
Juan Ponce de León spędził życie na poszukiwaniu źródła młodości. Ja spędziłem swoje na poszukiwaniu idealnej codziennej rutyny. Ale ponieważ lata kolorowych kalendarzy papierowych ustąpiły miejsca opartym na chmurze aplikacjom do planowania, rutyna wciąż mi umyka; każdy dzień jest nowym dniem, tak nieprzewidywalnym jak jazda na byku rodeo i pozornie równie szybko mijającym.
Naturalnie, byłem zafascynowany ostatnią książką Daily Rituals: How Artists Work. Autor Mason Curry bada harmonogramy 161 malarzy, pisarzy i kompozytorów, a także filozofów, naukowców i innych wyjątkowych myślicieli.
Czytając, przekonałem się, że dla tych geniuszy rutyna była czymś więcej niż luksusem — była niezbędna do ich pracy. Jak mówi Currey: „Solidna rutyna pielęgnuje wytarte ścieżki dla energii mentalnej i pomaga odeprzeć tyranię nastrojów”. I chociaż sama książka jest zachwycającym miszmaszem ciekawostek, a nie podręcznikiem, zacząłem zauważać kilka wspólnych elementów w życiu zdrowszych geniuszy (tych, którzy polegali bardziej na dyscyplinie niż na, powiedzmy, alkoholu i benzedrynie), które pozwalały im na luksus rutyny zwiększającej produktywność:
Miejsce pracy z minimalną ilością rozproszeń . Jane Austen prosiła, aby nigdy nie oliwić pewnego skrzypiącego zawiasu, aby zawsze była ostrzeżona, gdy ktoś zbliżał się do pokoju, w którym pisała. William Faulkner, który nie miał zamka w drzwiach swojego gabinetu, po prostu odczepił klamkę i przyniósł ją ze sobą do pokoju — o czym dzisiejszy pracownik boksu może tylko pomarzyć . Rodzina Marka Twaina wiedziała, że nie należy wyważać drzwi jego gabinetu — jeśli go potrzebowali, trąbili, aby go wywabić. Graham Greene posunął się jeszcze dalej, wynajmując tajne biuro; adres i numer telefonu znała tylko jego żona. Jeśli NC Wyeth miał problemy ze skupieniem uwagi, rozpraszany bardziej widokiem za oknem niż przerwami, przyklejał kawałek tektury do okularów jako rodzaj klapki na oczy.
Codzienny spacer . Dla wielu osób regularny, codzienny spacer był niezbędny do funkcjonowania mózgu. Søren Kierkegaard uważał swoje ćwiczenia za tak inspirujące, że często wracał do biurka i zaczynał pisać, wciąż nosząc kapelusz i trzymając laskę lub parasol. Charles Dickens słynął z trzygodzinnych spacerów każdego popołudnia — a to, co na nich zaobserwował, bezpośrednio wpływało na jego twórczość. Czajkowski zadowalał się dwugodzinnym spacerem, ale nie wracał ani chwili wcześniej, przekonany, że oszukiwanie samego siebie o pełne 120 minut sprawi, że zachoruje. Beethoven odbywał długie spacery po lunchu, nosząc ze sobą ołówek i papier na wypadek natchnienia. Erik Satie robił to samo podczas długich spacerów z Paryża do robotniczej dzielnicy, w której mieszkał, zatrzymując się pod latarniami ulicznymi, aby zapisywać pomysły, które pojawiły się w trakcie podróży; krążą pogłoski, że gdy w latach wojny lampy te zgasły, jego produktywność również spadła.
Metryki odpowiedzialności . Anthony Trollope pisał tylko przez trzy godziny dziennie, ale wymagał od siebie tempa 250 słów na 15 minut, a jeśli skończył powieść, nad którą pracował, zanim minęły trzy godziny, natychmiast zaczynał nową książkę, gdy tylko skończył poprzednią. Ernest Hemingway również śledził swoją dzienną liczbę słów na wykresie „żeby nie oszukiwać samego siebie”. BF Skinner rozpoczynał i kończył sesje pisania, ustawiając timer, „i starannie zaznaczał liczbę godzin, które pisał, i słowa, które wyprodukował, na wykresie”.
Wyraźna granica między ważną pracą a pracą dorywczą . Zanim pojawił się e-mail, były listy. Zdumiałem się (i poczułem pokorę ), widząc, ile czasu każda osoba przeznaczała na odpowiadanie na listy. Wielu dzieliło dzień na prawdziwą pracę (taką jak komponowanie lub malowanie rano) i pracę dorywczą (odpowiadanie na listy po południu). Inni zwracali się do pracy dorywczej, gdy ta prawdziwa nie szła dobrze. Ale jeśli ilość korespondencji była podobna do dzisiejszej, ci historyczni geniusze mieli jedną przewagę: poczta przychodziła w regularnych odstępach czasu, a nie nieustannie, jak w przypadku e-maili.
Nawyk zatrzymywania się, gdy są na fali, a nie, gdy utknęli . Hemingway ujmuje to tak: „Piszesz, aż dojdziesz do miejsca, w którym wciąż masz w sobie energię i wiesz, co się wydarzy, a potem przestajesz i próbujesz przeżyć do następnego dnia, gdy znów to zrobisz”. Arthur Miller powiedział: „Nie wierzę w opróżnianie zbiornika, rozumiesz? Wierzę w wstawanie od maszyny do pisania, z dala od niej, póki mam jeszcze coś do powiedzenia”. Z wyjątkiem Wolfganga Amadeusza Mozarta — który wstawał o 6, spędzał dzień w wirze lekcji muzyki, koncertów i spotkań towarzyskich i często kładł się spać dopiero o 1 w nocy — wielu pisało rano, zatrzymywało się na lunch i spacer, spędzało godzinę lub dwie na odpowiadaniu na listy i kończyło pracę o 2 lub 3. „Zdałem sobie sprawę, że ktoś, kto jest zmęczony i potrzebuje odpoczynku, a mimo to nadal pracuje, jest głupcem” — napisał Carl Jung. Albo, cóż, Mozartem.
Wspierający partner . Martha Freud, żona Sigmunda, „rozkładała mu ubrania, wybierała chusteczki, a nawet nakładała pastę do zębów na szczoteczkę”, zauważa Currey. Gertrude Stein wolała pisać na świeżym powietrzu, patrząc na skały i krowy — i tak podczas ich podróży na francuską wieś Gertrude znajdowała miejsce do siedzenia, podczas gdy Alice B. Toklas przepędzała kilka krów w pole widzenia pisarza. Żona Gustava Mahlera przekupywała sąsiadów biletami do opery, aby uciszyli ich psy, gdy komponował — mimo że była gorzko rozczarowana, gdy zmusił ją do rezygnacji z własnej obiecującej kariery muzycznej. Niezamężni artyści również mieli pomoc: siostra Jane Austen, Cassandra, przejęła większość obowiązków domowych, aby Jane miała czas na pisanie — „Kompozycja wydaje mi się niemożliwa z głową pełną kawałków baraniny i dawek rabarbaru”, jak kiedyś napisała Jane. Andy Warhol dzwonił do przyjaciela i współpracownika Pata Hacketta każdego ranka, szczegółowo opowiadając o aktywnościach poprzedniego dnia. „Prowadzenie pamiętnika”, jak to nazywali, mogło trwać dwie pełne godziny — Hackett sumiennie zapisywał notatki i przepisywał je na maszynie każdego poranka w dni powszednie od 1976 r. aż do śmierci Warhola w 1987 r.
Ograniczone życie towarzyskie . Jeden z kochanków Simone de Beauvoir ujął to w ten sposób: „nie było żadnych przyjęć, żadnych przyjęć, żadnych wartości burżuazyjnych… to było uporządkowane życie, prostota celowo skonstruowana tak, aby mogła wykonywać swoją pracę”. Marcel Proust „podjął świadomą decyzję w 1910 r., aby wycofać się ze społeczeństwa”, pisze Currey. Pablo Picasso i jego dziewczyna Fernande Olivier zapożyczyli pomysł niedzieli jako „dnia domowego” od Steina i Toklasa — aby mogli „pozbyć się obowiązków przyjaźni w ciągu jednego popołudnia”.
Ten ostatni nawyk — względna izolacja — brzmi dla mnie o wiele mniej atrakcyjnie niż niektóre inne. A jednak nadal uważam rutyny tych myślicieli za dziwnie przekonujące, być może są tak nieosiągalne, tak ekstremalne. Nawet sama idea, że możesz zorganizować swój czas tak, jak chcesz, jest poza zasięgiem większości z nas — więc zakończę toastem za wszystkich, którzy wykonali swoją najlepszą pracę w ramach ograniczeń czyjejś rutyny. Jak Francine Prose, która zaczęła pisać, gdy szkolny autobus zabierał jej dzieci i zatrzymywał się, gdy je przywoził; lub T.S. Eliot, który odkrył, że pisanie jest o wiele łatwiejsze, gdy miał dzienną pracę w banku, niż jako głodujący poeta; i nawet F. Scott Fitzgerald, którego wczesne prace były upchnięte wokół ścisłego harmonogramu, którego przestrzegał jako młody oficer wojskowy. Te dni nie były tak legendarne jak przesiąknięte ginem noce w Paryżu, które nadeszły później, ale były o wiele bardziej produktywne — i bez wątpienia łatwiejsze dla jego wątroby. Przymus podążania za czyimiś schematami może być irytujący, ale dzięki temu łatwiej jest pozostać na ścieżce.
I oczywiście to właśnie jest rutyna — ścieżka, którą podążamy w ciągu dnia. Niezależnie od tego, czy sami przecieramy szlak, czy podążamy ścieżką wyznaczoną przez nasze ograniczenia, być może najważniejsze jest to, żebyśmy wciąż szli.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
Love part B of the very last sentence! Keep walking!! No matter what!