Back to Stories

Zakonnica, która uratowała tysiące istnień Przed przemocą

Po tym, jak ta indyjska zakonnica była świadkiem morderstwa kobiety, uratowała tysiące innych osób przed przemocą domową

W związku z tym, że Indie obchodzą pierwszą rocznicę zbiorowego gwałtu w Delhi, który wstrząsnął krajem, YES! rozmawia z siostrą Lucy Kurien, której życie zmieniło się na zawsze, gdy zobaczyła, jak podpala się młodą kobietę.

Zdjęcie Siostry Łucji dzięki uprzejmości Mahera

Jeśli wieczorem usiądziesz w slumsach na obrzeżach Pune, usłyszysz krzyki i wrzaski dochodzące z różnych miejsc, mówi siostra Lucy Kurien o swoim domu w południowych Indiach. Większość walk jest podsycana alkoholem, a czasami wybucha siniakami, bliznami i złamaniami kości. „Kobiety nawet nie oddają ciosów”.

To dźwięk, którego katolicka zakonnica z Kerali słucha od 1997 r., kiedy założyła Maher, schronisko dla ofiar przemocy domowej poza Pune. Przez prawie 17 lat, kiedy to przyjmowała maltretowane kobiety i dzieci — a także kobiety zagrożone przemocą uliczną i handlem ludźmi — siostra Lucy poznała tysiące kobiet, których rodziny zostały zniszczone przez przemoc i ubóstwo.

Poruszona nędzą, której była świadkiem jako dziecko w miastach Indii, i zainspirowana pracą Matki Teresy z ubogimi w Kalkucie, siostra Lucy spędziła większość młodości, zastanawiając się, co mogłaby zrobić, aby położyć kres nierównościom i przemocy, której była świadkiem.

Pewnej nocy młoda zakonnica była świadkiem makabrycznego morderstwa, które zmieniło bieg jej życia: trzymała w ramionach młodą, ciężarną kobietę, którą oblał naftą i podpalił — jej mąż. Zaledwie dzień wcześniej ta sama przerażona kobieta błagała siostrę Lucy o pomoc, ale w klasztorze nie było dla niej miejsca do spania.

Kobieta zmarła, ale tej samej nocy w siostrze Lucy odżyło przekonanie, że powinna zrobić coś dla kobiet w swoim kraju.

Według Światowej Organizacji Zdrowia, na świecie 30 procent kobiet w związkach doświadczyło przemocy ze strony bliskiego partnera. To prawie jedna na trzy. A 38 procent morderstw kobiet na świecie popełniają ci partnerzy.

Czynniki ryzyka stania się sprawcą obejmują „niskie wykształcenie, narażenie na znęcanie się nad dziećmi lub bycie świadkiem przemocy w rodzinie, szkodliwe spożycie alkoholu, postawę akceptującą przemoc i nierówność płci” — wszystkie te kwestie są systemowe w Indiach, a stopniowo także w większości innych miejsc na świecie.

Siostra Lucy, która spotkała się z YES! podczas wizyty w Seattle, aby spotkać się z osobami świadczącymi usługi dla ofiar przemocy domowej, które zmagają się z podobnymi problemami, założyła Maher jako schronisko dla kobiet, których ubóstwo uniemożliwia im samodzielne opuszczenie domów, w których dochodzi do przemocy.

W krótkim okresie Maher zapewnia natychmiastowe schronienie, interwencje, a nawet pojednanie. Jednak w długim okresie społeczność koncentruje się na powolnej, skrupulatnej pracy nad transformacją: wywracaniu systemowej przemocy, eksploatacji i segregacji w Indiach — mężczyzn i kobiet, ale także bogatych i biednych.

W tym tygodniu przypada pierwsza rocznica słynnego morderstwa 23-letniego studenta w autobusie w Indiach (najczęściej określanego mianem „gwałtu zbiorowego” w Delhi, chociaż ostatecznie było to brutalne morderstwo z domieszką linczu).

W tym tygodniu w całym kraju obchodzono tę tragedię, jednak wielu Hindusów nadal jest oburzonych i sfrustrowanych faktem, że tak mało postępów poczyniono w walce z podstawowymi przyczynami przemocy wobec kobiet.

Siostra Lucy rozumie tę frustrację.

Wiele lat temu, tuż po tym, jak była świadkiem samospalenia, nie miała pojęcia, jak ukierunkować swoją wściekłość.

„Nie mam nic” – powiedziała swojemu mentorowi, księdzu. „Co zrobię?”

„Masz miłość w sercu” – powiedział jej.

„Ale co mogę zrobić, mając tylko miłość?”

Oto co zrobiła.

Christa Hillstrom: Urodziłaś się w wiejskiej wiosce w Kerali, gdzie nierówności płci są stosunkowo mniejsze niż w innych częściach Indii. Przeprowadziłaś się do Mumbaju w młodym wieku. Co uderzyło cię w tym mieście w porównaniu z miejscem, w którym dorastałaś?

Siostra Lucy Kurien: W miejscu, gdzie się urodziłam, nie było wtedy szkoły, więc przeprowadziliśmy się do Mumbaju, gdy miałam 12 lat.

To był pierwszy raz, kiedy zobaczyłem slumsy.

W wiosce, z której pochodziłem, każdy miał swój dom, swoją farmę. To była samowystarczalna wioska. Nie sądzę, żeby ktokolwiek głodował. Było dużo biedy w innych aspektach, ale nie w kwestii jedzenia i schronienia.

Ale potem, kiedy przeprowadziłam się do miasta, zobaczyłam wszystkich ludzi – pierwszą rzeczą było to, że kobiety siedziały na poboczu drogi, żeby skorzystać z toalety. To mnie zszokowało. Powiedziałam: „O mój Boże, dlaczego ci ludzie...”

W tamtych czasach nie było telewizji ani niczego, co pomogłoby mi dowiedzieć się czegoś o innym stanie Indii. Nigdy nawet nie słyszałem o slumsach.

Pamiętam, że spędziłam nieprzespaną noc, mówiąc: „Dlaczego, dlaczego, dlaczego – dlaczego są tacy biedni? Nie mogę zrozumieć”. Coś zaczęło we mnie działać.

Hillstrom : Czy z biegiem lat zacząłeś znajdować odpowiedzi na to pytanie?

Sr. Lucy : Zapytałabym moich przyjaciół, nauczycieli i zakonnice, z którymi mieszkałam. Wyjaśnili mi, że ci ludzie są bardzo biedni i przybyli z różnych części kraju. Wyjaśnili mi niektóre rzeczy.

Ale powiedziałem: „Dlaczego nikt nic dla nich nie robi?”

I powiedzieli: „Ile możemy zrobić w porównaniu do populacji? Co myślisz, że możemy zrobić?”

Hillstrom : A miałeś około 13 lat? To musiał być bardzo wrażliwy czas.

Siostra Lucy : Tak. Wychowałam się w rodzinie katolickiej, więc gdy miałam 19 lat, postanowiłam, że zostanę zakonnicą.

Oczywiście, że chciałam dołączyć do zakonu Matki Teresy — nawet wypełniłam swój formularz. Ale moi rodzice w tamtym czasie mi nie pozwolili. Powiedzieli: „To będzie dla ciebie za mocne”.

Więc dołączyłam do zakonu Świętego Krzyża i później zrozumiałam, że nasze siostry nie miały takiej pracy [Matki Teresy] – zajmowały się głównie nauczaniem i pielęgniarstwem. Miały też jakiś rodzaj sierocińca, ale nie taki, o jakim marzyłam.

Hillstrom : Co sobie wyobrażałeś, kiedy o tym śniłeś?

Siostra Lucy : Myślałam, że będę pracować bezpośrednio z nimi, biednymi. Będę mieszkać z tymi ludźmi. W Holy Cross mieszkałam z siostrami i życie było o wiele lepsze [niż w otaczającej społeczności]. Moje życie nie stykało się z życiem biednych. Wykonywałyśmy pracę dla nich — nie z nimi. Chciałam, żeby moje życie było z nimi.

Hillstrom : Poczułeś powołanie, by być bliżej.

Siostra Lucy : Tak.

Hillstrom : Co się stało?

Siostra Lucy : Pracowałam tam jeszcze przez dziewięć lat.

Kiedy pracowałam w klasztorze, przyszła do mnie kobieta prosząc o schronienie. Powiedziała mi, że jej mąż jest zakochany w innej kobiecie, a ten mężczyzna, powiedziała mi, że jest alkoholikiem. Powiedziała: „Jeśli z nim zostanę, to mnie pobije. Muszę wyjść z domu”.

Ale gdzie ją wysłać, to był duży problem, bo tam w klasztorze nigdy nie przyjęlibyśmy osoby świeckiej. Powiedziałam sobie: „Co powinnam zrobić, żeby pomóc tej kobiecie?” Wiedziałam, że to prawdziwa historia, bo płakała. Czułam się źle, że ją odesłałam, ale nie miałam wyboru.

Tak się złożyło, że tej samej nocy ona i jej mąż musieli się pokłócić. Oblał ją naftą i podpalił.

Ta kobieta była w siódmym miesiącu ciąży.

Słyszałem krzyki, ponieważ nasz klasztor był bardzo blisko slumsów. Więc poszedłem tam, jak każdy inny widz, żeby zobaczyć, co się dzieje.

Przybiegła. Powiedziała mi: „Ratuj mnie! Ratuj mnie!”

Hillstrom : Przybiegła do ciebie?

Sr. Lucy : Tak... Tak. Stała w tym samym miejscu, w którym została poparzona. Wtedy zdałam sobie sprawę: „O mój Boże, to ta sama kobieta”.

Z pomocą ludzi ze slumsów próbowałem przenieść ją do szpitala. Było nam tak trudno cokolwiek znaleźć, bo nie mieliśmy samochodu — nikt nic nie miał.

Kiedy przeniosłam ją do szpitala, lekarz powiedział mi, że jest już w 90 procentach poparzona, ponieważ jej sari natychmiast się zapaliło. Była całkowicie poparzona. I... Zapytałam lekarza, czy można coś zrobić, aby uratować dziecko... Ale to, co znalazł, to również całkowicie poparzone dziecko.

Trzymałam to… płód, który mi dali. Zastanawiałam się, co powinnam zrobić. Byłam kompletnie załamana.

Od tamtej pory byłam na siebie tak zła, ponieważ czułam, że ta kobieta, która do mnie przyszła — nie pomogłam jej na czas. To było poczucie winy, przez które przechodziłam. Tak bardzo, że z każdym dniem stawałam się bardzo zła. Cała ta frustracja przeradzała się w gniew.

Hillstrom : W jakim kierunku rozwinął się twój gniew?

„Wtedy kobiety zaczęły mi opowiadać różne rzeczy: »Nie miałam jedzenia«, »On był pijany«”.

Sr. Lucy : Bez powodu, złościłam się na ludzi, którzy ze mną mieszkali. Nigdy taka nie byłam — nigdy. Moi przyjaciele radzili mi: „Lucy, powinnaś pójść na terapię, bo stajesz się kimś, kim nie jesteś”.

Poszedłem po pomoc do jednego z księży, a on mi powiedział: „Zamiast siedzieć tutaj i się frustrować, wyjdź i zrób coś”.

Powiedziałem: „Wyjdź i co zrób? Nie mam wykształcenia, nie mam pieniędzy – co będę robić?”

Ojciec był bardzo mądry. Powiedział: „Ale masz miłość w sercu. Poczekaj — Bóg pokaże ci drogę”.

Hillstrom: Jak to się stało?

S. Lucy: Czuję, że boskość pracowała ze mną i szła ze mną. Ten ksiądz pojechał do Niemiec, aby nauczać Bhagavad Gity. Pewien Austriak spotkał go i powiedział mu: „Chciałbym pomóc kobiecemu projektowi w Indiach”. Ojciec natychmiast pomyślał o mnie, ponieważ napisałam do niego kilka listów.

Hillstrom : Co było w twoich listach?

Sr. Lucy : Zawsze pisałam: „Kiedy widzę kobietę na ulicy, jestem niespokojna. Kiedy stoję obok żebrzącego dziecka, jestem bardzo nieszczęśliwa”. Takie rzeczy. Kiedyś pisałam mu, co czuję, kiedy widzę, jak kobiety są molestowane.

Te kobiety opowiadały mi swoje historie. Nigdy nie słyszałam takich historii, ponieważ pochodziłam z bardzo bezpiecznej rodziny, w której widziałam, jak mój ojciec i matka żyli bardzo szczęśliwie. Nie mogłam sobie więc wyobrazić, że niektóre rzeczy mogą istnieć w rodzinie, w której jest miłość.

Potem kobiety zaczęły mi opowiadać różne rzeczy: „Nie miałam jedzenia”, „On był pijany”. Jedna z kobiet powiedziała mi, że włożył jej rękę do garnka z ryżem, w którym gotowała. Nie wyobrażałam sobie, że mężczyzna mógłby to zrobić. A ona powiedziała: „Moje dzieci i ja głodowaliśmy wczoraj wieczorem”.

Te historie mnie niepokoiły. Przychodziłem na tyły klasztoru i opowiadałem, co kobiety mi powiedziały. Mówiłem: „Jak ludzie mogą przez to przechodzić?”

Hillstrom: Więc to napisałeś do swojego przyjaciela, księdza.

Sr. Lucy: Tak, i pokazał listy mężczyźnie z Austrii, który przyjechał do Indii i zobaczył, że naprawdę chciałam coś zrobić dla kobiet. Zobaczył, że jeśli będą pieniądze, wykonam dobrą robotę.

Powiedział mi przed wyjściem: „Lucy, idź i zacznij pracę — pomogę ci”. To było moje pierwsze doświadczenie z Europejczykiem.

Kupiłem mały kawałek ziemi w Pune. Niedługo po zakupie zauważyłem, że kiedykolwiek rozmawiałem z ludźmi — gdziekolwiek pracowałem — mieli tak wielkie zaufanie. Zaczęli dawać mi pieniądze — 20 rupii lub 50 rupii, cokolwiek mogli się podzielić. Wtedy zdałem sobie sprawę: „O mój Boże, ufają mi w kwestii swoich pieniędzy — co oznacza, że ​​ufają mi ”.

To mi pomogło.

Hillstrom : Zwykli ludzie?

Sr. Lucy : Tak, po prostu zwykli ludzie. Zwykli ludzie ze wsi. Nawet kobiety, które cierpiały.

W 1997 roku mogliśmy otworzyć nasz pierwszy dom. Od tego czasu mieliśmy ponad 2400 spraw, które do nas trafiały.

Hillstrom : Co się dzieje, kiedy przychodzą do ciebie?

Sr. Lucy : Każda kobieta, która nie ma domu, może wejść do naszego domu. Czasami kobiety są przyprowadzane przez policję. Czasami my je zabieramy. Załóżmy, że widzimy kobietę leżącą pod drzewem lub na ulicy. Idziemy i rozmawiamy z nią, żeby dowiedzieć się, dlaczego tam jest.

Często są to osoby z zaburzeniami psychicznymi; czasem powodem jest drobne nieporozumienie między nimi a ich mężami, dlatego doradzamy mężom i kobietom, czy mogą znów być razem.

Jeśli to zawiedzie, wysyłamy kobiety na szkolenie, znajdując im pracę. Większość z tych kobiet jest analfabetkami. Jeśli kobiety są wykształcone i mają pracę, nie potrzebują domu takiego jak Maher. To dlatego, że nie mają pracy i nie mają dokąd pójść, muszą tu przyjechać.

Zdjęcie Maher Boys dzięki uprzejmości Mahera

Chłopcy są ważną częścią społeczności Maher. Ważne jest, aby wychowywać chłopców i dziewczynki razem, mówi siostra Lucy, aby mogli nauczyć się rozumieć, szanować i czuć się bezpiecznie w swoim towarzystwie. Zdjęcie dzięki uprzejmości Maher.

Hillstrom : Po wysłuchaniu tysięcy historii, jakie kwestie stały się największymi problemami dla kobiet i rodzin w Indiach?

„Powieszenie tych czterech mężczyzn – to nie będzie odpowiedź. Wszystko musi się zmienić”.

Sr. Lucy : Bardzo często [do nadużyć dochodzi], ponieważ kobiety nie są wykształcone. W Indiach, wśród biedniejszych klas, panuje przekonanie, że kształcenie dziewczyny jest jak podlewanie roślin w ogrodzie innej osoby. Ona wychodzi za mąż i odchodzi. Więc to, co się dzieje, to to, że są one zmuszane do wyjścia za mąż, posiadania dzieci i patrzenia z kuchni.

Kobiety są traktowane źle, ponieważ jest to społeczeństwo zdominowane przez mężczyzn — panuje przekonanie, nawet wśród kobiet, że „jestem gorsza; jestem godna jedynie opieki nad jego dziećmi”.

Hillstrom : Chłopcy i mężczyźni są również wyraźnie ważną częścią społeczności Maher, a dzięki poradnictwu rodzinnemu docierasz również do mężczyzn w szerszej społeczności. Wielu z nich to sprawcy. Próbujesz również zrozumieć i zająć się tym, co na nich wpływa.

Myślę o czterech mężczyznach, którzy zostali skazani na śmierć tej jesieni za zgwałcenie i zabicie kobiety w Delhi. Ci mężczyźni, którzy kiedyś byli chłopcami, również pochodzili z bardzo trudnych, ubogich środowisk. Zostali ukształtowani i wychowani przez tę samą kulturę, o której mówisz. Co sądzisz o ich losie?

Sr. Lucy : Nie chodzi o to, że Maher jest przeciwko mężczyznom czy coś w tym stylu. Przeciwstawiamy się systemowi. Nie podoba mi się, gdy mężczyźni traktują kobiety jak coś, co można kontrolować. Do wykorzystania. Do gwałtu. Ten system jest przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Zabicie tych czterech mężczyzn nie rozwiąże problemu. Nie jestem osobą, która zabija. Powiedziałbym, że należy ich gdzieś umieścić i udzielić im wielu porad, sesji modlitewnych. Sprawić, by zdali sobie sprawę ze swoich błędów. Powieszenie tych czterech mężczyzn — to nie będzie odpowiedź. Wszystko musi się zmienić.

Hillstrom: Jesteś dość niekonwencjonalnym myślicielem. Nie każdy jest w stanie widzieć rzeczy tak, jak ty, kiedy przyjechałeś do Mumbaju, i tak, jak robisz to do dziś. Skąd to się wzięło?

Sr. Lucy : Kiedy byłam mała, moja matka przyprowadziła do naszego stołu wyrzutków. Pamiętam, że kiedyś do naszego domu przyszła kobieta z bardzo niskiej kasty. Moja matka powiedziała mi: „Idź do kuchni, weź garść ryżu i daj ją tej żebraczce”.

Więc wszedłem do środka, wziąłem tę rzecz i rzuciłem jej ją, tak po prostu, a moja matka od razu to zauważyła. Byłem w trybie zabawy. Moja matka powiedziała mi: „Chodź tutaj”, a ona zwróciła się do żebraczki i powiedziała: „Proszę czekać”.

I przeprosiła ją. Kazała mi pójść drugi raz do kuchni, wziąć więcej ryżu i powiedziała: „Czy możesz to zrobić z większym szacunkiem?”

To dało mi do myślenia. Dlaczego moja matka kazała mi to zrobić?

Chociaż moja matka nie protestowała i nie robiła hałasu z powodu tego, co robiła, takie drobne rzeczy się zdarzały.

Pochodziła z rodziny bardzo wyższych kast. Kiedy wyszła za mąż za mojego ojca i przyjechała [do jego wioski] — jest naprawdę prostym człowiekiem i żył razem z ludźmi z niższych kast — mam przeczucie, że musiała widzieć ten ból. Oni nie byli wykształceni, a ona była wykształcona. Nazywali ją Indirą Gandhi wioski.

Wiele z tych kobiet przybiegało do mojej matki. Ona dawała im schronienie.

Więcej informacji na temat Maher Ashram znajdziesz tutaj.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
bhupendra madhiwalla Oct 25, 2018

Fantastic achievement from a small event in life and beginning. Very inspiring.