1. Nie zrobiłbym ani jednej rzeczy inaczej, ale całkowicie bym się odmienił. Prawie wszyscy wokół mnie zauważyliby, że się zmieniłem, ale nie byliby w stanie powiedzieć, jak to się stało. Gdyby ich do tego zmusić, mogliby powiedzieć coś w rodzaju: „On się wcale nie zmienił, ale wszystko, co robi, robi wolniej, jakby chciał zapamiętać, jak to smakuje”.
2. Przestałbym robić niemal wszystko to, co robię teraz, przestałbym pracować, przestałbym spędzać długie godziny w pomieszczeniach, pisząc e-maile, zaznaczać pola wyboru, które zazwyczaj pozostają niezaznaczone, dopóki ich po prostu nie przekreślę, odkładałbym zadania na jasne popołudniowe słońce każdego dnia, niczym człowiek ścinający kwiaty, aby móc dojść do końca pola, i w końcu przestałbym się martwić o wszystkie kwiaty, które pozostały do ścięcia.
3. Większość czasu spędzałbym na zewnątrz pod niebem, które akurat jest niebieskie, ale równie dobrze mogłoby mieć inny kolor, prawda?, biorąc pod uwagę, jak różnorodne i rozrzutne jest wszystko w Układzie Słonecznym i wszechświecie. W końcu istnieją całe planety gigantyczne zbudowane z gazu, Jowisz i Neptun, a może też Uran, a także gigantyczna burza chmur czerwonych na Marsie, stara jak drzewo i większa niż kraj Brazylii i Czechosłowacji, z Rhode Island i Delaware dodanymi dla dobrej miary. Spędzałbym więcej czasu, patrząc w błękitne niebo i zastanawiając się, że mogło mieć jakikolwiek inny kolor, tylko nie ten, po prostu ten odcień bladego mlecznego błękitu, bez niczego podobnego w znanym wszechświecie nieba planetarnego.
4. Prawie na pewno inaczej zamieszkiwałbym swoje ciało, pozwoliłbym mu mnie nosić dla samej przyjemności, cieszyć się jego samopodtrzymującym się, samostrojącym, samoleczącym, samoharmonizującym orkiestrowym brzęczeniem pośród dziesiątków bilionów komórek, a także całym płynem wewnątrz komórek i płynem śródmiąższowym, nie zapominając o wszystkich kanałach jonowych i cudownie ułatwionych przejściach przez wszystkie ściany, granice i obszary graniczne między bilionami wnętrzności i zewnętrzności wewnątrz naszego jednego ciała, a także bilionach tworzeń i rozpadów białek złożonych jak origami z ich ukrytymi zamkami i pasującymi do nich kluczami enzymatycznymi, wszystko to działające z ich zabezpieczeniami za zabezpieczeniami, ich redundancjami za redundancjami, cudowną maszynerią, która kończy się na stępionym czubku włóczni, którą jest moje zwykłe niezadowolenie z siebie.
5. Czy uprawiałbym więcej seksu, czy mniej? Trudno byłoby uprawiać mniej seksu niż teraz, więc całkiem możliwe, że uprawiałbym więcej seksu, choć naprawdę trudno powiedzieć, ponieważ seks wydaje się czymś, co chciałbyś robić częściej, gdy dotrzesz do końca życia, pragnąc uwolnić się od przygwożdżenia do materaca własnego zawodnego ciała, od pielęgniarek odwracających się, by uniknąć odleżyn, od szarpnięć i policzków rozchodzących się od rąk w rękawiczkach. Ale może nie.
6. Myślę, że pojechałbym w miejsca, w których znikają rzeczy, żebym mógł je wszystkie pożegnać, zanim odejdziemy oboje, rafy koralowe Australii, niedźwiedzie polarne, same skóra i kości, ale wciąż dzikie lub szczególnie dzikie, homary uciekające z wód Maine do zimnej Nowej Fundlandii, wieloryby biskajskie, które są teraz tak bliskie wyginięcia, ich liczba jest mniejsza niż klasa kończąca szkołę średnią, goryle górskie, irbisy śnieżne i żółwie skórzaste, a potem wszystkie owady znikające w ciszy, topniejące wieczne mrozy Syberii i Terytoriów Północno-Zachodnich i lodowce, które cofają się, co prawdopodobnie będzie ich ostatnim wycofaniem przez następne pół miliona lat lub dłużej. Pożegnałbym je wszystkie za siebie, moje dzieci i prawnuki dzieci mieszkających na drugim końcu świata, których nigdy nie spotkam.
7. Myślę, że kochałabym każdego tak, jak kocham własnego syna, sposób, w jaki włosy każdego opadają na głowę, gdy śpi, sposób, w jaki każdy śpiący jest jak każdy inny śpiący, tak idealnie i zupełnie sam, daleko i proszący o ochronę. To jedna z najpiękniejszych rzeczy w lataniu lub podróżowaniu nocnym pociągiem, wszyscy pasażerowie na swoich sekretnych trajektoriach zasypiający razem, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, zamknąć oczy pośród nieznajomych, podróżując 500 mil na godzinę 5 mil nad ziemią. Kochałabym nawet ich gorący oddech zwierzęcy, każdego wdowca, każdego rozciągniętego nastolatka, każdą matkę i ojca z dziećmi ułożonymi na nich jak szczątki, delikatny pęd każdego on, ona i oni zawieszony w zaciemnionej kabinie. Myślę, że to, co mówię, to że byłabym bardziej jak Walt Whitman.
8. Wymyślałam wymówki, żeby spotkać się z każdym, kogo mogłam, uścisnąć mu dłoń i spojrzeć mu w oczy, zanim oboje zniknęlibyśmy na zawsze. „Jestem twoją sąsiadką z dołu ulicy, sąsiadką z dwóch miast dalej, jestem Iowan, Amerykanką, miałam ci powiedzieć, że jestem bardzo zainteresowana jakimkolwiek znakiem na podwórku, naklejką na zderzak lub koszulką, którą umieściłaś, żeby dać nieznajomym coś o sobie znać. Ugryzę, gryzę i proszę, czy powiesz mi więcej, dlaczego nie powiesz mi więcej? Jestem tu, żeby słuchać.
9. Myślę, że relacja między moją hojnością a chciwością odwróciłaby się, a ja rozdałbym tyle, ile tylko mogłem (zamiast oszczędzać, ile mogłem) i oszczędzałbym tak mało, ile potrzebowałbym, aby przeżyć. Jakie zdobywanie i oszczędzanie, jakie bezpieczeństwo i pewność w 468 234 $, które ja i moja żona mamy obecnie w naszych 401K i 502zs lub 403cs, kiedy wyniki kolonoskopii są dostępne za 8 dni i czekasz, aby dowiedzieć się, czy to rak, czy nie, i na szczęście, tak jak każdy inny duży but w twoim życiu do tej pory, pozostaje zawieszony, nie spada, na razie, na razie. Ale gdybym, patrząc w górę, mógł naprawdę zobaczyć but i wiedział głęboko w kościach, że na pewno spadnie, to jakie oszczędności, jakie bezpieczeństwo, jaka 95% pewność, że nie przeżyję swoich oszczędności życiowych i nie będę miał takiego samego stylu życia, jakim cieszę się dzisiaj, dopóki nie skończę 92,5 roku, kiedy to doradca finansowy powiedział mi, że spodziewa się, że umrę.
Oczywiście, że mu nie wierzę.
10. Nie wiem, dlaczego nie powiedziałem tego wcześniej, ale prawie na pewno rzuciłbym pracę. Może nie od razu, bo jest coś dobrego, co mógłbym zrobić, gdybym pracował w swojej pracy, ale też widział wyraźnie i szczerze, że muszę i że umrę. Ale potem, jak mógłbym nie rzucić pracy, skoro tak mało widziałem i zrobiłem? I tak naprawdę nie chodzi mi o podróże, choć to one przychodzą mi na myśl jako pierwsze. Chodzi o głębokie, głębokie ścieżki, które wbiłem w swoje życie, pozostając w tej samej pracy przez tak długi czas. Nawet gdybym nigdy nie opuścił Iowy, miałbym o wiele więcej do zobaczenia, o wiele więcej ludzi do poznania, o wiele więcej do poznania i ciekawość niż ten mały kącik mojego własnego małego biznesu, który zamiatałem i sprzątałem przez prawie połowę swojego życia. I nawet nie uważam, że jestem szczególnie dobry w tym, co robię, co nie znaczy, że jest to właściwy powód, aby kontynuować jakąś działalność, ale byłby to przekonujący argument, gdybyś był szczególnie predysponowany lub miał szczególny talent do tego, czemu postanowiłbyś poświęcić 20 lat.
Zdecydowanie rzuciłbym pracę.
11. Gdybym naprawdę wiedział, gdybym był naprawdę przekonany w swoim ciele, że umrę, myślę, że trzymałbym w sobie największą cząstkę przebudzenia. Czy zaprzeczenie śmierci jest głównym źródłem mojego rozproszonego, odłączonego życia? Gdyby nie to zaprzeczenie, widziałbym dramat tego świata, dramat mojego wewnętrznego świata, jako rodzaj zabawnego widowiska pobocznego, pierzastego, błyszczącego odwrócenia uwagi od głównego wydarzenia mojego życia. Wiedziałbym, że miejsce, w którym należy patrzeć, to miejsce, w którym prawie nikt inny nie patrzy, lub przynajmniej nikt, kogo znam.
12. Myślę, że spędziłbym o wiele więcej czasu ze zwierzętami, a także na polach i w lasach, oceanach i strumieniach. Kiedy myślę o tym, jak mogłoby być opuszczenie tej planety na dobre, moje serce tęskni za zwierzętami w taki sam sposób, w jaki serce dziecka tęskni za zwierzętami, i nie tylko w ich fantazyjnej antropomorficznej formie, ale w ich prawdziwej bliźniaczej dziwności do naszej rozwidlonej dziwności. Ich serca, ich naczynia, ich mózgi o konsystencji twardego tofu, takiego jak nasz, a także ich liczne żołądki i wiele oczu oraz zdolność do znajdowania się w samym miejscu po drugiej stronie planety, w którym urodzili się wiele księżyców temu. Są w bardzo realny sposób naszymi zapomnianymi towarzyszami, jedynymi, o których wiemy w całym wszechświecie, patrzącymi na nas swoimi własnymi dziwnymi oczami, jedynymi istotami, które mogą patrzeć na nas, patrząc na nie. Tęsknię za nimi teraz: będę tęsknić, kiedy odejdę.
13. Byłbym milszy w najzwyklejszych sprawach.
14. Oczywiście nie mogę być pewien niczego z tego, ponieważ mogę sobie tylko wyobrazić, jak to jest być naprawdę połączonym z faktem mojej własnej śmiertelności. Mogę dostrzec własną śmierć tylko kątem oka, jako postać, czy może cień postaci, błysk ciemności, a potem odwracam się, by stanąć z nią twarzą w twarz, a ona znika, a zamiast tego widzę tylko jeden dzień po drugim tego zwykle zaczarowanego i niekończącego się życia. Tylko w snach smakowałem zbliżającej się śmierci.
Pewnego razu we śnie zostałem postrzelony w klatkę piersiową z bliskiej odległości, a ból był najstraszniejszy, jaki kiedykolwiek czułem, kula przetoczyła się przez mój tors i wyszła tuż pod prawą łopatką. Coś głęboko w moim zwierzęcym ciele wiedziało, że rana jest nie tylko katastrofalna, ale że wkrótce umrę, w ciągu sekund lub minut. I teraz próbuję sobie przypomnieć, jaka to była ciemna panika, czym było to pełne zrozumienie, gdy krew odpłynęła z mojego ciała, a ból był jak piorun rozbłyskujący w moim mózgu bez przerwy. To tak, jakby próbować wyobrazić sobie życie na asteroidzie. Jak mało prawdopodobny wydawałby się świat i jak dziwne i cudowne myślę, gdybym żył w kontakcie ze śmiercią międzygwiezdną.
15. Kiedyś zasnąłem za kierownicą, kiedy byłem na studiach. Szczegóły są smutne i obrzydliwe, ale kluczowy fakt był taki, że jechałem trzeźwy na północ autostradą międzystanową 87 o świcie, po tym jak nie spałem całą noc. Słońce właśnie wschodziło, a zmagania z nocną jazdą wydawały się dobiegać końca, a moja czujność spadła na moje własne zmęczenie. Byłem na lewym pasie autostrady, jadąc może 70 mil na godzinę, kiedy poczułem, jakby przyszła para gigantycznych nożyczek i przecięła film mojej świadomości na wylot, a potem wszystko pociemniało. W błogosławionej ciemności snu usłyszałem najstraszniejszy dźwięk, podobny do grzmiących kopyt wielu koni pode mną, a potem otworzyłem oczy i wyjrzałem przez okno kierowcy, aby zobaczyć, jak bardzo szybko zsuwamy się bokiem w dół nasypu. Skręciłem kierownicą w kierunku, który podpowiadał mi instynkt, a samochód zdawał się unosić w górę, tak jak liść unosi się nad ziemią w silnym podmuchu wiatru.
Właśnie w tym momencie usłyszałem w głowie chłodny, spokojny męski głos, rodzaj naukowego, klinicznego, absurdalnie neutralnego głosu mówiącego: „Umrzesz”. Wiedziałem, że głos ten mówi absolutną prawdę. Głos był jak woda; bez smaku, czysty, zimny i bezdyskusyjnie niezbędny i całkowicie prawdziwy. I jakoś to ja byłem tym głosem. Nie byłem smutny, nie bałem się, nie byłem niczym. Kiedy przeczytałem wers Yeatsa, który mówił: „Rzuć zimnym okiem, na życie, na śmierć, jeźdźcu, przejedź obok”, przypomniałem sobie ten moment. Opony wytrzymały, samochód wskoczył z powrotem na nasyp, z powrotem na autostradę, obrócił się trzy razy, a następnie zatrzymał się przy barierce tuż przy pasie awaryjnym, jakby tygrys uderzył nas dla zabawy. Gdybym znał śmierć w ten sposób każdego dnia, byłbym podekscytowany, że żyję, absolutnie cholernie podekscytowany.
16. A co jeśli wszystkie moje wyobrażenia są po prostu błędne? Wydaje się, że sugeruję, że wszyscy pacjenci z terminalnym rakiem powinni zostać guru, mogą przejrzeć zasłonę samozłudzenia o wiele łatwiej niż terminalni, ale niezdiagnozowani pacjenci. Czy w ogóle możliwe jest życie w kontakcie ze śmiercią, czy organizm jest przed nią zbyt dobrze zabezpieczony, czy też po prostu jest tak zbudowany, że prawda nie jest dostępna do wglądu, podobnie jak nie można zobaczyć tyłu naszej głowy bez lustra.
Nie mogę nawet posunąć się za daleko z tym tokiem myślenia. Coś we mnie opiera się temu wnioskowi czymś więcej niż logiką - głęboko w kościach czuję, że śmierć jest tam pochowana, jest ukryta w każdej chwili. W rzeczywistości, zamiast być przekonanym, że prawdziwa rzeczywistość śmierci jest w końcu dla mnie niedostępna, mógłbym uwierzyć, że śmierć jest jedną z niewielu rzeczy, które znam, i że umieram dla siebie 1000 lub 10 000 razy dziennie. Nie mówię tego, aby stać się mistycznym lub abstrakcyjnym - śmierci i narodziny są po to, aby je zobaczyć i doświadczyć, ale są rozmyte przez narrację w ten sam sposób, w jaki 24 klatki na sekundę rozmywają się w filmie. Śmierć jest wszędzie wokół nas, dając początek nowemu życiu. A ja jestem odłączony od obu. Odłączenie od jednego jest nieuchronnie odłączeniem od drugiego. Kiedy mówię, że nie znam śmierci, zawsze mówię również, że nie znam życia. Gdybym znał śmierć, wiedziałbym, jak żyć.
17. To niezwykłe uczucie siedzieć przy zwłokach kogoś, kogo znałeś i kochałeś przez całe życie. Chcę powiedzieć, że słowo opisujące to uczucie to niesamowite, choć nie wiem, czy to byłoby właściwe słowo – po prostu takie, które przychodzi mi na myśl. Kiedy siedziałem obok zwłok mojego ojca w domu pogrzebowym w South Portland w stanie Maine, wiedziałem więcej niż tylko to, że nie żyje; wiedziałem również, że odszedł całkowicie i bezpowrotnie. W tej chwili wiedziałem, że istniał w swoim ciele jak luminescencja, jak iskry, a światła zostały całkowicie i na zawsze zgaszone. Oczywiście nie wiem, czy to, co czułem, było właściwe, ale w tej chwili, kiedy siedziałem lub klęczałem przy jego ciele, nie pamiętam, trzymałem jego zimną dłoń i patrzyłem na jego popielatą i posiniaczoną twarz i wiedziałem, że całkowicie i bezpowrotnie zniknął ze wszechświata nieskończonych rzeczy. Fakt, że jego ciało nadal tam było, bez niego, wydawał się najbardziej dziwaczną sztuczką magiczną, jaką można sobie wyobrazić; całkowicie zniknął w czarnym kapeluszu śmierci. Dziwne, że jego całkowite zniknięcie nie wydawało mi się zdradą ani nie czyniło mnie bardziej lub mniej przygnębionym. Było to dla mnie w jakiś sposób oczywiste. Wydawało się nagim faktem, który rzucał światło na inne fakty. Na przykład, mój ojciec był krótkim rozkwitem niepowtarzalności, a teraz go nie było. O co tu się kłócić w kwestii życia, które przeżył, czy dobrego, czy złego, czy neutralnego? Stając twarzą w twarz z faktem, że istniał w dokładnie takiej formie, jaką miał tak długo, jak istniał, i że teraz na zawsze zniknie, tak jak pewnego dnia wszystkie jego dzieci i dzieci jego dzieci i ich dzieci, co pozostało do zrobienia, jak tylko siedzieć w zadziwieniu, miłości i zdumieniu, że ktokolwiek z nas w ogóle istnieje.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
22 PAST RESPONSES
For me this is all nonsense. I am 80 years old, very healthy, and sure this is my last incarnation. I also believe I won't really die but go somewhere wonderful. I know some of my past lives. Recently I saw fit to warn a favorite priest about a strong feeling of love he may experience because several of our siblings from the immediate past life are back. It was a tremendously loving family we had. My soul recognized him right away, so I struggled with all the love I felt. Of course he did not want to hear this, but I felt sure I needed to give him a heads up. It wasn't easy. Someday maybe he will thank me for the admonition that "it's only sibling love" so go easy. I perhaps saved him some disquiet. . . . Beyond that, I'm trying for joy and to keep a good thought, to be less critical and to forgive. I have a book to finish writing, but fooey, if I don't, it's okay. A few times I wish I had screamed and wrung someone's neck, but I had no breath. I could not do more. On the other side I'm a ballet dancer. I'll get back to Paris and wear pink silk again, be beautiful and make beauty. Now back to the bright socks I'm knitting for a little boy due in May.
[Hide Full Comment]Thank you so much for sharing this great and amazing topic! Hope to read more of your blog soon! From Best Relocation Services
Awesome blog!! Thank for providing excellent information. if you have any issues with QuickBooks Email Setup, you can go through the detailed steps mentioned in this article.
Thank you, Eric...so, so much. Such beauty and raw honesty... to add to the growing list...
23. If I were fully convinced I were going to die, I would give up trying so hard. I would not care about showing up late, what others thought of me, and maybe even what I thought of myself. I would tell everyone I care about how much I cared about them. Then, I would go out into the woods with my husband and kids and cry and feel the ground with my bare feet and hug the trees and smell the grass and watch the hawks circle and pray with all my heart to find and feel that connection to something greater, bigger, and more transcendent that I suspect finds itself even in the ever-changing, birthing, and dying.
Loved it and resonated with all of them. Dying and birthing every moment of every day! 13 stuck with me the most. Thank you for this beautiful and amazing piece Eric and thank you Mark for pointing me to it.
This is one of the great reads about death, life - which one feels are two sides of the same coin. I really enjoyed reading it and reading it again. There were so much in it, hard to take it all in at once, but through great writing skill, Eric expressed everything so beautifully and powerfully and also simply - thus making it easy for one to digest it. The descriptions, ideas, thoughts, experiences, imagination, wisdom... all present, flowing together throughout the writing - helping one to get new insights, to question one's own way of seeing death which in turn reflects, bring up living as well, the issue and challenges of life.
Reading this, one feels like being walked into something special and that which reminds one of something that awaits one, in close or distance but surely there which in turn encourages one to really live.
One also feels that, dying is a wonderful phenomenon, something that clears everything, giving way to a new to emerge, but the fear keeps one somewhere that would make one afraid of one's life coming to an end, with that all one has possessed, achieved, accumulated over one's course of life. Maybe it's the ending of it all (one feeling that what would happen to this all I worked for, made sacrifices, struggles to gain..) that would make one feel like not letting go or accepting that that is what would happen at the end. The very realization may trigger a transformation, a radical change (if there is one) thus resulting in change of one's life, one's outlook of it, and how one would live the life beautifully, intelligently amidst its simplicity, challenges.
Thank you Eric for reflecting on this topic, issue and in such great length.
[Hide Full Comment]22. If I were fully convinced I’m going to die, if that reality hit hard and stuck fast, I guess I’d start with some more of the same. I would imagine my faithful mom decaying in the ground because I can’t get past that thought; and I’d flail for a time in fear and contempt and self-pity and sadness. Then my head would try to look for answers in the knowing; but when that failed, my soul would find its way in the doing. I’d shave my beard, make out with my wife, hug my kids hard, and get down to living. I would stop seeking comfort. I would talk more and mean it. I would write more and feel it. I would service in secret and leave breadcrumbs for my children to find. And all the while, I would hope for something more, something next, something enduring.
21. I would dance. Everywhere! Life is music. I realize how conditioned I am to walk and function and present in a socially comfortable way. As it is, I don't always hold tight to social comforts, but I would dance more. Move my body, engage others even when it weirds them out. Life does not exist in right angles or straight lines. It moves and twists, and I'd spend more time actively moving and twisting, cracking myself up, and hopefully cracking up a bunch of people with me.
One time I heard someone say, if you don't think you know how to dance, just spell your name in the air with your butt...and you're dancing!
And basically, I'd think less about outcomes and just move how I feel the movement wants to happen. Overflowing with love.
20. I would stop doing anything that doesn't bring me alive, ironically. I think many of us die before we die. I don't mean the ego, but the spirit to live. We die when we live in such a way that kills us slowly, kills our spirit of joy, kills our spirit of adventure, kills our spirit of service. That which brings these alive in me is my measure of a good living.
I love people. I love the idea of making excuses to meet people. I have thought a lot about quitting my job. There are things i love about it and things that i struggle with a lot. I have long wanted to wander the national parks and state parks and coasts and epic trails and camp and sleep under stars and swim in oceans and lakes and rivers and wade in streams. I want to watch ants and butterflies and fox and white-tail deer and trout and dragonflies all go about their business unhindered. I have sat with my dying mother and father and dogs and a deer on a dark highway once. Each experience before and after the transition was unique unlike any other. Each had a profound affect on me that i will never forget. ever. Death has a way of riveting one's attention when experienced first hand.
IN a way, contemplating death and what i would do, is a really good measure of what i should be doing right now. I think that may be Eric's point. What gives us courage to do that without the excuse of an impending death? Maybe as i questioned above, death is here knocking, and we need to wake up to living soon.
[Hide Full Comment]What a fun line of inquiry Eric! How could you not want to keep going?
19? If I were to be convinced I were actually going to die, I would rehearse more regularly for the live production. Death’s stage might be a lousy place to forget my lines, how to use the platform and present yourself well, or flounder in my assigned character. It doesn’t seem a good time for hoping, rather than knowing my role; it is hard to tap into nuances required to win an Oscar. So, for now, I will keep practicing my role, listening to the director’s comments, watching my co-stars to be their supporting actor. I love that their is an award for “best supporting actor” for the ones that know everyone’s else’s role so they can make them look good. And then, after experiencing all that excitement during the your car crash, find out I survived!
My heart leapt when I clicked through to Eric's piece and discovered it had already been read more than 2,400 times. When I finished reading the final entry, I excitedly scrolled down hoping to find 15-30 lengthy reflections, but there were just two beautiful, but brief, comments. My heart sank. I refreshed the page to find the view counter had increased by another 200. My heart danced anew. Ha! The vicissitudes of a bean-counting mind.
At its current pace, "17 Things" is likely to exceed 5,000 reads by 2 PM PST. Is there vitality in virality and, conversely, a death in dearth? As Lao Tzu might say: such nonsense!
Unbidden, I am going to boldly add to a No. 18 in the hope that it will serve as a seed for others to offer entries 19 through 190.
18. I would keep a stick of sidewalk chalk in my pocket when walking and write haikus to the improbably blue sky, trees, discarded styrofoam cups, ants and those minuscule red mites while squatting like a sumo wrestler over an overlooked section of delicately-detailed concrete canvas. And if anyone should happen upon me and inquire as to what I was up to, I would look him or her in the eye and say the poem was ours, then hand them the chalk with the invitation to title the pithy piece. And if this newfound collaborator were to ask more about how I got started doing this, I would tell them about my friend Eric, his "17 Things", and how my life is so much richer having been able to listen to the music emanating from his "trillions of insides and outsides."
[Hide Full Comment]Lovely! Thank you.
Thank you Eric poignant profound and yes, moving.