Uniwersytet Dartmouth 2002
Wow. Jakiż to zaszczyt być z wami wszystkimi. Od kiedy przyjechałem tutaj do Hanover, wiele osób witało mnie słowami: „Piękny dzień w tej okolicy”. Cóż, rzeczywiście piękny dzień, ale zanim zacznę, chciałbym, żebyście wiedzieli, że zdaję sobie sprawę, że wy, którzy tu mieszkacie i pracujecie, mieliście wiele dni, szczególnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy, które były dalekie od pięknych. Przeżyliście bolesne chwile i poradziliście sobie z nimi z godnością. Jestem pewien, że hojne duchy Zantopa was inspirują. I to dla mnie wielki zaszczyt być z wami wszystkimi.
Kiedy byłem w Dartmouth pod koniec lat 40., czesne, pokój i wyżywienie wynosiły łącznie 1100 dolarów rocznie. Nikt nie miał domowego komputera, a prawie nikt nie miał telewizora. A ci, którzy mieli, mieli do wyboru trzy kanały. Nie jestem pewien, czy Jeanne Shaheen w ogóle się urodziła, ale bardzo mało kto by przypuszczał, że w ciągu 50 lat kobieta zostanie gubernatorem New Hampshire. Tak. Kiedy tu byłem, pierwszym słowem w alma mater było „Men. Men of Dartmouth give a rouse”. Cóż, teraz pierwszym słowem jest „Dear”. Niektóre rzeczy zmieniają się na lepsze.
Podczas mojego pierwszego roku tutaj mieszkałem tuż tam, przy 101 Middle Mass. I miałem dwóch współlokatorów. Miałem tam profesora, który robił co mógł, żeby przestraszyć wszystkich w swojej klasie i dał mi najniższą ocenę, jaką kiedykolwiek miałem w jakiejkolwiek szkole. Ale miałem też profesora astronomii, George'a Dimitrowa, który szukał i znajdował to, co najlepsze w każdym ze swoich studentów. Kiedy patrzę w nocne niebo, nadal myślę o tym wyjątkowym, miłym człowieku.
Dartmouth jest dla każdego z nas wieloma rzeczami i jestem wdzięczny Jimowi i Susan Wright za wszystko, co zrobili dla tej szkoły. I jestem wdzięczny mojemu staremu przyjacielowi, Chickowi Koopowi, za wszystko, co zrobił dla nas wszystkich. I gratuluję każdemu z was, kto jest w jakikolwiek sposób uhonorowany podczas tego weekendu ukończenia szkoły.
Nasz świat wisi jak wspaniały klejnot w bezkresie kosmosu. Każdy z nas jest częścią tego klejnotu. Aspektem tego klejnotu. A w perspektywie nieskończoności nasze różnice są nieskończenie małe. Jesteśmy blisko spokrewnieni. Obyśmy nigdy nie udawali, że tak nie jest.
Czy słyszałeś moją ulubioną historię z Seattle Special Olympics? Cóż, w biegu na 100 jardów wzięło udział dziewięciu zawodników, wszyscy tak zwani niepełnosprawni fizycznie lub umysłowo. Wszyscy dziewięciu zebrali się na linii startu i na dźwięk wystrzału wystartowali. Ale niedługo potem jeden mały chłopiec potknął się i upadł, zranił się w kolano i zaczął płakać. Pozostała ośmioro dzieci usłyszało jego płacz. Zwolniły, odwróciły się i pobiegły z powrotem do niego. Każde z nich pobiegło z powrotem do niego. Jedna mała dziewczynka z zespołem Downa pochyliła się i pocałowała chłopca, mówiąc: „To sprawi, że będzie lepiej”. Mały chłopiec wstał, a on i reszta biegaczy połączyli ramiona i radośnie poszli do mety. Wszyscy ukończyli wyścig w tym samym czasie. A kiedy to zrobili, wszyscy na stadionie wstali, klaskali, gwizdali i wiwatowali przez długi, długi czas. Ludzie, którzy tam byli, nadal opowiadają tę historię z wielką radością. I wiesz dlaczego. Ponieważ głęboko w środku wiemy, że w tym życiu liczy się coś więcej niż tylko nasze własne zwycięstwo. To, co naprawdę się liczy, to pomaganie innym w zwycięstwie. Nawet jeśli oznacza to zwolnienie tempa i zmianę kursu od czasu do czasu.
Anicius Manlius Severinus Boethius – cóż za imię – był ostatnim z wielkich rzymskich filozofów i pierwszym ze scholastyków średniowiecza. Piętnaście wieków temu Boecjusz napisał to zdanie: „O szczęśliwy plemieniu śmiertelników, jeśli wasze serca są rządzone, tak jak wszechświat, przez Miłość”.
Kiedyś zostałem zaproszony na kurs mistrzowski sześciu młodych wiolonczelistów z Pittsburgh Youth Symphony Orchestra. Nauczycielem mistrzowskim był Yo-Yo Ma. Teraz Yo-Yo jest najbardziej zorientowanym na innych geniuszem, jakiego kiedykolwiek poznałem. Jego muzyka pochodzi z bardzo głębokiego miejsca w jego istocie. A podczas tego kursu mistrzowskiego Yo-Yo delikatnie wprowadził tych młodych wiolonczelistów w zrozumienie ich instrumentów, ich muzyki i ich samych, o czym niektórzy z nich powiedzieli mi później, że będą nosić to ze sobą na zawsze.
Wciąż widzę twarz pewnego młodego człowieka, który właśnie skończył grać część Sonaty wiolonczelowej Brahmsa, gdy Yo-Yo powiedział: „Nikt inny nie potrafi wydać takiego dźwięku jak ty”. Oczywiście, miał to na myśli jako komplement dla młodego człowieka. Niemniej jednak miał to na myśli również dla wszystkich w klasie. Nikt inny nie potrafi wydać takiego dźwięku jak ty. Nikt inny nie może wybrać, by wydać ten konkretny dźwięk w ten konkretny sposób.
Bardzo interesują mnie wybory, to, co i kto umożliwia nam, ludziom, dokonywanie wyborów, których dokonujemy przez całe życie. Jakie wybory prowadzą do czystek etnicznych? Jakie wybory prowadzą do uzdrowienia? Jakie wybory prowadzą do zniszczenia środowiska, erozji szabatu, zamachów samobójczych lub strzelania nastolatków do nauczycieli. Jakie wybory zachęcają do heroizmu pośród chaosu?
Mam w biurze wiele oprawionych rzeczy, które ludzie dawali mi przez lata. A na moich ścianach są greckie, hebrajskie, rosyjskie i chińskie. A obok mojego krzesła wisi francuskie zdanie z Małego Księcia Saint-Exupéry'ego. Brzmi ono: „L'essential est invisible pour les yeux”. To, co istotne, jest niewidoczne dla oka. Cóż, co jest istotne w tobie? I kim są ci, którzy pomogli ci stać się osobą, którą jesteś? Każdy, kto kiedykolwiek ukończył college, każdy, kto kiedykolwiek był w stanie utrzymać dobrą pracę, miał przynajmniej jedną osobę, a często wiele, która w niego lub nią wierzyła. Po prostu nie możemy być kompetentnymi ludźmi bez wielu różnych inwestycji od innych.
Chciałbym dać wam wszystkim niewidzialny prezent. Prezent cichej minuty, aby pomyśleć o tych, którzy pomogli wam stać się tym, kim jesteście dzisiaj. Niektórzy z nich mogą być tutaj teraz. Niektórzy mogą być daleko. Niektórzy, jak mój profesor astronomii, mogą być nawet w niebie. Ale gdziekolwiek są, jeśli was kochali, wspierali i chcieli tego, co najlepsze w życiu dla was, są w waszym wnętrzu. I czuję, że zasługujecie na cichą chwilę, w tej szczególnej okazji, aby poświęcić im trochę myśli. Więc poświęćmy chwilę, aby uczcić tych, którzy troszczyli się o nas przez cały czas. Jedną cichą minutę.
O kimkolwiek myślałeś, wyobraź sobie, jak wdzięczni muszą być, że w chwilach ciszy pamiętasz, jak ważni są dla ciebie. To nie zaszczyty i nagrody, ani fantazyjne zewnętrzne strony życia ostatecznie odżywiają nasze dusze. To świadomość, że można nam zaufać. Że nigdy nie musimy bać się prawdy. Że fundament naszego życia, z którego dokonujemy wyborów, jest bardzo dobry.
Jest piosenka osiedlowa, która jest przeznaczona dla dziecka w każdym z nas i chciałbym teraz podać wam słowa tej piosenki. „To ty mi się podobasz, nie to, co nosisz. Nie to, jak czeszesz włosy, ale to ty mi się podobasz. Taki, jaki jesteś teraz, droga w głąb ciebie. Nie to, co cię ukrywa. Nie twoje czapki i togi, one są tuż obok ciebie. Ale to ty mi się podobasz. Każda twoja część. Twoja skóra, twoje oczy, twoje uczucia. Czy to stare, czy nowe, mam nadzieję, że pamiętasz, nawet gdy czujesz się smutny, że to ty mi się podobasz. To ty, ty sam, to ty. To ty mi się podobasz”.
A co to ostatecznie oznacza, oczywiście, to to, że nigdy nie musisz robić niczego sensacyjnego, aby ludzie cię kochali. Kiedy mówię, że to ty mi się podobasz, mam na myśli tę część ciebie, która wie, że życie jest czymś o wiele większym niż cokolwiek, co możesz zobaczyć, usłyszeć lub dotknąć. Tę głęboką część ciebie, która pozwala ci stanąć w obronie tych rzeczy, bez których ludzkość nie może przetrwać. Miłości, która zwycięża nienawiść. Pokoju, który triumfuje nad wojną. I sprawiedliwości, która okazuje się potężniejsza niż chciwość.
Więc we wszystkim, co robisz w całym swoim życiu, życzę ci siły i łaski, aby dokonać tych wyborów, które pozwolą tobie i twojemu sąsiadowi stać się najlepszym, kimkolwiek jesteś. Gratuluję wam wszystkim.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
As an African American eldest of 5 I remember Mr. Rogers being that inclusive television show. He featured every kind of human and treated them with such Love. With siblings we often love and hate each other for silly things. Mr. Rogers (even when we thought he was corny) always spoke the truth whether we were open to it or not. I can not think of a man closer to Godlike who has been living proof of what those think of in Jesus or whoever one believes in. Though I no longer believe in Jesus. I know Mr. Rogers!
Thank you for this balm for the heart, soul and spirit. Mr Rogers was the calm in my often challenging childhood, a childhood of trauma and sadness, he was the voice of unconditional love and acceptance. We need Mr Rogers these days to remind us of our innate goodness and to remind us to love others and seek to listen and learn rather than close off and judge. When I read the special olympics 100 yard dash story (which I have read many times) I began to sob because today we need to remember to turn around and gentle take the hand of the one who has fallen, lift them, link arms and run together.
Perhaps like me, you too ask yourself, "what would Mr Rogers say or do in this moment?" He keeps me focused on love.
Love from my heart to yours.
I love Mr. Rogers. When I was young and stupid, I smoked something quite strong. I drove to my mother's house a few blocks away, fell on the ground in front of her television and randomly turned her television set to Mr. Rogers. My mom understandably looked on me with alarm while he grounded me with his kindness which created a bond between us that I feel today.