[Przed lekturą: Gandhi o potędze jednego , ze styczniowego wydania DailyGood]
[A] wiara w siłę jednostki stanowiła podstawę niezwykle współczującego spojrzenia Gandhiego na problemy na szeroką skalę ery przemysłowej, a także na mniejsze, ale nie mniej pilne kłopoty, które napotykamy w naszym życiu. Nasze problemy, jak mawiał, nie są nieuniknione; nie są, jak sugerują niektórzy historycy i biolodzy, koniecznym efektem ubocznym cywilizacji.
Wręcz przeciwnie, wojny, niesprawiedliwość ekonomiczna i zanieczyszczenie powstają, ponieważ nie nauczyliśmy się jeszcze korzystać z naszych najbardziej cywilizowanych zdolności: kreatywności i mądrości, które wszyscy mamy jako nasze prawo od urodzenia. Gdy choć jedna osoba w pełni posiądzie te zdolności, nasze problemy ukażą się w prawdziwym świetle: są po prostu rezultatami możliwych do uniknięcia — choć śmiertelnych — błędów w osądzie.
Gandhi sformułował szereg diagnoz pozornie nieustannego kryzysu współczesnego świata, które nazwał „siedmioma grzechami społecznymi”. Wolę myśleć o nich jako o siedmiu dolegliwościach społecznych, ponieważ problemy, których dotyczą, nie są przestępstwami wymagającymi kary, ale wyniszczającymi chorobami, które same w sobie są wystarczającą karą. Pierwszym — i tym, na którym się tutaj skupimy — jest wiedza bez charakteru. Wszystkie nasze trudności sprowadza do prostego braku związku między tym, co wiemy, że jest dla nas dobre, a naszą zdolnością do działania zgodnie z tą wiedzą.
Wiedza bez charakteru
Dla mnie centralnym paradoksem naszych czasów jest to, że pomimo naszych potężnych zdolności intelektualnych i naszych genialnych osiągnięć inżynieryjnych i medycznych, wciąż nie potrafimy żyć mądrze. Wysyłamy w kosmos zaawansowane satelity, które przesyłają nam zaskakujące informacje o zniszczeniu środowiska, a mimo to robimy niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, aby powstrzymać to zniszczenie.
Jak powiedział Martin Luther King Jr., żyjemy w świecie „pocisków kierowanych i źle ukierunkowanych ludzi”, gdzie niewiele problemów technicznych jest zbyt skomplikowanych do rozwiązania, ale nie potrafimy poradzić sobie z najbardziej podstawowymi wyzwaniami życiowymi: jak żyć razem w pokoju i zdrowiu. W naszych jasnych chwilach widzimy, że wyrządzamy wielką krzywdę sobie i naszej planecie, ale jakoś, pomimo całego naszego intelektualnego zrozumienia, nie potrafimy zmienić sposobu myślenia i życia.
Nie oznacza to, że jesteśmy złymi ludźmi. Problem polega po prostu na tym, że nie ukończyliśmy jeszcze edukacji. Kiedy Gandhi mówi o wiedzy bez charakteru, nie sugeruje, że wiemy za dużo dla własnego dobra. Mówi, że ponieważ nie rozumiemy, jakie są nasze prawdziwe potrzeby, nie jesteśmy w stanie wykorzystać naszej ogromnej wiedzy technicznej w sposób, który mógłby uczynić nasze życie bezpieczniejszym i bardziej satysfakcjonującym. Zamiast tego traktujemy każdy problem tak, jakby był kwestią technologii, chemii lub ekonomii, nawet jeśli nie ma z nimi nic wspólnego.
Codziennie na przykład pojawiają się dziesiątki nowych produktów, obiecujących zaspokoić nasze najgłębsze pragnienia. Jesteśmy bombardowani wiadomościami — podprogowymi i innymi — na billboardach i w magazynach, w telewizji i w filmach, mówiącymi nam, że wszystko, czego szukamy w życiu, można znaleźć w samochodzie, misce lodów lub papierosie.
Ukryty przekaz jest taki, że to, co posiadamy, jemy lub palimy, ma moc obdarzania nas szacunkiem do samych siebie. Właściwie powiedziałbym, że jest odwrotnie. Twój samochód może być użyteczny i wygodny, może mieć barek i telefon komórkowy, ale to nie dlatego jest godny. Ty, istota ludzka, jesteś tym, który nadaje godność swojemu samochodowi, prowadząc go. Gdyby nie ty, ten samochód byłby tylko kawałkiem metalu.
Przez ostatnie pięćdziesiąt lat samochód, podobnie jak wiele naszych urządzeń i maszyn, pędził znaną nam już psychologiczną autostradą od pożądanego luksusu do podstawowej potrzeby i tyranicznego pana. Nie wybieramy już prowadzenia samochodu — musimy: jest tak wiele rzeczy do zrobienia, tak mało czasu na ich wykonanie i tak daleko do przejechania. Pędzimy z miejsca na miejsce, złapani w niebezpieczną grę w doganianie, a cena jest wysoka: prawie pięćdziesiąt tysięcy Amerykanów traci życie w wypadkach drogowych każdego roku. Ironią jest to, że często tak się spieszymy, że nie możemy nigdzie dotrzeć. Czytałem, że czas dojazdu do pracy w Tokio i Londynie jest teraz często krótszy rowerem niż samochodem; a sądząc po godzinach szczytu na naszych autostradach, nasza sytuacja niewiele się różni.
Oczywiście, gorsze od straty czasu jest zagrożenie dla naszego zdrowia. W każdym z tych samochodów, według ostatnich badań przeprowadzonych w Los Angeles, dojeżdżający do pracy są narażeni na dwa do czterech razy wyższe poziomy rakotwórczych substancji chemicznych występujących na zewnątrz. A gdy stoi na autostradzie, przeciętny amerykański samochód w znacznym stopniu przyczynia się do efektu cieplarnianego, pompując do atmosfery swój własny ciężar węgla każdego roku.
Te rzeczy nie są tajemnicą. Wszyscy słyszeliśmy je wiele razy wcześniej, ale trudno nam cokolwiek z nimi zrobić. Nasze miasta i miasteczka rozrosły się w taki sposób, że bez samochodu czujemy się bezradni. A w miarę jak nasze miasta rozszerzają się coraz bardziej na okoliczne tereny wiejskie, sytuacja zapowiada się jeszcze gorzej.
Problem polega na tym, że korzenie naszej zależności od samochodu sięgają głębiej niż pragnienie wygodnego środka transportu. Działa tu o wiele potężniejsza siła — siła, która charakteryzuje niemal każdą aktywność w społeczeństwie przemysłowym: zysk. Pod nieustającą dominacją motywu zysku przekształciliśmy nasz kraj na obraz samochodu. Jak pisze historyk polityczny Richard Barnet, opisując Amerykę w środkowych dekadach tego stulecia,
Kupowanie autostrad oznaczało kupowanie moteli, barów szybkiej obsługi... i kultury przedmieść... System autostrad był jedynym planem fizycznym kraju i bardziej niż cokolwiek innego determinował wygląd miast i odcinków pomiędzy nimi. Wybierając samochód jako silnik wzrostu, planiści autostrad i motoryzacji porzucili transport masowy.
Niedobory ropy naftowej i wyższe ceny benzyny sprawiły, że żałujemy, że przymykamy oczy na takie praktyki, a mimo to jeździmy coraz więcej, wiercimy nowe odwierty naftowe, produkujemy i kupujemy więcej i większych samochodów. W ciągu zaledwie stu lat, popychani przez motyw zysku i medialne uwarunkowania, że jazda samochodem to rozrywka, a nasz samochód to przedłużenie naszej osobowości, zużyliśmy prawie połowę znanych światowych rezerw ropy naftowej, zanieczyściliśmy nasze powietrze i naraziliśmy nasze oceany i plaże na ciągłe ryzyko wycieków ropy.
Nie mam nic przeciwko samochodom. Mam samochód i doceniam jego użyteczność. Powiedziałbym tylko, że ważne jest, aby pamiętać, kto komu służy. Gdybyśmy byli panami naszych maszyn — i naszego życia — mielibyśmy dobre, dobrze wykonane samochody i dobre drogi do jazdy, ale czy nie używalibyśmy ich również oszczędnie, aby nasze dzieci i dzieci naszych dzieci miały wystarczająco dużo oleju, aby ogrzać swoje domy?
Nie sugeruję też, że jest coś złego w tym, że przedsiębiorca osiąga wystarczająco dużo zysku, aby utrzymać swoją rodzinę w komforcie — każdy powinien mieć taką możliwość. Ale wyolbrzymiliśmy znaczenie zysku ponad wszelką miarę w stosunku do jego naturalnego miejsca w biznesie. Staliśmy się od niego uzależnieni, a to jest bardzo niebezpieczna sytuacja.
Większość uzależnień zaczyna się niewinnie. „Jeszcze tylko jedna porcja, jeszcze jedna miska lodów, jeszcze jeden papieros, jeszcze jeden drink na drogę”. Tak to się zaczyna — jeszcze tylko jeden: „Sprzedajmy jeszcze jeden nowy samochód, zaróbmy jeszcze jednego dolara, zatankujmy jeszcze jeden galon benzyny”.
Kiedy ulegamy tej chęci wielokrotnie, z drugą porcją, drugim papierosem, drugim drinkiem lub drugim pociągnięciem nosem, staje się to nawykiem — nie tylko kolejnym, ale codziennym: „Akcjonariusze chcą, aby zyski w tym kwartale wzrosły ponad zyski z poprzedniego kwartału. Zadzwoń do dyrektora generalnego i powiedz mu, żeby zwiększył produkcję, wzmocnił popyt i podgrzał konsumpcję. I zrób to wczoraj”.
W przypadku nawyku nadal mamy wybór, czy się poddać, czy nie, ale gdy nawyk trwa wystarczająco długo, tracimy moc wyboru. Nasze poczucie bezpieczeństwa staje się tak ściśle związane z rzeczą, której pragniemy, że musimy ją mieć, bez względu na cenę. Nawyk stał się przymusem, a my staliśmy się jego sługami. Zrobimy wszystko dla zysku, nawet jeśli oznacza to poświęcenie cennych mórz, powietrza i ziemi naszych dzieci. To właśnie Gandhi rozumie przez wiedzę bez charakteru — brak związku między tym, co wiemy, że leży w długoterminowym najlepszym interesie każdego, a naszą zdolnością do działania zgodnie z tą wiedzą. Stało się to kamieniem węgielnym większości naszych interesów i naszego życia.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
8 PAST RESPONSES
Wow!!! Thats fabulous, but as our mind set on that target that ou society goes or going. In our cities nobody have the time to think on all these topics including me also, I'm also not perfect.😞
This is absolutely true. In this day of age, so many people are like this
Yes its the cruel reality of our time that highly knowledgeable individuals are being found indulging in acts amounting to moral character degradation. It is important to understand that wealth in whatever form be it knowledge, progress, prosperity or any similar thing for that matter is dangerious if it is not backed by sound moral values and sincere love for humanity.
Know the truth and the truth will set you free. But never forget it act upon it. There is still time.
This is a reply to everyone who might be interested in this kind of researches.First of all I
have in my previous post meant on all these:
Livestock and
Climate Change
http://www.worldwatch.org/n...
!!!!Livestock Long Shadow!!!!
ftp://ftp.fao.org/docrep/fa...
Dr.Rajendra
Pachauri,Head of IPCC:"Global Warning: the impact of meat production &
consumption on climate change"
http://www.ciwf.org.uk/reso...
Meat's
Carbon Hoofprint
http://www.control.com.au/b...
!!!!Climate benefits of
changing diet!!!!!!
http://www.pbl.nl/en/public...
And
abundance of others scientific based materials and interwievs which you can
peacefuly watch on:
Animal
production
http://suprememastertv.com/...
Meats for the belly, and the belly for meats: but God shall destroy both it and them. Now the body is not for fornication, but for the Lord; and the Lord for the body. ~ 1st Corinthians 6:13, Holy Bible
“Since you...cannot bring killed animals back to life, you are responsible for killing them. Therefore you are going to hell; there is no way for your deliverance.”~ Adi-lila, Chapter 17, verses 159-165“He who desires to augment his own flesh by eating the flesh of other creatures lives in misery in whatever species he may take his birth.”~ Mahabharata, Anu. 115.47. FS, pg. 90And this is what is written in Holly books.In any case you are the one who will make a decision whatever it might be, constructive or destructive.
[Hide Full Comment]that is wise facts and including me we had been on the interest.
the shiling to increase or dollar to increase. I saw so many people doing that and I asked are they right?
But the fact is that the more had been on everyone but small number of people do the right thing.
if charges, police, businessmen, doctors, nurses, politicians, homemaids, middlemen and students are the most corrupted then what can we expect the high levelled people like presidents, ministers and MPs.
you can't see anyone refusing money or caring the world except me and a few others who recently turned a new lief over.
I agree with Gandhi that we need to have character.
"We rush about from place to place, caught in a perilous game of
catch-up, and the price is high: nearly fifty thousand Americans lose
their lives in traffic accidents every year."
just because it's called a traffic accident, that doesn't necessarily mean people were involved in a perilous game of catch-up at the time. Actually, your logic doesn't even make sense. It's a complete non-sequitor from 'people are in a hurry' to 'and the evidence is the number of traffic accidents in America.'
I do absolutely agree.Modern science, research from IPCC and Worldwatch Institute plus numerous others clearly shows that raising of livestock is a major contributor to climate change and it threatens our very survival. But what has being done so far? How many people are correctly informed and have cheap subsidized vegan products to buy in their shops? What do we need as a humanity to be awakened? Dead planet?