Ale założyli pierwszą naprawdę dobrą klinikę dla osób, które potrzebowały pomocy doraźnej, leków na cukrzycę, szczepionki przeciw tężcowi lub dezynfekcji ran. Z tego powstała klinika Common Ground, która nadal prężnie działa ponad 10 lat później. I to właśnie te pośrednie konsekwencje, które tak mnie interesują, to coś, co wyszło z Katriny i nadal pomaga ludziom każdego dnia.
PANI TIPPETT: Zgadza się. Rozmawialiśmy jakiś czas temu o miłości i o tym, że miłość ma tak wiele innych zastosowań na świecie, poza tymi silosami kochania naszych rodzin i kochania naszych dzieci. Więc jeśli zapytam cię, jaka historia lub osoba przychodzi ci na myśl, gdy myślisz o słowie „miłość” jako o czymś praktycznym, silnym i publicznym w Nowym Orleanie, dziesięć lat po huraganie Katrina, co przychodzi ci na myśl?
PANI SOLNIT: Pod wieloma względami to naprawdę magiczne miejsce – ludzie w Nowym Orleanie mają głębokie więzi. Próbowałabym wyjaśnić, że mieszkańcy Nowego Orleanu i Katriny stracili coś, czego większość z nas nie miała od pokoleń. Wielu ludzi mieszkało w okolicy, gdzie znali setki osób. Znali każdego, kto mieszkał w pobliżu.
Mogą mieć rozszerzoną rodzinę. Mogą być jak Fats Domino, który urodził się w domu w Lower Ninth Ward, spłodzony przez babcię. Ludzie mieszkają w domach swoich dziadków. Mają te głębokie korzenie i szerokie gałęzie. I angażują się w publiczne świętowanie. Rozmawiają z nieznajomymi. I oni — to głęboko dionizyjskie miejsce, z paradami drugiej linii... ...coś koło 40 niedziel w roku, nie tylko karnawał, nie tylko Mardi Gras. I to głęboko duchowe miejsce. Więc wszystkie te rzeczy są częścią tego miejsca i dlatego są już naprawdę bogate. Ale wielu ludzi po Katrinie poczuło, OK, naprawdę musimy się zaangażować, aby to miejsce przetrwało. I nastąpił prawdziwy wzrost zaangażowania obywatelskiego, a wiele instytucji związanych z wymiarem sprawiedliwości i policją zostało zreformowanych.
Policja została faktycznie przejęta przez rząd federalny, ponieważ była najbardziej skorumpowanym i niekompetentnym departamentem policji w Stanach Zjednoczonych. Dostali w miarę przyzwoitego burmistrza dla odmiany, po wielu przejawach korupcji, szczególnie ze strony Raya Nagina, który trafił za to do więzienia – burmistrza podczas i po huraganie Katrina. I ludzie zaczęli naprawdę marzyć o wielkich rzeczach: OK, jesteśmy na najszybciej erodującej linii brzegowej na świecie, w mieście częściowo położonym poniżej poziomu morza, w erze zmian klimatycznych, nasilających się burz i wzrostu poziomu wód. Jak się do tego dostosować?
Ludzie prowadzą naprawdę ekscytującą rozmowę o przemyśleniu miasta na nowo, o tym, jak działa w nim woda, o budowaniu systemów przetrwania. I znowu, to jak ze wszystkimi katastrofami – sztorm był straszny, zabił około 1800 osób, zmusił do przesiedlenia wielu czarnoskórych, którzy nigdy nie mogli wrócić. Wpłynął również na ciągłość i zdrowie psychiczne społeczności. Ale stworzył to zaangażowanie i naprawdę kreatywne planowanie przyszłości. Nowy Orlean mógłby po prostu kontynuować swój łagodny upadek bez Katriny.
PANI TIPPETT: Zgadza się. I teraz to jest coś w rodzaju inkubatora, prawda? Coś w rodzaju...
PANI SOLNIT: Tak. Tak. I wielu młodych ludzi, tych młodych idealistów, którzy się tam przeprowadzili, zakochało się w tym miejscu i zostało. To skomplikowane. Niektórzy z nich to białe dzieciaki, które gentryfikują tradycyjnie czarne dzielnice. Ale niektórzy – nie wszyscy – nie są biali i wnoszą pasję do urbanistyki, ogrodów społecznościowych – do myślenia o tych społecznych i ekologicznych systemach. To miejsce jest teraz bardzo energiczne w nowe sposoby i zachowało sporo, jeśli nie całą, energię, którą miało wcześniej.
[ muzyka: „Fire Once Again” zespołu Washboard Chaz Blues Trio ]
PANI TIPPETT: Nazywam się Krista Tippett i to jest On Being . Dzisiaj z pisarką, historyczką i aktywistką Rebeccą Solnit.
PANI TIPPETT: Wydaje mi się, że historia Nowego Orleanu po huraganie Katrina staje się skrajnym przykładem szerszej rzeczywistości, którą pan widzi. Oto coś, co pan napisał, gdzie jest to tak pięknie powiedziane, i tak naprawdę każdy z nas z osobna, gdyby się nad tym zastanowić, ma historię miliona wydarzeń, działań lub ludzi, bez których byśmy nie istnieli. Napisał pan: „Prześledź to wystarczająco daleko, a ta właśnie chwila w pańskim życiu stanie się rzadkim gatunkiem, wynikiem dziwnej ewolucji. Motylem, który powinien już wyginąć, a przetrwa dzięki niewytłumaczalności, którą nazywamy zbiegiem okoliczności”.
PANI SOLNIT: Tak. Chodzi też o nieprzewidywalność naszego życia. I o tę podstawę nadziei, o której mówię, że nie wiemy, jakie siły działają, co – kto i co się pojawi. To, czego mogliśmy nawet nie zauważyć lub co zignorować, stanie się ogromną siłą w naszym życiu. Ludzie w tej kulturze tak bardzo kochają pewność. I wydaje się, że kochają pewność bardziej niż nadzieję. I dlatego często chwytają się tych naprawdę gorzkich, przygnębiających narracji, że wiedzą dokładnie, co się stanie, że rurociąg z piaskiem roponośnym zostanie ukończony i nie ma szans, żeby cała ta zgraja aktywistów z miejsc takich jak Nebraska zatrzymała ten niezwykle potężny rurociąg paliw kopalnych i zburzyła przemysł naftowy.
I ta pewność wydaje mi się po prostu tragiczna, bo – oczywiście, zatrzymaliśmy budowę rurociągu z piasków roponośnych, ponieważ przez sześć lat ludzie, nawet gdy uważano to za przegraną sprawę, absurdalną i mało prawdopodobną, naciskali. Więc tak, śledząc te rzeczy – chcę, żeby ludzie opowiadali bardziej złożone historie i doceniali tych graczy, którzy nie są w centrum uwagi. Że czasami wygrywamy i że są te okazje, ale okazja to tylko okazja. Trzeba przez nią przejść i coś zrobić. I nie zawsze się wygrywa, ale jeśli się spróbuje, nie zawsze się przegrywa.
PANI TIPPETT: Tak, nie zawsze wygrywasz, ale myślę, że wracam do twojej idei, że historia jest jak, a właściwie nasze życie, jak pogoda, a nie jak szachy. Więc twoja teza, która właściwie jest – powiedziałbym, że to rodzaj złożoności, którą moim zdaniem narzuca teologia w najlepszym wydaniu – że przechodzisz przez otwarte możliwości i być może nie wygrywasz tej bitwy, albo nie widzisz rezultatu, na jaki liczyłeś, może wręcz przegrywasz, ale sposób – złożony sposób, w jaki chcesz opowiadać historie rzeczywistości i naszego życia, jest taki, że cokolwiek robimy, zawsze istnieją konsekwencje, nad którymi nie mamy kontroli, których nie widzimy i nie potrafimy obliczyć, ale one mają znaczenie. Liczą się.
PANI SOLNIT: Facet, z którym jestem w związku, uwielbia powtarzać – i rozumiem to – to Foucault, i mylę się – że „Wiemy, co robimy, wiemy, dlaczego to robimy, ale nie wiemy, jakie skutki niesie nasze działanie”. I uwielbiam to poczucie, że nie znamy konsekwencji. Możemy się uczyć i snuć domysły, a wiele z tego, co się liczy, jest pośrednie i nieliniowe, i nawet warcaby wydają się zbyt skomplikowane i złożone jak na tę metaforę. Użyłam kręgli, gdzie ludzie – albo strącają wszystkie kręgle tą kulą, albo mają kulę do rynsztoka i nic się nie dzieje. I to – mój wspaniały przyjaciel ekolog, Chip Ward, lubi mówić o „tyranii tego, co policzalne”. Używam tego określenia od około 15 lat i to jest rodzaj tyranii. I myślę – i to staje się mistyczne, gdy trzeba spojrzeć na to, czego nie da się zmierzyć. Martin Luther King zostaje zamordowany w 1968 roku. Komiks o tym, jak działa obywatelskie nieposłuszeństwo, był rozpowszechniany w czasie Ruchu Praw Obywatelskich, tłumaczony na język arabski i dystrybuowany w Egipcie, stając się jedną z niezmierzonych sił napędzających Arabską Wiosnę, która trwa już pięć lat. I większość z nich nie wygląda najlepiej, ale obalili wiele reżimów. A rewolucja francuska nie wyglądała zbyt dobrze pięć lat później.
PANI TIPPETT: O, wiem.
PANI SOLNIT: Mówiłam ostatnio. I...
PANI TIPPETT: To takie ważne, żebyś to podkreślił, że my – a także nasza rewolucja. Mam na myśli to, że te rzeczy są chaotyczne i zajmują pokolenia. A my o tym zapominamy. I już nazywamy to stratą, a to jest absurdalne, naprawdę. Absurdalne.
PANI SOLNIT: Tak, i myślę, że można poruszyć naprawdę trafne kwestie, na przykład, że obalenie dyktatora jest przyjemne, ale potrzebne są instytucje demokratyczne. Na przykład w Egipcie wojsko było siłą, która nie zniknęła i nie wystarczy tylko przeżyć tego niesamowitego momentu na ulicach i tego przełomu, ale trzeba stale angażować się w transformację systemu i pociągnięcie go do odpowiedzialności. To, co się wydarzyło, miało jednak znaczenie i myślę, że dla ludzi – wielu ludzi na Bliskim Wschodzie – samo poczucie, że nie jest nieuniknione, że żyjemy w autorytaryzmie. Nie jesteśmy bezsilni. I myślę o Aleksandrze Dubčku, bohaterze Praskiej Wiosny 1968 roku, która została stłumiona, a który odegrał rolę w rewolucji 1989 roku…
PANI TIPPETT: Tak.
PANI SOLNIT: ...które wyzwoliły ten kraj.
PANI TIPPETT: To prawda. Tak.
PANI SOLNIT: Chcę lepszych metafor. Chcę lepszych historii. Chcę większej otwartości. Chcę lepszych pytań. Wszystko to daje nam narzędzia, które są nieco bardziej adekwatne do niesamowitych możliwości i przerażającej rzeczywistości, z którą się mierzymy. A to, co dostajemy tak często, to po prostu te niezdarne, nieadekwatne narzędzia – one nie pomagają. Nie otwierają niczego. Nie rzucają światła. Nie prowadzą nas w interesujące miejsca. Nie dają nam poznać, jak potężni możemy być. Nie pomagają nam zadawać pytań, które naprawdę mają znaczenie. A to zaczyna się od odrzucenia narracji, które nam opowiadają, i opowiedzenia własnych historii, stania się gawędziarzem, a nie osobą, której mówi się, co ma robić.
[ muzyka: „Hopefulness” zespołu Miaou ]
PANI TIPPETT: Jestem w pewnym sensie towarzyszką w pańskim szacunku dla czegoś, co nazywa się życiem publicznym. I co, jak sądzę, w ostatnich pokoleniach wąsko utożsamialiśmy z życiem politycznym, ale w pewnym sensie otwieramy ten język. Powiedział pan, że życie publiczne poszerza horyzonty, nadaje cel i kontekst. Chcę dojść do wniosku, że [ śmiech ] może to jest – ta analogia jest, moim zdaniem, bardziej trafna. Chodzi mi o to, że jesteśmy w środku tego roku wyborów prezydenckich, który jest tak zagmatwany, chaotyczny. Ale – i w sali jest dużo gniewu. I do czego zmierzam? Nie chcę porównywać tego do klęski żywiołowej, ale powiedział pan [ śmiech ] Myślę, że w moim umyśle tak jest. [ śmiech ]
PANI SOLNIT: Och, proszę bardzo. [ śmiech ]
PANI TIPPETT: ...ale powiedziała pani, że w środku klęski żywiołowej pojawia się radość. Więc z jednej strony mamy ten spektakl, powiedzmy, że mogę śmiało powiedzieć: wybory prezydenckie są – co nie jest tym, czego ktokolwiek z nas by sobie życzył – takie, jakie każdy z nas by chciał. Ale proszę mi powiedzieć, skąd czerpie pani teraz radość w życiu publicznym? I to może nie mieć nic wspólnego z polityką.
PANI SOLNIT: Tak, całkowicie się zgadzam. Potrzebujemy szerszego rozumienia życia publicznego, poczucia przynależności do miejsca, przez co rozumiem przestrzeń fizyczną, drzewa, ptaki, pogodę. Linię brzegową albo...
PANI TIPPETT: Ludzie.
PANI SOLNIT: ...wzgórza lub farmy, a także ludzie i instytucje. I to jeden z powodów, dla których kocham Nowy Orlean. Ludzie naprawdę się ze sobą komunikują, jak każdego dnia. A czasami, mieszkając w Bay Area, czuję się jak w filmie o zombie. Wszyscy chodzą jak w transie, wpatrując się w telefony. I nikogo nie ma w prywatnym świecie, na który otwiera się telefon. Ale to zabawne, trochę jak to opisujesz, bo myślę, że istnieje pewien rodzaj samozapomnienia i poczucie, że mamy coś wspólnego, co przynosi tę radość, gdy nadchodzi katastrofa. A oczywiście wybory prezydenckie są dokładnym przeciwieństwem. To partyjniactwo i to głębokie przywiązanie do „ja mam rację, a ty się mylisz”. I te kłótnie.
Pani Tippet: Ale odłóżmy to na bok, bo myślę, że to nie jest zbyt radosne ani dla ciebie, ani dla mnie. Ale gdzie teraz znajdujesz radość w życiu publicznym? Gdzie chcesz patrzeć w kontekście szerszej narracji o tym, kim jesteśmy i do czego jesteśmy zdolni, i co w tym momencie – o którym często mówisz – mówisz: „Zawsze, gdy się rozglądam, zastanawiam się, co dawne rzeczy wkrótce zaowocują, jakie pozornie solidne instytucje mogą wkrótce pęknąć i jakie nasiona możemy teraz zasiewać, których plon przyjdzie w nieprzewidywalnym momencie w przyszłości”. Gdzie więc teraz patrzysz z ciekawością?
PANI SOLNIT: Ruch klimatyczny, który dziesięć lat temu był w zarodku i nieskuteczny, a ja byłam w Paryżu na konferencji klimatycznej… …i ma zasięg globalny, jest potężny, jest genialny, jest innowacyjny. Dzieją się niezwykłe rzeczy i dokonują się realne transformacje. Dziesięć lat temu nie mieliśmy nawet opcji energetycznych. Nie mieliśmy dobrych alternatyw dla paliw kopalnych, tak jak teraz, ponieważ Szkocja przeszła na produkcję energii w 100% bez paliw kopalnych. Wszystkie te niezwykłe rzeczy się dzieją. Jesteśmy więc w trakcie prawdziwej rewolucji energetycznej, która jest ewolucją – rewolucją świadomości tego, jak wszystko działa i jak bardzo jest ze sobą powiązane. I to ma w sobie głębokie piękno, nie tylko w odniesieniu do osób, z którymi się przyjaźnię i które robią wielkie rzeczy – ale także piękno kreatywności, pasji, prawdziwej miłości do zagrożonych grup społecznych… …do świata, do świata przyrody. Do poczucia porządku systemów – naturalnego porządku wzorców pogodowych, poziomów mórz, rzeczy takich jak zima. I…
PANI TIPPETT: [ śmiech ] Tak, takie rzeczy jak zima. Tak...
PANI SOLNIT: Tak. Tak. Zima, jaka była kiedyś – zima i wiosna, jakie były kiedyś, gdzie migracje ptaków odbywały się w rytmie kwitnienia kwiatów, wylęgu owadów itd. I to, co dostrzegamy, zajmując się zmianami klimatu, to ta nieskończona złożoność, która ma w sobie piękny porządek. I popada… …w nieład. I tak ja – miłość, inteligencja, pasja, kreatywność tego ruchu, to jedno – i jest wiele innych rzeczy, o których mogłabym powiedzieć, ale teraz to jest po prostu tak ekscytujące. I to negocjacja. To negocjacja. I o to właśnie chodzi w nadziei. Nie chodzi o to, żeby mówić: „Och, możemy udawać, że wszystko będzie dobrze, naprawimy to i będzie tak, jakby nigdy się nie wydarzyło”. Chodzi o to, żeby różnica między najlepszym a najgorszym scenariuszem polegała na tym, gdzie ci ludzie na Filipinach przetrwają. Gdzie ci ludzie w Arktyce będą mogli zachować coś ze swojego stylu życia, a my zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by walczyć o najlepszy scenariusz, a nie o najgorszy. Bez złudzeń, bez myślenia, że magicznie wszystko się ułoży i będzie wyglądało, jakby nigdy się nie wydarzyło. I ta twardość umysłu jest również naprawdę piękna, ten pragmatyczny idealizm.
PANI TIPPETT: Ta niezłomna nadzieja.
PANI SOLNIT: Dokładnie.
PANI TIPPETT: Myślę, że dałoby się to powiedzieć.
PANI SOLNIT: A nadzieja jest trudna. Trudniej być niepewnym niż pewnym. Trudniej podejmować ryzyko niż czuć się bezpiecznie. Dlatego nadzieja jest często postrzegana jako słabość, ponieważ jest krucha, ale potrzeba siły, by wejść w tę kruchość i otworzyć się na możliwości. Interesuje mnie to, co daje ludziom tę siłę. Jakie historie, jakie pytania, jakie wspomnienia, jakie rozmowy, jakie poczucie siebie i otaczającego ich świata.
PANI TIPPETT: Mm. Minęła już – no cóż, minęła już prawie minuta. Chcę ci tylko zadać ostatnie pytanie.
PANI SONNIT: OK.
PANI TIPPETT: To ogromne pytanie. Ale od czego zacząć o tym myśleć, jak ewoluuje twoje poczucie człowieczeństwa w chwili, gdy piszesz i kiedy rozmawiamy? Jakie to przybiera kontury, których być może nie spodziewałabyś się dziesięć lat temu albo kiedy miałaś 15 lat i byłaś nieszczęśliwa? [ śmiech ]
PANI SOLNIT: [ śmiech ] Tak. Byłam bardzo odizolowanym dzieckiem, a moi bracia dokuczali mi, kiedy robiłam dziewczęce rzeczy, więc nie byłam w tym dobra. Nie byłam też dobra w nawiązywaniu kontaktów z innymi dziewczynami.
A ja byłam po prostu dziwną dziewczyną z nosem w książce. I tak dalej. Mam wokół siebie naprawdę wspaniałych ludzi, naprawdę głębokie więzi. I to jest niesamowicie satysfakcjonujące. I to wszystko jest po prostu niesamowite. Myślę, że wielu z nas chciałoby móc wysyłać pocztówki do siebie, nieszczęśliwego nastolatka. Zawsze uważałam, że kampania „It Gets Better” dla dzieci LGBT powinna zostać rozszerzona, bo dla wielu z nas jest lepiej.
Moja mama, w swoim zawsze mało zachęcającym stylu, kiedy wygrałem jakąś dużą nagrodę, powiedziała: „To wszystko takie zaskoczenie. Byłeś tylko małą myszką”. [ śmiech ] Ale to jest pewnego rodzaju zaskoczenie. I to jest bardzo… i to jest jak możliwość uczestniczenia i bycia naprawdę pomocnym innym ludziom, wykonywania naprawdę znaczącej pracy. To wszystko jest po prostu takim zdumieniem.
[ muzyka: „Narghile” Randalla ]
PANI TIPPETT: Rebecca Solnit jest redaktorką współpracującą w Harper's Magazine i regularnie pisze dla takich publikacji jak „The Guardian” i „The London Review of Books” . Jest autorką 17 książek, w tym „A Paradise Built in Hell: The Extraordinary Communities that Arise in Disaster” oraz nowej wersji „ Hope in the Dark: Untold Histories, Wild Possibilities” .
Z przyjemnością ogłaszamy premierę dwóch nowych, krótkich podcastów ze studia On Being . Kolejny odcinek Becoming Wise z buddyjską nauczycielką Sylvią Boorstein stanowi doskonałe uzupełnienie tego programu z Rebeccą Solnit. A właśnie wystartował pierwszy sezon programu Creating Our Own Lives – w skrócie COOL – o bieganiu jako praktyce duchowej. Znajdź Becoming Wise i COOL wszędzie tam, gdzie słuchasz podcastów.
[ muzyka: „Thule” zespołu Album Leaf ]
W obsadzie On Being znaleźli się Trent Gilliss, Chris Heagle, Lily Percy, Mariah Helgeson, Maia Tarrell, Annie Parsons, Marie Sambilay, Tess Montgomery, Aseel Zahran, Bethanie Kloecker i Selena Carlson.
Naszymi głównymi partnerami finansowymi są:
Fundacja Forda współpracuje z wizjonerami działającymi na pierwszej linii frontu zmian społecznych na całym świecie pod adresem fordfoundation.org.
Instytut Fetzera pomaga budować duchowe fundamenty dla kochającego świata. Znajdź ich na fetzer.org.
Fundacja Kalliopeia wspiera organizacje, które wplatają szacunek, wzajemność i odporność w istotę współczesnego życia.
Fundacja Henry'ego Luce'a wspierająca inicjatywę Public Theology Reimagined.
Oraz Fundacja Osprey, która jest katalizatorem pełnego energii, zdrowia i spełnienia życia.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
I do understand the central theme but I cant help but recognize the bit of socialism/communism that is lauded as having some postive results in the end. To say that although Russia did not benefit from their communist agenda, other parts of Europe have (from socialism), ignores the horrifc deaths and torture of millions of innocent people at the hands of Stalin. I am not convinced that the end result is positive, be it in Venezuela, Argentina, Cuba, Islamic countries and many others that push their communist, tolitarian way of life. Yes, disasters do bring us together in a positve way but socialism and communism is not a disaster in the same sense. It is a planned ideology.