Back to Stories

Zaintrygowało mnie, Gdy Pewnego Wieczoru Na Spotkaniu Servicespace Pavi Mehta wzięła Mnie Na Bok I Opo

Wychodzę, on może zdjąć mi go z kolan i podać kasjerowi. I może podnieść wszystko, co upuszczę. A przede wszystkim to maszyny do miłości. To prawdziwy dar psa asystującego. Ale nadal potrafi zapalić światło i nacisnąć przycisk windy, kiedy nie mogę do niego dosięgnąć.

Meg Leuker: Opowiedz nam trochę o swojej praktyce jogi.

Grace: Cóż, Susy jest moją wspaniałą nauczycielką jogi. Niełatwo mi się wciągnąć w asany i zdecydowanie nie było łatwo samej Susy wciągnąć mnie w nie. Ciągle powtarzała, że ​​musimy iść do Manuso, nauczyciela Iyengara; jednego z najlepszych nauczycieli Iyengara, nie tylko w Indiach, ale na całym świecie. Susy odbiera mnie więc w każdy wtorek i jedziemy do studia Iyengara. Manuso ma sześciu asystentów, których hojnie przydziela mi na każde zajęcia i którzy wyginają moje ciało w najwspanialszy sposób.

Wiesz, właściwie to po raz pierwszy od wypadku wyprostowałam się i po prostu zaczęłam się śmiać. To było dwa tygodnie temu. Uśmiechałam się od ucha do ucha, to było takie wspaniałe uczucie. Ktoś ciągnął mnie za jedno udo, ktoś inny za drugie, a wokół mnie mieli liny. Ciągle myślałam, że jeśli ktoś to zobaczy, pomyśli, że jestem częścią grupy S&M. A oni wszyscy są tacy wspaniali. Wierzę, że czerpią z tego tyle samo, co ja przez większość czasu.

RW: Wspominając jogę, myślę o tym, jak ważna jest nasza relacja z odczuciami płynącymi z ciała. Czy zgadzasz się, że to ważna…

Grace: Zgadzam się.

RW: A kultura niczego nas o tym nie uczy.

Grace: Znów siedzenie. Dzięki Bogu, że praktykowałam siedzenie, zanim miałam ten wypadek. Miałam więc kamień probierczy. Mam części ciała, które są całkowicie zdrętwiałe i tęsknię za tym odnowionym doznaniem, a ono nie pojawia się w niektórych miejscach, ale pojawia się w innych. W moim przypadku odczuwam wewnętrzny przymus, jak bardzo chcę być świadoma swoich doznań, ponieważ te doznania w dużej mierze wiążą się z dyskomfortem. Wiele z tego, co staramy się robić w klinice leczenia bólu, to zwiększanie wykorzystania innych doznań, takich jak zapach i dźwięk – i nie chodzi tu o dotyk, ani o propriocepcję wewnętrzną, ponieważ mogą one być źródłem bólu. Staramy się jednak zrównoważyć zmysły. To bardziej skomplikowane niż po prostu świadomość doznań.

Susy: A w jodze chodzi o wykorzystanie oddechu, aby sprowadzić umysł na właściwy tor, utrzymać go skupionym na oddechu, żeby uniknąć bólu. Czasami można zastosować znieczulenie samym oddechem podczas operacji – to naprawdę niezwykłe.

Grace: Na tym właśnie polega medytacja. Często ją stosujemy w klinice leczenia bólu. Uczymy pacjentów oddychania. I wykorzystujemy węch, smak i dotyk.

RW: Jaką rolę to dla Ciebie odgrywa tutaj, w tym pięknym miejscu?

Grace: Spójrz, jakie to piękne! Budzę się i myślę – jak powiedział mój nauczyciel, od lat starasz się zostać księdzem, ale zawsze jesteś zbyt zajęty, żeby to zrobić. W końcu powiedział, że nie możesz być tak zajęty. Ja mogę być zajęty, ale w końcu nie masz zbyt wielu możliwości. To prawda, że ​​dzięki temu, że podążam tą drogą od 23 lat, mogę lepiej skupić się na naturze i dlatego wiem, kiedy każda roślina w tej dolinie kwitnie.

Kiedyś wychodziłam z zazen o szóstej rano; świat wydawał się zupełnie jasny, zupełnie nowy; potem o nim zapominałam. Teraz mogę po prostu zjechać do biura. Dotarcie do pracy zajmuje mi znacznie więcej czasu i nie odczuwam już tak żywej pierwszej reakcji, ale jest ona trwalsza.

Audrey: Co cię tu sprowadziło?

Grace: Przyszłam tu pewnego dnia i tak się przestraszyłam, że od razu wyszłam. Myślałam, że wszyscy są strasznie dziwni! [Śmiech] Ale wróciłam miesiąc później. Byłam na wakacjach na studiach medycznych, więc myślałam, że przyjadę tylko na jedną noc, a zostałam na miesiąc. W tym momencie złapał mnie bakcyl zen. Nie jestem pewna, czy ludzie znajdują zen. Myślę, że zen ich znajduje. Nie wiem, jak jest w innych tradycjach duchowych, ale ja czuję się, jakbym została złapana i połknięta przez smoka. To miejsce nazywa się Świątynia Zielonego Smoka. Czuję, że to było coś w rodzaju braku wyboru.

RW: Co to znaczy „połknięty przez smoka”? I dlaczego nazywają to smokiem? Masz jakiś pomysł?

Grace: Nie mam pojęcia. Myślę, że chodzi o to zanurzenie się w ludzkiej psychice, o to, o co chodzi w siedzeniu. Chodzi o to, że masz szansę po prostu przyjrzeć się swojemu umysłowi; nie studiujesz niczego poza jego zawartością, a jeśli robisz to wystarczająco długo, poznajesz prawdziwą przyczynę cierpienia. Dowiesz się, jak ulżyć cierpieniu, poznasz lekarstwo na cierpienie i zaangażujesz się w lekarstwo, które je uśmierza. To właśnie mam na myśli, mówiąc o byciu pochłoniętym. Nie sądzę, żeby to, że jestem w jaskini zielonego smoka, było z wyboru. Myślę, że właśnie tego będę nauczać.

Pavi Mehta : Na czym polega nauka na studiach księdza?

Grace: Cóż, to wymaga odbycia praktyk; uzyskania zgody nauczyciela, wspólnoty i grup opata, a także odbycia dwóch praktyk. To jest mój problem – dwie praktyki w Tassajarze, która nie jest specjalnie dostępna dla wózków inwalidzkich. Więc nie mogę jeszcze odbyć drugiej praktyki. Poza tym to bardzo formalna praktyka. Uwielbiam tę formę i nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak niepełnosprawny jak ja ćwiczył te formy. Na przykład jedzenie oryoki, które samo w sobie jest rytuałem wymagającym dużej sprawności manualnej. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek próbowano wyświęcić kogoś, kto jest tak sprawny fizycznie jak ja.

Nikt mi nie mówi: „Nie udzielimy ci święceń, bo nie potrafisz zrobić X”. To wszystko dzieje się w mojej głowie. Mam więc pewne obawy. Nigdy nie sądziłem, że zostanę wyświęcony, jeśli nie będę mógł chodzić – i nadal myślę, że będę chodzić. Więc trochę odkładam decyzję o przyjęciu święceń do momentu, aż zacznę chodzić. Ale właśnie szyję sobie szaty, co jest częścią procesu. Powinienem skończyć za około rok. Szyjemy sobie sami szaty. Zawsze myślałem, że to 100 000 ściegów, ale w rzeczywistości to raczej 10 do 12 000 ściegów.

To było naprawdę interesujące, bo moja ręka strasznie się trzęsie. Wymyśliliśmy mnóstwo sposobów, żebym mogła szyć i właściwie prawie skończyłam te 10 000 ściegów. Czuję się więc świetnie! To zobowiązanie, które podjęłam sobie, kiedy po raz pierwszy odzyskałam świadomość; powiedziałam sobie: dobra, teraz uszyję okesę. A moje ramiona były w ortezach...

RW: To niesamowite. To ogromna dyscyplina, żeby coś takiego zrobić.

Grace: Wiesz, to nie wydaje się dyscypliną, bo naprawdę jasno mi na tym zależało. Chcę to zrobić! Więc to nie dyscyplina. To po prostu trudne. [Śmiech]

Pavi: Jedną z rzeczy, które po prostu słucham – standardy, które wyznaczasz sobie w życiu i sposobie, w jaki żyjesz, są dla większości z nas trudne do zrozumienia. Kiedy wcześniej opisywałaś siebie, użyłaś określenia „imprezowiczka”. A potem ten obraz siebie oddanej uszyciu własnej szaty – te nasiona były w tobie, brzmi to tak, jakby od samego początku, niezależnie od tego, czy służyłaś społeczności chorych na AIDS, czy siedziałaś na poduszce, czy przechodziłaś odwyk. A skąd się to wzięło? Z tej wewnętrznej nici, którą masz?

Grace: Nie wiem, ale jestem bardzo wdzięczna. Odkąd pamiętam, to było częścią mnie. Otrzymałam wspaniałe, wspaniałe wykształcenie od wspaniałych rodziców, więc jestem za to bardzo wdzięczna. Na przykład chodziłam do szkoły kwakrów, która naprawdę nauczyła mnie medytacji i ciszy, a moja rodzina zawsze była nastawiona na pomoc innym.

RW: Przypomina mi się pytanie, które powoli się przede mną otwiera, dotyczące tego, jak wiele rzeczy zostało mi automatycznie nadane, czemu automatycznie nadaję imię „ja”. Niesłusznie. Im jestem starsza, tym bardziej czuję, że wiele z tego, co czuję jako „ja”, tak naprawdę nie jest moje, tak jak mi się wydaje.

Grace: Dokładnie tak to odbieram. W mojej rodzinie zawsze chodziło o pomoc. To, że żyję, wynikało z tego, że wszyscy dają energię – wiecie, lekarze nie popełniają typowych błędów, społeczność naprawdę mnie kocha z jakiegoś powodu. To nie ma ze mną nic wspólnego.

Ale moje ciało przetrwało i dlatego mam obowiązek działać. Jak mogę to zrobić? To pytanie zawsze się pojawia. Jak? Nie dlaczego ani co, ale jak mogę zrobić to, co muszę? I czego się ode mnie wymaga?

Susy: Grace, czy mogłabyś opowiedzieć trochę o tym, jak pokonałaś stres pourazowy i jak odzyskałaś mózg – bo na początku nie było z nim najlepiej. Jak sobie z tym radziłaś po wypadku?

Grace: No cóż, wciąż wracam do zdrowia [śmiech]. Wróciłam na rehabilitację neuropoznawczą i każdy powinien ją odbyć. Chodzi o: Zatrzymaj się. Odśwież. Zrelaksuj. Skup się. Jak często to słyszymy? Zatrzymaj się. Odśwież. Zrelaksuj się. Skup się.

Więc, na szczęście, spędzam dużo czasu na odwyku. Gram też w Luminosity na komputerze i skorzystałem z programu rehabilitacji mózgu, o którym wspominał KQED – Brain Gym. Każdy z nich jest pomocny.

RW: Słyszałem ostatnio historię o osobie, która doznała uszkodzenia mózgu i utraty pamięci. Przeżyła taki moment, jadąc autobusem. Była przepełniona radością, bo wiedziała, że ​​to właściwy autobus i że o tym pamiętała. Czy po powrocie do zdrowia po uszkodzeniu mózgu ma Pani jakieś przemyślenia na ten temat?

Grace: Myślę, że miałam trochę szczęścia. Wiesz, kiedy się obudziłam, zrobili mi mnóstwo badań. Więc ostatnio patrzyłam na wyniki, które nie różnią się aż tak bardzo od dzisiejszych. Tak czy inaczej, kiedy się obudziłam, naprawdę się obudziłam. Nadal mam pewne opóźnienie poznawcze, ale to było to samo, co miałam, kiedy się obudziłam.

Dopiero niedawno, na przykład, uświadomiłem sobie, że jestem niepełnosprawny. Moje wielkie „aha!” – i moment, w którym zrozumiałem, że naprawdę wracam do swojego prawdziwego, poznawczego „ja” – nastąpiło, gdy uświadomiłem sobie, że powinienem wziąć pod uwagę fakt, że dotarcie z punktu A do punktu B zajmuje mi dwadzieścia minut, bo korzystam z krzesła. Nie miałem takiego poczucia własnej wartości. To nie jest użalanie się nad sobą; to po prostu radzenie sobie z tym, co jest. W jakiś sposób mój zanik funkcji poznawczych był tak naprawdę bardzo pozytywny. Miałem cudowne, cudowne doświadczenia, jak prysznic, które trwały godzinami. Spędzałem dni w takiej świadomości – prawdopodobnie dwa lata.

Więc powrót z tego, nie jestem pewien, był taki cudowny. Czuję, jakbym tracił ten rodzaj błogości. Ale z drugiej strony, jestem bardziej normalny. Mam na myśli to, że ludzie przychodzili do mnie, bo oczekiwali usłyszeć słowa od przemienionej istoty ludzkiej. Przychodzili i mnie oglądali, a ja byłem strasznie znudzony opowiadaniem o sobie. Więc pytałem ich: „Jak tam wasz związek? Jak tam wasza praca?”. Wszyscy rozmawiali o tych wszystkich rzeczach, a jeśli nie byli szczęśliwi w swoim związku, mówiłem: „Po prostu odejdź. Albo się ożeń, albo odejdź. Nie lubisz swojej pracy? Przestań ją robić! Znajdź coś, co kochasz robić”. Miałem więc długą listę ludzi, którzy regularnie przychodzili i siadali u stóp Tego z Uszkodzonym Mózgiem. [śmiech].

RW: Mówię prawdę!

Grace: Mówienie prawdy.

Dr Lueker: Czy mógłbyś powiedzieć coś o „zatrzymaniu się, odświeżeniu, relaksie, ponownym skupieniu”? Brzmi jak coś, co wszyscy moglibyśmy wykorzystać.

Grace: Właściwie to program, który ze mną prowadzą, został zaprojektowany dla osób z uszkodzeniami mózgu. Ma on poprawić funkcje wykonawcze. To jedna z rzeczy, które szybko pojawiają się przy uszkodzeniach mózgu – nasza zdolność do podejmowania dobrych decyzji, które są oparte na samokontroli i uwzględniają zarówno nasze talenty, jak i słabości.

Wiecie, jak nadpobudliwe dziecko często wybiega na ulicę, nie rozglądając się w obie strony? Tego właśnie chcemy uniknąć. Dlatego staramy się nauczyć technik, aby tego uniknąć. Z wiekiem większość ludzi przytłacza wielozadaniowość – czyli myślenie o pacjencie A, przypominanie sobie wyników badań pacjenta B, pamiętanie o wezwaniu lekarza do pacjenta C – wiecie.

Więc w tym momencie zatrzymujesz się. Mówisz: „Jestem zalany”. Zatrzymujesz się. Oddychasz. Nie ruszasz się bez uprzedniego rozluźnienia. Potem próbujesz się skupić. To oczywiste – chyba że gubisz się w swoich uczuciach, gubisz się w lęku, że nie dasz rady. A to się zdarza większości z nas.

Sam Bower: Przede wszystkim bardzo dziękuję za podzielenie się swoimi przemyśleniami i za możliwość bycia świadkiem tego. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak to musiało być dla ciebie, mieć tylu pacjentów podczas kryzysu AIDS, kiedy się pojawił. Wydaje mi się, że w najlepszym razie mogłeś zaoferować im swoją obecność.

Grace : Dokładnie.

Sam: I uderzyło mnie, że po wypadku doświadczyłeś zasadniczo tego samego. Były to straty i wiele rzeczy, nad którymi miałeś bardzo niewielki wpływ. Mogłeś po prostu być ich świadkiem i, dzięki swojej determinacji, zdecydować się na kontynuację. Ale wydaje mi się, że istnieje pewna analogia w twojej niezdolności, z powodu powagi wypadku, do zrobienia mnóstwa rzeczy. Jednocześnie jednak jest intensywność tego doświadczenia.

Grace: Nigdy o tym tak nie myślałam, ale to naprawdę cudowna analogia. Zawsze mówiliśmy, że to była wspaniała praca – mimo że nic nie mogliśmy zrobić. Mogliśmy po prostu być z ludźmi. To znaczy, próbowaliśmy coś zrobić, zdecydowanie próbowaliśmy; nie wiedzieliśmy, kto przeżyje, a kto nie. Właśnie widziałam jednego z nich, jednego z ostatnich pacjentów, których przyjęłam na ten oddział. Był w końcowym stadium choroby i umierał, kiedy go przyjęłam trzynaście lat temu, a teraz jest pełen energii! Po prostu nie wiemy.

Dowiedz się więcej o filmie opowiadającym o dramatycznym życiu Grace po wypadku.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Lynn Miller Aug 12, 2025
I am heartened by this perfect starting place and perfect ending place. "We just don't know." Until we try, we just don't know what will happen. My stressful dreams were filled with morphing staircases cutting me off from people I needed to talk to "upstairs", in a building surrounded by dark forests with crude pathways hacked through it, seemingly going nowhere. I woke up feeling blocked. Dreams really cut to the chase about how I am feeling, and where I am bogged down. But there are so many touchstones here, and so much to celebrate.