Loving Earth jest najbardziej znane ze swoich wspaniałych organicznych produktów czekoladowych, takich, które zaspokajają nie tylko kubki smakowe. Od jakiegoś czasu byłem smakoszem, ale dopiero gdy rozmawiałem z założycielem Scottem Fryem, zrozumiałem, skąd bierze się cała głębia i bogactwo tego produktu.
Historia Loving Earth rozpoczęła się w 2007 roku, kiedy Scott i jego partnerka Martha wrócili do Melbourne z Meksyku ze składnikami, które etycznie pozyskali, aby stworzyć surową czekoladę. Założyli sklep w swoim mieszkaniu, tworząc kremową, kakaową dobroć, a niedługo potem marka stała się podstawą na półkach supermarketów. Loving Earth produkuje teraz wszelkiego rodzaju produkty spożywcze i robi to w sposób, który honoruje zarówno rdzennych mieszkańców, którzy uprawiali składniki przez tysiące lat, jak i ziemię i ekosystemy, w których są uprawiane.
Uwielbiam twoją pracę i filozofię. Powiedz mi, gdzie dorastałeś, jak wyglądało twoje dzieciństwo.
Więc spędziłem nastoletnie lata na Magnetic Island, a przedtem spędziłem pierwsze dziewięć lat mojego życia w Richmond, które jest naprawdę małym miasteczkiem w połowie drogi między Townsville i Mount Isa. Nasz dom znajdował się tuż na skraju parku narodowego i spędzaliśmy dużo czasu po prostu biegając po buszowych szlakach. Spędzałem dużo czasu na świeżym powietrzu, wędrując, zwykle sam. Miałem siostrę i przyjaciół, ale uwielbiałem po prostu żeglować po buszach; łowić ryby i biwakować z przyjaciółmi. Sporo żeglowałem i pływałem na nartach wodnych, lubiłem nurkować z rurką i dużo łowiłem ryby podwodne. Więc mój związek ze światem przyrody zawsze był podstawą tego, kim jestem i co robię.
Jak opisałbyś te krajobrazy?
Magnetic Island leży tuż przy wybrzeżu Townsville i jest dość sucha. Na wyspie jest dużo granitu i suchych, zarośniętych krzaków. Piękny krajobraz. Granitowe kamienie, potem białe plaże, a potem ocean. To była mała społeczność. Pamiętam, że w szkole podstawowej wszyscy chodziliśmy boso! Pamiętam, że w 11. i 12. klasie zrobiłem kurs Outward Bound przy Wallaman Falls, który jest największym wodospadem o pojedynczym spadku w Australii. I zrobiliśmy wielowyciągowy zjazd na linie tuż obok do Stony Creek. I zjeżdżaliśmy na lilos, materacach dmuchanych, przez około trzy lub cztery dni z naszymi wodoodpornymi plecakami, w dół strumienia, w dół bystrzy przez las deszczowy. To było fenomenalne. Drugiego roku, kiedy to robiłem, strumień był dość płytki. Musieliśmy więc dużo nosić nasze mokre plecaki i lilos. Krzyżowaliśmy się przez ten kamienisty strumień w lesie deszczowym. Pamiętam, że byłem tak wyczerpany, a potem miałem prawdopodobnie jedno z moich pierwszych naprawdę poważnych duchowych przeżyć, kiedy poczułem się niesamowicie lekki i pełen energii. Pamiętam, jak wyczerpane dzieci upuściły swoje plecaki, a ja mogłem je podnieść i zanieść przez strumień. To było prawdziwe doświadczenie poza ciałem, komunia z lasem deszczowym wokół mnie. Czuć energię. W tym czasie czytaliśmy w szkole Nowy, wspaniały świat Huxleya, a potem przeczytałem Ludzi jak bogowie i odkryłem ten dialog, jak sądzę, utopii i świadomości, i zasadniczo zdecydowałem, że chcę studiować sztukę, a nie bardziej profesjonalny kierunek.
Wow. Tak super mocne doświadczenie.
Tak. To koniec lat 80. Miałem szczęście, że na Uniwersytecie Queensland w tamtym czasie było kilku naprawdę interesujących wykładowców na ten temat. Był facet ze Stanów Zjednoczonych, który był zaangażowany w ruchy na rzecz praw obywatelskich i miał całkowite doświadczenie poza ciałem, gdy usłyszał, że Martin Luther King został zamordowany. Miał on na mnie duży wpływ i moje duchowe przebudzenie, które zostało zasiane przez mój związek ze światem przyrody, i ostatecznie doprowadziło mnie to do spędzenia sporej ilości czasu w Indiach. Tam zostałem naprawdę zainspirowany przez Sri Ramana Maharshi, faceta, który czcił górę Arunachala w południowych Indiach. Góra była jego guru. Indie naprawdę otworzyły mnie na pojęcie krajobrazu jako świętego i krajobrazu jako boskiego.
Jak to się potoczyło? Mam na myśli, po co pojechałeś do Indii?
Pojechałem tam, aby studiować jogę, ale także jako wolontariusz na obozie okulistycznym — usuwałem zaćmę z oczu ludzi w amerykańskiej organizacji. Potem skończyło się na tym, że przez osiem lat mieszkałem w aśramie i angażowałem się w różnego rodzaju projekty, w tym w wiele prac rozwojowych, budowlanych, a także w skuteczne lobbingi na rzecz objęcia ochroną dużego obszaru lasu na obrzeżach Mumbaju. Skończyło się na tym, że pracowałem z grupą architektów, jednym z nich był naprawdę zainteresowany vaastu (wedyjską wersją feng shui), którą studiowaliśmy razem. A ponieważ mieliśmy wszystkie te projekty budowlane w toku, mogliśmy eksperymentować z tym, jak zabudowana forma wpływa na społeczność, na przykład obserwując, jak poprawiają się relacje w społeczności, gdy burzymy problematyczne budynki. Potem zaczęliśmy studiować pracę Słowaka o nazwisku Marko Pogacnik, który opracował koncepcję litopunktury. Początkowo był rzeźbiarzem, ale używał rzeźby kamiennej do wykonywania pewnego rodzaju akupunktury ziemi, aby uzdrawiać święte miejsca. W tej chwili jest artystą UNESCO, który tworzy instalacje litopunkturowe w różnych Geo Parkach UNESCO na całym świecie. Pracuje z naturalnymi meridianami energii w ziemi. Więc skończyło się na tym, że przeprowadziłem badania i napisałem cały esej na temat lokalnej mitologii i świętego krajobrazu miejsca, w którym mieszkałem. Miało naprawdę bogate dziedzictwo duchowe, które sięgało tysięcy lat.
Jak to kształtuje twój związek z ziemią, która wraca do domu? Mam na myśli, czy masz zupełnie inny związek z nią, po tym, czego się nauczyłeś? Czy to było tylko potwierdzenie tego, co już czułeś?
Podróż po prostu się pogłębia. Pogłębianie tej relacji. Miałem wgląd w to, jak ta bogata, starożytna kultura mówi o krajobrazie. I tak naprawdę w tej chwili buduję dom. To niesamowity kawałek ziemi na skraju rezerwatu na Edgars Creek. To konkretne miejsce jest święte; jest dla mnie głębokie. To moje bóstwo, jeśli chcesz. Szczególnie pozostałość rzecznego czerwonego eukaliptusa, nie wiem, ile ma setek lat. A z klifami z piaskowca syluru i zakrzywionym potokiem to po prostu niesamowity krajobraz. Mój dom ma widok na to, więc dla mnie to trochę jak świątynia. Przyjaciele Edgars Creek, organizacja społeczna, od 12 lat ponownie zalesia ten obszar gatunkami endemicznymi i niesamowite jest widzieć, jak został przekształcony. Chcę móc pomóc służyć tej przestrzeni. Pomóc ponownie zalesić i sprawić, aby ta ziemia była obfita. Wierzę, że służymy sobie, służąc innym. A służąc miejscu, czujesz się w nim jak w domu. Stajesz się częścią miejsca. A potem miejsce cię pielęgnuje i w pewien sposób podtrzymuje.
Jak więc powstało Loving Earth? Przybywasz z powrotem do Australii z Indii. Musisz być, kim? W połowie trzydziestki?
Tak. No więc pojechaliśmy z Indii do Meksyku.
O, okej. Dlaczego Meksyk?
Ten projekt, który koordynowałem w Indiach, był planem generalnym dla obszaru, który obejmował całkiem sporo projektów budowlanych i infrastrukturalnych. I potrzebowaliśmy funduszy, aby go sfinansować. Więc skończyliśmy na tym, że złożyliśmy ofertę zbiórki funduszy meksykańskiemu biznesmenowi, z którym nawiązaliśmy wówczas kontakt w aśramie. Miał on bardzo udaną firmę marketingu wielopoziomowego w całej Ameryce Łacińskiej. Naprawdę spodobało mu się to, co robiliśmy i powiedział: „Wykorzystaj biznes, aby to sfinansować”. Więc zamiast po prostu przekazywać pieniądze, stwórz model biznesowy. Pracowałem z miejscową ludnością tubylczą, Adivasi, która była naprawdę zmarginalizowana, to było na obrzeżach Mumbaju. A ci rolnicy uprawiający ryż Adivasi sprzedawali swoją wierzchnią glebę mafii budowlanej z Mumbaju, która następnie zamieniała wierzchnią glebę w cegły na ziemi i sprowadzała pracowników migrujących. To było jak rak rozprzestrzeniający się po tym niesamowitym świętym krajobrazie. Próbowaliśmy współpracować z rolnikami uprawiającymi ryż, aby uczynić dla nich bardziej opłacalną uprawę ryżu niż sprzedaż wierzchniej gleby do produkcji cegieł. Więc uprawialiśmy go organicznie i to było częścią modelu, ale potem musieliśmy spróbować go skomercjalizować po wyższej cenie. Ponieważ konwencjonalna cena ryżu nie była dla nich opłacalna, zwłaszcza biorąc pod uwagę koszt nawozów itp. To typowa historia rolnictwa na całym świecie z obecnym modelem, który mamy. Więc próbowaliśmy zmienić ten model. Wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę stworzyć markę premium organic na rynku, aby stworzyć popyt. A potem, gdy pojawi się popyt, możesz wrócić i pracować z tymi zmarginalizowanymi społecznościami. Więc pojechałem do Meksyku z tym szalonym pomysłem, aby spróbować skomercjalizować te ajurwedyjskie, certyfikowane organiczne, ziołowe formuły toników roślinnych, których używaliśmy do ryżu!
Niewiarygodny!
[Śmiech]. I to była szalona historia. Skończyło się na tym, że pracowałam z pewnym Meksykaninem, analizując tę firmę marketingu wielopoziomowego i zauważyłam, że używali dużo kawy. Meksyk był wówczas największym producentem certyfikowanej kawy organicznej fair trade, a oni nie używali meksykańskiej kawy! Więc opracowałam cały projekt z tą niesamowitą spółdzielnią kawy organicznej fair trade Mayan w Sierra Madres w Chiapas, aby wprowadzić kawę do sieci tego gościa. Tak czy inaczej, to była długa historia. Nigdy tak naprawdę nie wypaliło. Ale byłam tam przez trzy lata, nauczyłam się hiszpańskiego, miałam ogromne doświadczenie w niesamowitych spółdzielniach i trochę zrozumiałam model. Potem skończyły mi się pieniądze, a mój partner i ja mieliśmy dziecko w drodze, więc wróciliśmy do Australii. Po około roku w Australii spędziłam sześć miesięcy pracując dla firmy w biurze i po prostu nie dałam rady. Nie chciałam iść do pracy w systemie, więc skończyłam na sprzedaży bezpośredniej, sprzedając zieloną energię elektryczną! A potem w końcu założyłam Loving Earth.
Skąd wziął się pomysł na Loving Earth?
To było w Indiach, tak naprawdę. Około 2000. Miałem inspirację, żeby stworzyć markę.
Czyli na początku chodziło bardziej o markę, niż o sam produkt?
Tak. Nie wiedziałem, jaki to będzie produkt. Cały zamysł polegał na wspieraniu zmarginalizowanych społeczności tubylczych. Zacząłem więc importować surowce z Meksyku, kakao od społeczności Majów w Chiapas, z którą współpracowałem, i sprowadzałem syrop z agawy od tubylczej społeczności Azteków w środkowym Meksyku, z którą spędziłem czas. Eksperymentowałem z produkcją czekolady słodzonej syropem z agawy, co było naprawdę nowatorskie w tamtym czasie — nikt inny jeszcze tego nie robił. Cały pomysł polegał na próbie pozyskiwania materiałów od społeczności tubylczych i stworzeniu modelu biznesowego, który wspierałby te społeczności w komercjalizacji ich produktów tradycyjnych i tworzeniu popytu na te produkty, które były wytwarzane w tradycyjny sposób. Te uprawy tradycyjne to jedyne aktywa, jakie naprawdę mają te społeczności tubylcze. Nasze dwa główne projekty w tej chwili to ten w Kimberley z gubinge, nad którym pracujemy od początku, od 10 lat, oraz projekt Ashaninka w Amazonii, gdzie pozyskujemy większość naszego kakao.
Czy mogę zabrać Cię z powrotem do początków Loving Earth, do Twojej kuchni w Australii. Jak to wyglądało i jak rosło?
Więc kiedy jeszcze pracowałam w domu, Loving Earth było oczywiście bardzo, bardzo małe, a w miarę jak podróż trwała, wiele połączeń pojawiało się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Masz zamiar zrobić to, co chcesz, i po prostu trzymasz się tego zamiaru, a rzeczy się pojawiają. Więc w końcu zadzwonił do mnie jeden z Aborygenów z Kimberley i powiedział, że właśnie był w sklepie ze zdrową żywnością w Broome. Miał jeden z naszych batoników czekoladowych, który zawierał camu camu. A camu camu pochodzi z Amazonii, to jagoda o bardzo wysokiej zawartości witaminy C, którą pozyskiwałam z różnych społeczności, które odkryłam w Peru. Ponieważ mówiłam po hiszpańsku po Meksyku i pojechałam do Peru, gdzie nawiązałam kontakty, zaczęłam importować różne produkty z kilku rdzennych społeczności w Peru. I tak czy inaczej, kobieta w sklepie ze zdrową żywnością powiedziała: „Powinieneś powiedzieć temu facetowi z Loving Earth o gubinge, wiesz. Gubinge ma więcej witaminy C niż ten camu camu z Amazonii. Więc zadzwonił do mnie i powiedział: „Dlaczego używasz camu camu? Powinieneś używać gubinge! Ma więcej witaminy C niż camu camu”. Ja na to: „Super!” Więc zaczęliśmy rozmawiać. A potem zadzwonił do mnie jakiś facet, który opracowywał tę książkę o różnych biznesach w Melbourne. Skończyło się na tym, że powiedziałem: „Przyjdź mnie odwiedzić” i znowu pracowałem w pokoju gościnnym w domu. A on przyszedł, a jego matka była w Kimberley i pracowała z gubinge, więc śledziłem wątki, prawda?
To niesamowite!
Skończyło się na tym, że nawiązałem relacje z tymi ludźmi, a ja nie miałem wtedy środków na przetwarzanie owoców, ale pojechałem tam i ich odwiedziłem, a oni właśnie założyli spółdzielnię aborygeńską, która była finansowana przez rząd. Pomagała tej grupie komercjalizować gubinge. Zacząłem się temu wszystkiemu przyglądać i pomyślałem: To śmieszne. Płacą temu konsultantowi mnóstwo pieniędzy, całe finansowanie rządowe trafia do jednej osoby, tego białego faceta, który tak naprawdę nie dodaje żadnej wartości. A ponieważ miałem całe to doświadczenie w komercjalizacji produktów w Indiach i Meksyku, zacząłem współpracować z Bruno, tradycyjnym właścicielem Nyul Nyul, i Marion. Na tym etapie byliśmy już kilka lat w firmie i byłem w swoim drugim zakładzie. I w końcu miałem wystarczająco dużo miejsca, aby umieścić używaną suszarkę komercyjną w naprawdę dobrej cenie. Więc ją zainstalowałem i miałem mnóstwo rzeczy, które miałem produkować, takich jak chipsy z jarmużu i Buckinis, a także gubinge. Pomyślałem, że skoro mogę wysuszyć gubinge, odwodnić je, to możemy je wprowadzić na rynek jako stabilny na półce proszek spożywczy o wysokiej zawartości naturalnej witaminy C i wszystkich innych dobrodziejstw, które natura łączy. Tak więc to zrobiliśmy. Sfinansowaliśmy zbiory i zaczęliśmy od małych rzeczy, współpracując z Bruno i Marion, aby stworzyć produkt, proszek gubinge, i współmarkować go z naszą i ich marką. Użyliśmy słowa gubinge, a nie śliwka kakadu, ponieważ chcieliśmy użyć ich tradycyjnego języka i opowiedzieć o tym historię. Więc 10 lat później jesteśmy głównym przetwórcą i dostawcą gubinge. Pewnego roku wyprodukowaliśmy około siedmiu ton. I jest tam niesamowicie. Jedziesz podczas zbiorów, a dzieci Aborygenów otrzymują zapłatę za kilogram za zbieranie gubinge. Trzy lub cztery kilogramy, dostają 60 dolców za kilka godzin zbierania i są na wsi. Zbierali gubinge w dzikich sadach krzewiastych i dzięki temu zaczęli dbać o wieś.
Więc to była cała ta niesamowita rzecz, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz, ponieważ w Amazonii pracuję ze społecznością Ashaninka. I to również była cała podróż. Ale przez te dwie społeczności zacząłem chcieć zagłębić się w przestrzeń klimatyczną. Ponieważ pomyślałem sobie: OK, więc komercjalizujemy gubinge, komercjalizujemy kakao, a sposób, w jaki są zbierane, faktycznie prowadzi do zachowania i regeneracji dzikiej przyrody. Zdałem sobie sprawę, że istnieje cały inny strumień wartości dla tych społeczności. Więc zanurzyłem się w przestrzeni węglowej, podróżując i zdobywając dużo rozgłosu w Europie i Kalifornii. Stworzyłem intencję lub misję na resztę mojego życia, a mianowicie stworzenie maksymalnej długoterminowej wartości dla naszych zbiorowych zasobów naturalnych — takich jak wielkie lasy naszej planety. W tej chwili w Amazonii z Rainforest Foundation z Wielkiej Brytanii jesteśmy w trakcie finalizowania nowego instrumentu finansowego zwanego obligacjami wpływu Regenerative Agroforestry. Na tym etapie jest to około półtora miliona dolarów. Inter-American Development Bank finansuje większość z tego, a Loving Earth finansuje część ochrony i regeneracji Ashaninka Communal Reserve i Otishi National Park. A sposób działania instrumentu jest taki, że istnieją pewne cele środowiskowe i społeczne, które są udokumentowane. A Inter-American Bank i Loving Earth zgodziły się zapłacić pieniądze, gdy te cele zostaną osiągnięte, zweryfikowane i podpisane. A Common Fund for Commodities z siedzibą w ONZ jest inwestorem, który ponosi ryzyko, jeśli wyniki nie zostaną osiągnięte. Więc chcę uzyskać kolejny strumień wartości trafiający do społeczności. Zweryfikowane jednostki węglowe (VCU lub kredyty węglowe) są zbierane za pośrednictwem protokołu UN Redd+ i mogą być przedmiotem obrotu na dobrowolnym rynku węglowym. Działa to w ten sposób, że tabliczki czekolady Loving Earth są netto regeneracyjne dzięki kakao Ashaninka, które jest uprawiane w regeneracyjnym, rodzimym systemie agro-leśnym, który jest również mechanizmem zachowania i regeneracji 100 000 hektarów lasu deszczowego w rezerwacie wspólnotowym Ashaninka i Parku Narodowym Otishi. I to wzmacnia te społeczności. Mają one realne, wrażliwe kulturowo źródło dochodu, które jest uprawiane w dynamicznym, regeneracyjnym kontekście agro-leśnym. Tak więc nie tylko sekwestruje węgiel, produkcja kakao, ale także regeneruje sąsiedni las deszczowy. Kakao jest endemiczne. Pochodzi z tego obszaru. To nie jest gatunek introdukowany. To część ich tradycji, część ich kultury. Dzięki temu wzmacniamy tę społeczność, a oni mogą chronić las i swoją kulturę. Ponieważ nie potrzebują już pieniędzy od drwali i mogą oprzeć się narkotykowym przestępcom, którzy próbują zmusić ich do uprawy koki na kokainę, co jest jedną z głównych przyczyn niszczenia lasów. Kokaina musiałaby być jednym z najbardziej krwawych, najbrudniejszych łańcuchów dostaw na planecie. Mają więc własne pieniądze i mogą powiedzieć: „Odejdź, chcemy chronić to, co mamy”. Rozpoczynają również dużą operację sadzenia drzew z myślą o jej zwiększeniu, aby sadzić setki tysięcy, a ostatecznie miliony drzew każdego roku z powrotem w lesie. Ponieważ są również opłacani za regenerację lasu za pomocą tych kredytów węglowych.
To wszystko!
A zatem to, co zrobimy, to połączymy kakao z kredytami węglowymi, które wytworzyliśmy podczas produkcji kakao, w tabliczkę czekolady Loving Earth. Przeprowadziliśmy analizę cyklu życia naszych tabliczek czekolady, aby określić ślad węglowy w produkcji, transporcie i pakowaniu itd. Gdy kredyty węglowe staną się dostępne w ramach projektu, pomysłem jest przypisanie do każdej tabliczki czekolady wystarczającej ilości, aby zneutralizować ślad, a następnie dodanie trochę więcej, aby produkt był naprawdę netto regeneracyjny. Wykonaliśmy również wiele pracy, aby zmniejszyć ślad węglowy naszych produktów, instalując 400 paneli słonecznych na dachu naszej fabryki czekolady i wykorzystując opakowania z recyklingu i kompostowania poużytkowego.
Tylko dla pewności.
Więc jest to pozytywne. To nie jest neutralne. To jest pozytywne. A europejski fundusz inwestycyjny na rzecz wpływu na klimat, z którym współpracujemy w Amazon, właśnie testował projekt blockchain o nazwie Poseidon ze sklepem Ben & Jerry's w Soho w Londynie, w którym możesz dokonać zakupu, który będzie pozytywny dla klimatu lub neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla w punkcie sprzedaży, kupując kredyty węglowe z projektów takich jak nasz. Ta technologia umożliwia skuteczne rozliczanie emisji dwutlenku węgla i mikrotransakcje kredytów węglowych na poziomie konsumenta w punkcie sprzedaży. Opracowali tę technologię i właśnie pozyskali miasto Liverpool, aby pracować nad tym, aby stać się pierwszym miastem na świecie o pozytywnym wpływie na klimat. Wszystkie te kredyty węglowe pochodzą z projektów takich jak nasz, w których uprawiamy kakao i pozyskujemy kakao. Tak więc tworzymy maksymalną długoterminową wartość dla naszych zbiorowych aktywów naturalnych, którymi są te wspaniałe lasy naszej planety, takie jak Amazonia. Przypiszmy im wartość. To musimy zrobić. I musimy zmaksymalizować tę wartość w perspektywie długoterminowej. Więc rozwijamy ten model w Amazonii. Ostatecznie chcemy przenieść ten model do Kimberley i innych społeczności tubylczych na całym świecie. Wiem, że społeczność Kimberley oszczędza tak wiele dwutlenku węgla przed przedostaniem się do atmosfery dzięki tradycyjnej pielęgnacji terenu. Właśnie zaczęliśmy współpracę z Great Forest National Park.
Jestem na pokładzie! To wielkie rozwikłanie.
Wiemy, że zaprzestanie wycinki w Parku Narodowym Wielkiego Lasu tutaj, w Melbourne, pozwoli zaoszczędzić pięć milionów ton dwutlenku węgla rocznie przedostających się do atmosfery. Moglibyśmy uczynić Melbourne miastem przyjaznym dla klimatu, gdybyśmy pozyskiwali dwutlenek węgla z Parku Narodowego Wielkiego Lasu. Włączmy Tourism Victoria na pokład, promujmy Melbourne jako miasto przyjazne dla klimatu, a pojazdem dla Melbourne jako miasta przyjaznego dla klimatu jest Park Narodowy Wielkiego Lasu! Podatnicy z Wiktorii za pośrednictwem rządu stanowego płacą obecnie miliony dolarów rocznie, aby wspierać przemysł drzewny, który niszczy ten starodrzew górski i uwalnia około pięciu milionów ton dwutlenku węgla do atmosfery każdego roku. Musimy przekształcić społeczność i przemysł drzewny w ochronę i regenerację lasu, a nie jego niszczenie, a następnie skomercjalizować te niesamowite zasoby ekologiczne poprzez turystykę, która promuje Melbourne jako miejsce przyjazne dla klimatu, a klejnotem jest Park Narodowy Wielkiego Lasu. A to, co powinniśmy zrobić, to pozwolić społeczności aborygeńskiej zarządzać parkiem i wdrożyć tradycyjny system pielęgnacji gruntów! A nawet zbierać więcej dwutlenku węgla!
%&@! Scott. Wow. [Śmiech].
Myślę, że udało Ci się pobrać.
[Śmiech]. To było nierealne.
To jest fenomenalne, wiesz. Czuję, że pracuję z tym nexusem ekosystemów: rezerwat na Edgars Creek z klifami, gdzie buduję, Park Narodowy Great Forest, Kimberley i Amazonia. Mam na myśli, że Amazonia to płuca naszej planety. A z tymi społecznościami i ekosystemami, jak możemy skomercjalizować ich i nasze zbiorowe zasoby naturalne, aby miały maksymalną wartość długoterminową? A wszystko zaczęło się w Indiach, gdzie dla mnie było jak, jak sprawić, aby ta wierzchnia warstwa gleby i te drzewa leśne były bardziej wartościowe tam, gdzie są produktywne w ziemi, zamiast być zamieniane w cegły? Do tego się to sprowadza. Jak sprawić, aby te drzewa były bardziej wartościowe stojące? Ten las jesionów górskich u naszych drzwi w Parku Narodowym Great Forest jest lasem o największej gęstości węgla na planecie! To najskuteczniejszy pochłaniacz węgla na planecie! Te jesiony górskie mają największą biomasę ze wszystkich drzew na planecie. I są wycinane, aby przerobić je na papier toaletowy i papier ksero, dotowane przez nas, podatników, za pośrednictwem Rządu Stanowego Wiktorii, w wysokości milionów dolarów rocznie, ponieważ nie jest to opłacalne komercyjnie. Po wycięciu tych starożytnych gigantów, przychodzą i palą cały obszar, co uwalnia jeszcze więcej dwutlenku węgla i zanieczyszcza powietrze Melbourne, wpływając na zdrowie wszystkich tu mieszkających! Te niesamowite zasoby ekologiczne mogą być warte o wiele więcej za pięć lub 10 lat, ale gdy już znikną, znikną na zawsze.


COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
The incredible interconnectivity and innovation here is inspiring! Thank you Scott Fry for explaining it in such accessible terms. I will never think of Loving Earth chocolate the same! <3
Inspiring!