy dźwięki są ostre i głośne, trudno jest dostrzec bardziej subtelne wrażenia, a nawet być wrażliwym na postrzeganie własnych myśli i wewnętrznych odczuć. Nawał hałasu, którego doświadczam podczas wizyty w mieście, wprawia mnie w drżenie: sklepy, w których puszczana jest głośna muzyka, ciężarówki i samochody wypełniające ulice rykiem, a ciche miejsca trudno znaleźć. Znajomi mieszkający w mieście nie okazują mojego niepokoju. Tak samo, jak chronię dłonie rękawicami przed cierniami i grubymi łodygami, czuję potrzebę ochrony uszu. Zakładam mentalne rękawice ogrodowe, wyciszając hałas. Zauważam, że inni ludzie stosują podobny proces jako niezbędną tarczę. Ale zastanawiam się, czy to „wyciszanie się” od nadmiaru jest rzeczywiście świadome? Czy po prostu stało się nawykiem?
Podczas zajęć dydaktycznych raz w tygodniu zabierałam moją klasę na spacer po lesie, na działkę znajomego, gdzie w tej plenerowej sali lekcyjnej wykonywaliśmy różnorodne ćwiczenia. Na początku roku każdy z uczniów wybierał miejsce na zalesionym zboczu, w minimalnej odległości od innych osób. To była ich przestrzeń na cały rok, w której mogli pisać, słuchać, obserwować i zastanawiać się bez żadnych zewnętrznych rozmów. Wizyty kończyły się siedzeniem w kręgu i czytaniem z pamiętników o tym, czego się nauczyliśmy, zaobserwowaliśmy, usłyszeliśmy. Wyraźnie pamiętam jedną gadatliwą młodą kobietę, która z wyraźnym podekscytowaniem powiedziała nam: „Chyba pierwszy raz w życiu byłam cicho. Słyszałam własne myśli. To niesamowite”.
To tak, jakby zdjęła rękawiczki słuchowe i zauważyła coś nowego. Uświadomiłem sobie, że mogę mieć i mam „rękawiczki uwagi”, które ograniczają moją percepcję, tak samo jak ograniczone było postrzeganie słuchu u tej młodej kobiety.
Jak często jestem zajęty tym i tamtym – układaniem ściółki, wyrywaniem trawy, przycinaniem bazylii – i nie zwracam uwagi na to, czego dotykam, w rękawiczkach czy bez? Moja uwaga jest gdzie indziej: na tym, co trzeba zrobić, planowaniu lunchu, rozmowie z poprzedniego dnia. Jeśli ukłuje mnie cierń, zauważam to. Czy daję sobie subtelny sygnał, że będę zwracał uwagę tylko wtedy, gdy będzie to bardzo bolesne lub ekstremalne?
Czy noszę metaforyczne rękawice ogrodowe, które stanowią barierę dla wyrafinowanych doznań z powodu nawykowego braku uwagi dla tego, co delikatne i wyrafinowane? Kiedy dźwięki są głośne i ciągłe, kiedy inne bodźce sensoryczne są intensywne i mało wyrafinowane, czy znoszę je, odwracając uwagę, aby nie zostać przytłoczonym? Tak, i potrzebuję tej ochrony w pewnych okolicznościach, bo inaczej rzeczywiście zostanę przytłoczony. Ale zbyt często wyłączam się z powodu nawyku i braku świadomości; to nie jest świadome, to nie jest wybór obronny.
Jak często podczas posiłku brakuje mi smaku i konsystencji tego, co mam w ustach? Kiedy poświęcam czas na żucie, zauważanie, wchłanianie, pojawiają się smaki, które są nieoczekiwane, nowe, subtelne. Buduję podatność na percepcję i po pewnym czasie zaczynam dostrzegać to, czego wcześniej nie było.
Jeśli nie „zdejmę rękawiczek”, aby dostroić się do jeszcze bardziej subtelnych wibracji, tracę zupełnie inny świat bytu. W medytacji, gdzie bodźce sensoryczne są minimalizowane, a wzorce myślowe stopniowo wyciszają się, rozpoznawane są subtelne percepcje. To tak, jakbym poświęcił czas na zdjęcie rękawiczek ogrodowych, aby poczuć delikatną, aksamitną powierzchnię płatka słonecznika. Muszę je zdjąć, aby w ogóle wiedzieć, że istnieje ta wyjątkowa faktura.
Nasza kultura ma tendencję do nadmiaru wrażeń zmysłowych. Często muszę chronić się przed takimi ekscesami, tak samo jak potrzebuję rękawic ochronnych w ogrodzie podczas niektórych czynności. Równie naturalnie potrzebuję czasu każdego dnia, aby świadomie dostroić się do subtelniejszych wrażeń, zdejmując z siebie ochronną tarczę. Stworzenie czasu i przestrzeni na regularne ćwiczenia wzmacnia pamięć poprzez doświadczanie bardziej subtelnych doznań i informacji. Wtedy mogę wybrać, kiedy być otwartym, a kiedy chronić. W ogrodzie mogę nosić rękawiczki, gdy jest to konieczne, doceniać subtelny dotyk różnych roślin bez rękawiczek i nadal mieć czyste ręce do innego zadania.
W życiu codziennym, gdzie można bardzo szybko zdjąć „rękawiczki uwagi”, mogę zdecydować się na dostrojenie, kiedykolwiek nadarzy się okazja, podtrzymując tę świadomość poprzez regularną praktykę.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION