
Wprowadzenie Marii Jain
Na początku tego roku siedziałem w samolocie, czekając na start z Nowego Jorku. Słońce zachodziło za krawędzią płyty lotniska. W oddali linia horyzontu Manhattanu przypominała rząd maleńkich, zwęglonych zapałek na tle płonącego horyzontu.
Przez chwilę podziwiałem tę natychmiastową sztukę. Następnie przeniosłem wzrok na książkę na moich kolanach: „That Bird Has My Wings” napisaną przez Jarvisa Jaya Mastersa, buddystę praktykującego w celi śmierci w Kalifornii.
Gdy otworzyłam pierwszą stronę, wdzięcznym pismem kursywnym prosto do mojego serca trafiła donośna dedykacja Mastersa: Wszystkim tym, którzy stracili kogoś bliskiego w wyniku aktu przemocy, pamięci tych, których życie zostało przerwane, pamięci tych, którzy zostali straceni w celi śmierci, a zwłaszcza tym, którzy wciąż mają szansę dokonać wyborów, które poprowadzą ich inną drogą.
Mój palec wskazujący przesunął się po stronie, jakby fizycznie dotykał ducha, z którym autor wysłał swoją ofiarę na świat. Kliknąłem powyższe zdjęcie, zanim zanurzyłem się w historii.
„That Bird Has My Wings” to ważna lektura dla nas wszystkich. Historia życia Mastersa jest jednocześnie rozdzierająca serce i głęboko afirmująca życie, odsłaniając światło, które możemy znaleźć i pielęgnować nawet w najgłębszych zakamarkach ciemności.
Dla mnie ta książka była szczególnie ważna ze względu na moje zaangażowanie w praktykę Buddów w Celi Śmierci – praktykę sztuki, wewnętrznego rozwoju i przyjaźni, którą dzieliłem z moim przyjacielem Moyo, skazanym człowiekiem, artystą i kolegą medytującym, również w Celi Śmierci.
Projekt Buddowie w celi śmierci przerodził się w podróż głębokiego uzdrowienia, nauki i nawiązywania więzi, a także w doświadczenie, jak potężne fale wprawiają w ruch, gdy dostosowujemy swoje działania do ducha służby.
Siedząc tamtego nocnego lotu i czytając książkę Mastersa, nie miałem pojęcia, jakie konsekwencje to ze sobą niesie.
Z powrotem na ziemi w moim rodzinnym mieście Helsinki, zamieściłem rekomendację dla „That Bird Has My Wings” na stronie Buddhas on Death Row na Facebooku. W moim poście udostępniłem również link do recenzji książki autorstwa Lion's Roar .
Około tydzień później w mojej skrzynce odbiorczej znalazłem wiadomość od redaktora Lion's Roar , który prosił o więcej informacji na temat Buddów w celi śmierci. 
Podczas rozmowy z Lilly Greenblatt, redaktorką Lion's Roar. Rozpoczęliśmy rozmowę minutą ciszy; Lilly powiedziała mi, że w Lion's Roar praktyką jest kłanianie się na każdym spotkaniu.
Po tej początkowej wymianie zdań nastąpiła piękna rozmowa łącząca Helsinki i Halifax. Niedługo potem, Lion's Roar przedstawił Buddów w celi śmierci w pięknym artykule zatytułowanym W celi śmierci: Tworzenie sztuki z bólu .
Pozwoliło to Buddom w Death Row dotrzeć i dotknąć jeszcze wielu innych na całym świecie. Jak napisała jedna osoba, która odpowiedziała: Siddhartha [patrz www.buddhasondeathrow.com/art] to piękne dzieło. Wiedza, że użyta farba pochodzi z jakiejś formy zniszczenia, jest potężna. Przypomina mi to, jak negatywność może zostać przetworzona w coś pozytywnego.
Dzielę się tą historią z wdzięcznością i oddaję hołd Jarvisowi Jayowi Mastersowi za jego intencję i służbę. Obyśmy nadal otwierali nasze serca, aby być świadkami tego, jak rzeczy są ze sobą powiązane w znaczący sposób.
-- Maria Jain
Poniżej znajduje się artykuł Lion's Roar zatytułowany „W celi śmierci, tworzenie sztuki z bólu”

Chcę po prostu być starym joginem, autor: Moyo, 2015. Importowany niebieski tusz i importowana kredka na papierze konopnym z Nepalu, na tekturze wydanej przez więzienie.
Amerykański artysta buddyjski, Moyo, bada wizerunek Buddy, używając wielu mediów. Celowe pociągnięcia pędzlem akwareli wydanej przez więzienie, tuszu w odcieniu klejnotów, kredki i kredki łączą się, aby urzeczywistnić jego wyjątkową wizję Buddy — prawie zawsze przedstawianą z delikatnym uśmiechem. Robi to ze swojej celi w odosobnieniu, mniejszej niż przeciętne miejsce parkingowe, gdzie od szesnastu lat siedzi w celi śmierci.
W wieku 18 lat Moyo został skazany za morderstwo i skazany na śmierć. Jak sam mówi, poświęcił nieznaną ilość czasu, jaka mu pozostała w życiu, na wykorzystanie swojego istnienia w „godny sposób” — tworzenie dzieł sztuki z bólu, praca nad wywołaniem pozytywnego „efektu” na świecie. Ta misja zamanifestowała się w wystawie sztuki „Buddhas On Death Row”, namiętnie współtworzonej i zorganizowanej przez jego korespondencyjną przyjaciółkę i bliską przyjaciółkę Marię Jain.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Marii Jain.
„Buddhas On Death Row” to „seria portretów Buddy z towarzyszącymi im refleksjami na temat cierpienia i szczęścia, konfliktu i pokoju, nietrwałości i wieczności, ignorancji i świadomości”. Wystawa została otwarta w sierpniu 2016 r. w Helsinkach w Finlandii, ponad 5000 mil od celi Moyo w USA
Przyjaźń między Jain i Moyo to jeden z godnych uwagi zbiegów okoliczności. Wiosną 2014 roku Jain przeglądała internet, gdy trafiła na stronę internetową programu łączącego przyjaciół korespondencyjnych z osobami osadzonymi. Misja pielęgnowania pozytywnych kontaktów dla więźniów znalazła oddźwięk u Jain, więc postanowiła zbadać sprawę dalej.
Jain natknęła się na profil Moyo i uderzyły ją ich podobieństwa — i niezaprzeczalne różnice. Moyo i Jain są w tym samym wieku, chociaż w tym samym czasie, gdy Moyo była uwięziona, Jain zdobyła dyplom, podróżowała po świecie, poznała swojego partnera życiowego i realizowała swoje pasje. Obie mają silne zainteresowania praktyką buddyjską, jogą i podróżami.
„Byłam w takim momencie swojej podróży, w którym zintensyfikowałam własne praktyki i byłam naprawdę ciekawa rozmowy z kimś, kto przeszedł zupełnie inną drogę życiową” – mówi Jain.
Jain napisał do Moyo i od tego pierwszego listu narodziła się przyjaźń i „Buddowie w celi śmierci”.
W tej celi nauczyłem się sztuki cierpliwości, sztuki milczenia, a jej owoce są tak słodkie. Nauczyłem się czekać na tę celę z cierpliwością, którą mi narzuciła.W poszukiwaniu samopoznania w więzieniu Moyo zaczął czytać książki o historii, sztuce, psychologii i duchowości Afroamerykanów. Po raz pierwszy zetknął się z medytacją na dziedzińcu rekreacyjnym więzienia, gdy przyjaciel, który został już stracony, nauczył go podstawowej świadomości oddechu i asan jogi. W kolejnych latach Moyo kontynuował naukę o buddyzmie i medytacji, a także poświęcił się regularnej praktyce.
Moyo napisał o tym do Jaina: „Zabawne, że rzecz, która ma cię zabić, jest rzeczą, której używasz, aby cię uzdrowić. W tej celi nauczyłem się sztuki cierpliwości, sztuki milczenia i jej słodkich owoców. Nauczyłem się sztuki introspekcji i tego, co może zrobić, aby poprawić poczucie własnej wartości. Nauczyłem się czekać na tę celę z cierpliwością, którą mi narzuciła”.
Ręcznie pisane listy, które Jain i Moyo regularnie wysyłali na odległość ponad 5000 mil lądu i oceanu, służyły do wyjaśniania ciekawostek na temat ich życia. Szybko zostali przyjaciółmi.
„Nazywam Moyo moim 'bratem dharmy'” – mówi Jain.
W liście do Jaina Moyo podzielił się informacją, że podczas odosobnienia medytacyjnego w swojej celi doszedł do wniosku, że chciałby przyjrzeć się wizerunkowi Buddy, oglądając serię portretów.

Yogini autorstwa Moyo, 2015. Kolorowa kredka na yupo. To pierwszy podarunek dla Jain od Moyo, który zainspirował pomysł wystawy.
„Pierwszym obrazem, który namalowałem ostatniego dnia tego odosobnienia, była głowa Buddy i z żadnego innego powodu mnie do niej przyciągnął. Podobało mi się, jak się czułem, gdy go malowałem, jego kształt był przyjemny dla mojej dłoni” – pisze Moyo. „Uświadomiłem sobie, że mogę kontynuować studiowanie tego obrazu i tego, co on oznacza, i może to pomoże mi zbliżyć się do jego istoty. Może to zrobi coś dobrego dla mnie, a w zamian dla kogoś innego”.
Jain zaczęła otrzymywać prace artystyczne od Moyo, którego pseudonim to „pędzel”, oznaczający „serce” lub „duch” w języku suahili. Obie zaczęły medytować razem co tydzień, obie siedząc w swoich strefach czasowych o ustalonej porze. Pomysł na wystawę prac Moyo przyszedł Jain podczas jednej z tych sesji. Nigdy wcześniej nie organizowała wystawy sztuki, ale wszystko się ułożyło, gdy Jain spotkała się ze starą przyjaciółką, której nie widziała od 15 lat, obecnie dyrektorką jednej z najbardziej znanych galerii sztuki w Helsinkach, która zaoferowała pomoc.
Dzieła Moyo wiszące na ścianach w „Buddhas On Death Row”. Zdjęcie dzięki uprzejmości Marii Jain.
„Było dużo dobrej energii i po prostu bezwysiłkowości” – mówi Jain.
Po roku planowania, poprzez wiele listów wymienianych między Jain i Moyo, wystawa została otwarta dla tak dużej publiczności, że nie dało się pomieścić wszystkich w przestrzeni. Jain początkowo zastanawiała się, jak zostanie odebrana praca Moyo, zastanawiając się: „Jak ludzie przyjmą taką ofiarę od kogoś, kto dopuścił się tak poważnych czynów?”. Ale, jak mówi, „Ludzie naprawdę przychodzili z otwartymi sercami. Było wiele emocji, gdy angażowali się w prace Moyo”.
Odwiedzający „Buddhas On Death Row” zostawili Moyo wiadomości w księdze gości, którą Jain później wysłał Moyo. Po przeczytaniu słów napisanych o jego sztuce i jemu, Moyo odpowiedział:
Cała ta miłość i wiara we mnie od wszystkich tych cudownych ludzi, którzy kochają tak naturalnie i czysto, sprawia, że zadaję sobie pytanie „Kim jestem naprawdę?” Czy to moje zamknięte chwile, czy też naprawdę jestem nieskończoną rzeką swobodnie płynącej miłości?
Patrzę w lustro po wysłuchaniu myśli tych cudownych ludzi, próbując zobaczyć to, co oni widzą. I widzę to. Zrobię, co w mojej mocy, aby przekazać ten dar przebudzenia innym… To jest kluczowe, prawda? Przekazywać go dalej, w kółko?

Analog autorstwa Moyo, 2015. Papierowy kolaż na desce (matowy czarny papier został zaimportowany od znajomego i znajduje się na nim wiersz Hafiza, papier w kropki znaleziono w magazynie Wired w okresie Bożego Narodzenia, z myślą o pakowaniu prezentów opisywanych w magazynie), śruby, nakrętka i podkładka.
Jain ma życie poza „Buddhas on Death Row”, pracuje jako międzynarodowy pracownik ds. rozwoju, ale po wystawie pojechała do USA, gdzie spotkała się z Moyo po raz pierwszy – choć oddzielona od Jain taflą pleksi. W końcu twarzą w twarz, nie padły żadne słowa. Rozpoczęli spotkanie w cichej medytacji razem.
„Te dni odwiedzin były bardzo znaczące, pełne głębokich rozmów, śmiechu, a także łez” – mówi.
Ani Moyo, ani Jain nie wiedzą, ile czasu mu zostało, ale są zdecydowani go wykorzystać. „Dopuściłem się w życiu kilku poważnych czynów i nigdy nie będę w stanie ich cofnąć. Jednak najmniej, co mogę zrobić, to poprawić samego siebie” – pisze Moyo.
„Nie spodziewam się, że kiedykolwiek wyjdę żywy z izolatki” – pisze. „Jestem zdrowym mężczyzną. Kiedy zostanę stracony, nie będę mógł oddać żadnych moich organów, ponieważ w tym momencie zostaną one zniszczone przez chemikalia, które państwo zdobywa wszelkimi sposobami, aby zabić mnie i innych. Więc moje protesty są moimi oddanymi organami. Moje wypowiedzi są moimi oddanymi organami. Moja sztuka jest moimi oddanymi organami”.
„Release” i „Healing” wiszą obok siebie. Zdjęcie za pośrednictwem Marii Jain.Jain ma nadzieję, że „Buddhas On Death Row” może również zwrócić uwagę na warunki, w jakich więźniowie przebywają w odosobnieniu, i zwrócić uwagę na to, co, jak mówi, jest nielogicznością kary śmierci. Moyo również o tym pisze:
A państwo mówi: „Zabierzemy twoje życie po godzinie 18:00 w wyznaczonym dniu. To tragedia, którą rozgrywamy. To przychodzenie do celi śmierci jako nieświadomi chłopcy i stawanie się ludźmi sumienia, odkupywanie siebie, zakochiwanie się w życiu i ciągłe marzenie o sposobach, w jakie moglibyśmy i chcielibyśmy bardziej niż cokolwiek innego, zadośćuczynić za nasz smutny występek.
Dlatego poświęcam się kontynuowaniu mojej transformacji, tworzeniu sztuki, kursowi pisania i rehabilitacji, pracy nad pozytywną zmianą tutaj i poza więzieniem. To sposób robienia czegoś, co ma znaczenie, póki możemy, dopóki coś, co nie ma znaczenia, nas nie powstrzyma.
Na zakładce, którą Moyo wysłał Jainowi po otwarciu „Buddów w celi śmierci”, napisał: „Jeśli ty nie zostaniesz Buddą, to kto to zrobi?”
„Dla mnie to pytanie jest jedną z najważniejszych lekcji, jakie wyniosłam od Moyo” – mówi Jain.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
}:- ❤️👍🏻 anonemoose monk
I can only bow in awe and silence amidst such profundity. Thank you Maria and Moyo both.